Blogerski "Urodowy Przegląd Skóry" w Centrum WellDerm

  • 25

We wtorek razem z wrocławskimi blogerkami urodowymi i modowymi, miałam okazję uczestniczyć w kameralnym spotkaniu zorganizowanym przez wrocławski oddział Centrum Dermatologii i Medycyny Estetycznej WellDerm.
Ugoszczono nas iście po królewsku, ale zdrowo- owsiane ciasteczka, chipsy z jabłek, sałatki warzywne i owocowe, świeże soki... Nie nie zabrakło jednak też kawy- cóż trzeba było jeszcze o tej porze zachować trzeźwość umysłu :D

by ferrou
Justyna, Asia, ja, Agata :)

Przedstawiono Nam panią doktor Agnieszkę Bliżanowską- założycielkę WellDerm oraz wrocławską ekipę, która się nami zajęła pod względem dermatologicznym i zabiegowym, czyli doktor Edytę Englaender i Panią Marię Świniarską, która wykonywała zabiegi.


Po chwili pogawędek w hallu udałyśmy się do jednego z gabinetów, gdzie odbyła się prezentacja pt. "Urodowy przegląd skóry", a więc opowieści o pielęgnacji skóry 20+, o zagrożeniach, starzeniu się, o zabiegach dedykowanych różnym rodzajom skóry i różnym jej  problemom. Poznałyśmy kilka ciekawostek i nie mogło się również obyć bez kilku słów na temat botoksu i operacji plastycznych.





Kolejnym punktem programu były indywidualne konsultacje z panią dermatolog i jak się niespodziewanie okazało... pokazowe zabiegi, w których wzięłam udział ;)

Po krótkiej kwalifikacji mojej twarzy do zabiegu, dałam sobie zrobić na oczach koleżanek peeling chemiczny kwasem TCA 15%. Zawsze miałam ochotę na złuszczanie tego typu, więc kiedy nadarzyła się okazja, nie omieszkałam skorzystać. A że moja cera jest bardzo problematyczna- pojedyncze wypryski, zaskórniki, blizny, to idealnie się nadała.


Rozłożyłam się na łożu i dostałam kwasem w twarz :D Pali jak nie wiem co! Miałam do dyspozycji taki specjalny wachlarzyk, co by się w chwilach kryzysu ociupinę schłodzić, ale że byłam dzielna- dałam radę bez ;)

by Ferrou
Pani doktor Edyta Englaender, ja (+wachlarzyk!) i pani Maria Świniarska
(P.S. nie hodujcie dużych biustów, patrzcie jak to głupio na zdjęciach wygląda;p)

W czasie kiedy ja się smażyłam, pozostałe Dziewczyny po kolei udawały się na konsultacje, na których dostały również zaproszenia na rekomendowane im zabiegi (peeling lub hydroabrazja).

Poza moim peelingiem, publicznie wykonany został również zabieg Jet Peel, czyli hydroabrazja, który jest właściwie całkowitym przeciwieństwem peelingu. Jest zimny, mokry i zamiast pic- łaskocze ;)
Tym razem swoją twarz do celów poglądowych udostępniła Kokijaże, która z kolei ma cerę ładną, zdrową i też do zabiegu nadawała się idealnie ;) /hydroabrazja to zabieg oczyszczający, który ma  za zadanie utrzymać cerę w dobrym stanie/

Kokijaże sprawdza, czy twarz jest rzeczywiście "pozamiatana" ;)

by Ferrou
Venila Kostis, Justyna, Agata :)

Po skończonych zabiegach i konsultacjach, dwugodzinnych pogaduchach spotkanie się zakończyło.
Jak moje wrażenia? Atmosfera- na piątkę. W spotkaniu uczestniczyły znajome Blogerki (jeśli nie osobiście- to przynajmniej z sieci, czyli Venila Kostis i Kokijaże ;), do tego pyszne ciastka i bardzo kontaktowy personel. Profesjonalna prezentacja i organizacja (również po samym spotkaniu). Pod tym względem naprawdę świetnie spędziłam wieczór. Jedyne co wzbudziło moje wątpliwości to proporcje pomiędzy ilością dermatologii a medycyny estetycznej i troszkę nie do końca satysfakcjonujące mnie konsultacje- za mało konkretów, mi to trzeba tak łopatologicznie :D. Na uwagę zasługuje też na pewno fakt, że "w nagrodę" za odwagę, podobnie jak inne Dziewczyny dostałam zaproszenie na zabieg :)

Bardzo dziękuję Asi za zaproszenie i możliwość uczestniczenia w ciekawym (i mam nadzieję, że efektywnym:D) spotkaniu :)
Teraz siedzę i obserwuję swoją twarz, bo właśnie zaczynam się porządnie łuszczyć. Oczywiście post z moimi wrażeniami po zabiegu na pewno się pojawi, kiedy będę już piękna :D

Opinia na temat Serum pod oczy Clinique Even Better Eyes Dark Circle Corrector

  • 20
Minęło już prawie półtora miesiąca odkąd zaczęłam używać serum pod oczy z Clinique.
Mimo, że w opakowaniu jest go jeszcze trochę, myślę, że czas już najwyższy napisać o nim coś więcej. Produkt jest ciekawy, spotkałam się z pozytywnymi recenzjami, ale czy sprawdził się u mnie? No nie bardzo, choć tak naprawdę nie wiem, czy mam na co zwalać winę...

Clinique Even Better Eyes Dark Circle Corrector, serum pod oczy



PRODUCENT:
Eyes Dark Circle Corrector – nowy kosmetyk od Clinique o wyjątkowo lekkiej formule, natychmiast redukujący ciemne cienie pod oczami. 
Wygodny aplikator z końcówką chłodzącą wzmacnia zmęczone oczy, a masaż podczas nakładania stymuluje mikrocyrkulację komórek. Chłodzi, odświeża i uspokaja. Korektor nie zawiera żadnych olejków, dzięki czemu stanowi idealną bazę pod makijaż. Nadaje się do każdego typu skóry, także wrażliwej. Testowany alergologicznie.
  • Rodzaj skóry: skóra normalna
  • Działanie: nawilżające, orzeźwiające

OPAKOWANIE: małą tubka z metalową końcówką z dziurką. Kosmetyk wydobywa się poprzez otwór. Trzeba uważać, co by nie ścisnąć za mocno ;) Metalowa końcówką i masaż nią- wiadomo- zawsze spoko :D
KOLOR: cielisty. Na początku, nie czytając jakoś wgłębnie etykiet, a jedynie, jak to baba, dostając się do środka, pomyślałam, że to korektor. Zawiera mikro mikro rozświetlające drobinki, których niemal nie widać gołym okiem.
ZAPACH: niemal niewyczuwalny
KONSYSTENCJA: leciutka. Serum jest dość rzadkie, "śliskie". Szybko i łatwo się rozsmarowuje. Myślałam, że w związku z tym będzie się równie fajnie wchłaniać, ale nic bardziej mylnego. Produkt dość długo "wisi" nam pod oczami, błyszczy się , a niewklepany potrafi zbierać się we wszelkich załamaniach skóry. 

EFEKTY: powtórzę to, co pisałam przy okazji pierwszego, wstępnego wpisu na temat tego kosmetyku. Nie cierpię na takie klasyczne ciemne cienie pod oczami. Takie doskwierają mi w przypadku naprawdę nieprzespanych nocy lub choroby.
Ale pod oczami u mnie jest ciemniej, nie da się ukryć. Wynika to jednak z bardzo ciemnej oprawy oka i wszelkich możliwych żyłek, które przebijają spod delikatnej skóry podbijając siny efekt ;)
Nie przeszkadza mi to jakoś szczególnie, ale od czasu do czasu pacnę sobie tam korektorem, żeby trochę te okolice rozjaśnić.
Pod względem takiego właśnie doraźnego korygowania- serum jest fajne. Ze względu na cielisty kolor i drobinki bardzo ładnie rozświetla oko i robi za delikatny korektor.
Ale jakby nie patrzeć jest to serum. Serum "even better". Powinno z biegiem czasu troszkę uleczyć nam te okolice. 
Niestety nic takiego u siebie nie zauważyłam. Oko jak wyglądało, tak wygląda nadal. Naprawdę nie widzę nawet minimalnej różnicy.
Ale nie wiem, może tego mojego cienia po prostu nie da się rozjaśnić?
Jeśli chodzi o bardziej klasyczne działanie- dobrze nawilża, po wchłonięciu tworzy bardzo przyjemną w dotyku pudrową warstewkę. Producent mówi, że serum jest dobre pod makijaż, ale ja nie widzę potrzeby nakładania na nie jeszcze jakiegoś kosmetyku.







Serum jest drogie, za taką tubeczkę płacimy ok. 180 zł. W związku z tym nie będę go oceniać.
Jeśli macie na nie ochotę, zróbcie porządny szeroki wywiad, bo nie wiem, czy za korektor fajnie jest tyle zapłacić...


Włosy- rok olejowania, zmian w pielęgnacji i wpis listopadowy

  • 42
W ubiegłą niedzielę minął równy rok odkąd pierwszy raz nałożyłam olej. Była to zwykła cuchnąca Amla. Od tego momentu całkowicie zmieniło się moje podejście do włosów. 
Przyszedł więc czas na duże podsumowanie efektów moich działań.
Ale zanim do tego przejdę krótki wpis tradycyjnie miesięczny.



Zdecydowanie jeden z lepszych miesięcy, jeśli chodzi o stan moich włosów. Co lepsze- wcale się jakoś szczególnie nie przykładałam. Włosy olejowałam dosłownie raz w tygodniu, ale za to cudownym olejem, o którym niedługo. 

Dawno nie miałam tak genialnych włosów. Są idealnie gładkie, jedwabiste i niesamowicie miękkie, a to przy moich włosach jest nie lada wyzwaniem.
Na pewno duży udział w ich szczęściu miało to, że praktycznie cały miesiąc przechodziłam w wysokim koku. Rozpuszczone włosy miałam może dosłownie ze dwa razy.
Poza tym włosy przestały w końcu wypadać. Ciężko mi tym razem ocenić wzrost, ponieważ dosłownie tydzień temu podcięłam końcówki.

Jeśli chodzi o kosmetyki, których używałam, to zestawienie niewiele różni się od zeszłomiesięcznego:
SZAMPON: płyn do higieny intymnej Intimelle z aloesem, Gliss Kur Ultimate Volume z płynnym kolagenem i keratyną

ODŻYWKA: Balea mleczno- morelowa do włosów suchych i zniszczonych, błyskawiczna odżywka w sprayu Gliss Kur Ultimate Volume, odżywka w piance Gliss Kur Ultimate Volume, odżywka do spłukiwania Ultimate Volume

MASKA: fluid keratynowy Artego, Pilomax Express Wax maska do włosów zniszczonych
WCIERKA: kuracja wzmacniająca Joanna Rzepa + Biostymina
INNE: Eliksir Gliss Kur, glutek z siemienia lnianego, gliceryna w płynie

OLEJ: Ayurveda IHT9 Natural Hair Loss Therapy


"włosy z listopada" to włosy tylko umyte! bez żadnych odżywek i innych tego typu specyfików :)


Włosy są zdecydowanie bardziej mięsiste i gładkie niż  w ubiegłym miesiącu. Ogólnie- jestem naprawdę zachwycona ich obecną formą :)


Teraz czas na roczne podsumowanie.
Rok temu moje włosy sięgały pasa, ale były na maxa zniszczone mniej więcej od połowy długości, a nawet ponad! Bardzo spaliłam je lokówką, w efekcie czego były szorstkie i suche.
Pod wpływem włosowej części blogosfery postanowiłam radykalnie zmienić pielęgnację. Rozpoczęłam olejowanie i przerzuciłam się na bardzo proste i naturalne kosmetyki.
Niestety jak wiemy, zniszczonych włosów nie da się uratować. Nie da się ich zregenerować. Tym sposobem pod koniec stycznia podjęłam decyzję o drastycznym cięciu.
Z włosów do pasa zrobiły się włosy do łopatek. 
Ale na szczęście od razu odżyły! Naprawdę nie było sensu wcierać masę kosmetyków w martw już właściwie włosy.
Z biegiem czasu przekonałam się również, że bardzo naturalna pielęgnacja nie do końca służy moim włosom. Były bardzo niezdyscyplinowane. Stopniowo zaczęła wprowadzać silikony i teraz jest świetnie. Wystarczy do tego podejść w miarę mądrze ;)
Była to bardzo dobra decyzja, choć wciąż tęsknię za tą długością. Zwłaszcza, że zapuszczanie idzie mi dość topornie. Ale cóż, trzeba być cierpliwym.

Włosy sprzed roku fotografowałam po uprzednim jedynie umyciu włosów prostym szamponem, nie zastosowałam żadnej odżywki, aby pokazac jakie są bez wspomagaczy. Aby oddać rzeczywistą zmianę w ich kondycji, również i włosy z ubiegłej niedzieli są jedynie umyte 
(płyn Intimelle)

BYŁO: włosy bardzo długie, gęste, ale napuszone, objętość tylko iluzoryczna. Zniszczone, suche, szorstkie, łatwo poddające się stylizacji, lekkie.

JEST: włosy długie, gęstsze, gęstość rzeczywista wynikająca z ilości i grubości włosów. Brak napuszenia, gładkie, dobrze nawilżone, miękkie, niepodatne na stylizację, ciężkie, w związku czym lekko oklapnięte.

Poniżej podaję Wam linki do wszystkich miesięcznych aktualizacji włosowych

Podsumowanie
Jak myję włosy?
Niemal codziennie wieczorem. Włosy przed myciem szczotkuję, dzięki czemu się nie plączą. Nie robię gniazda na głowie- najpierw myję włosy u nasady, potem stopniowo przesuwam się w dół.
Spłukuję ciepłą wodą.

Odżywki, maski?
Do spłukiwania nakładam na osuszone ręcznikiem włosy, od wysokości ucha  w dół. Trzymam od 15 do 40 minut. Spłukuję przez chwilę ciepłą, potem lodowatą wodą (nie polewając skalpu).
Czasem podgrzewam włosy suszarką.

Czesanie?
Włosy rozczesywałam kiedyś na mokro, ponieważ czesanie na sucho kończyło się zawsze wielkim buszem na głowie.
Odkąd włosy są jednak gładsze, mogę sobie pozwolić na rozczesywanie na sucho. Robię to zwykłym grzebieniem z szeroko rozstawionymi zębami. Dwa razy dziennie staram się szczotkować włosy. Mam w tym celu zwykłą szczotek z włosiem z SP.

Stylizacja?
Włosy nosze związane w wysoki kok lub rozpuszczone. Często używam papilotów.

Olejowanie?
Ponieważ włosy myję wieczorem, nie mam możliwości olejować włosy przed myciem. Dlatego staram się to robić w weekend i po prostu chodzę tak przez cały dzień. Olej nakładam na suche włosy ;)

Jakie wnioski?
Przede wszystkim- Dziewczyny nie dajcie się zwariować! Nie każdemu służy ściśle naturalna pielęgnacja, czego jestem najlepszym przykładem. Moje włosy źle reagowały na totalny brak silikonów w składzie kosmetyków.
Jeśli będziecie rozsądnie je stosować, nic złego się nie stanie, Pamiętajcie, żeby włosy mocno nawilżać, a wszelką chemię z włosów dokładnie zmywać prostymi, delikatnymi szamponami!
Warto próbować nowych rzeczy, ale włosy każda z nas ma inne i co innego im służy ;)
Jeśli brak silikonów Wam pomaga- to zazdroszczę, też bym tak chciała :)

Nie wiem, czy poruszyłam wszystkie kwestie, więc ewentualnie pytajcie ;)

Chanel, Maybelline- nowe czerwienie do ust

  • 25
Dzisiaj krótka pokazówka- zapowiedź tego, co w najbliższym czasie będzie można oglądać na moich ustach.


Maybelline póki co uwiódł mnie trwałością, ale zniechęcił aplikatorem. Kolor to piękna wiśnia, choć w nazwie Berry ;)

Chanel Rouge Allure w malinowym odcieniu to spełnienie moich szminkowych marzeń. Wprawdzie to tester, ale sztyft niczym nie ustępuje sprzedażowej wersji- liczy się wnętrze :) Niesamowita konsystencja!

Więcej- wkrótce :)

Gliss Kur- złoty eliksir do włosów

  • 21
Końcówki włosów zabezpieczamy chyba głównie kroplą jakiegoś olejku lub jedwabiem. Produktów tego typu jest dosłownie od groma i chyba każda marka, która oferuje kosmetyki do włosów ma coś w tym typie.
Ja obecnie używam serum- eliksiru z olejkami Gliss Kur. "Pielęgnujące olejki" mamy wprawdzie w pierwszej części składu, ale poza tym sporo chemii, niemniej  o dziwo spełnia swoje zadanie lepiej niż nie jeden jedwab.

GLISS KUR SERUM ELIKSIR  do włosów z drogocennymi pielęgnującymi olejkami




Producent:


Produkt przeznaczony jest do codziennej pielęgnacji włosów wymagających intensywnego odżywienia. Eliksir zapewnia optymalne wygładzenie struktur włosa. Po zastosowaniu produktu włosy stają się lśniące oraz elastyczne bez efektu obciążenia.

Preparat zawiera olejek argonowym który głęboko i skutecznie nawilża włosy. Posiada on także silne działanie o charakterze regenerując, chroni przed silnym działaniem promieni słonecznych czy też wiatru.
Produkt nadaje się do każdego rodzaju włosów, a w szczególności do włosów suchych i zniszczonych, wymagających szczególnej pielęgnacji.
Jest wydajny - wystarczy jedno lub dwa rozpylenia, aby zapewnić włosom niezbędną ochronę. Składniki Eliksiru Gliss Kur są wchłaniane przez włosy bez pozostawiania na nich zbędnych resztek. Codzienne stosowanie preparatu wyraźnie poprawia kondycję włosów.
Eliksir może być stosowany w różny sposób:
- przed myciem włosów - dzięki czemu nie będą się plątały w trakcie mycia, szczególnie ważne dla osób o zniszczonych włosach,
- po myciu włosów - stosowany na wilgotne włosy bez spłukiwania odżywia je i wygładza oraz zapobiega ich plątaniu się, 
- przed wyjściem - chroni włosy przed szkodliwymi czynnikami atmosferycznymi oraz ułatwia ułożenie fryzury. 

(źródło: wizaz.pl)






OPAKOWANIE: przezroczysta, "złota" butelka z pompką, którą blokuje się poprzez przekręcenie- bardzo fajne rozwiązanie- żadnych plastikowych zatyczek, które cały czas się gubią, a my mamy pewność, że produkt się nie wyleje.
KOLOR: taki powiedzmy bursztynowy ;)
ZAPACH: kosmetyczny, ale bardzo przyjemny, nie duszący, długo utrzymuje się na włosach, zwłaszcza jeśli zafundujemy sobie coś na kształt olejowania, z nim w roli głównej.
KONSYSTENCJA: przypomina olejek, "w dotyku" tłustawy, świetnie si e rozprowadza, bardzo gładki, sunie po włosach.

EFEKTY: Stan moich włosów w ostatnim czasie niesamowicie się poprawił. Praktycznie cały czas chodzę w koku, włosy nie są narażone na zniszczenia, do tego podcięłam końcówki.
Ale mam czasem ochotę włosy rozpuścić, a do tego jest płaszcz, do tego jest szal, jest wiatr i paskuda.
Pogodziłam się z myślę, że całkowicie naturalna pielęgnacja nie jest mi pisana. Cóż zrobić :)

Ten eliksir nakładam  na końcówki, kiedy wiem, że włosów nie będę związywać i że będą latać luzem. Wiąże się to w moim przypadku z kręceniem włosów na papiloty, więc zawsze funduje im wtedy dawką silikonów i wygładzaczy.

Gliss Kur sprawdza się idealnie. Żaden jedwab nie sprawił jeszcze, że włosy były tak niesamowicie miękkie
Wygładza klasycznie, nabłyszcza, nie zauważyłam, żeby przesuszał końcówki, zwłaszcza że dbam o porządne go zmycie. 
Świetny zarówno na wilgotne jak i suche włosy, choć łatwo z nim przesadzić- wystarczy naprawdę niewielka kropla, żeby ochronić końcówki. Jest przez to niesamowicie wydajny.
Większą ilość zdarzyło mi się użyć w momencie, gdy postanowiłam wykorzystać go do czegoś na wzór olejowania.
"Natłuściłam" nim włosy i pozostawiłam na kilka godzin. Efekt? Po zmyciu włosy idealnie gładkie i miękkie. Oczywiście trzeba mieć świadomość, że to bomba chemiczna i decydując się na używanie, trzeba się wykazać dozą rozsądku :)


Skład: Cyclomethicone, Trisiloxane, Dimethiconol, Helianthus Annuus Seed Oil, Argania Spinosa Kernel Oil, Parfum, Benzyl Alcohol, Butylphenyl Methylpropional, Geraniol, Hexyl Cinnamal, Citronellol, Limomene, Benzyl Salicylate, Linalool, Alpha-Isomethyllonone, Citral, CI 40800.

OGÓLNA OCENA: 5/5

Na pewno największą wadą tego kosmetyku jest cena... 40 zł (za 75 ml) to dużo.
Ale z drugiej strony- mała buteleczka Jedwabiu Biosilk kosztuje prawie 10 zł... Ta butla wystarczy na baaaaardzo długo.

Co polecacie do zimowego zabezpieczania? :)

Konkurs Marc Anthony i Rossmann

  • 5
Na facebook'u pokazywałam Wam już nową linię kosmetyków do włosów marki Marc Anthony z olejem arganowym.
Ja zaczynam próby na włosach, a Wy jeśli chcecie, możecie wygrać te kosmetyki w konkursie na stronie drogerii Rossmann.


Warunkiem przystąpienia do konkursu jest zalogowanie się na stronie konkursu na portalu Rossnet w zakładce www.rossnet.pl/konkursy
i odpowiedź na pytanie: Jaki jest Twój ulubiony produkt Marc Anthony?


Nagrody:
- zaproszenie w raz z osoba towarzyszącą na metamorfozę do salonu Marc Anthony w Toronto
- 50 zestawów kosmetyków Marc Anthony z nowej serii



Konkurs trwa od 22 listopada, czyli od jutra, do 16 grudnia, tak więc zwycięzca zostanie wyłoniony jeszcze przed świętami.


Kosmetyki Marc Anthony dostaniecie m.in. w Rossmannie i Drogeriach Hebe.
Powodzenia :)

Pastelowa brzoskwinia na usta.

Niedawno pisałam, że widziałyście już wszystkie piękne intensywne pomadki, które posiadam, ale dzięki kochanej Carol zafunduję Wam jeszcze mocny strzał (jak tylko sobie poużywam). No i ta promocja w Rossmannie... Ech, będzie ostro!

Tymczasem coś z tej delikatniejszej beczki.  
Safira to pomadka nawilżająca, z olejkiem jojoba i witaminami.
Ma pielęgnować usta i nadawać im kolor
Mój odcień to Sweet Peach.
Kolor dość ciekawy, ale ja się  w nim jakoś nie potrafię odnaleźć. Nie mówię, że wyglądam w nim źle, nikt na mnie dziwnie nie patrzył na ulicy, ale mi jakoś nie pasuje :)

Pomadka ma niestety trochę wad. Przede wszystkim fatalne, dziadowskie opakowanie. Wszystko w nim "lata". Jest to pomadka wykręcana, ale u mnie mechanizm jest już zepsuty- wykręcić się da, ale schować z powrotem już nie.
Pomadka jest bardzo kremowa, idealnie się rozsmarowuje, nakłada się równo, ale ma tendencję do zbierania się w załamaniach. Myślę, że dużo chętniej bym ją nosiła, gdyby była trwalsza, a niestety jest słabo.

Poza tym szminka ma dość dziwny smak i zapach. Myślę, że z założenia miało być miło i pachnąco, ale się nie udało...

Nie jest to szminka do szybkiego makijażu. Z racji na ograniczoną dostępność, mimo niskiej ceny (ok. 10 zł), uważam, że nie ma co się za nią za bardzo rozglądać, bo podobny kolor na pewno się znajdzie w zwykłych drogeriach i w porządnym opakowaniu (to jest naprawdę okropne. Już wolę badziwie z Constance Carrol :D)





Za mną chodzi wciąż pomarańcz, ale raczej w wersji marchewkowej, a nie takiej light. W przyszłym tygodniu pokażę Wam Tint Gloss Maybelline, który póki co muszę oswoić, ale coś mi się wydaje, że skradnie moje serce :)

P.S.
Przepraszam za przerwy w nadawaniu, ale jeszcze trochę potrwają. Niemniej w najbliższym czasie (jakieś 1,5 tygodnia) na pewno pojawi się roczne podsumowanie pielęgnacji włosów, eliksir Gliss Kur i drugi odcinek "kosmetyków w prawie".
Trzymajcie się ciepło :*

Nawilżający płyn micelarny bioHyaluron 4D Eveline

  • 19
Dawno temu miałam kiepskie podejście do micela i skończyło się to wielkim wysypem na twarzy. No naprawdę była tragedia, Pryszcz na pryszczu. Tym razem podeszłam do niego lepiej i od razu poskutkowało to dobrymi wynikami.
W tym momencie zdecydowanie jestem na tak.

EVELINE NAWILŻAJĄCY PŁYN MICELARNY bioHYALURON 4D 3w1

Producent:

Skuteczne i delikatne oczyszczanie wrażliwej i suchej skóry twarzy i wokół oczu.
3w1            
•    dokładnie i delikatnie oczyszcza
•    usuwa nawet wodoodporny makijaż
•    długotrwale nawilża 24h

Nawilżający płyn micelarny 3 w 1 zapewnia potrójny efekt: dokładnie i delikatnie oczyszcza skórę z makijażu i zanieczyszczeń, usuwa nawet wodoodporny makijaż oraz długotrwale nawilża 24h. Unikalna beztłuszczowa receptura pozwala na 100% bezpieczny demakijaż oczu, również z przedłużonymi lub zagęszczonymi rzęsami. Formuła płynu intensywnie nawilża skórę, koi i łagodzi podrażnienia. Redukuje oznaki zmęczenia i odświeża cerę. Nie narusza warstwy hydrolipidowej  naskórka. Doskonale zastępuje mleczko i tonik.
Idealna tolerancja nawet w przypadku skóry wrażliwej oraz szczególnie wrażliwej skóry okolic oczu.
Bogata receptura:
• MICELE skutecznie usuwają zanieczyszczenia i makijaż (nawet wodoodporny). 
• bioHyaluron ComplexTM bogaty w kwas hialuronowy zapewnia skórze idealny poziom nawilżenia. 
• PhytoCellTecTM - roślinne komórki macierzyste pomagają zachować młody wygląd skóry
• Algi laminaria działają zmiękczająco, tonizująco i nawilżająco.
• WITAMINA E odżywia, regeneruje, chroni i wygładza cerę.
• D-PANTHENOL i ALANTOINA działają kojąco i przeciwzapalnie

OPAKOWANIE: ładna, smukła butelka. Zdecydowanie mi się podoba. Przezroczysta,  z porządnym zamknięciem. Ani razu, mimo częstego wywożenia go z domu, się nie otworzył i nie rozlał.
KOLOR: przezroczysty
ZAPACH: bardzo delikatny, przyjemny, choć troszkę chemiczny.
KONSYSTENCJA: no płyn, cóż może być ;)
EFEKTY: płyn ma przede wszystkim delikatnie i skutecznie usuwać makijaż i długotrwale nawilżać. I wychodzi mu to naprawdę dobrze. Przecieram nim twarz każdego ranka, wieczorem również. Z tym, że wieczorem traktuję go już bardziej jako tonik, niż sam zmywacz makijażu i stosuję na już pozbawioną makijażu twarz (mleczko Dermedic). Nie mówię jednak, że nie zmywam nim makijażu. Owszem, zdarza się, ale nie jest to dla mnie zabieg codzienny. Niemniej na zmycie "tapety" zużywam wtedy 2, maksymalnie 3 waciki nasączone płynem (ostatni to już takie wykończenie ;). Bez problemu można zmyć tusz rzęs- nie podrażnia oczu, a wszystko ładnie schodzi. Ja jednak ze względu na problemy z rzęsami preferuję jednak produkty "mleczne". Producent zapewnia, że płyn idealnie nadaje się do rzęs doczepianych i ogólnie sztucznych, ale o tym pojęcie mam zerowe ;)
Na pewno świetnie nawilża. Skóra jest zmiękczona i gładka, nie świeci się, odczuwalnie odświeżona i po prostu czysta. Nie mam może suchej i wrażliwej cery ( a do takiej przeznaczony jest ten płyn), ale dobre nawilżanie cenię sobie bardzo, a ten produkt zaspokaja mnie w 100%.

Aqua, Hyaluronic Acid, Polysorbate-20, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Glycerin, Methyl Gluceth-20, Betane, Butylene Glycol, Laminaria Hyperborea Extract, Panthenol, Acacia Seyal Gum, Malus Domestica Fruit Cell Culture Extract, Tocopheryl Acetate, Allantoin, Polysorbate 20, PEG-20 Glyceryl Laurate, Tocopherol, Linoleic Acid, Retinyl Palmitate, Methylchloroisothiasolinone, Methylisothiasolinon, Disodium EDTA
Pojemność: 200ml/ Cena: 12 zł
OGÓLNA OCENA: 4+/5
Jakich płynów używacie obecnie? :)

Gliss Kur z kolagenem morskim- mgiełka i pianka

  • 11
Dzisiaj druga część recenzji kosmetyków z nowej serii Gliss Kur Ultimate Volume z płynnym kolagenem.
Ostatnio pokazywałam Wam szampon i odżywkę do spłukiwania. Dzisiaj kolej na pozostałe dwie odżywki: w piance i spray'u.

GLISS KUR ULTIMATE VOLUME ekspresowa odżywka w piance


OPAKOWANIE: mała, poręczna wyprofilowana butla z klasycznym piankowym wyciskaczem. Działa bez zarzutu, idealna  do zabrania w podróż.
KOLOR: biały
ZAPACH: gliss kurowy ;)
KONSYSTENCJA: dość "sucha" wodnista piana. Spodziewałam się czegoś bardziej kremowego i treściwego.

EFEKTY: zdecydowanie najsłabszy punkt tej serii. Nie jest może jakaś strasznie strasznie tragiczna, ale zdecydowanie odstaje nie tylko w porównaniu z resztą odżywek z tej linii, ale ogólnie przy innych odżywkach, które posiadam (a są to kosmetyki, które naprawdę świetnie służą moim włosom).
Myślałam, że pianka to będzie fajny, wygodny bajer, ale zdecydowanie bardziej wolę odżywki w klasycznej formie. Nie widzę wielkich udogodnień przy aplikacji. Za to odnoszę wrażenie jakbym nie zmyła czegoś lepkiego z włosów. 
Odżywkę trzymam w mieszkaniu Chłopaka, bo wtedy nigdy nie mam czasu na zabawy z "normalną" pielęgnacją. Włosy myję późno i żeby czasu schnięcia dodatkowo nie wydłużać kolejnym płukaniem włosów, używam właśnie tego kosmetyku. Zwłaszcza, że nie chce mi się dźwigać dodatkowych kosmetyków ;)

Efekty na włosach po wyschnięciu nie są bardzo złe- włosy są gładkie, wygładzone, nieprzesuszone, ale jednak nie jest to ten stopień nawilżenia, którego oczekuję.
Dla mnie zdecydowanie kosmetyk awaryjny.

Skład (no kiepściutko, ale i tak myślałam, że będzie gorzej;)
Aqua, Cetrimonium Chloride, Hydrolyzed Collagen, Panthenol, Cocodimonium Hydroxypropyl Hydrolyzed Keratin, Hydrolyzed Keratin, Stearamidopropyl Dimethylamine, Phenoxyethanol, Ceteareth-25, PEG-12 Dimethicone, Lactic Acid, Dipalmitoylethyl Dimonium Chloride, Silicone Quaternium-22, Sodium Methylparaben, VP/VA Copolymer, PPG-3 Myristyl Ether, Coco-Betaine, Polyquaternium-69, Glycerin, Propylene Glycol, Parfum, Polyquaternium-10, Styrene/VP Copolymer, Alcohol denat., Citric Acid, Sodium Chloride, PEG-14M, Hexyl Cinnamal, Amyl Cinnamal, Limonene, Linalool, Benzyl Salicylate, Benzyl Alcohol, Butylphenyl Methylpropional

Pojemność: 125 ml/ Cena: 19 zł

OGÓLNA OCENA: 2/5


GLISS KUR ULTIMATE VOLUME ekspresowa odżywka regeneracyjna


OPAKOWANIE: długa butelka z atomizerem. Przezroczysta, nic się nie zepsuło przez cały czas używania. Bez problemu można zużyć co do ostatniej kropli.
KOLOR: fioletowy.
ZAPACH: gliss kurowy.
KONSYSTENCJA: mgiełka. Bardzo delikatna, dobrze chwyta się włosów, nie ulatuje wszędzie dookoła. Nie lepi się na włosach. tworzy na nich gładki, śliski film.

EFEKTY: w kategorii odżywek do pospiesznego użytku zajmuje u mnie zdecydowanie wysokie miejsce.
Nie robi szału, ale jest bardzo przyjemna. Błyskawicznie wygładza, zmiękcza i "rozplątuje" włosy. Będzie idealna dla osób, które nie boją się nienaturalnych kosmetyków, a mają problem z mocno plączącymi się włosami. 

Nie mam ogromnych wymagań, jeśli chodzi o odżywki bez spłukiwania, bo używam ich dosłownie raz w tygodniu, kiedy kompletnie brakuje mi czasu. Co do dodawania objętości przez te kosmetyki, to trudno mi się wypowiedzieć, ponieważ nie mogę stosować odżywek tam, gdzie właśnie tej objętości mi brakuje, czyli przy skalpie. Jakikolwiek dodatkowy kosmetyk sprawia,że włosy dosłownie lepią mi się do głowy. Pozostaję tylko przy szamponie. 

Skład (no już lepiej niż pianka. no i efekty dużo lepsze;)

Aqua, Cyclomethicone, Phenyl Trimethicone, Hydrolyzed Collagen, Panthenol, Cocodimonium Hydroxypropyl Hydrolyzed Keratin, Hydrolyzed Keratin, Dimethiconol, Cetyl PEG/PPG-10/1 Dimethicone, Lactic Acid, Polyquaternium-16, Cetrimonium Chloride, Sodium, Benzoate, Parfum, Hexyl Cinnamal, Amyl Cinnamal, Limonene, Linalool, Benzyl, Salicylate, Benzyl Alcohol, Butylphenyl Methylpropional, CI 60730, CI 17200

Pojemność: 200ml/ Cena: 15 zł

OGÓLNA OCENA: 4/5

A już za tydzień ostatni z moich kosmetyków marki Gliss Kur. I chyba najbardziej przeze mnie lubiany :)


Różowa szminkowa ulubienica od Rimmel

  • 53
Szminkę dostałam od Mai z bloga Kosmetyczny Kuferek Burn. Użyłam jej już na drugi dzień i się zakochałam. Nie tylko ja zresztą, bo kolor zbiera więcej komplementów, niż wszystkie moje czerwienie razem wzięte. Podobno bardzo mi pasuje :D


Szminka ma typowe dla rimmelowych mazideł właściwości. Jest kremowa, ładnie się rozprowadza na ustach i dobrze kryje.
Jest trwała, jedzenia buły może nie przetrwa, ale puszka z napojem nie robi jej żadnej krzywdy i przed długie godziny nie wymaga poprawek. Po całym dniu noszenia odczuwalne jest lekkie przesuszenie ust.



No i oczywiście naustnie. Dopiero teraz widzę, jak krzywo się pomalowałam, pardon :*




Lubicie takie kolory? Bo ja baaaaardzo, jak macie niepotrzebne, to na priv mogę wysłać adres ;p

Świąteczne rarytasy od The Body Shop i blogerski najazd :)

  • 33
Ponad tydzień temu, dzięki uprzejmości Agata Ma Nosa, miałyśmy z  Dziewczynami okazję bardzo wnikliwie zbadać świąteczne pyszności z sklepie The body Shop w Pasażu Grunwaldzkim we Wrocławiu.
Przesympatyczna, kochana Klaudia, menedżerka sklepu, pokazała Nam każda możliwą rzecz, wypachniła i wypsikała czym tylko się dało :D

Do tej pory broniłam się przed TBS nogami i rękami, ale pon tej wizycie, w tak doborowym towarzystwie i fantastycznej atmosferze, totalnie przepadłam :D

Zapachowo mamy trzy wersje: żurawinę, imbir i wanilię. Bez dodatków.
Każda z nas mogła sobie wybrać zapach, który najbardziej jej się podobał i dostała miniatury trzech kosmetyków: żelu pod prysznic, peelingu i masełka.
Ja wybrałam wersję żurawinową i jestem zachwycona!


Świąteczna kolekcja wyróżnia się przede wszystkim eleganckimi opakowaniami. Mydła w płynie wyglądają jak złote kule,czy bombki na choinkę :)
Do tego miniatury kosmetyków zapakowane w sympatyczne opakowania, w formie lizaka, czy domku.
Idealne na prezent pod choinkę :)

(zdjęcia by Sweet & Punchy)

wprost pieję z zachwytu ;p
od lewej: ja, Maja, Marta, Klaudia, Patrycja i Kasia :)


Cudny fluid keratynowy do włosów Artego

To, że konkursowo/rozdaniowo jestem małym dzieckiem szczęścia, rzeczą jest wiadomą. No i wygrałam na facebooku pół litrową butlę fluidu keratynowego Artego. Zachwycił mnie od pierwszego użycia.
Trochę jest z nim zabawy, ale efekty- super!

ARTEGO EASY CARE DREAM REPAIR K- FLUID keratynowy fluid odbudowujący

Producent:

  • keratyna odbudowuje włosy 
    od wewnątrz
  • bogactwo składników: olejek 
    z jojoby i avocado
  • serycyna uelastycznia 
    i wzmacnia włosy
  • niezwykły efekt odbudowy uwrażliwionych włosów
(źródło: artego.pl)


OPAKOWANIE: duża butla, z mocnego plastiku, bardzo solidna. Z pompką, ale o ile zawsze pompka jest czymś, co się zachwala, tak w tym przypadku jest kłopotliwa. A to dlatego, że po przekręceniu wyskakuje w górę. Wtedy można sobie wycisnąć, ile kosmetyku nam potrzeba. Ale problemy zaczynają się przy zamknięciu, bo żeby to zrobić, trzeba nie tylko pompkę docisnąć do dołu (wtedy wylatuje przecież kosmetyk), ale trzeba też przekręcić ją w odpowiednią stronę. Jeśli nam się nie uda, musimy albo wycisnąć dodatkową porcję kosmetyku i próbować dalej, albo zostawić butlę otwartą. Tzn. z wyciągniętą pompką.
KOLOR: żółtawy, z perłowym połyskiem.
ZAPACH: mocno kosmetyczny, ładny, utrzymuje się na włosach.
KONSYSTENCJA: dość płynna odżywka, ale nie przelewa się przez place, nie spływa z włosów. 

EFEKTY: no mniam mniam mniam.
Bardzośmy się polubili. Zabawy trochę jest. Po nałożeniu fluidu na wilgotne włosy trzeba je wysuszyć suszarką. Tak, wysuszyć. Niemal do sucha. Potem można już normalnie spłukać i cieszyć się gładkimi, miękkimi i sypkimi włosami.  Nawet moje niesforne pasmo paskudne, którego nic nie rusza, takiemu zabiegowi się poddaje i wygląda równie pięknie jak reszta włosów.
Naprawdę fantastyczna sprawa. Włosy są dociążone, ale nie obciążone i pięknie lśnią.



Dla wielu z Was skład jest pewnie nie do przyjęcia, ale mi ten kosmetyk baaardzo odpowiada i strasznie się cieszę, że udało mi się go wygrać, bo nigdy bym go nie kupiła.
Cena niestety nie zachęca :(

Pojemność: 500ml/ Cena: ok. 100 zł

OGÓLNA OCENA: 5/5

Zdecydowanie mam ochotę na maski, szampony i wszystko :D
Znacie kosmetyki Artego? :)

Twarzowe 3w1 od Vichy

  • 20
Jeśli chodzi o Vichy to różnie z nim u mnie bywało. W zasadzie skupiłam się w tej kwestii tylko na cerze. Na Normadermie. Tym klasycznym kremie, kiedy był nowością.
I te początki wspominam całkiem przyjemnie. Krem pomagał mi o dziwo na te przebrzydłe czarne kropki na nosie. Ale z każdym opakowaniem było coraz słabiej.
W tym względzie mogę potwierdzić ploty o kremie- narkotyku, jednym z wielu.
Miałam też pokaźną porcję próbek podkładu Dermablend, Kompletna klapa.
Jakoś cenowo mi później te kosmetyki nie pasowały. I nic mnie też nie ciekawiło. Dałam więc sobie spokój.
Do czasu spotkania blogerek w sierpniu, na którym to wpadły w moje ręce trzy produkty: krem Idealia, woda termalna i żel-peeling-maseczka.
Idealia jeszcze nieruszona, o wodzie termalnej trochę nie wiem, co napisać, a żel nadaje się w sam raz. Zwłaszcza, że jest na wykończeniu.

VICHY NORMADERM 3w1 cleanser + scrub + mask


Producent:


Typ skóry :
Skóra z niedoskonałościami, skóra skłonna do trądziku.
Działanie :
Preparat do skóry z niedoskonałościami i skłonnej do trądziku o potrójnym zastosowaniu, jako:
1. Krem oczyszczający
2. Preparat złuszczający
3. Maseczka

Rezultat :
Innowacja: Połączenie glinki oraz peelingujących i łagodzących składników aktywnych.

Preparat o potrójnym zastosowaniu, jako:
Krem oczyszczający – usuwa zanieczyszczenie oraz nadmiar sebum.
Preparat złuszczający – odblokowuje pory.
Maseczka – matuje oraz rozjaśnia skórę.

Odpowiedni do skóry wrażliwej. Hipoalergiczny.


(źródło: vichy)

OPAKOWANIE: tuba z miękkiego (moim zdaniem i tak za twardego) plastiku, do stawiania na zakrętce. Mocny zatrzask, ale pod koniec trzeba się mocno ponaciskać, żeby wydobyć końcówkę kosmetyku.
KOLOR: zielonkawy, z zielonymi drobinkami
ZAPACH: zapach kosmetyku oczyszczającego. Nie wiem, one wszystkie, te o profilu zabijającym niedoskonałości, mają podobny zapach. 
KONSYSTENCJA: gęsty krem ze ścierającymi drobinkami, dość ostrymi. Nie pieni się zbytnio, dobrze się rozprowadza. Wydajny.

EFEKTY: mam bardzo mieszane uczucia co do tego kosmetyku. Ogólnie mam takie w stosunku do preparatów, które mają być jednocześnie klasycznym oczyszczaczem problematycznej cery i czymś na kształt peelingu. Albo będzie za mocny jako czyścik, albo za słaby jako peeling. No i tak było właśnie u mnie. Nie mogłam go używać tradycyjnie codziennie, a jednocześnie nie czuję tego super czegoś, jak po użyciu peelingu.
Fakt, ładnie oczyszcza, troszkę wygładza. Ale bez szału.
Za to jako maseczka jest bardzo przyjemny. Wystarczy 5 minut, żeby buzia była na maxa odświeżona, zmatowiona, nadmiar sebum dokładnie odessany.
Ponad połowę opakowania zużyłam właśnie w ten sposób. W kwestii oczyszczania przerzuciłam się na micele, w kwestii peelingu jestem wierna korundowi.

Pojemność: 125 ml/ Cena: ok. 30 zł

OGÓLNA OCENA: 2/5 (jedna z trzech funkcji, to trochę za mało)

Znacie piankę do mycia twarzy z The body Shop?
Zostałam zainteresowana i nie mogę przestać o niej myśleć :D

Obserwują