jedzmy kiełki dla urody!

  • 25
Nie wiem, jak Wy, ale ja kiełki uwielbiam!
Niby takie małe roślinne kijanki, a ubogacają smak każdej niemal potrawy i do tego są mega hiper extra zdrowe!
Zdrowie, zdrowiem , ale co powiecie na dobroczynne działanie na włosy i skórę? :)
To, ze dieta wpływa na wygląd naszych włosów jest jasne i wiadome, zaleca się chociażby wcinanie dużych ilości zielnych warzyw- sałaty czy brokułów.
A że kiełki to takie mini warzywka stężenie tych wszystkich witamin i mikroelementów jest nawet 20- 30 razy wyższe niż w dojrzałych warzywach!
Takie malutkie bomby :)

Ja kiełki wrzucam właściwie do wszystkiego- kanapek, sałatek., surówek, tostów, co mi przyjdzie do głowy.
Najczęściej są to kiełki rzodkiewki i brokuła, po prostu dlatego, że najłatwiej je dostać, w zasadzie w każdym sieciowym spożywczaku. No i oczywiście rzeżucha :) Jest ktoś, kto nigdy nie siał rzeżuchy?! A teraz zbliżają się święta, może znowu wyhodować sobie taki zielony kobierczyk? :)

Pomyślałam, że napiszę kilka słów o tym, co tez dobrego siedzi w wybranych gatunkach i na co może mieć to dobry wpływ.

KIEŁKI RZODKIEWKI: w smaku oczywiście przypominają rzodkiewkę, są więc nieco ostre, ale jeszcze bardziej wyraziste. Idealnie pasują do wszystkiego, co robione jest na bazie majonezu czy jajka. Zawierają ogromną ilość witaminy C, dzięki czemu podnoszą odporność, oraz siarkę, a tym samym wpływają na nasza skórę, włosy i paznokcie.

KIEŁKI BROKUŁA: również ostre w smaku. Główną zaletą tych kiełek jest ogromna ilość sulforafanu, czyli substancji zapobiegającej powstawaniu raka. Stężenie w kiełkach jest tak wysokie, że zjedzenie 50 g kiełek dostarcza tyle sulforafanu do naszego organizmu, co zjedzenie 1 kg dojrzałego brokuła.

KIEŁKI SOCZEWICY: delikatniejsze w smaku, nadają się również do podawania na ciepło. Zawierają magnez, witaminę C oraz żelazo.  Świetnie wpływają na zęby.

KIEŁKI SŁONECZNIKA: lekko orzechowy smak. Duża zawartość żelaza i cynku, czyli znowu coś, co posłuży naszej urodzie. Polecane szczególnie wegetarianom.

KIEŁKI SOI: delikatne w smaku i chrupiące. Również nadają się do podawania w daniach na gorąco. Zawierają żelazo, witaminy C oraz B1. Dobrze działają na apetyt i dodają energii.

KIEŁKI LUCERNY: nadają się do gotowania, Zawierają rzadko spotykaną w roślinach witaminę B12, a także witaminy A,C i D oraz lecytynę. Również polecane wegetarianom. Dobrze wpływają na pamięć oraz mają właściwości pobudzające.

RZEŻUCHA:  jest najłatwiejsza w hodowli chyba i najłatwiej dostępna nasiona możecie kupic np. w biedronce. Bogata w łatwo przyswajany jod, ponadto zawiera pewne ilości witamin: A, B1, B2, E, PP oraz siarkę, chrom, potas, mangan, magnez i wapń. Poleca się osobom cierpiącym na cukrzycę , osteoporozę, anemię, dolegliwości tarczycy, chorobę wieńcową, reumatyzm, mających kłopoty z krążeniem, z problemami skórnymi i z paznokciami. Oczyszcza organizm, poprawia apetyt i wspomaga trawienie., poprawia wygląd skóry i paznokci, znikają wysypki i egzema.  Świeżym sokiem można przemywać twarz, by rozjaśnić plamy, piegi i przebarwienia. Zawarte związki siarki pobudzają cebulki włosów do szybszego wzrostu :)


KIEŁKI CEBULI: Kiełki cebuli są wyjątkowo bogate w witaminę C, w siarkę, cynk, fluor, mangan; pomagają też w profilaktyce nowotworowej dzięki dużej ilości przeciwutleniaczy. Wspomagają walkę z nadwagą, są nieocenione przy osłabieniu, pomagają w walce z nadciśnieniem, cukrzycą i przy chorobach układu krążenia.


KIEŁKI KOZIERADKI: Kiełki kozieradki zawierają witaminy : A, B1, B2, B3, B5, C, D, ponadto m.in. żelazo, fosfor, potas, cynk, siarkę, cholinę isaponiny. Cynk + siarka- znów coś dla nas! :)
Kozieradka pomaga w oczyszczeniu organizmu (szczególnie wątroby), wspomaga apetyt oraz tworzenie czerwonych krwinek (zawiera ok. 30% białka).

(źródło: zpierwszegotloczenia.pl, pychotka.pl)

Najpopularniejsze gatunki kupimy, jak wspomniałam, bez problemu w sklepach, inne możemy kupić i wyhodować same. 
Sklepy oferują zarówno szeroką gamę nasion jak i cały sprzęt, który jest nam potrzebny.
Na przykład tutaj:

Najlepsze efekty uzyskamy oczywiście jedząc kiełki codziennie i na surowo. 

Ja się zabieram za kanapki, a Wy jecie, lubicie? :)

Smacznego, na zdrowie i na piękno!



ziaja kozie mleko- mleczko + tonik

Witam Was Kochane w tę wietrzną wielce sobotę :)

Ja się wyświętowałam urodzinowo, najadłam, więc czas najwyższy wrócić do blogowania :)
Jako stara już 22letnia dupa, mam dla Was dzisiaj recenzję mleczkotoniku od Ziai.

Ale najpierw chciałabym Was zapytać, czy któraś z Was miała okazję zjadać tabletki GLAMUREN?
Z racji masakry na mej facjacie i promocji w SP skusiłam się na opakowanie, tak jem od tygodnia i w sumie nie wiem trochę, czego się spodziewać.
Jadłyście? Poprawiła Wam się od nich cera?
Piję też herbatę z bratka, jak za starych czasów. Do tego klasyczne specyfiki. Ech, zobaczymy, co z tego wyjdzie :)


ZIAJA KOZIE MLEKO MLECZKO + TONIK

Producent:



Aktywny preparat łączący właściwości oczyszczające mleczka i odświeżające toniku.

Działanie

Oczyszczanie nawilżanie
Skutecznie usuwa makijaż i doskonale oczyszcza skórę.
Nie narusza warstwy ochronnej naskórka.
Tonizuje, odświeża i intensywnie nawilża naskórek.
Aktywnie odżywia i wygładza skórę.
Skutecznie łagodzi podrażnienia. 

Wskazania
polecana do cery suchej i skłonnej do zmarszczek.

Sposób użycia
Nanieść preparat na skórę i delikatnie rozsmarować. Nadmiar usunąć wacikiem. Stosować z innymi preparatami Kozie Mleko.

Substancje aktywne


(źródło: ziaja.com)



OPAKOWANIE: prosta biała buteleczka z uwielbianą przeze mnie szatą graficzną tej serii. Prosto, minimalistycznie, elegancko i nowocześnie. Wykonana jest z twardszego plastiku, ale konsystencja kosmetyku sprawia, że nie ma problemu z wydobywaniem go ze środka.
KOLOR: biały.
ZAPACH: charakterystyczny dla mlecznej serii. Niby w porządku, ale jakoś szczególnie za nim nie przepadam. Nie utrzymuje się na skórze.

KONSYSTENCJA: dość rzadkie, aksamitne mleczko. Łatwo rozprowadza się na skórze, nie wchłania się. Nie pozostawia uczucia lepkości ani tłustości. Raczej delikatny gładki film.

EFEKTY: ten preparat jest połączeniem mleczka i toniku, co mi osobiście jakoś nie wydaje się hmm skutecznym połączeniem, ale do rzeczy.

Jako  mleczko do demakijażu jest ok, zmywa wszystko, podkład, róż, wszelkie kredki do oczu i linery oraz zwykły tusz (nie używam kosmetyków wodoodpornych, więc nie wiem, jak sobie z nimi radzi!).
Nakładam porcję na dłoń, rozcieram i masuję po twarzy wszędzie tam, gdzie się malowałam, po czym pozostałości ściągam wacikiem. No i tu pojawia się problem.  Nie wiem, jak ten kosmetyk mógłby służyć jako tonik, bo ja osobiście nie czuję się jakoś mega komfortowo po jego użyciu. Nie czuję ani uczucia świeżości jakiegokolwiek tonizowania, a przede wszystkim nie czuję się "czysta". Cały czas mam wrażenie, że coś mi zalega na buzi i nie jest to przyjemne. Po demakijażu zazwyczaj przemywałam jeszcze twarz zwykłą wodą, żeby się tego pozbyć.

Używałam również tego mleczka jako "substancję łączącą" przy preparowaniu paćki korundowej i w tym względzie nie mogę nic mu zarzucić,. choć i tej praktyki już zaprzestałam, bo zaczęłam hardkorzyć i korunduję twarz tylko i wyłącznie po jej zwilżeniu, bez żadnych dodatków.
No i olej mineralny w składzie....


Poj.: 200 ml
Cena: 8zł

Nie polecam. Fakt zmywa dobrze makijaż, ale jest taki hmm ciężki, żadnego odświeżenia nie daje, a wręcz przeciwnie, bardzo męczy. Na wizażu ma dobre recenzje, ale mi kompletnie się nie podoba.

OGÓLNA OCENA: 2/5, za właściwości zmywające.

Miałyście ten specyfik? Też Wam tak ciążył, czy tylko j jestem taka lekka i zwiewna, że przydawał mi ciężkości? :D

Dziewuszki, wciąż proszę o Wasze głosy tutajhttps://apps.facebook.com/megafonikonkurs/968/?id=16257

Na pewno się odwdzięczę, jeśli wygram :)

Dermedic: nowa seria emolientów z olejem lnianym- Emolient Linum

  • 12

Te bardzo elegancko zapakowane kosmetyki, które widzicie na zdjęciu, to nowa seria dermokosmetyków firmy Dermedic Laboratorium EMOLIENT LINUM.


To specjalna linia produktów przeznaczona dla osób ze skórą suchą, bardzo suchą oraz osób cierpiących na atopowe zapalenia skóry (AZS). Dermokosmetyki EMOLIENT LINUM zostały stworzone w oparciu o kojące i odżywcze właściwości lnu, bogatego w nienasycone kwasy tłuszczowe (NNKT) Omega 3, Omega 6 i Omega 9, który działa przeciwzapalnie i przeciwświądowo, łagodzi objawy suchych egzem, hamuje rozwój patogennych bakterii. Seria EMOLIENT LINUM charakteryzuje się delikatną i nietłustą konsystencją. W skład linii wchodzi: regenerujący krem do rąk, kojący krem nawilżający, lotion do ciała oraz olejek do kąpieli. 

KOJĄCY KREM NAWILŻAJĄCY 

Nawilżający krem do twarzy z serii EMOLIENT LINUM dzięki zawartości oleju lnianego bogatego w nienasycone kwasy tłuszczowe (NNKT) Omega 3, Omega 6 i Omega 9 skutecznie łagodzi podrażnienia skóry, poprawia jej elastyczność oraz przyspiesza regenerację naskórka. Zawarty w kremie olej z lnu działa także przeciwświądowo i przeciwzapalnie, łagodzi objawy suchych egzem, a także hamuje rozwój patogennych bakterii na powierzchni skóry. Co więcej, krem nawilżający EMOLIENT LINUM zawiera synergicznie działający Squalane i Sensiva S.C.50, które zwiększają i przyspieszają przenikanie pozostałych składników aktywnych przez skórę, jednocześnie ograniczając utratę wody. Dodatkowo, Masło SHEA oraz gliceryna długotrwale natłuszczają i nawilżają skórę oraz tworzą barierę ochronną wzmacniając i odbudowując naturalny płaszcz hydrolipidowy. Dzięki lekkiej konsystencji kojący krem nawilżający EMOLIENT LINUM szybko się wchłania, nie pozostawiając na skórze tłustego filmu. Dermokosmetyk jest produktem hypoalergicznym i może być stosowany u dzieci powyżej 3 roku życia.
Rekomendowana cena detaliczna kremu nawilżającego EMOLIENT LINUM: 23,50 zł.


LOTION DO CIAŁA

Lotion do ciała EMOLIENT LINUM został stworzony na bazie zaawansowanych technologicznie składników, dostarczających skórze niezbędnych substancji odżywczych. Lotion EMOLIENT LINUM zawiera przede wszystkim olej lniany bogaty w nienasycone kwasy tłuszczowe (NNKT) Omega 3, Omega 6 i Omega 9, który łagodzi podrażnienia i mikrourazy naskórka. Ponad to, olej z lnu działa przeciwzapalnie i przeciwświądowo, łagodzi objawy suchych egzem oraz hamuje rozwój patogennych bakterii na powierzchni skóry. Nowy lotion do ciała EMOLIENT LINUM zawiera także ekstrakt z jęczmienia, który naturalnie wpływa na odbudowę płaszcza hydrolipidowego skóry oraz wspomaga odnowę komórkową przez co skóra odzyskuje zdrowy wygląd. Dodatkowo, masło SHEA zawarte w preparacie wspomaga magazynowanie wody w naskórku oraz eliminuje uczucie ściągnięcia skóry i dyskomfortu, czyniąc ją jednocześnie elastyczną i właściwie nawilżoną. Ponadto, lekka konsystencja sprawia, że nowy lotion do ciała EMOLIENT LINUM szybko się wchłania i nie pozostawia na skórze tłustego filmu.
Dermokosmetyk jest produktem hypoalergicznym i może być
stosowany u dzieci powyżej 3 roku życia.
Rekomendowana cena detaliczna lotionu do ciała EMOLIENT LINUM: 42 zł



OLEJEK DO KĄPIELI

Olejek do kąpieli EMOLIENT LINUM dzięki unikalnej kompozycji składników działa na wielu płaszczyznach. Olej z lnu z zawartymi w nim nienasyconymi kwasami tłuszczowymi (NNKT) Omega 3, Omega 6, Omega 9 ma działanie łagodzące i zmiękczające, czyniąc skórę elastyczną i gładką. Olej lniany działa także przeciwzapalnie i przeciwświądowo, łagodzi objawy suchych egzem oraz hamuje rozwój patogennych bakterii. Natomiast olej mineralny zapobiega nadmiernej utracie wilgoci, gwarantując odpowiedni poziom nawilżenia skóry, a także przyspiesza wchłanianie składników aktywnych zawartych w dermokosmetyku. Dobrane w odpowiednich proporcjach składniki sprawiają, że olejek do kąpieli EMOLIENT LINUM w połączeniu z wodą tworzy delikatną mleczną emulsję, która nie pozostawia na ciele tłustej powłoki. Dermokosmetyk jest produktem hypoalergicznym i może być stosowany u dzieci powyżej 3 roku życia.
Rekomendowana cena detaliczna olejku do kąpieli EMOLIENT LINUM: 38,60 zł.


REGENERUJĄCY KREM DO RĄK

Aktywna formuła składników regenerująco-nawilżających zawartych
w najnowszym kremie do rąk EMOLIENT LINUM chroni skórę przed działaniem niekorzystnych czynników zewnętrznych i zmniejsza skłonność
do podrażnień
. Zastosowany w kremie olej lniany bogaty w nienasycone kwasy tłuszczowe (NNKT) Omega 3, Omega 6 i Omega 9 łagodzi mikrourazy naskórka oraz długotrwale nawilża wrażliwą skórę dłoni, kompleksowo
ją odżywiając.
Ponad to, olej z lnu działa przeciwzapalnie i przeciwświądowo, łagodzi objawy suchych egzem oraz hamuje rozwój patogennych bakterii
 na powierzchni skóry. Dodatkowo, regenerujący krem do rąk EMOLIENT LINUM zawiera połączenie lanoliny i alantoiny, które skutecznie łagodzą wszelkie podrażnienia, a zawarta w nim gliceryna intensywnie natłuszcza nawet bardzo suchą skórę. Dla pełnej skuteczności kremu zastosowano również witaminę E, która podwyższa aktywność enzymatyczną w skórze oraz pomaga w tworzeniu nowych komórek. Dzięki tak dobranym składnikom regenerujący krem do rąk EMOLIENT LINUM zalecany jest do codziennej pielęgnacji skóry suchej, bardzo suchej, atopowej i skłonnej do alergii. Co więcej, krem do rąk EMOLIENT LINUM doskonale się wchłania i nie pozostawia na skórze tłustej warstwy, dzięki czemu może być stosowany wielokrotnie w ciągu dnia. Dermokosmetyk jest produktem hypoalergicznym i może być stosowany u dzieci powyżej 3-go roku życia.
Rekomendowana cena detaliczna regenerującego kremu do rąk EMOLIENT LINUM: 19,90 zł.

Jak Wam się podoba ta nowa linia? 
Musze przyznać, że ja jestem bardzo ciekawa. wstyd się przyznać, ale strasznie się zapuściłam przez ostatni miesiąc. 
Miały być diety, ćwiczenia, masaże, a nic  z tego nie wyszło :/
Coraz cieplej na dworze, więc już się nie mogę doczekać tych olejowych kąpieli  *.*

/Wszystkie informacje pochodzą z materiałów prasowych Dermedic Laboratorium/

DERMEDIC WWW
DERMEDIC FB

Biedronkowy krem do stóp

Słabość, krzyczę słabość!
Ja myślałam, że jak kremy do rąk są takie fajne, to do stóp też mogę być, a tu nie :(

BE BEAUTY, ODŻYWCZO- NAWILŻAJĄCY KREM DO STÓP I PAZNOKCI

Producent:

Odżywczo - nawilżający krem do stóp i paznokci to jeden z kosmetyków z linii Foot Exper!v. Dzięki bogatej formule preparat zmiękcza, odżywia i nawilża szorstką, przesuszoną skórę stóp pozostawiając je aksamitnie gładkie w dotyku. Kompozycja zapachowa cytryny i pomarańczy dodatkowo energizuje i odświeża. Regularne stosowanie kremu pozwala na uzyskanie efektu długotrwałego nawilżenia suchej skóry stóp. 
JAK DZIAŁA? 
- Kwasy owocowe AHA skutecznie uelastyczniają skórę, zmniejszają objawy zrogowacenia 
Alantoina i Pantenol wspomagają procesy odnowy, łagodzą podrażnienia 
- Ekstrakt z szałwii i Bisabolol działają antybakteryjnie, pozostawiają przyjemne uczucie świeżości 
- Pochodna mocznika intensywnie nawilża suchą skórę stóp, działa zmiękczająco. 



(źródło: bebeautycare.pl)




OPAKOWANIE: prosta, miękka tubka w kolorze troszkę pastelowego fioletu. No wygląd pierdonkowy, żadnego zaskoczenia tu nie ma. Klasyczne opakowanie dla tego typu kosmetyków, cza rozciąć, żeby wszystko zużyć.
ZAPACH: nie podoba mi się. Chemiczny, sztuczny, detergentowy. Przywodzi na myśl jakieś mleczko do czyszczenia kuchenki czy coś.
KOLOR: biały.
KONSYSTENCJA: średnio gęsty. Wchłania się dość szybko, ale bez szału. Nie jest lepki, ani tłusty.
EFEKTY: niestety muszę powiedzieć, że żadne. Ten krem z moimi stopami nie robił nic. A do zrobienia jest dużo. Ani nie nawilżył. ani nie zmiękczył, ani tym bardziej nie poprawił wyglądu moich stóp. Używałam go bardzo regularnie, bo moim celem jest uzdrowić stopy na lato, a tu nic.
Nie podoba mi się w dodatku bardzo zapach, jest dość mocny.
No bublisko poczwarne i go nie chcę więcej.


Nie polecam. Jestem bardzo zawiedziona.
Jak może pamiętacie, bardzo podobały mi się efekty jakie dał krem od Lirene, ale zastanawiałam się, czy bardziej był to wpływ regularnego smarowania czy też rzeczywiście kremu. W tym momencie mam pewność, że krem Lirene z 30% mocznikiem jest świetny, a ten o dupę potłuc.
Kosztował jakieś śmieszne niecałe 3 zł, ale zdecydowanie lepiej kupic sobie za tę kasę dobrego słodycza!

OGÓLNA OCENA: 0/5

Miałyście ten krem? A może używałyście jakiegoś innego specyfiku do stóp z biedronki? Dajcie znać!



P.S.
Dziewczyny, nie miałybyście ochoty zrobić mi mały prezent na urodziny?! Dzisiaj kończę 22 lata,a  biorę udział w konkursie na fb.
Gdybyście tak znalazły chwilkę na oddanie na mnie głosu byłabym bardzo wdzięczna.
 Do wygrania jest zestaw macadamia oil.
Jeśli wygram zorganizuję konkurs na fb, w którym będzie można wygrać coś z tego zestawu, także podzielę się z Wami w ramach podziękowania :)

Wystarczy kliknąć na głosuj przy profilu  z kociakiem (Katarzyna Skarbowska) :)

https://apps.facebook.com/megafonikonkurs/968/?id=16257
Z góry dziękuję :*

darmowe przyjemności dla wrocławianek w ostatni dzień marca! :)

  • 8
Cześć Dziewczyny! :)

Nie mam dziś za bardzo czasu na jakiś cudny post, ale mam dla Was miłą informację :)


Szkoła Tańca, Agencja Artystyczna i Zespół Tańca Orientalnego An Najma we Wrocławiu organizuje 31.03.2012 Dzień Otwarty.


Od 14 do 18 będzie można skorzystać z darmowych lekcji tańca brzucha, salsy solo i sexy dance.
A także spróbować makijażu orientalnego i załapać się na zabieg Satynowe Dłonie firmy Mary Kay.
Za niewielką dopłatą również manicure i henna brwi :)


Szkoła mieści się na ulicy Krasińskiego 15a


Może któraś z Was się wybierze ? :)








Miłego dnia :*

zoom na kreskę: electric blue

  • 26
Czeeeeeeść Dziewczęta!


Miałam Wam nowiutkie smarowidło kreskowe pokazać już dawno, ale zdjęcia takie lewe wyblakłe mi wychodziły, że nie nadawały się do niczego.
Wczoraj zdaje się znalazłam w końcu sposób i miejsce najlepsze do tegoż typu zdjęć i jest już duuuużo lepiej!

Także przybywam do Was z minimakijażem oka (tak tak, użyłam nawet cienia ^^).
Mam ostatnio manię na kreski, więc kupiłam niebieską kredkę Essence o numerku 09 czyli cool down.
Kolor wydaje się być rzeczywiście chłodny, ale na oku wygląda nadzwyczaj ładnie.

Także tego, enjoy!








Co zostało użyte:
- buzia: oczywiście nic
- rzęsy: nic
- brwi: ołówek do brwi ( a raczej jego resztki) Manhattan
- powieki: kredka do oczu Essence Long lasting eye pencil 09 cool down,
                  cielisty cień z paletki Sensique Glamour



Bardzo spodobał mi się efekt, jaki dał cień, taką gładkość, no i przysłonił naczynka, które są często widoczne na moich powiekach, myślę, że będę używać go częściej :)

Kredka spodobała mi się od pierwszego użycia. Zawsze bałam się niebieskiego, ale  tutaj wyszło bardzo fajnie.

A jak Wam się podoba? :)       

Włosy: marzec i efekty po 4 miesiącach olejowania

  • 54
Jak co miesiąc nadszedł czas na włosowe podsumowania :)


Ale na wstępie chciałabym Wam przeogromnie podziękować i mocno Was wyściskać za wczorajsze porady dotyczące ogarnięcia skórek na wiosnę. Jesteście absolutnie najlepsze :*


Do włosów wracając :)

Czy jestem zadowolona?
Nie do końca.
Włosy wyglądają bardzo dobrze, ale nagrzeszyłam trochę i gdzieniegdzie zaczęły pojawiać się rozdwojone końcówki.
W dodatku nie zadowala mnie przyrost, tfu, to mało powiedziane! Włosy urosły tylko 1 cm! Wstyd i hańba! Tyle włosy rosną miesięcznie bez wspomagaczy. Dupa blada z wodą brzozową w moim przypadku :(((((
Czas chyba jednak wrócić do Calcium Pantothenicum i kuracji Joanny, przy tym połączeniu efekty były najlepsze (4 cm)

A włosy na dzień dzisiejszy wyglądają tak:



Co do pielęgnacji w ubiegłym miesiącu:

Szampon: Babydream z Rossmanna, odżywka z babassu  Isana
Odżywka, maska, olej: wciąż nawilżająco- wygładzający balsam babuni z Joanny, maska Alterry granat + aloes, Isana z olejkiem babassu, olej kokosowy Vatika
Półprodukty: standardowo- hydrolizat keratyny, l-cysteina, mleczko pszczele w glicerynie
Wcierka: woda brzozowa Isana

Na plus:
- omijam sls i silikony, w każdym razie się staram, choć do jakiegoś ufryzowania zdarzała kropla jedwabiu
- zero suszarki
- ładnie olejuję

Na minus:
- łażę z rozpuszczonymi włosami
- papiloty kilka razy


Plany na kwiecień:
- trwać grzecznie w tym, co zawsze + pobawić się w jakieś ładne związywanie włosów, co by tak nie latały cały czas.
- powrót do CP.

Przy okazji zmiany menu na blogu, zajrzałam do dawno nie odwiedzanych stron bloga i moim oczom ukazało się przerażające zdjęcie włosów z listopada.
Jako że minęły już 4 miesiące odkąd porządnie się za nie zabrałam, pokusiłam się o małe zestawienie postępów, jakie zrobiły moje włosy.

Zdjęcie oczywiście do powiększenia.
[Muszę się ogarnąć i robić zdjęcia jakoś w jednym miejscu i z tej samej odległości, bo kupę widać...]

Dla zainteresowanych- szczegółowe opisy poszczególnych miesięcy, kliknij- listopadgrudzień, styczeń, luty.

Cóż, listopad wypada masakrycznie :D
Włosy najładniej wyglądają w lutym, ale musicie mi uwierzyć na słowo, że równie dobrze jest obecnie, choć zdjęcie może tego nie pokazuje.

Co tu dużo gadać. Jestem niesamowicie zadowolona z efektów i żałuję, że tak późno zdecydowałam się na ścięcie włosów.
Choć z drugiej strony nie mogę się doczekać, kiedy odrosną, a do tego jeszcze długa droga :(

Niemniej jednak Dziewczyny zachęcam Was do zmiany nawyków, jeśli tego jeszcze nie zrobiłyście. Efekty są fantastyczne i wcale nie trzeba na nie długo czekać, co widać na zdjęciach- zobaczcie jaka jest różnica między listopadem a grudniem!

I jakby tego było mało całościowo wyjdzie Was to sto razy taniej.

Na koniec może jeszcze małe podsumowanie kosmetyków, czyli hity tych 4 miesięcy:

Szampon: Babydream (bez sls), Barwa Tataro- Chmielowa (z sls)
Maska: Alterra Granat + Aloes (bierzcie i jedzcie, bo lepszej maski na oczy nie widziałam)
Odżywka: Babunia mleko + miód
Olej: Alterra Antycellulit/ Kokos Vatika
Wcierka: Kuracja wzmacniająca Joanna Rzepa (mega opakowanie!)

To tyle ode mnie na dziś w tym temacie.

A jak u Was? Jesteście zadowolone czy coś Was zawiodło? :)


ratujcie moje skórki!

  • 24
Jak w temacie Kochane- doprowadziłam już do ładu paznokcie- są twarde, nie rozdwajają się, nie łamią i pięknie rosną, więc czas najwyższy zająć się na poważnie skórkami.

Nigdy niestety nie przywiązywałam do nich wagi, no i teraz mam :/

I tu prośba do Was: co polecacie? Co się u Was najlepiej sprawdziło? Proszę o pomoc, jeszcze się na Was nie zawiodłam  :)


Z góry dziękuję za wszystkie propozycje.

DIY: biżuteryjny kołnierzyk

Cześć Dziewczyny :)

Na pewno nie raz już widziałyście objaw nowych trendów- jewerly collar.
Nie wiem, jak Wam przypadł on do gustu, ale mi bardzo!
Lubię takie błyskotki i zapragnęłam mieć coś takiego, mimo że zarówno moja biżuteria, jak i same ubrania są raczej bardzo minimalistyczne  :D

Kołnierzyk, że się tak wyrażę mobilny, czyli bardziej w ramach naszyjnika, co by go można było nosić do rozmaitych rzeczy, to przy samodzielnym wykonaniu raczej wyższa szkoła jazdy i długi proces tworzenia, więc postanowiłam zrobić sobie taką wersję light- ozdobiłam jedynie przód kołnierzyka w czarnej koszuli.
To do tego były mi potrzebne pokazywane wczoraj minikoraliki z empiku :)

Swoją drogą są teraz wszędzie. Z racji, że wszystkie pracy wykonywałam oczywiście  w łóżku, z koralikami tymi spałam, między klawiszami komputera, a teraz depczę po nich, bo są porozwalane po podłodze i wnet wessę je odkurzaczem :)

Natrudziłam się strasznie. Siedziałam nad tym od ok. 22 do prawie 3 w nocy. Po 2 zamykały mi się już oczy, trzęsły ręce, a koraliki wymykały się z palców. Ale ukłułam się igłą tylko dwa razy :D
Nie miałam żadnego projektu, na niczym się nie wzorowałam. Koraliki przyszywałam dość spontanicznie, co potem okazało się przeszkodą do tego, żeby obie części wyglądały w miarę symetrycznie. ;p

W dodatku same koraliki płatały mi figle, bo strasznie dużo było takich, które miały za małą dziurkę i nie mogłam przecisnąć igły :/

Cóż mi z tego wyszło?
Oto efekty.








Wiem, że dużo takich samych w zasadzie zdjęć, ale nie wiedziałam, które wybrać ;p
Jak na pierwszy raz chyba nie jest źle ;p

Mam jeszcze kilka pomysłów i chcę je konsekwentnie realizować, ale nie wiem, jak będzie z czasem.

Dajcie znać, co sądzicie o takich ozdobach i oczywiście jak Wam się podoba moja wersja :D

szoping ciuchowy na wiosnę + bling bling

  • 29
Cześć Dziewczyny!

Mam nadzieję, że dzisiejszy dzień spędziłyście przynajmniej w takim samym stopniu przyjemnie jak ja :D

Rano wykładzik, potem mały wiosenny szoping,  wygrzewanie się w słońcu z M.  i wpieprzanie lodów <3

Jako że wiosna coraz odważniej daje o sobie znać, i ja nieco odważniej postanowiłam podejść do swojej garderoby.
Do czerni, szarości i granatu postanowiłam dodać trochę żywych kolorów.
Padło na prościutką soczyście różową spódnicę w połączeniu z beżową, cienką luźną bluzką.
M. oczywiście zareagował małym grymasem na kolor, ale muszę Wam przyznać, że wygląda... przeuroczo :D






Wpadłam też na szybko do empiku po troszkę błyskotek...



Co z tego będzie? Jeszcze mała tajemnica, zaraz się biorę do roboty i mam nadzieję, że jutro będę się miała czym pochwalić :D

Idę na obiad. Miłego początku weekendu Kochane! :*

bejbidrimek dla dużych dziewczynek

  • 41
Cześć :)

Jak może pamiętacie przy okazji "prezentacji" lutowych włosów, zobowiązałam się do tego, żeby zrezygnować całkowicie z szamponów z SLS'em.
Kupiłam sobie sławetnego Babydream'a z Rossmanna i przystąpiłam do działania :)
Czytałyście już pewnie sto recenzji na jego temat, ale i ja dorzucę swoje trzy grosze, a jakże.

ROSSMANN BABYDREAM SZAMPON

Producent:
Delikatnie i dokładnie oczyszcza skórę głowy i pielęgnuje włosy niemowlęcia. Proteiny pszenicy zapobiegają elektryzowaniu się włosów.
Szampon może być także stosowany do codziennej pielęgnacji włosów przez dorosłych. Produkt zawiera rumianek i pantenol. 

(źródło: wizaz.pl)


OPAKOWANIE: wyprofilowana, plastikowa butelka. Poręczna i ogólnie bezproblemowa. Niebieściutka.
Jedna tylko rzecz mnie zastanawia- czy tylko ja, za każdym razem, gdy mój wzrok padnie na ten szampon, mam wrażenie, że to dziecko wcale nie jest takie uhahane?


Dopiero jak się chwilę przyjrzę widzę uśmiech. Hmmm..

KOLOR: przeźrocze.
ZAPACH: nie wiem, co to za zapach, ale tak pachną tylko kosmetyki z tej serii. Nie jest to klasycznie dzidziusiowy zapach, ale na pewno w jakiś tam sposób pokrewny. Czy przyjemny? Ujdzie.
KONSYSTENCJA: dość gęsty, nieźle się pieni, ale konsystencja jest nieco tępa. Osobiście nie lubię tego efektu, jakoś źle mi się z niego korzysta.



EFEKTY: świetne! mimo braku tych wszystkich chemikaliów szampon świetnie radzi sobie ze wszelkimi zanieczyszczeniami, które trafiają na mój wielki łeb, czyli olejami i suchym szamponem, żadnych innych stajlingów i specyfików o cięższej konsystencji nie używam.
Włosy po umyciu fajnie się rozczesują, są miękkie i błyszczące. Nie zauważyłam, żeby robił cokolwiek złego z moimi włosami. Spełnia swoje zadanie nie gorzej niż jego szkodliwi bracia, a pozostawia włosy zdrowe. 


WYDAJNOŚĆ: szału nie ma, ale całkiem niezła. Jak na mnie mam tę butelkę bardzo długo.

Poj: 250 ml
Cena: trochę ponad 4 zł


Mimo tej nieco wadliwej konsystencji, wynikającej niewątpliwie ze składu, jestem jak najbardziej na tak. Wszystko super myje, zmywa olej, nie szkodzi i jest taniutki.

OGÓLNA OCENA: 5/5

A u Was jak się spisał? Jakie inne szampony tego typu polecacie?

[EDIT] Szminka Rimmel Firecracker- efekt w pełnym słońcu :)

  • 20
Hehs, słonce wyszło w końcu, więc pobiegłam się znowu pomalować, żeby pokazać Wam, jaki kolor w rzeczywistości ma ta szminka. 
Na porannych zdjęciach kolor był bardzo przygaszony, dopiero teraz widać całą jego urodę :)
Trochę czerwieni, trochę pomarańczy, nawet sporo, zwłaszcza patrząc w lustro, a nie na zdjęcia ;)




poranna notka: KLIK

Ojej, straaaaasznie lubię takie kolory! :D

usta: Rimmel Lasting Finish 214 Firecracker

Witam Was moje Drogie w to pochmurne przedpołudnie :)

Powinnam w tej chwili siedzieć na lektoracie z niemieckiego, ale w weekend jakimś cudem przewiało mi nery, więc siedzę i wygrzewam.

Nie ma jednak tego złego (o ile złym można nazwać siedzenie w domu zamiast na zajęciach ;p), co by na dobre nie wyszło.

Korzystając z okazji, że mogę zrobić zdjęcia, chciałabym pokazać Wam totalną nówesię w zbiorze czerwonych/ czerwonopodobynch szminek :)

Możecie mi wierzyć lub nie, ale to pierwsze rimmelowskie  mazidło, jakie kupiłam.
Jako, że żadnych nudziaków ani ciemnych kolorów na moich ustach uświadczyć się zwyczajnie nie da, znowu padło na czerwień.

Także TADAM, oto ona!




Kolor na ustach wyszedł nieco przygaszony niestety :(
W rzeczywistości ma w sobie coś delikatnie neonowego i fajnie kontrastuje z kolorem mojej cery :)




Krycie fajne, ale bardzo podkreśla suche skórki, wczoraj przesuszyły mi się lekko usta i malowało się nią fatalnie- zbierała się we wszystkich załamaniach :/
Trwałość standardowa :)

Wybrałam ten kolor, bo szukałam czegoś wiosennego. Przydałaby się kiecka w takim odcieniu!:D

A Wam jak się podoba? :)

tusz Spectacular Me, czyli znowu tanio, ale bardzo średnio.

  • 26
Hej Kochane :)


Nie mam coś ostatnio szczęścia do tuszy do rzęs. Growing Lashes wysechł w zastraszającym tempie, muszę my zmienić ocenę chyba, po w tydzień po recenzji zaczął się niemiłosiernie sypać :/
Mimo wszystko jakoś nie zraziłam się do tych najtańszych mazideł i będąc w rossmannie sięgnęłam po tusz Spectacular Me, o którym coś tam dobrego czytałam. Poza tym szczoteczki typu grzebyk zawsze mnie przyciągają.
Niestety i tym razem nic  z tego nie wyszło. Mam ochotę się załapać na ten promocyjny zestaw z tuszem Max Factor. Nie wiecie, czy to się jeszcze w ogóle da zdobyć? :D


LOVELY TUSZ DO RZĘS SPECTACULAR ME, VOLUME MASCARA


Producent:


Tusz efektownie podkreśla i pogrubia rzęsy. Specjalnie wyprofilowana szczoteczka perfekcyjnie rozprowadza mascarę, docierając do każdego włoska. 


(źródło: wizaz.pl)

OPAKOWANIE: proste, niebieskie opakowanie. Taki średniej jakości plastik. Raczej nic nadzwyczajnego, niczym się nie wyróżnia.
ZAPACH: lekko tuszowy, nie daje po nosie.
KOLOR: ładna, mocna czerń. Niestety tępa i matowa, bez połysku.



KONSYSTENCJA: nie lubię zdecydowanie. Bardzo gęsta i już nieco przeschnięta. Czarna maź, oblepiająca rzęsę. Zdecydowanie jestem fanką czegoś w rodzaju delikatnej powłoczki, a nie takiej smoły. Bardzo szybko wysycha przez co poprawki kończą się grudkami i fiflokami.
SZCZOTECZKA: zwielokrotniony grzebyk. Niemal identyczna szczoteczka jest w tuszu Miyo 3 in 1, z tym. Sama szczoteczka jest świetna, robi to, co ma robić, czyli fajnie rozdziela i unosi rzęsy.




EFEKTY: no zawiedziona jestem, co tu dużo gadać. 
Szczoteczka była bardzo zachęcająca, bardzo takie lubię i zazwyczaj dobrze się sprawują na moich rzęsach. Jednak trzeba powiedzieć, że za wszystkie niepowodzenia związane z makijażem tą maskarą związany jest sam tylko tusz. Część żalów wylałam już wyżej, ale się powtórzę: matowa maź, która po dwóch godzinach zaczyna się tragicznie osypywać na powieki, policzki i same rzęsy. Wszędzie jest pełno czarnych kulek.
Przez pierwszy tydzień byłam tym tuszem zachwycona. Bo przyznać trzeba, że rzęsy są ładnie rozdzielone, świetnie wydłużone, rzeczywiście pogrubione i bardziej wyraziste. 
Najbardziej podoba mi się efekt na dolnych rzęsach, które również lubię mieć podkreślone. To wszystko jest naprawdę genialne! Robi piękne czarne firanki, tylko czemu trwałość taka dziadowska? :(
Na początku, po pomalowaniu mamy ładne rozdzielone włoski, a później patrzą w lustro widzimy gałązki z listkami, które robią nam krzakowe kuku z rzęs i ciemną powierzchnię zamiast wachlarzu rzęs.
Takiemu efektowi mówię zdecydowane nie. 






Cena: ok. 7zł


OGÓLNA OCENA: 2/5


Miałyście? Jak Wam się spisywał? Też się tak tragicznie kruszył?
Gaaaaasz dlaczego w Rossmannie nie są pozaklejane kosmetyki :( Może by tak nie wysychały szybko...

Obserwują