Ten wpis obiecałam już dawno.
Zanim dzisiaj przystąpię do nauki postanowiłam, mam nadzieję, że w syntetycznej formie, ująć wszystkie swoje spostrzeżenia, porażki i zwycięstwa.
Dawno dawno temu kupiłam bańki chińskie i miałam zacząć wielką antycellulitową walkę.
No i właściwie zaczęłam. Bańki, antycellulitowe olejki i oliwki, masaże drewnianymi szczotami i ćwiczenia.
Jak to jest z tymi bańkami?
Przede wszystkim- boli w ch.... yyyy no bardzo, bardzo! Zwłaszcza na początku. Po pierwszych masażach wylazły mi straszne sińce i pękły mi ze dwa, trzy naczynka. Najgorzej było po wewnętrznej stronie ud. Na tyle źle, że po kilku dniach zrezygnowałam z masażu tej części.
Jeśli jeszcze chodzi o ból to najśmieszniejsze jest to, że ciało po pewnym czasie przyzwyczaja się do tej masakry, ale psychika nie :D
Moje wewnętrzne ja za każdym razem było bardzo zaskakiwane i ból stawał się raczej psychiczny niż fizyczny.
Na początku są trudności z tym, żeby bańka cały czas była przyssana, zwłaszcza na pupie. Trzeba się porządnie wypiąć i wtedy masować :)
Używałam olejku antycellulitowego Alterra i oliwki antycellulitowej z Ziai. Oba kosmetyki bardzo fajnie nadawały odpowiedni poślizg- a to bardzo ważna część, bo bez tego można sobie krzywdę zrobić, a cały masaż będzie bezużyteczny.
No dobra, ale co z tego wyszło?
No właśnie kurcze, trochę nic.... Masowałam się półtora miesiąca, a efektów nie widziałam właściwie żadnych. Ok, skóra była bardziej jędrna, ale cellulit wciąż tak samo widoczny i niestety zniechęciło mnie to na tyle, że postanowiłam zrobić sobie tydzień przerwy, który niestety ciągnie się do dzisiaj. Próbowałam do tego wrócić raz czy dwa, ale bezskutecznie.
Dieta to kwestia, którą utrzymać udało mi się raz- w ubiegłoroczne wakacje, Jejjj jaka ja byłam z siebie dumna :D
Potem, kiedy byłam już super zadowolona z efektów trochę sobie popuściłam pasa, a jak zobaczyłam, że nie dzieje się nic złego, to odpuściłam całkiem.
I tak żarłam i żarłam, raz na jakiś czas podejmując śmieszne próby wrócenia na dobrą drogę. Oczywiście bezskutecznie. (O diecie możesz przeczytać tu KLIK)
Uwielbiam jeść, daje mi to masę przyjemności, na pewno za dużo :D
Na szczęście jest jedna rzecz, która mi wychodzi, którą uwielbiam, i dzięki której moja nadzieje jeszcze nie umarła :D
Ćwiczenia! Aż sama się sobie dziwię, jak łatwo przychodzi mi trening, ile przyjemności mi sprawia i jak relaksuje po całym dniu!
Na pewno dzieje się tak dla tego, ze są mega skuteczne i efektywne. Naprawdę, mój tyłek zmienił się nie do poznania, cały czas go macam, bo robi mi się taka śliczna krągła pupka.
O taka (mam nadzieję, że nikt nie poczuje się zniesmaczony :D )
Myślę, że jeszcze max dwa miesiące i moja będzie też taka piękna
♥
Znaczy się, mam nadzieję, bo niestety mój lewy pośladek ma pewien ubytek, który nie wiem, czy się odbuduje :(
Tak czy siak, w tej kwestii jestem z siebie dumna, a swoje ćwiczenia jeszcze raz Wam polecam (KLIK)
No dobra- nie masuję się, nie dietuję, więc co z moim ciałem?
Otóż o dziwo w zasadzie nic.
Nie przytyłam, talia mi się poszerzyła o jakiś centymetr no i cellulit jak był tak jest.
Także tragedii nie ma.
Ale obiecałam sobie, ze jak przeżyję ten bardzo ciężki tydzień na uczelni, to wracam do diety, hula hop i baniek oczywiście.
No a że wszystko wyszło sto razy lepiej niż sądziłam i mam jakiegoś takiego ogromnego powera, jestem zadowolona z życia ostatnio bardzo, mam motywację, to od dzisiaj właśnie zmieniam całkowicie harmonogram dnia.
Nie, nie jest to żadne odchudzanie na wakacje, bo na to w sumie trochę za późno i przede wszystkim nie uważam, żeby mi to było jakoż szczególnie potrzebne, ale chcę wykorzystać cały swój zapał.
Także pełna energii mam nadzieję, że uda mi się wytrwać tym razem, tak mi się chce to wszytsko robić, że szok :)
Na koniec może jeszcze raz zbiorczo kilka linków:
Jeśli macie jakieś pytania, odnośnie baniek, ćwiczeń, czegokolwiek, to piszcie, bo trochę nie wiedziałam, co napisać, żeby dać Wam znać, jak to się wszystko sprawuje :)