Hej Dziewczyny, mam nadzieję, że znajdziecie jeszcze chwilę czasu w dzisiejszym szaleństwie, żeby przeczytać tę krótką notką. Ja właściwie nic jeszcze ze sobą nie zrobiłam, ale jeszcze czaaas przecież :D
Niezbyt zadowolona z miesięcznego stosowania olejku do włosów Amla postanowiłam nieco ubogacić tego rodzaju pielęgnację i sprawiłam sobie maleńki poświąteczny prezent w postaci małego opakowania perfumowanego olejku kokosowego.
Perfumowany nie bez powodu- zrażona zapachem Amli nie chciałam już narażać nosa swojego, ani nikogo z bliskich (jedynie Tato nie zgłaszał zastrzeżeń).
Olejek zamówiłam w pierwszy dzień świąt, a przedwczoraj wybrałam się na wycieczkę do siedziby sklepu Helfy.pl żeby go odebrać.
Wszystko poszło bardzo sprawnie, dostałam też w ramach poświątecznego prezentu bardzo ładnie zapakowaną paczuszkę herbaty Roiboos z różnymi dodatkami.
Ale jakie było moje przerażenie, gdy, chcąc powąchać i oglądnąć to cudo, musiałam stwierdzić, że w mojej buteleczce zamiast płynnego olejku znajduje się skrystalizowana bryła. Jako że, wstyd się przyznać, nie zagłębiałam się bardziej w fizyczne właściwości tego olejku, myślałam, że jest zepsuty ;p
Ale wszystko się szczęśliwie wyjaśniło i zaraz po powrocie do domu nałożyłam olejek na włosy.
Przede wszystkim pachnie cudnie! Naprawdę extra, tym razem wszyscy są zachwyceni ;)
W zasadzie kokosa nie czuć wcale, tylko te perfumy.
Olejek miałam na włosach grubo ponad 24h.
Bardzo łatwo się zmył, a włosy po wyschnięciu wyglądały inaczej niż po oleju Amla. Były bardziej lśniące i miękkie. Nie są to jeszcze gładkość i miękkość absolutne, ale już jest lepiej.
Z Amli nie będę mimo wszystko rezygnować, mam zamiar zużyć butelkę do końca, ale na pewno nie kupię jej ponownie. Teraz będę używać olejów na zmianę, może taka współpraca wyjdzie moim włosom na lepsze.
Tak czy siak, wydaje mi się, że z moimi włosami oleje będą mieć ciężką przeprawę i będę się musiała wykazać ogromną cierpliwością :D
Życzę Wam po raz drugi szampańskiej zabawy wieczorem i w nocy i żeby spełniły się wszystkie Wasze noworoczne postanowienia!
Niezbyt zadowolona z miesięcznego stosowania olejku do włosów Amla postanowiłam nieco ubogacić tego rodzaju pielęgnację i sprawiłam sobie maleńki poświąteczny prezent w postaci małego opakowania perfumowanego olejku kokosowego.
Perfumowany nie bez powodu- zrażona zapachem Amli nie chciałam już narażać nosa swojego, ani nikogo z bliskich (jedynie Tato nie zgłaszał zastrzeżeń).
Olejek zamówiłam w pierwszy dzień świąt, a przedwczoraj wybrałam się na wycieczkę do siedziby sklepu Helfy.pl żeby go odebrać.
Wszystko poszło bardzo sprawnie, dostałam też w ramach poświątecznego prezentu bardzo ładnie zapakowaną paczuszkę herbaty Roiboos z różnymi dodatkami.
Ale jakie było moje przerażenie, gdy, chcąc powąchać i oglądnąć to cudo, musiałam stwierdzić, że w mojej buteleczce zamiast płynnego olejku znajduje się skrystalizowana bryła. Jako że, wstyd się przyznać, nie zagłębiałam się bardziej w fizyczne właściwości tego olejku, myślałam, że jest zepsuty ;p
Ale wszystko się szczęśliwie wyjaśniło i zaraz po powrocie do domu nałożyłam olejek na włosy.
Przede wszystkim pachnie cudnie! Naprawdę extra, tym razem wszyscy są zachwyceni ;)
W zasadzie kokosa nie czuć wcale, tylko te perfumy.
Olejek miałam na włosach grubo ponad 24h.
Bardzo łatwo się zmył, a włosy po wyschnięciu wyglądały inaczej niż po oleju Amla. Były bardziej lśniące i miękkie. Nie są to jeszcze gładkość i miękkość absolutne, ale już jest lepiej.
Z Amli nie będę mimo wszystko rezygnować, mam zamiar zużyć butelkę do końca, ale na pewno nie kupię jej ponownie. Teraz będę używać olejów na zmianę, może taka współpraca wyjdzie moim włosom na lepsze.
Tak czy siak, wydaje mi się, że z moimi włosami oleje będą mieć ciężką przeprawę i będę się musiała wykazać ogromną cierpliwością :D
Życzę Wam po raz drugi szampańskiej zabawy wieczorem i w nocy i żeby spełniły się wszystkie Wasze noworoczne postanowienia!

















































