brąz i błysk na policzku od Eveline

  • 26
Dzień dobry Piękne :)
Jak tam żyjecie na początku tego tygodnia?
Ja najchętniej nie wstawałabym z łóżka..

Jakiś czas temu ogłosiłam mini wymianę na blogu- miałam do oddania rozświetlacz Essence. Ostatecznie wymieniłam się z Kleopatre- przywędrował do mnie matująco- wygładzający puder mineralny shimmer, z którym od razu się zaprzyjaźniłam i o którym Wam dzisiaj trochę opowiem, mimo, że nie ma go chyba już w sprzedaży... Na stronie producenta w każdym razie nie figuruje.

EVELINE CELEBRITIES MATUJĄCO- WYGŁADZAJĄCY PUDER MINERALNY SHIMMER 204

OPAKOWANIE: całkiem, rzekłabym, eleganckie. Czarno- złote, dość porządnie wykonane. Ciekawe zamknięcie- wystarczy delikatnie nacisnąć na napis PUSH i już :)
W środku dostajemy lusterko.


KOLOR: jak widzicie kolory na zdjęciach są różne i trochę przekłamane, zwłaszcza pierwsze. W rzeczywistości są bardzo stonowane, najlepiej widoczne są na słoczu, który macie na samym dole.
Od producenta dostajemy mozaikę złożoną z trzech części. Puder jest matowy, ale ma dodatkowe drobinki, które spełniają właśnie szajmerową funkcję. Muszę przyznać, że kiedy otworzyłam pudełeczko po raz pierwszy byłam przerażona wielkością drobinek, ale na twarzy kompletnie już tego nie widać.



ZAPACH: słaby, delikatnie pudrowy.
KONSYSTENCJA: gładki, mięciutki prasowany puder. Fajnie się rozprowadza, nie sypie i nie robi plam.


EFEKTY: bardzo mi przypadł do gustu ten kosmetyk. Daje bardzo delikatny efekt, który można swobodnie stopniować.Jak wspomniałam wyżej, bałam się drobinek.  Okazało się, że bezpodstawnie. Na buzi tak jakby się rozmazują i nie świecą po oczach. Nie zauważyłam jakiegoś brokatowego efektu, o którym zresztą niewątpliwie  i bez skrupułów poinformowałby mnie M. :)
Odcienie są naturalne i nie robią krzywdy. Jeśli nie tarzamy się w pościeli, spokojnie wytrzymuje cały dzień. Nie zauważyłam wielkiej wędrówki po twarzy złotych ludzików.
Sam efekt rozświetlenia nie jest jakiś bardzo wielki. Bardzo naturalny i delikatny. I mi to akurat pasuje, bo używam go jako bronzera.
Mieszam dwa brązy i nakładam na dolną część kości policzkowych.


Wymiana miała na celu znalezienie miłego bronzera lub czegoś podobnego i trafiłam w dziesiątkę :)
Puder pięknie się prezentuje i świetnie spełnia swoje zadanie.
Lubię lubię lubię :)

OGÓLNA OCENA: 5/5

A Wy miałyście kiedyś styczność z tym kosmetykiem?
Używacie bronzerów?

włosowo- cielesny antycellulitowy olejek Alterra, czyli za, a nawet przeciw ;)

  • 40
Cześć cześć Dziewuszki :)

Olejki Alterry wychwalane są pod słońce.
Do tego kosztują bardzo przyjemnie i pachną i w ogóle.
Nie mogłam więc nie spróbować.
Zwłaszcza, że potrzebowałam olejku do włosów i czegoś poślizgowego do masażu bańkami, a że jest wersja antycellulitowa, nie zastanawiałam się ani chwili.

Zrobiłam z niego podwójny użytek więc i recenzja będzie podwójna :)

ROSSMANN ALTERRA OLEJEK DO SKÓRY ANTYCELLULITOWY


Producent:
Bogata i świeża pielęgnacja. Wyraźnie gładsza i bardziej sprężysta skóra. Każda skóra zasługuje na indywidualną pielęgnację. Olejek do skóry Alterra Cellulite został opracowany, aby zapobiegać zewnętrznym objawom cellulitu. Wyjątkowa formuła pielęgnacyjna z olejkiem limetkowym i olejem z pestek moreli łatwo się wchłania, a w połączeniu z masażem wspomaga podczas nakładania oczyszczenie skóry z produktów przemiany materii i łagodzi efekt pomarańczowej skórki. Olej z awokado, oliwa z oliwek, olej z jojoby, olej z orzechów makadamia, olej z pestek winogron oraz olej z miąższu owoców rokitnika zwyczajnego dodatkowo rozpieszczają skórę, która staje się bardziej sprężysta i elastyczna. Naturalny zapach ożywia zmysły. Skład: Glycine Soya Oil*, Simondsia Chinesis Seed Oil*, Prunus Armeniaca Kernel Oil, Prunus Armeniaca Kernel Oil*, Olea Europaea Fruit Oil*, Vitis Vinifera Seed Oil, Persea Gratissima Oil, Limonene**, Betula Alba Leaf Extract*, Macadamia Ternifolia Seed Oil, Ruscus Aculeatus Extract, Citrus Aurantium Dulcis Oil, Citrus Nobilis Oil, Parfum**, Actinidia Chinesis Seed Extract, Hippophae Rhamnoides Oil*, Tocopherol, Citrus Medica Limonum Peel Oil, Citrus Aurantifolia Oil, Helianthus Annus Seed Oil, Helianthus Annus Seed Oil*, Rosmarinus Officinalis Extract*, Rosmarinus Officinalis Leaf Extract, Citral**, Linalool**, Geraniol** (18.02.2012)

* z kontrolowanej biologicznie uprawy
** z naturalnych olejków eterycznych



(źródło: wizaz.pl)






OPAKOWANIE: prosta, szklana buteleczka z zakrętką.
Jeśli tak, jak ja jesteście urodzonymi psujami, uważajcie przy zakręcaniu. Ja chciałam za mocno no i ukręciłam z całej zakrętki ten pypeć, który wchodzi  do dziurki butelki. Mam teraz taką jakby w dwóch częściach i w dodatku niebezpieczną- już raz pocięłam sobie palucha połamanym plastikiem :(
Jak dla mnie trochę nieporęczna, a raczej po prostu niewygodna w używaniu z powodu otworu- maleńka dziurka, z której olejek się po prostu kropelkuje.
Szczerze mówiąc nie rozumiem tej idei, otwór powinien być większy, a tak to stoję i macham tą butelką, żeby mi się wylało tyle olejku, żeby sobie posmarować udzinka :/
KOLOR: ładny pomarańczyk.
ZAPACH: jak dla mnie- pomarańczowe zozole :) Cudny, żałuję, że nie jest bardziej intensywny. Ba, bardzo jest słaby i się nie utrzymuje na skórze :(
KONSYSTENCJA: olejek, ale dość rzadki. Dobrze się ślizga na skórze, ale długo wchłania.

EFEKTY: przystępujemy więc do rozdziału :)
CIAŁO: hmm niestety średnie działanie. Zwłaszcza jak na olejek. Jest to kosmetyk, który w założeniu ma ujędrniać, a niestety nie zauważyłam, żeby robił coś fajnego ze skórą. Co więcej, zdarzało się, że moja skóra po wieczornym smarowaniu i masażu, rano bywała przesuszona, szorstka i nieprzyjemna w dotyku. Skład ten olejek ma fantastyczny, więc nie wiem w sumie czemu mi z nim nie wyszło :)
WŁOSY: a tu jestem zdecydowanie na TAAAAAK! :D Zresztą, efekty mogłyście zobaczyć w sobotę na blogu :)
Bardzo fajnie rozprowadza się na włosach, bez problemu też zmywa.
Świetnie nawilża i wygładza włosy. Są dużo bardziej miękkie, lśniące i milutkie :)
Ostatni miesiąc był w moim przypadku bardzo obfity w olejowanie. Nakładałam tez odrobinę na mokre jeszcze końcówki- świetnie sprawdził się w roli ochraniacza :)

WYDAJNOŚĆ: no tutaj mały minus, ale  w sumie nie ma się co spodziewać szałowej wydajności, jeśli używa się czegoś prawie codziennie do intensywnego masażu ud i pośladków i częstego olejowania gęstych włosów. Ubywa w oczach.






Poj. 100 ml
Cena: 17- 18 zł


W sumie nie wiem, jak jeden kosmetyk może dawać tak różne efekty, w zależności od zastosowania. zwłaszcza, że nie spełnił swojej właściwej funkcji.
Nie wiem, może moja skóra jest oporna?


Z mojej strony- na włosy tak, na skórę nie za bardzo :)


OGÓLNA OCENA: CIAŁO: 2/5
                                    WŁOSY: 5/5




Miałyście tę wersję olejku? Może polecacie inny? :)

balsam do ust figs & rouge- czy jest się czym podniecać? :D

  • 22
Jakiś czas temu chwaliłam się Wam, że wygrałam sławetny balsam do ust Figs & Rouge.
Jak wiecie, mimo wszystkich zachwytów, podeszłam do niego dość sceptycznie, a to za sprawą charakterystycznego zapachu i smaku.

Balsam do ust to jedna  z tych rzeczy, która albo od razu Nam pasuje i służy, albo nie.
Poużywałam więc sobie trochę tego mazidła, nie oblizując tym razem ust po każdym użyciu i powiem Wam dzisiaj co też sobie o nim myślę ;)

FIGS & ROUGE BALM 100% PEPPERMINT & TEA TREE


Producent:
To balsam o właściwościach ochronnych i leczniczych do użycia na podrażnione i spierzchnięte usta i skórę. Organiczne składniki antybakteryjne i kojący wyciąg z mięty sprawiają, że warto go mieć przy sobie w nagłych przypadkach.
Przyspiesza także regenerację drobnych skaleczeń, obtarć i wyprysków. Zmieści się w każdej torebce, żebyś mogła działać natychmiast, gdy zajdzie taka potrzeba.


Skład: Helianthus annuus (Sunflower Seed Oil), Butyrospermum parki (Shea Butter), Cera alba, Rosa canina Fruit Oil, Calendula officinalis Flower Extract, Mentha piperita (Peppermint) Oil, Metaleuca altemifola (Tea Tree) Leaf Oil, Limonene*, Linalool*


*) naturalny składnik występujący w olejkach eterycznych


(źródło: ecosotique.pl <wyłączny dystrybutor figs&rouge w Polsce>


OPAKOWANIE: to, z czego chyba głównie słyną te balsamiki. No cacuszka prześliczne!
Małe metalowe, okrągłe pudełeczko, cudny dizajn, wytłoczony napis "figs&rouge". 
Zdecydowanie zagości u mnie na zawsze, będę tam przekładać inne mazidła, chociaż taka paluchowa forma aplikacji nie należy do moich ulubionych :)

KOLOR: biały, ewentualnie lekko wpadający w beż. ze względu na konsystencję- przezroczystawy.
ZAPACH I SMAK: no tu jest ten szkopuł w przypadku mojego egzemplarza.
Nie wybrałam go sama (choć w zasadzie w odpowiedzi konkursowej trzeba było napisać, na który się ma ochotę), celowałabym raczej w wisienkę.
Jak wskazuje nazwa i cały opis, mamy tu miętę i drzewo herbaciane. Problem w tym, że mięty czuć ilości minimalnie śladowe, a drzewo herbaciane przekształciło się w ... meble.
Tak, dalej stoję na stanowisku, że ta wersja pachnie meblami :D
Świeżutkim towarem rodem z Ikei czy Black Red White ;p (BRW ma akurat świetne meble, mam- polecam ;p )
Smakuje co gorsza tak samo- czuć gdzieś tam troszkę odrobinkę tę miętę, czuć ten chłodek, ale meble zabijają wszystko. Co w sumie nie jest zbyt sympatyczne, bo przecież ogromną zaletą tego typu kosmetyków jest właśnie przyjemność wynikająca z samego używania!
KONSYSTENCJA: coś a'la taki jakiś wosk. Tłusto bardzo, smarowność świetna.

EFEKTY: no tu jest przynajmniej w porządku ;)
ale zacząć muszę od tego, że nie mam problemów z ustami. Choćby nie wiem jakie były warunki atmosferyczne i jak wielki mróz nie atakowałby moich warg.
Mam bzika na punkcie ich miękkości i gładkości. 
Codziennie rano i wieczorem, po umyciu zębów, masuję szczoteczką wargi i smaruję grubą warstwą balsamu lub mocnego nawilżacza (przed snem) albo pokrywam cienką warstwą i nakładam kolorową pomadkę, na którą często dodaję jeszcze raz coś ochronnego.
Dzięki temu zawsze są w świetnym stanie. Ochronną pomadkę mam zawsze pod ręką i miziam się kilka razy dziennie. Co więcej, dało to w efekcie, na przestrzeni czasu, wypełnienie i lekkie powiększenie ust.

Moje wymagania nie były więc wysokie w przypadku i tego balsamu.
Bardzo dobrze rozsmarowuje się na ustach, jest tłusty przez co daje połysk. 
Świetnie nawilża usta i błyskawicznie je wygładza.  Średnio mi się podoba babranie palca, wolę sztyfty, ale...
 No takie ładne pudełeczko, to sobie przynajmniej popatrzę :D
Nie wiem, czego jeszcze można chcieć od balsamu, chyba tylko dobrego smaku, no ale tutaj to... ech :D

WYDAJNOŚĆ: średniawa. Ze względu na brak walorów smakowych używam go nieczęsto, a ubywa go sporo. Do codziennego, wielorazowego użytku chyba się nie nadaje na dłuższą metę.



O co więc kaman?
Szczerze mówiąc niczym się nie wyróżnia, jeśli chodzi o właściwości. Ot, po prostu dobry, typowy, mocno nawilżający ochraniacz.
Nie wiem więc, czy jest sens wydawać kasę, bo za o wiele wiele niższą cenę, można dostać równie dobrze działającą pomadkę.
(Jak się pospieszycie to i w zasadzie za darmo, bo do żelów under twenty jest gratisowa pomadka, która ma podobnie tłustą konsystencję, a zamknięta jest w normalnym sztyfcie no i pachnie i smakuje naprawdę obłędnie :D)

Polecam, jeśli chcecie zainwestować w cudny pojemniczek lub jesteście zagorzałymi fankami naturalnych kosmetyków. Ale wtedy bierzcie inną wersję smakową/zapachową! ;)

Ocenić muszę go dobrze, bo spełnia swoje zadanie świetnie, ma ładne opakowanie, więc odejmuję punkty tylko za wrażenia zmysłowe :)
Ale jeśli nie potrzebujecie takiego gadżetu, to nie ma co kupować :)

OGÓLNA OCENA: 4/5


Nie wiem dokładnie, gdzie można go dostać- na bank jest na helfy.pl w cenie 19 zł.


Macie? Używacie? Jak inne wersje smakowe? :D

włosy: stan na luty i mały włosowy haul

  • 34
Hu hu cześć Wam w tę wietrzną, ale jakże pięknie słoneczną sobotę!

Mało mnie było tutaj w tym tygodniu, ale dzisiaj mamy 25. lutego, czyli czas na post o włosach, a tego przecież nie mogłabym pominąć :D

Jak wiecie, w tym czasie odważyłam się w końcu ściąć włosy. Pożegnałam się z 15 cm i muszę przyznać, że trochę już tęsknię za tamtą długością, ale jak patrzę, w jakim stanie są obecnie moje włosy, to jakoś już mi trochę weselej ;)

To zaczynamy.

Włosy ścięłam 28 stycznia, więc niecały miesiąc temu. Wtedy wyglądały tak:


Co się działo przez ostatni miesiąc?

SZAMPON: głównie Ziaja Lawendowa
ODŻYWKA: balsam nawilżający od Joanny z Apteczki Babuni + L- Cysteina, Joanna Naturia z lnem
MASKA: Alterra granat i aloes
OLEJOWANIE: Olejek Alterra antycellulitowy- pomarańcz i brzoza (recenzja w tym tygodniu)
INNE:
  • zjadłam jedno opakowanie Calcium Pantothenicum
  • zużyłam prawie całą buteleczkę wcierki wzmacniającej Joanna Rzepa (recenzja będzie w tym tygodniu)
  • Hydrolizat keratyny z zsk do masek i odżywek
  • Mleczko Pszczele z zsk do masek i odżywek
  • zero suszarki i lokówki
  • zwinięte w  koczek włosy zawsze, gdy byłam na zewnątrz, rozpuszczałam tylko, gdy byłam już "u celu" i się rozpłaszczyłam i odszalikowałam.

Dzisiaj moje włosy wyglądają tak:



Końcówki:




I trochę słonecznego blasku :)



Jak widzicie ta wierzchnia część włosów wciąż jest nieco wymemłana, przez co włosy nie wyglądają na zbyt zdrowe mimo że są :/

Bo:
  • włosy są gładkie i nawilżone
  • są bardziej sypkie i mniej się plączą, co jest wielkim sukcesem
  • nie mam rozdwojonych końcówek, ani jednej, co w moim przypadku jest cudem- po miesiącu od ścięcia włosów zawsze już ich trochę miałam (poza tymi, które są na krótszych włosach i po prostu nie załapały się na cięcie. ale i na nie przyjdzie czas :) )
  • włosy praktycznie nie wypadają, dosłownie pojedyncze "egzemplarze", a wyłaziło ich zawsze w cholerę dużo podczas mycia i olejowania.
  • w tym miesiącu włosy urosły jakieś 3-4 cm, obecnie jest to 67 cm.
Muszę powiedzieć, że jestem naprawdę strasznie zadowolona z tego, co się dzieje z moimi włosami.
Wyglądają o niebo lepiej, są mięciutkie i zdrowe :)

Plany na marzec?

  1. olejowanie- olejowanie- olejowanie
  2. wyłączam szampony  z sls 
  3. dalej "kokuję" włosy
  4. dalej nie ruszam suszarki
  5. włączam odżywkę do mycia włosów
  6. pielęgnacja pozostaje mniej więcej ta sama.
Co by moje plany mogły się spełnić, skoczyłam do rossamnna na małe włosowe zakupy.

W związku ze zmianami w myciu włosów trafił do mnie w końcu rosmanowski bejbidrimek i odżywka Isany z olejkiem babassu.



Ponieważ olejek z Alterry zniknął w zastraszającym tempie kupiłam sobie totalny klasyk już chyba- olej kokosowy Vatika na helfy. pl.
Ach, nawet sobie nie wyobrażacie jak kocham to, że mają siedzibę we Wrocławiu :D
Składam sobie zamówienie wieczorem jednego dnia, a rano drugiego wsiadam w tramwaj i już mam co chciała. I wszyscy tam tak cudownie mili <3
Z kokosem mam już dobre doświadczenia, więc jestem dobrej myśli.

Na koniec kilka zwykłych klamerek do włosów, bo po ścięciu wszystko mi z koczka wyłazi na boki ;)
Pewnie zaraz się połamią, bo to raczej cienki plastik, ale cóż.
Uf to by było na tyle.
A jak u Was włosomaniaczki? :D

Paznokcie: Eveline 8w1 Total Action

  • 32
Zastanawiałam się, czy w ogóle pisać jeszcze o tej odżywce, bo ostatnimi czasy jakiś szał  na blogach jest z recenzjami. Ale i ja dorzucę jeszcze kilka słów od siebie.

EVELINE  NAIL THERAPY TOTAL ACTION SKONCENTROWANA ODŻYWKA DO PAZNOKCI

Producent:
Rewolucyjna i unikalna formuła z aktywnym kompleksem Strong Nail ™ wnika w strukturę płytki, dzięki czemu skutecznie ją regeneruje i odbudowuje. Uszczelnia, maksymalnie utwardza oraz pobudza wzrost płytki paznokciowej. Uelastycznia ją, zwiększając odporność na uszkodzenia mechaniczne. Zabezpiecza przed pękaniem, łamaniem i rozdwajaniem. Sprawia, że zniszczone, matowe paznokcie odzyskują gładką powierzchnię i lśniący połysk. Już po 10 dniach kuracji znikną wszelkie problemy, a Ty będziesz się cieszyć pięknymi i zadbanymi paznokciami.
Dłonie są wizytówka każdej kobiety. Zadbaj o ich wygląd i pochwal się ładnymi, zdrowymi paznokciami. Najnowsza kolekcja NAIL THERAPY pozwoli pokonać problem słabych, rozdwajających się i łamliwych paznokci. Zniszczone i słabe paznokcie są najczęściej efektem niewłaściwej pielęgnacji, kontaktu z detergentami i braku odpowiednich witamin.
Zestaw profesjonalnych odżywek opracowanych wg. Szwajcarskiej receptury przyniesie efekt już po 2 tygodniach stosowania i sprawi, ze Twoje paznokcie staną się zdrowe, odporne na pękanie.

(źródło: eveline.com.pl)


OPAKOWANIE: typowa lakierowa szklana buteleczka, w sklepie dostaniemy ją zapakowaną w kartonik z instrukcjami i ulotką. Pędzelek w porządku.
KOLOR: w buteleczce biała, na paznokciach przy pierwszej warstwie bezbarwna, z każdą następną daje coraz bielszy efekt, aż do mlecznych niemal paznokci przy czwartej warstwie.
ZAPACH: no trochę czuć lakierem, ale raczej nic nadzwyczajnego.

EFEKTY: SYSTEMATYCZNOŚĆ krucafix! Bez tego efektów u mnie nie było żadnych. Mimo że od razu stały się bardzo twarde, dalej się kruszyły i rozwarstwiały.
Dopiero uparte smarowanie paznokci zgodnie z zaleceniami producenta daje poprawę kondycji paznokci- Twardość + zastopowane rozdwajanie+ ładny kolor + wygładzenie płytki.
Daję duży plus za wizualne upiększenie płytki już przy pierwszej warstwie- choćby była nie wiem jak zniszczona, dzięki odżywce wygląda dużo zdrowiej.
Moje paznokcie minimalnie szybciej rosną z odżywką.
Sam lakier dobrze się trzyma, nie odpryskuje bez problemu można nałożyć 4 jednolite warstwy w te 4 dni.
Co do tych gróźb w sprawie zniszczonych skórek- w moim przypadku ten preparat jakoś szczególnie im nie zaszkodził. Choć w sumie faktem jest, że w tej kwestii paluchy moje wołają o pomstę do nieba. Ale stwierdziłam, że jak już się  w końcu dorobię pięknych paznokci, to się zajmę skórkami, bo dwóch tych rzeczy na raz nie ogarnę :D
Jako podkład pod lakier właściwy sprawdza się świetnie.

WYDAJNOŚĆ: w związku z tym, że paznokcie malujemy nią w zasadzie codziennie- niewielka, ale nie można jej porównywać do innych lakierów.

Podsumowując- świetna odżywka, bardzo skuteczna, ale tylko jeśli stosuję ja regularnie i wg instrukcji producenta. W przeciwnym razie paznokcie są , jakie były, z tą różnicą, że odczuwalnie twardnieją.
Cena jest niska, biorąc pod uwagę efekty. (ok.10 zł)
Ja jestem zadowolona, w końcu mogę pomalować na kolorowo paznokcie, bo mam po prostu co. Polecam, ale tylko tym z Was, które będą pamiętać o tym, żeby dodawać kolejne warstwy. Choć w zasadzie każda zmasowana kuracja paznokciowa musi się opierać na systematyczności...

OGÓLNA OCENA: 5/5

Miałyście tę odżywkę? Wszyscy są raczej na TAK, Wy też? :)

o zalotce słów kilka...

  • 33
Hej Dziewczyny:)

Do rozważań nad tym akcesorium skłonił mnie tag o pięciu niepotrzebnych rzeczach.
Z ogromną większością Waszych odpowiedzi się zgadzam, ale w wielu z nich pojawiła się zalotka do rzęs.
Czyli rzecz obowiązkowa w moim makijażu. Ze względu na to, że moje rzęsy są długie i gęste, kilka razy zdarzyło mi się, że tylko je "wyzalotkowałam", nie tuszowałam i to wystarczyło, żeby oko wyglądało fajnie.
Oczywiście moje rzęsy nie są czarne, więc nie było tego efektu, jaki daje tusz, ale i tak było nieźle.

Jakiś czas temu też myślałam, ze zalotka to rzecz zbędna. Ale któregoś dnia skusiłam się na nią w Rossmannie.
Na początku kompletnie nie potrafiłam się nią posługiwać, istna masakra!
Nie mogłam objąć wszystkich rzęs, przycinałam sobie powiekę, no trudy ciężkie i znoje.

Ale teraz, kiedy zajmuje mi to dosłownie kilka sekund, nie wyobrażam sobie życia bez tego narzędzia tortur! :D

Moje rzęsy mają w tym momencie nieco ponad 1 cm długości, średnio 1-1,5 cm. Wydaje się to być niewiele, ale popatrzcie na kartkę w kratkę, podejdźcie z nią do lustra i spróbujcie sobie przystawić te 2-3 krateczki do powieki. Od razu lepiej prawda? :)
 (tak tak, mierzę rzęsy ;p jak już wypadnie, to czemu nie? :p oczywiście biorę pod uwagę to, że nie są proste, tylko mają kształt łuku )


Włoski bardzo ładnie podwijają się same jednie w zewnętrznych kącikach. Poza tym niestety są raczej proste i mimo tej długości w zasadzie mało widoczne.


Dlatego zalotka okazała się strzałem w dziesiątkę.
Producent instruował, aby podkręcać rzęsy w trzech miejscach ich długości.
Mi jednak kompletnie nie chodzi o ich podkręcenie! Od tego są tusze, które naprawdę nieźle sobie z tym radzą. Poza tym na tej długości strasznie by je to wygniotło :/
Chciałam, aby rzęsy były widoczne na tle powieki, otworzyły oko.
Nie wiem zresztą, czy ktoś postępuje tak, jak głosi instrukcja :)


Ustawiam ją więc jedynie przy samej linii wzrostu włosków, zaraz przy powiece, tak, żeby wygięły się do góry od razu z powieki. Zaciskam kilka sekund i gotowe :)


BEZ ZALOTKI




nic imponującego, prawda? 

HOKUS POKUS CZARY MARY


Z ZALOTKĄ





Od razu lepiej! :D


DO TEGO TROCHĘ TUSZU....
(zdjęcie z recenzji tuszu)



Zalotka, której używam to sprzęt Elite Professional, kupiony w Rossmannie za ok.10 zł.



Dzięki temu, że nie jest wyposażona w te takie nożyczkowe pętelki, w które wkłada się palce, nic nas nie ugniata.
Bardzo wygodna w użyciu, w opakowaniu dostajemy dodatkową gumkę na zmianę, kiedy ta, która jest już zamontowana stanie się bezużyteczna.
Ja używam swojej baaaaardzo długo, a na gumce nie widać jeszcze śladów zniszczenia.

Poza tym, że sprawia iż rzęsy są po prostu widoczne, lubię to, że utrzymuje je w ryzach przez praktycznie cały dzień.
Moje rzęsy mają tendencję do plątania się- jedna załazi za drugą- bardzo tego nie lubię, a uścisk zalotki utrwala ją w tym miejscu, które nadałam jej przeczesawszy rzęsy przed jej użyciem.

Oczywiście robię to wszystko przed wytuszowniem rzęs- wizja włosków, które "dzięki" tuszowi przyklejają się do gumeczki zalotki i po jej rozwarciu już tam zostają ogołacając oko jest na tyle przerażająca, że na pewno nie odwrócę kolejności :D


Zalotkuję się niemal codziennie więc  z uporem maniaka wcieram tę odżywkę z L'Biotici, kiedy tylko mogę, żeby włoski były mocne.


Raz na jakiś czas staram się robić przerwę, na jakieś 2-3 tygodnie, ale strasznie głupio się wtedy czuję ;)
Niektóre z Was niemal codziennie prostują włosy, suszą je- ja niemal codziennie używam zalotki.
Co kto lubi :D



A jaki jest Wasz stosunek do zalotki? Naprawdę jest wam aż tak zbędna? :)

Gustav Klimt

  • 5
(źródło: merlin.pl)

Czy jest ktoś, kto nie zna tego obrazu? Kto choćby raz w życiu go nie widział?
Nie sądzę.
A czy wiecie, że w tym roku mija 150 rocznica urodzin jego autora, Gustava Klimta?
Jeden z największych artystów belle epoque, wielki skandalista, odrzucający wszelkie kanony piękna.
Dekoracyjność jego obrazów jest porażająca.
Ja osobiście uwielbiam Klimta.
I tym bardziej żałuję, że nie będzie mnie raczej w Wiedniu, gdzie rusza cykl wystaw poświęcony artyście, który w tym właśnie mieście spędził większość życia.
Jeśli będziecie miały  okazję być w tym czasie w Wiedniu to koniecznie zajrzyjcie do Galerie Belvedere, Muzeum Wiednia i Albertiny, Kunsthistorisches, Muzeum Leopoldów czy chociaż Burgtheater.

Wszystkie informacje znajdziecie na stronie: klimt2012.info

Będąc kilka lat temu w Paryżu, w Musee d'Orsay, kupiłam niewielkich rozmiarów, ale za to przepięknie wydaną książkę- album pt. "Klimt femmes".
















To oczywiście tylko niektóre ilustracje.
Całość skąpana jest w złocie, część biograficzna natomiast w czerni.
Niestety napisana jest w języku francuskim, więc nie rozumiem ani słowa. Ale popatrzeć zawsze miło :)

Miłej niedzieli Kochane.

(źródła informacji: klimt2012.info oraz Twój Styl)

Obserwują