palma bije nie zabije, czyli pierwsze wrażenia po kokosowym olejku do włosów

  • 5
Hej Dziewczyny, mam nadzieję, że znajdziecie jeszcze chwilę czasu w dzisiejszym szaleństwie, żeby przeczytać tę krótką notką. Ja właściwie nic jeszcze ze sobą nie zrobiłam, ale jeszcze czaaas przecież :D

Niezbyt zadowolona z miesięcznego stosowania olejku do włosów Amla postanowiłam nieco ubogacić tego rodzaju pielęgnację i sprawiłam sobie maleńki poświąteczny prezent w postaci małego opakowania perfumowanego olejku kokosowego.



Perfumowany nie bez powodu- zrażona zapachem Amli nie chciałam już narażać nosa swojego, ani nikogo z bliskich (jedynie Tato nie zgłaszał zastrzeżeń).
Olejek zamówiłam w pierwszy dzień świąt, a przedwczoraj wybrałam się na wycieczkę do siedziby sklepu Helfy.pl żeby go odebrać.
Wszystko poszło bardzo sprawnie, dostałam też w ramach poświątecznego prezentu bardzo ładnie zapakowaną paczuszkę herbaty Roiboos z różnymi dodatkami.
Ale jakie było moje przerażenie, gdy, chcąc powąchać i oglądnąć to cudo, musiałam stwierdzić, że w mojej buteleczce zamiast płynnego olejku znajduje się skrystalizowana bryła. Jako że, wstyd się przyznać, nie zagłębiałam się bardziej w fizyczne właściwości tego olejku, myślałam, że jest zepsuty ;p





 Ale wszystko się szczęśliwie wyjaśniło i zaraz po powrocie do domu nałożyłam olejek na włosy.
Przede wszystkim pachnie cudnie! Naprawdę extra, tym razem wszyscy są zachwyceni ;)
W zasadzie kokosa nie czuć wcale, tylko te perfumy.
Olejek miałam na włosach grubo ponad 24h.
Bardzo łatwo się zmył, a włosy po wyschnięciu wyglądały inaczej niż po oleju Amla. Były bardziej lśniące i miękkie. Nie są to jeszcze gładkość i miękkość absolutne, ale już jest lepiej.
Z Amli nie będę mimo wszystko rezygnować, mam zamiar zużyć butelkę do końca, ale na pewno nie kupię jej ponownie. Teraz będę używać olejów na zmianę, może taka współpraca wyjdzie moim włosom na lepsze.

Tak czy siak, wydaje mi się, że z moimi włosami oleje będą mieć ciężką przeprawę i będę się musiała wykazać ogromną cierpliwością :D


Życzę Wam po raz drugi szampańskiej zabawy wieczorem i w nocy i żeby spełniły się wszystkie Wasze noworoczne postanowienia!

rzęsowy cudotwórca, czyli 30 dni z kremem L'Biotica

  • 22
Dalszy ciąg chwalenia.
W poprzednim poście chwaliłam się Wam skarbami z paczki (o tym jeszcze na końcu, bo łaaaaaaaaaaał!),
a teraz chcę Wam pochwalić i absolutnie polecić małą tubeczkę z przezroczystym żelo-kremem :)
Nie przedłużając.

L'BIOTICA, REGENERUJĄCY KREM DO RZĘS



Producent:

Twoje rzęsy – tak samo jak Twoja skóra, włosy i paznokcie – narażone są na działanie szkodliwych czynników, które powodują, iż stają się one słabsze i kruche. Rzęsy to Twój oręż: podkreślają siłę spojrzenia, urok i energię kobiecości.
L’biotica - regenerujący krem do rzęs został opracowany, by odżywiać i odnawiać Twoje rzęsy, tak aby były naturalnie piękne.
L’biotica - regenerujący krem do rzęs to jedyny na rynku polskim oparty na naturalnych składnikach generyczny krem powodujący wzrost rzęs. Produkt może być stosowany bez ograniczeń także przez osoby noszące soczewki kontaktowe. Nie jest szkodliwy ani drażniący nawet dla bardzo wrażliwych oczu. Kremowa konsystencja i specjalny aplikator umożliwiają precyzyjne nałożenie preparatu.
L’biotica - regenerujący krem do rzęs zalecany jest Paniom:
  • używającym tuszu do rzęs lub sztucznych rzęs,
  • mającym krótkie lub rzadkie rzęsy,
  • którym wypadają rzęsy.
Wydłuża, pogrubia rzęsy i zapobiega ich wypadaniu.
Nawilża i wzmacnia, stymulując naturalny wzrost rzęs.
Przebadany oftalmologicznie.

(źródło: lbiotica.pl)



OPAKOWANIE: mała, prosta, niezbyt miękka tubka. Bardzo porządne i poręczne opakowanie
KOLOR: przezroczysto-mleczny
KONSYSTENCJA: jak dla mnie bardziej jest to żel niż krem. Lekko tłustawy, nie wchłania się zbyt szybko. Moim zdaniem nie nadaje się, jako np. baza pod tusz.
EFEKTY: jestem absolutnie zachwycona. Miałam problem z nagłym wzmożonym wypadaniem rzęs. Nie wiem, co było tego przyczyną, ale prawe oko zaczęło mi po prostu łysieć. Czemu tylko prawe też nie wiem.
Do tej pory zawzięcie smarowałam rzęsy olejkiem rycynowym. Ale ten nagły osyp rzęs mnie przeraził. Rzuciłam w kąt zalotkę i pobiegłam do Superpharmu po te odżywkę. Tego samego dnia wieczorem zawzięcie wsmarowałam krem w powiekę na linii wzrostu rzęs oraz starą szczoteczką od tuszu w same rzęsy. I co? Szał! Następnego dnia nie wypadła mi ani jedna rzęsa! Ot tak, od razu! Nawet nie wiecie, jaka byłam tego wieczora przeszczęśliwa :D
Od tej pory zawsze przed snem z uśmiechem na ustach wmasowywałam zawzięcie tego mojego kochasia w rzęsy- najpierw paluchem w miejscu, gdzie rzęsy wyrastają, a potem szczoteczką po samych rzęsach. No i robię to wciąż póki co tylko w prawym oku, żeby wyrównać do lewego. 
No i wyrównuje się pięknie. Zniknęły małe prześwity, które mi się zrobiły, a cała powieka ładnie się zagęściła. Poszczególne włoski są bardziej wyraziste i ciemniejsze (zawsze miałam ciemne, ale teraz są niemal czarne!).
Na pewno rzęsy też urosły. Najbardziej widzę to w zewnętrznych kącikach- tak cudnie się podwijają do góry 
Przez ten miesiąc w zasadzie nie wypadła mi podczas demakijażu ani jedna rzęsa. Raczej sama była raz czy dwa tego przyczyną, kiedy za mocno wcierałam krem w rzęsy ;)
Nie mam niestety dla Was zdjęć, bo mój telefon odmówił dzisiaj posłuszeństwa, jeśli chodzi o zdjęcia, ale na pewno nie raz się jeszcze rzęsami pochwalę ;)




WYDAJNOŚĆ: kremu w tubce jest naprawdę dużo. Wprawdzie używam go tylko na jedno oko, ale nie tylko wieczorem, bo zdarzyło się kilka dni (na przykład dzisiaj), kiedy krem miałam na rzęsach cały dzień, ale nie zauważyłam, żebym musiała tubkę mocniej ściskać, żeby wydobyć zawartość. Myślę, że ta sztuka posłuży mi co najmniej jeszcze kolejne 30 dni.

Poj: 10 ml
Cena: 15 zł

Skład w zasadzie żaden szałowy nie jest i coś podobnego można by zrobić samemu, ale myślę, że te 15 zł to jedne z najlepiej wydanych przeze mnie pieniędzy ostatnio. serdecznie Wam polecam, chociaż do wypróbowania, u mnie efekty są mega zauważalne i na tym opakowaniu na pewno się nie skończy! :D

OGÓLNA OCENA: 5/5 (z koroną i słoneczkiem! :D )

Na koniec jak zapowiadałam chciałabym jeszcze popiać trochę z zachwytu nad jednym z elementów paczki, którą dzisiaj dostałam.
Chodzi mi mianowicie o BATISTE Dry Shampoo Big&Bouncy XXL Volume.
Ostatnio recenzowałam Wam suchy szampon z syoss i był całkiem niezły, ale to, co zrobił z moimi włosami dzisiaj wieczorem Batiste, to łooooooooooo gały mi wyszły!
Będzie hit, mówię Wam! Pięknie pachnie, nie zostawia na włosach siwizny, no i przede wszystkim- super unosi włosy! Siostra, kiedy mnie zobaczyła, powiedziała, że włosy mi sterczą. Muszę mówić dalej? :D
Jutro będę mieć burzę włosów :D

Jutro pierwsze wrażenia po kokosowym olejku do włosów, myślę, że znajdę na to czas ;)

Tymczasem życzę Wam jeszcze zajebistej zabawy jutro i wszystkiego, co najlepsze w Nowym Roku :*

przecudnej urody paczka od Gosi z beautyfascination.com

Dzisiaj pochwalę Wam się pięknymi nagrodami, jakie wygrałam w rozdaniu u Gosi.
Pisałam Wam już o tym, ale dzisiaj pani listonosz dostarczyła mi paczkę, a to, co w niej zobaczyłam, przeszło moje najśmielsze oczekiwania.


Puder i beżowy lakier zagoszczą pewnie już jutro na imprezie, będą miały świetną okazję, żeby pokazać, co potrafią :)
Puder ma fantastyczne opakowanie, jest naprawdę cudne.




A suchy szampon i odżywka też na bank wylądują na włosach, jestem ciekawa, czy rzeczywiście będzie XXL VOLUME :D


Ten bajer to już mnie całkowicie zaskoczył, myślałam, że to jest druga nagroda, a tu proszę, wylądowało u mnie! No teraz moje paznokcie będą idealne (jeśli tylko się trochę odżywią...).

To tyle na razie.
Jak Wam się podobają moje nagrody?
Wieczorem postaram się jeszcze zajrzeć z jakąś recenzją, najprawdopodobniej opinią po 30 dniach używania kremu do rzęs z L'Biotici ;)

kiedy czerwień spotyka mandarynkę, czyli szminka Miss Sporty

  • 33
Podczas ostatnich zakupów miałam nie kupować nic z kolorówki poza prezentami do rozdania.
Niestety, ten kolor szminki chodził za mną już od dawna i mimo, że to Miss Sporty, za którą nie przepadam, zgarnęłam ją z półki. Kosztowała niecałe 8 zł, więc cóż innego mogłam zrobić ;)


MISS SPORTY  PERFECT COLOR LIPSTICK O54 READ MY LIPS




Producent:
(nie mówi zbyt dużo)
Nawilżająca szminka w wielu szalonych, imprezowych kolorach. Długo utrzymuje się na ustach.
(źródło: misssporty.pl)




OPAKOWANIE: no nieco tani plastik, typowy dla tej firmy, ale brawa i oklaski za małą zmianę dizajnu, mam jeszcze różową szminkę, którą kupiłam w starej szacie, no i jest różnica jest ;)
ZAPACH: owoce! nie wiem dokładnie, co to, nie potrafię zidentyfikować, ale MEGA! Uwielbiam od pierwszego użycia- zwłaszcza, że i tak smakuje, baaaardzo duży plus za to, jest przepysznie, kojarzy mi się z podstawówką ;)
KOLOR: niby czerwień, ale nie dosłownie. Kolor bardzo ładnie i delikatnie wpada w pomarańcz, co sprawia, że usta nie są tak "bezpośrednie". Piękny żywy kolor, naprawdę bardzo mi się podoba, właśnie czegoś takiego szukałam ;)
KONSYSTENCJA: szminka jest bardzo kremowa, mięciutka i niestety kiepsko kryje. Obowiązkowe jest nałożenie dwóch warstw, z poprzednim odciśnięciem pierwszej. Nie lepi się jakoś bardzo na ustach, za co plus.
EFEKTY: gdyby ta szminka dawała takie efekty, jak wygląda, mogłaby stanąć w szranki z moimi ulubienicami z Manhattanu. Niestety, wygląda pięknie, ale krótko. Bardzo szybko zaczyna się zbierać we wszelkich załamaniach i przede wszystkim brzydko schodzi z ust. Jeśli nie jem i nie piję, daje radę całkiem nieźle, ale ciężko tak nic nie robić :D
Na pewno jej ogromną zaletą jest to, że nie wysusza ust, jest bardzo mokra, a dodatkowa warstwa ochronnej pomadki podtrzymuje nawilżenie. No i kolor, który kocham, naprawdę, jest śliczny :)



Na koniec zdjęcie moich ust w "normalnej pozycji", co byście uwierzyły, że wcale nie mam takich idealnych ust ;)


Cena: 7,99 zł

OGÓLNA OCENA: 4/5


Jak Wam się podoba taki kolor? Chciałam czegoś, co nie będzie tak ewidentnie czerwone, ale jednocześnie będzie miało mocny, żywy kolor i będzie widoczne. Myślę, że trafiłam w dziesiątkę, a Wy? :)

sukienka na studniówkę- siostra :)

Tak tak, moja studniówka była jakieś sto lat temu, a ze względu na niecodzienną, jak na sklepowe warunki, figurę, sukienkę szyłam na miarę. W dodatku było to jakieś 6 kg temu, więc pewnie jakbym ją teraz ubrała wisiała by na mnie jak na przysłowiowym wieszaku.

Tymczasem chciałabym Wam pokazać, jaką sukienkę wygrzebałam dla siostry w sklepie New Look (hu hu niespodzianka!).
Czułam się jak prawdziwa stylistka, która musi dobrać sukienkę nie tylko do okazji, ale również tak, by ukryć wszelkie niedoskonałości, jednocześnie podkreślając to, co dobre :)
A Agata jest moim totalnym przeciwieństwem, jeśli chodzi o ciało.
Ja- wysoka, Agata niska.
Ja-duży biust, Agata mały.
U mnie talia, u niej też, ale mniej zarysowana. A do tego duża, niemal murzyńska pupa i trochę masywne nogi.
W dodatku Agata do tej pory ubierała się jak typowa chłopczyca. Tak naprawdę od bardzo niedawna zaczęła chodzić w spódnicach i sukienkach, o butach na obcasie nie wspominając.
Nie ma jeszcze nawyku do wielkiego strojenia, nawet jeśli to taka okazja jak studniówka, więc ze strojnością czy atrakcyjnością nie szalałyśmy. Po prostu sukienka miała być taka, żeby było widać, że to na większą okazję, ale raczej miało być dziewczęco, niż kobieco.

I myślę, że udało nam się to osiągnąć, bo Agata wygląda  w niej po prostu uroczo ;)

Wpadła mi w łapki czarna (! tak tak, nie do końca to jest jasne, ale tak wyszły zdjęcia...;) )sukienka dopasowana na górze, koronkowo- cekinowa, wiązana w talii i bardzo delikatna i lekko rozkloszowana na dole. Dzięki temu ukrywa to, co duże i dodaje lekkości nogom :)
Do tego dobrałyśmy czarne, lakierowane obcasy, ale nie za wysokie, no i do tego moja kopertówka, którą jej pożyczę.












Jak widzicie tył jest źle przeszyty, ale był to ostatni egzemplarz w tym rozmiarze, więc postanowiłyśmy ja wziąć. Mama naprawi ;)

Jak Wam się podoba taka propozycja? :)

ulubieniec- clean&clear- głęboko oczyszczający kremowy żel do mycia twarzy

  • 8
Hej hej Dziewczyny :)

Jak Wam mija ten leniuchowy dzień poświąteczny? Ja się w końcu wzięłam za uczelniane obowiązki, a czeka mnie już fuuura nauki.
Nie mogę patrzeć na Wasze posty o wyprzedażach. Ja oczywiście jestem spłukana :/
W ogóle dzień dziś jakiś taki smętny, ciemno, smutno i w dodatku bolą mnie zęby.
Nie wiem, jak Wy, ale ja mam w dodatku straszne wyrzuty sumienia po tym świątecznym obżarstwie. Niby to tylko 3 dni, ale troszkę na wadze przybyło...  A Sylwester tak blisko! Trzeba się teraz spiąć i szybko wrócić do formy ;)

A jaka recenzja na dzisiaj? Dzisiaj pokażę Wam mój, zdaje się ulubiony, żel do mycia twarzy, którego często używam jako maseczki :)

JOHNSON&JOHNSON, CLEAN&CLEAR GŁĘBOKO OCZYSZCZAJĄCY KREMOWY ŻEL DO MYCIA TWARZY


(no tak- opakowanie oczywiście ufaflane wodą, dopiero teraz to widzę...)

Producent:
Kremowy żel głęboko i skutecznie oczyszcza skórę z zanieczyszczeń i tłuszczu, nie zatykając porów. Zawiera specjalny składnik przeciwtrądzikowy, który zapobiega powstawaniu pryszczy. Oczyszcza pory pozostawiając naprawdę czystą skórę. Daje uczucie chłodnej świeżości

(źródło: cleanandclear.pl)

OPAKOWANIE: miękka tubka z dobrze trzymającym zamknięciem, ale nie sprawiającym trudności pod prysznicem, jeśli próbujemy go otworzyć z pomocą mokrych paluchów. Niestety później opakowanie trzeba rozciąć, żeby wydobyć resztki kremu.
ZAPACH: charakterystyczny, ciężko mi go opisać, niby trochę miętowy, ale jednak nie, na pewno świeży, nawet trochę męski, ale absolutnie nie drażni.
KOLOR: biały, z lekko perłową poświatą
KONSYSTENCJA: jak nam radośnie na opakowaniu głosi producent kosmetyk ma konsystencję żelu, ale nie  żelu żelu tylko kremowego, moim zdaniem to w zasadzie po prostu myjący krem. Łatwo się rozprowadza, ale trzeba się namachać, żeby go spłukać ;)
Nie pieni się.



EFEKTY: teraz będę chwalić. Muszę powiedzieć, że nie przywiązuję się do tego typu kosmetyków. Zazwyczaj zakupienie "żelu do buzi" spada na Mamę, jako posiadaczkę czwórki dzieci z problemową cera ;) Sama kupuję sobie taki kosmetyk tylko od czasu do czasu. Zresztą do porannego używania mam swojego Białego Jelenia. Żelu używam jedynie pod prysznicem wieczorem, albo do zmycia podkładu po powrocie do domu.
Ten krem gościł w naszej rodzinnej łazience już nie raz, dlatego postanowiłam o nim dzisiaj napisać. 
Bardzo przypadł mi do gustu, bo naprawdę świetnie oczyszcza i odświeża cerę. Od razu przy  nałożeniu czujemy na twarzy ten taki lekki chłodek, ale absolutnie nie jest drażniący, nawet zimą. Bardziej czuję świeżość, niż zimno. I rzeczywiście czuć delikatne mrowienie czy też szczypanie. Kosmetyk jest bardzo delikatny i aksamitny, sunie po buzi z łatwością i niewiele go potrzeba, żeby umyć całą twarz. Maleńkim minusem jest to, że przez tę śliskość nie zmywa się z twarzy ot tak, trzeba się trochę pogłaskać. Ale kiedy już osuszymy buzię dostajemy widocznie czyste lico, lekko rozświetlone i rozjaśnione. Skóra nie jest matowa, ale ma ten zdrowy blask, nie ma się co martwić- to nie jest nieusunięty nadmiar sebum.
 Żel jest bardzo delikatny, nie wywołuje zaczerwienień, nie ściąga skóry i nie przesusza jej. Wręcz przeciwnie- jest dobrze nawilżona, miękka, gładziutka i bardzo przyjemna w użyciu.
Nie wiem, jak  z tym działaniem przeciwtrądzikowym, bo chyba każda pojedyncza osoba, która go u mnie używa, robi to zbyt krótko :)
Od czasu do czasu nakładam grubszą warstwę tego żelu na twarz i trzymam kilka minut. Po zmyciu skóra jest jakieś 5 razy bardziej rozświetlona niż tylko po umyciu i wygląda bardzo zdrowo.
WYDAJNOŚĆ: całkiem niezła, biorąc pod uwagę, ile osób go używa.



Poj.: 150 ml
Cena: ok.15 zł

Nie rozumiem, dlaczego ten produkt ma takie kiepskie recenzje na wizażu, mi naprawdę podpasował. Jest delikatny i skuteczny.

OGÓLNA OCENA: 5/5

przegenialna i najlepsza Małgosia Bela

I nikt mi nie wmówi, że jest lepsza polska modelka.
Nie każdy potrafi utrzymać się w tej branży na tak wysokim poziomie, zawsze świetne sesje plus genialny film "Ono", a teraz rola w "Bez tajemnic".
Ubóstwiam.

















(źródło: pudelek.pl)

Wrocławianki! Pytanie o Zrób Sobie Krem

  • 6
Hej Hej Dziewczyny!

Jak w temacie. Planuję w końcu zrobić pierwsze małe zakupy na zsk i teraz moje pytanie do Dziewczyn z Wrocławia.
Na ich stronie jest informacja, że w Starej Mydlarni na Wita Stwosza można kupić ich produkty.
Czy któraś z Was może orientuje się, jaki tam mają asortyment? Jakieś pojedyncze, najpopularniejsze składniki czy większość? Czy może po prostu tylko to, co do mydeł itp... Bo przyznam się, że nigdy  nie byłam ;)
Pewnie się tam przejdę teraz na dniach, ale może któraś z Was już miała z tym do czynienia? :)

Z góry dzięki za każdą odpowiedź.



syoss suchy szampon volume lift + takie takie

  • 6
Witam po raz kolejny, moje Drogie :)

Tym razem mała recenzja jednego z najnowszych zakupów.
Jak pisałam w poprzednim poście, mam zamiar ograniczyć częstotliwość mycia włosów. Ponieważ bez wieczornego mycia na drugi dzień tragicznie wyglądają jedynie włosy przy skórze głowy, a w zasadzie tylko te przy czole, postanowiłam wypróbować na tę powiedzmy "przypadłość" suchy szampon. Również, kiedy pytałam Was o radę w sprawie szeroko pojętego "czegoś" na odbicie włosów u nasaday nadanie objętości, często  w odpowiedzi wspominałyście o tego typu kosmetyku..
Cóż, nie omieszkałam więc spróbować.
W Rossmannie była akurat promocja na suche szampony firmy Syoss. Nie powiem, żebym przepadała za kosmetykami tej firmy. Miałam kiedyś odżywkę do włosów z tej nawilżającej serii i była tragiczna. Niemniej jednak stwierdziłam, że za te 10 zł wypróbuję ten wynalazek :)

SYOSS, SUCHY SZAMPON VOLUME LIFT


Producent:
Do włosów delikatnych, bez energii. Daje 1 dodatkowy dzień świeżości i objętości bez konieczności mycia włosów.
(źródło: wizaz.pl)


OPAKOWANIE: aluminiowa tuba, a'la lakier do włosów, z rozpylaczem. Dizajn dość ascetyczny, typowy dla tych kosmetyków.
ZAPACH: delikatny, kosmetyczny, nie utrzymuje się zbyt długo na włosach.
KOLOR: biały
KONSYSTENCJA: biały proszek, pianka w spray'u.



EFEKTY: Szukałam czegoś, co da mi czadową objętość włosów w zasadzie tuż przy skórze głowy, im dalej, tym, w moim przypadku gęściej :)
No i tego niestety tak w 100% nie znalazłam. owszem, włosy bardzo fajnie odbijają się nam od niewdzięcznego czerepu, ale nie jest to efekt długotrwały. Po dwóch godzinach włosy wracają do stanu sprzed użycia.
Za to w milionie procent spełniły się moje oczekiwania, co do odświeżenia fryzury. Jak wspominałam, po dwóch dniach potrzebuję umycia włosów, ale tylko tych z przodu. Do tej pory myłam jednak cały włosy, każdego wieczora. Dzięki temu kosmetykowi nie muszę już tego robić, co za miła odmiana :D
(lubię mycie włosów, ale czasem, zwłaszcza jak się wraca późno do domu, to strasznie się nie chce :/ )
Używam go tak, jak nakazuje instrukcja na opakowaniu. Ani razu nie miałam problemu z tym, że szampon zastał na włosach w formie mąki- po wmasowaniu go ręcznikiem we włosy wystarczy je tylko przeczesać. Co w zamian? Świeżutkie, lekkie włosy bez śladu zmęczenia i tego przebrzydłego tłuszczyku. 
Szampon dodaje im jeszcze puszystości i wyglądają na bardzo mięciutkie :)
W sumie największy problem można mieć  z obsługą, bo to kurzy się strasznie i ogólnie lata po całym pokoju, po pierwszym użyciu miałam oszronione całe biurko :)
WYDAJNOŚĆ: no tu minus, bo nie używam go na zbyt dużą partię włosów, a jednak ubywa go dość sporo.

Cena: regularna- pewnie koło15 zł, w promocji 10 zł
Poj. 200 ml

Ten suchy szampon ma tragiczne wręcz recenzje na wizażu. Ja aż taka surowa nie będę, bo ani nie zniknął mi nagle  z opakowania, ani nie zostawił białych śladów na włosach, a tylko, tak jak powinien, "umył" włosy i delikatnie, choć na krótko niestety, je uniósł. Tych 10 zł wart jest na pewno, czy więcej? Już niekoniecznie, ale ja na pewno jeszcze kiedyś się na niego skuszę, krzywdy mi nie zrobił :)

OGÓLNA OCENA: 4/5

To tyle na dziś jeśli chodzi o kosmetyki.
Chciałabym jeszcze pokazać Wam, jaki ładny szalik dostałam wczoraj od Rodziców pod choinkę :)
Tradycja obdarowywania się na święta umarła u Nas w domu dawno temu, ale w tym roku Mama z Tatą postanowili zrobić Nam niespodziankę i dostaliśmy po upominku. Chyba musieliśmy być wyjątkowo grzeczni... :D

A tak całkiem na koniec moje podręczne smakołyki :D



Obserwują