Mini The Body Shop x2. Masło i scrub.

  • 15


Plotki, ploteczki. Babeczki lubią ploteczki. 
Zwłaszcza, kiedy mogą się zebrać w dobrze sobie znanym z wcześniejszych spotkań i zlotów, lubiącym sie nawzajem i nadającym na tych samych falach ( w tym przypadku kosmetycznych) gronie. Gronie małym, bo 10- osobowym, ale za to wielce zacnym.
Oficjalne spotkania- fajna sprawa, ale po prywacie to tak bardziej na luzie i łatwiej sobie z każdym pogadać. Jakieś dwa tygodnie temu zwołałyśmy więc sobie po koleżeńsku mały raucik, co by się we wrocławskiej Szajbie najeść pysznymi kanapkami, opić piwem i owocowymi koktajlami oraz wymienić kosmetykami.

Spotkanie było nieoficjalne. Taki kilkugodzinny (w naszym przypadku 6h!) sabacik bez szumu łatwiej zorganizować (cóż, wystarczy się umówić w danym miejscu na daną godzinę :D) i przyjemniej konwersować. Niemniej trzem szczęściarom (w tym mi! :D) wpadły w ręce upominki od Lily Lolo, a kochana Klaudia z wrocławskigo The Body Shopu i tak postanowiła sprawić każdej z nas mały upominek i, mimo swej ostatecznej nieobecności, obdarowała nas torbą miniatur produktów TBS. Głównie były to masełka, więc Dziewczyny nawybierały sobie pysznie pachnących mazideł.


Dla mnie ostało się oliwkowe masło do ciała i nawilżający scrub do ciała z masłem kakaowym. Wyglądają niepozornie, każda z nas szuka zazwyczaj czegoś o bardziej wymyślnych zapachach. Ale te miniatury fantastycznie pozytywnie mnie zaskoczyły.

Masło jest nieco tłustsze od innych tego typu mazidełek z TBS i bardzo mi się to w nim spodobało. Zdecydowanie wyróżnia się poziomem nawilżenia, który serwuje skórze, w porównaniu nie tylko z kolegami spod znaku The Body Shop, ale i innych maseł dostępnych na rynku. Mimo to szybko się wchłania i cudnie wygładza skórę.

Moim odkryciem jest tu jednak scrub na bazie masła kakowego. Nie spotkałąm się wcześniej z taką właśnie bazą dla drobinek ścierających. I muszę powiedzieć, że to rozwiązanie jest fenomelnalne! Dzięki temu, że masło samo w sobie idealnie przylega do skóry, to samo robią drobinki, która zostają tam, gdzie ja paćnęłyśmy. Podczas zabiegu poza ciałem nie ląduje ani jedno ziarenko, ani kapeczka kosmetyku. No a że to masła kakaowe to i skóra automatycznie na maxa nawilżona. Żadnej parafiny, oleju mineralnego jako spoiwa. Poza masłem kakaowym mamy za to w składzie olej migdałowy i sojowy. W efekcie skóra i wygładzona i od razu nawilżona i napojona. I o ile zazwyczaj w przypadku solidnego peelingu skóra krzyczy wręcz o dodatkową dawkę balsamu do ciała, tutaj ten etap można całkowice sobie odpuścić.

Bardzo chciałabym polecić blogerskie ploteczki w troszkę większym, niż dwuosobowym gronie. Luźniejsza atomsfera i mniejsze grono sprzyja lepszemu poznaniu siebie :)
No i nie trzeba być zdanym na łąskę innych, wystarczy sobie skrzyknąć kilka osób :)

Niemniej przy okazji chciałabym zapowiedzieć, że 
niedługo zostanie ogłoszony oficjalny zlot we Wrocławiu. Oczekujcie bliższych informacji w czasie poświątecznym :)

Mycie twarzy fenomenem. Yoskine.

  • 23
Jestem mocno przyzwyczajona do oczyszczania twarzy wodą z... z czymś. Od dłuższego już czasu jest to mydełko Aleppo Premium, które szczęśliwie trwa i się nie kończy oraz, od zawsze, różnego typu żele do oczyszczania twarzy. Szczerze mówiąc dopiero po takim myciu, czuję się czysta. Mimo że makijaż i tak zmywam zazwyczaj zaraz po powrocie do domu, wieczorne mycie i tak jest czynnością powtarzaną. Nie wyobrażam sobie prysznica bez szorowania buzi :)

A do zmywania makijażu i oczyszczania służy mi ostatnio jeden kosmetyk. Kosmetyk, który uwielbiam za niesamowitą delikatność i dokładność.

YOSKINE NORMALIZAUJĄCY ŻEL PRZECIWZMARSZCZKOWY cera normalna i mieszana

Producent:

DZIAŁANIE
Luksusowy preparat do oczyszczania i demakijażu twarzy i oczu. Dokładnie usuwa ze skóry makijaż, zanieczyszczenia i nadmiar serum. Zawiera Duo-Kwas hialuronowy HMW+LMW, który wygładza zmarszczki, ujędrnia skórę i intensywnie nawilża.Sebumatrix redukuje wydzielanie serum i zwęża pory, a lipidy zbożowe zabezpieczają skórę przed wysuszaniem. Preparat koi podrażnienia oraz nadaje cerze świeży i promienny wygląd.
STOSOWANIE
Niewielką ilość żelu rozprowadzić na zwilżonej skórze twarzy, oczu, szyi i dekoltu. Delikatnie masować, po czym spłukać wodą.
(źródło; yoskine.pl)

OPAKOWANIE: długa, smukła butelka z mlecznego plastiku, z pompką. Absolutnie przepiękny design! (czego nie oddają wybitnie marne dziś zdjęcia...) Prosty klasyczny, elegancki. Zdecydowanie czuję ten luksus, kiedy po niego sięgam :)
KOLOR: przezroczysty, ale z lekkim niebieskim zabarwieniem.
ZAPACH: baaardzo delikatny, lekko chemiczny i ledwie wyczuwalny, ale przyjemny, nie drażniący. Na tyle neutralny, że nie zwracam na niego uwagi i musiałam specjalnie wąchać, żeby cokolwiek tu napisać :) 
KONSYSTENCJA: lekka żelowa konsystencja. Nie jest zbyt gęsty, kompletnie się nie pieni. Skóra musi być bardzo mokra, a ilość żelu sporawa, żeby na twarzy utworzył się lekki piankowy osad, którego i tak prawdziwą pianą nazwać nie sposób. Ponadto- cholernie wydajny. Pompa jest płytka, ilość żelu jaką nam serwuje po jednym naciśnięciu jest niewielka. Mimo to wystarcza do delikatnego oczyszczenia skóry rano. Do zmywania makijażu używam 3 pompek, ale nie dobiłam i tak jeszcze nawet do połowy opakowania. A używam go już ponad 2 miesiące!
EFEKTY: naprawdę cudeńko! Żel jest bardzo delikatny, nieinwazyjnie oczyszcza buzię ze wszelkich możliwych zanieczyszczeń. Nie pozostawia żadnej suchości ani ściągnięcia. Zresztą wręcz przeciwnie, skóra wydaje się być delikatnie nawilżona. Czasem po tego typu produktach cera woła o natychmiastowe użycie kremu. Tutaj odczuwam totalny komfort. Żel jest na tyle delikatny, że możemy nim sobie myć oczy, bez obaw o wielki ból i pieczenie, kiedy dostanie się pod powieki. Zwłaszcza, że jest w tym zmywaniu w 100% skuteczny. Jaki nie byłby mój makijaż- ze wszystkim sobie radzi. Z kreską, z podkładem, tuszem, nawet tym duużo trwalszym niż normalny.  Nigdy podczas osuszania twarzy nie zauważyłam żadnych pozostałości po tapecie. Sprząta idealnie pozostawiając skórę gładką, miłą w dotyku, ładnie zamtowioną i przyjemnie rozjaśnioną :)
Przeciwzmarszczkowość? No przykro mi, ale poza porządnymi mimicznymi bruzdami na czole nie mam nic, więc ciężko się wypowiadać :)



Żel kosztuje 26 zł (Superpharm; 200ml), co, biorąc pod uwagę cudowną wydajność, sprawia, że jest naprawdę zwyczajnie tani. Do tego super oczyszczanie i delikatność. 
OGÓLNA OCENA: 5/5


Jeśli szukacie czegoś, co nie zrobi Wam krzywdy, ale i nie traci na sile oczyszczania, to jest to kosmetyk zdcydowanie dla Was :)


Przy okazji Kochani- Ciepłych, rodzinnych Świąt!

Fuksjowa apokalipsa. Rimmel Apocalips.

  • 60
O tym, że muszę mieć choć jeden z błyszczyków, czy tam szminek w płynie, czy co to jest, z serii Apocalips wiedziałam jak tylko zobaczyłam pierwsze zagraniczne zdjęcia. 
Kolory, krycie i konsystencja wzięły mnie całą od razu.  
Potem pojawiły się u nas. Kręciłam się koło nich jakiś czas, bo nie mogłam się zdecydować na kolor. 

Ostatecznie mój wybór padł na numerek 303 Apocalyptic, czyli mocną, piękną fuksję. 

Lakier, jak to nazywa sam Rimmel, zapakowany jest w zgrabne błyszczykowe opakowanie z fajnym odsaczaczem nadmiaru kosmetyku. Do tego przegenialny aplikator! 
Idealna miękkość i maksymalna precyzja. Kosmetyku na gąbeczce jest w sam raz. Żeby pokryć caluśkie usta jednolita warstwą koloru, wystarczy to, co raz wyciągniemy ze środka. 

Krycie jest na tyle mocne, że nie wymaga poprawek, nawet jeśli tak, jak ja, nadrabiacie sobie trochę kształt ust wyjeżdżając poza ich naturalny kontur. Nie musicie się obawiać o żadne prześwity. Lakier też nie smuży, rozprowadza się miękko i równomiernie. 

U mnie nie podkreśla żadnych suchych skórek, ani też sam ust nie wysusza
Zaraz po nałożeniu przez jakiś czas możemy cieszyć się pięknym połyskiem, który jednak tracimy, wraz z cienką warstwą szminki, przy styku ust z czymkolwiek. Kolor jednak pozostaje równie intensywny, jak na początku. Wiadomo, w takim stanie kosmetyk na ustach nie przeżyje porządnej kanapki, ale mimo wszystko i tak się fajnie trzyma. 

Schodzi bardzo równomiernie i nie blaknie. Zapach deliktniuśki, absolutnie nie dający się odczuć.

Osobiście jestem swoim apokalipsem absolutnie zachwycona! Cudowny, mocny kolor, fantastyczna aplikacja i przyjemność noszenia sprawiają, że na pewno sięgnę jeszcze po drugi z odcieni, który wpadł  mi w oko, czyli nieoczywisty w swym zabarwieniu Stellar.


Ach, jeszcze jedna rzecz. Sprawa jest dziwna, ale już dobrze udokumentowana. Jeśli chodzi o rimmelowe apocalipsy, to jeśli macie ochotę na te nudziakowe kolory, radzę się dobrze zastanowić, bo opinie na blogach głoszą, że to całkowite przeciwieństwo tych mocnych kolorów pod kątem właściwości jest! Brzydko się nakłądają i nieładnie wyglądają. 
Jeśli lubicie fuksje i czerwienie, które mają dać Wam 100% koloru- Rimmel Apocalips jest opcją godną wypróbowania.



Rabat na piękniejsze rzęsy?

  • 6
W ramach przygotowań do cieplejszych dni i totalnego rozkwitu urody i sex appeal'u mam dla Was troszkę rabatów do rozdania :)


Od Pani Moniki dostałam 15 rabatów na odżwykę do rzęs neuLash, która powoli mam nadzieję doprowadzi moje rzęsy do ładu  (co chyba już się dzieje, patrząc na większą dyscyplinę na lewym oku) oraz 15 rabatów na Magic Foot Peel, czyli 7-dniową kurację dla piękniejszych stóp, a pewnie zwłaszcza dla pięt, które, miejmy nadzieję, za jakiś czas będziemy mogły pokazać w seksownych sandałkach :)

Oba produkty do najtańszych nie należą, więc 25%  zniżki robi już fajną różnicę :)

Ta zaawansowana formuła zawiera polipeptydy uzyskane metodami inżynierii biologicznej, niezbędne proteiny, witaminy i składniki wzbogacające, które pobudzają rzęsy aby były bardziej błyszczące, eleganckie i dłuższe. Wzbogacona o Active Eyelash Technology™, pomaga rzęsom krótkim, cienkim, i rzadkim osiągnąć widoczny rezultat: bogatego, delikatnego, obszernego,
 i grubszego wyglądu w 30 dni.



    7- dniowa kuracja dla stóp zawiera aktywny kompleks na bazie kwasów owocowych, który złuszcza nadmiernie zrogowaciały naskórek.  Wspomaga odnowę i wygładzenie skóry stóp. Zaletą kosmetyku jest wpływ kwasów o działaniu złuszczającym. Odpowiedzialne są za to kwasy: glikolowy, mlekowy, salicylowy, cytrynowy i mocznik. Dodatkową zaletą jest regulacja cyklu złuszczania naskórka.
Sprawia to, że skóra nie potrzebuje częstych zabiegów kosmetycznych, a co więcej, nie wraca 

do wcześniejszej zrogowaciałej postaci.

Zastosowanie kosmetyku Magic Foot Peel pozwala nie tylko oszczędzić czas, ale również sprawnie nim gospodarować. Wygodne w użyciu skarpetki, założone na około 90- 120 minut pozwalają na relaks, lub wykonanie dodatkowych czynności domowych. Kolejne dni to czas samoistnego złuszczania naskórka i doprowadzanie stóp do gładkiej postaci. Po 7 dniach znikają uporczywe nagniotki i zrogowacenia naskórka, a przez kolejne 6-7 tygodni zachowują piękny i zdrowy wygląd.
Zawarte środki nawilżające  powodują, że skóra nie będzie przesuszona po złuszczeniu, ale miękka 

i delikatna. Wpływ na to mają kolagen, kwas hialuronowy, wyciąg z aloesu oraz ekstrakt z ogórka.





Jeśli macie ochotę na takie 25% rabatu, to wystarczy, że jesteście obserwatorkami bloga lub lubicie Let's Talk Beauty na FB i zgłosicie się w poniższym formularzu.

Po świętach dam znać, do kogo trafią rabaty, a osoby te dostaną instrukcje, jak  z nich skorzystać :)


Rzęsy krzywasy. Zawijasy.

  • 29
To, że nie jestem zadowolona z kuracji odżywką do rzęs FEG Eyelash Enhancer wiecie. Rzęsy prawego oka są wciąż w kiepskiej kondycji, niezdyscyplinowane, bardzo nierówne i niesforne. Ogólnie wydawały mi się dziwne... Potwierdzenie swoich przypuszczeń odkryłam dzisiaj, kiedy postanowiłam wypróbować nowy tusz. Od dawna miałam wrażenie, że rzęsy są jakieś.. krzywe. Że rosną w dziwnym kierunku.

No i proszę. Warstwa maskary wszystko mi pokazała. Rzęsy w zewnątrznym kąciku, moje ulubione rzęsy!, rosną i podkręcają się w bok! Tworzą sobą niemal okrąg i żadną siłą nie da się ich naprowadzić na dobrą drogę. Na zdjęciach nie jest to może to tak widoczne, ale na żywo wygląda naprawdę źle. Fakt, włoski są rekordowo długie, niemal dwa razy dłuższe od od pozostałaych, ale to bez sensu! Szczerze mówiąc nie mogę się doczekać, kiedy wypadną i nie będą zaburzać makijażu :/


Rzęsy i tak są w tym momencie  w totalnym nieporządku po tej odżywce, a te zawijasy tylko potęgują efekt.
I weź się tu człowieku  w spokoju pomaluj!

( i tak mi powiecie, że robię z igły widły, więc potraktujcie to jako ciekawostkę :P )


Philips IPL Lumea, czyli pachy i konkurs!

  • 52


| W poście znajdują się zdjęcia moich pach z tygodniowym zarostem. Wchodzisz na własną odpowiedzialność ;) |

Dzisiaj przychodzę do Was z kolejnym wpisem w ramach akcji testowania urządzenia marki Philips. Po wiecej informacji na temat urządzenia i samej metody zapraszam Was do pierwszego wpisu, tam potraktowałam temat chyba dość wyczerpująco. Przypomnę tylko, że Lumea jest urządzeniem do usuwania owłosienia metodą IPL (Intense Pulsed Light). W efekcie kilku, czy też kilkunastu zabiegów, w zależności od indywidualnych predyspozycji, mieszek włosa zostaje wyciszony, czy też w wyniku kilku serii zabiegów może nawet wypaść, dzięki czemu na dłużej możemy cieszyć się gładką skórą.

Muszę przyznać, że po pierwszym wpisie trochę mnie przestraszyłyście brakiem efektów, jeśli chodzi o tę metodę, ale na szczęście Lumea mi udowodniła, że wcale tak być nie musi, o czym sie zresztą same przekonacie :)

Aktualnie jestem po 6 zabiegach, które wykonuję co tydzień. W każdą środę, po ogoleniu łydki, bikini i pach zwykłą maszynką przystępuję do "strzelania suszarką" ;)
Zaczęłam od mniejszej mocy, żeby sobie niczego nie uszkodzić, nigdy nie wiadomo, jak zareaguje skóra. Według zalecień przedstawicielki Philipsa, mimo że karnację mam nieco ciemniejszą od pozostałych Dziewczyn biorących udział w projekcie, spokojnie mogłam zacząć od poziomu 3 (z 5 możliwych). I ta trójeczka sprawdza sie idealnie na bikini i pod pachami. Jeśli chodzi o nogi, po pierwszych zabiegach postanowiłam zwiększyć siłę do 4. I zabieg wciąż pozostał dla mnie bezbolesny i absolutnie bez żadnych negatywnych konsekwenncji. Skóra nie była podrażniona, o żadnym poparzeniu nie wspominając. 

Używając Lumei należy pamiętać, aby miejsca, do których przykładamy lampę, delikatnie się pokrywały, dzięki czemu będziemy mieć pewność, że cała powierzchnia skóry, na której działamy, zostanie objęta światłem. Nie jest to wbrew pozorom trudne i nie musimy sie martwić, że coś ominiemy, bo w wyniku dociśnięcia urządzenia do skóry naturalanie pojawia się biała obwódka na ciele, dzięki czemu doskonale widzimy, gdzie przyłożyć kolejny "strzał".Ważne jest również, aby lampy nie przesuwać po skórze, tylko choć odrobinę unosić w górę.




Golimy skórę, nie nakładamy od razu żadnego balsamu, tylko odpalamy machinę i jedziemy :)
Na początku jedyne trudności może sprawiać chyba tylko ustawienie Lumei pod odpowiednim kątem, co sygnalizuje nam zielona lampka. Są obszary, na których czasem może być cieżko idealnie przyłożyć lampę, ale naprawdę z każdym kolejnym zabiegiem proces przebiega coraz szybciej.

Bikini- dosłownie 2 minuty. Pacha (tylko jedna) 1 minuta. Najdłużej oczywiście zabieg trwa na łydkach, u mnie jest to ok. 10 min na jedną. 

Dlaczego światłem IPL traktuję tylko jedną pachę? Ponieważ drugą upstrzoną mam dużymi piegami, a w ich przypadku, jak i wszelkich możliwych znamion oraz pieprzyków, IPL jest w zasadzie zabronione.
Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło!
Dzięki temu mogę Wam pokazać różnicę między obszarem pod działaniem metody IPL, a obszarem bez jego udziału.

Ale może najpierw kilka słów o moim za przeproszeniem owłosieniu. Taka moja uroda, że włosów na ciele mam dużo. O ile nie jest to złe w przypadku tych na głowie, czy też na przykład długich gęstych rzęs, o tyle chociażby na nogach może być uciążliwe. 
Włosy mam bardzo ciemne i dość grube, przez co, jakże to logiczne, bardzo widoczne. Używając normalnej maszynki do golenia już 24h później włoski zaczynały odrastać i kłuć niemiłosiernie. Latem golenie nóg wypadało maksymalnie co dwa dni. Zimą, cóż, nie ukrywajmy, pod spodniami grubymi rajstopami problem nie jest tak widoczny, golenie raz w tygodniu było ok :D

Moje pachy będą więc idealnie obrazowały efekty używania Philips IPL Lumea.

1. Zdjęcia wykonałam na tydzień po 4 zabiegach, czyli na jednej paszce możecie zobaczyć mój tygodniowy zarost :p




2. Po 6 zabiegach. 5 dni po goleniu.

Jak widać na załączonym obrazku w niektórych miejscach włoski dopiero przebijają się przez skórę, a większość jest po prostu krótsza. Wniosek stąd taki, że wszystko rzeczywiście się usypia i rośnie coraz wolniej :)


Spooky Nails uświadomiła mi, że dla części z Was pewnie będzie to normalny widok, bo naturalnie  macie tyle włosków, ale dla mnie jest to naprawdę ogromna różnica

Mimo wszelkich obaw, które zasiałyście  w moim sercu jestem z użytkowania tego urządzenia bardzo zadowolona. Podobne efekty oczywiście są również w strefie bikini, co cieszy mnie chyba najbardziej, bo w tym miejscu wszelka możliwa depilacja wywoływała u mnie zawsze podrażnienia.
Włoski naprawdę dużo wolniej odrastają lub wyciszają się już w ogóle.

Na koniec dzisiejszej notki mam dla Was oczywiście zapowiadany konkurs, w którym do wygrania są dwa takie urządzenia! 
Wystarczy, że zgłosicie się poprzez widżet i odpowiecie na pytanie:

"Długotrwała gładkość jest ważna, ponieważ daje kobiecie… "


Dwie najciekawsze odpowiedzi zostaną wybrane przez specjalne jury Philipsa spośród wszystkich zgłoszeń dodanych na blogach wszystkich blogerek biorących udział w akcji.
Na wzięcie udziału i odpowiedź na pytanie macie 7 dni. Po tym czasie ogłosimy z Dziewczynami szczęściary, które będą mogły wypróbować metodę IPL w domowym zaciszu :)



(jeśli nie wyświetla Wam się kod, spróbujcie  w innej przeglądarce :)
Powodzenia!


Paznokiety: pink, nude & gold.

  • 41
Pazurki delikatnie mi się zaokrągliły, zobaczymy, jak taki kształt się u mnie przyjmie, kiedy trochę podrosną. Docelowo mają mieć kształt migdała, ale co z tego wyjdzie? Cholera wie :D
Na przekór tej lodowatej i jeszcze śnieżnej końcówce (och oby oby!) zimy, odrzucając wszelkie ciemne lakiery postanowiłam na ten tydzień na piękny wesoły róż od Barry M i ulubionego, idealnego nudziaka z Nails Inc. Cholernie mi się podoba to połączenie, ale co w związku z tym, że Nails Inc. ma odcień bardzo bardzo zbliżony do koloru mojej skóry, zwłaszcza na żywo, postanowiłąm nieco go okrasić modnymi paznokciowymi "ćwiekami". Musze powiedzieć mocno nieskromnie, że jestem bardzo zadowolona z efektów :D
Lakiery Barry M uwielbiam, są jednymi z najdłużej trzymających się na moich paznokciach. A Pink Flamingo, który zobaczycie poniżej to naprawdę wyjątkowy róż, przede wszystkim bardziej żywy niż to widać na zdjęciach :)

| BARRY M pink flamingo NAILS INC. basil street |

Ostrrrra szarlotka. Peeling Farmona.

  • 33
Paczka od Farmony była chyba jedną z najprzyjemniejszych. Zapachy, które się wydobywają z  opakowań przyprawiają o zawrót głowy. W ten pozytywny oczywiście sposób. A że wśród kosmetyków były dwa peelingi, no to tym jeszcze przyjemniej. Bazą zestawu od Farmony był szarlotkowy duet: masło i peeling. W takim też duecie chciałam je początkowo pokazać, ale ten peeling zasługuje chyba na osobną notkę.

FARMONA SWEET SECRET SZARLOTKOWY PEELING DO MYCIA CIAŁA


OPAKOWANIE: taka sobie twarda butelka na zatrzask, profilowana, co by było dobrze obłapiać.
KOLOR: jak dla mnie ten peeling ma kolor takich tartych jabłek, które się zasypuje cukrem i ładuje w słoiki, co by potem do szarlotki włożyć, albo rolady haha :D
ZAPACH: no ciastkowo- jabłkowy, zdecydowanie. Bardzo smakowity, wypełnia całą łazienkę, ale nie jest trwały.
KONSYSTENCJA: peeling jest gęsty, ale nie jest to zwarta konsystencja. Taka "akurat" żeby przeleźć przez dziurkę w opakowaniu. Nie ze ślizguje się z rozmaitych części ciała. Baaardzo dużo w nim ścieraczy. Ścieraczy średniej wielkości. Ścieraczy, które są... cholernie ostre! Nigdy nie spotkałam tak ostrego peelingu! Po chwili skóra normalnie zaczyna boleć :p Brzucha nawet nie próbuję tym masować. Po pierwszej próbie i kilku sekundach odpuściłam. Zbyt wrażliwy mam bebech chyba :D

EFEKTY: no ścieracz mocny, nie ma co. Na pewno bardzo przyjemny w użytkowaniu, jeśli chodzi o zapach, ale wrażliwej skórze bym go chyba nie polecała, bo naprawdę potrafi zaboleć. No ale nasze krążenie to pewnie potem szaleje :D Podrapać- też się nie raz podrapałam. Radziłabym też uważać, jeśli macie problem z rozstępami. Tam chyba boli najbardziej. W związku z tym moja pupa się z nim nie polubiła. Za to ramiona i plecy bardzo :) 
Jeśli lubicie ostrą jazdę, polecam!



Lubicie takie jedzeniowe zapachy?
Bo ja sceptycznie podchodzę do nich pod prysznicem, ale szarlotka jest ok :) Bardziej bałam się pierników, ale o tym następnym razem.

Idę po bułki. Totalny make up- no make up.

  • 40
Bo nie wypada iść z brzydką buzią. Ja tak dzisiaj wprawdzie nie po bułki, ale, o zgrozo! na uczelnię. Czemu? 
Bo mam dzisiaj tylko jedne zajęcia
Bo są dopiero na 14
Bo już o 16 i tak będe robić demakijaż
Poza tym mam bubę na ustach, bo zimno mi się goi i żadne szaleństwa estetycznie mi się do tego nie dogrywają. 
Tylko podkład, korektor, kredka do brwi i puder. Nie ma tuszu. Cieni jeszcze nie używam. Róż? Jestem u Faceta Mego, kosmetyki w kosmetyczce (niesamowite) i nie chciało mi się do niej wrzucać jeszcze świeżo wypranego pędzla tylko po to, żeby maźnąć się na pół godziny. No takie jest życie. Na zajęciach jest jakieś 10 osób, potem szybko w autobus i heja! do domciu. Lenistwo + praktyczność.

 1. Lumene Triple Stay Matt Makeup 3, 2. Synergen Powder Compact 03, 3. Vipera Correcteur 4U 03 Natura, 4.Catrice Kredka do Brwi ze Szczoteczką Brow-n-eyed

Wychodzicie z domu (prawie) bez makijażu? Jakie kosmetyki kolorowe koniecznie musicie nałożyć na twarz przed wyjściem?

Odżywka ostatniej szansy. neuLash.

  • 9
Zapowiadałam niedawno i oto jest. Moja odżywka ostatniej szansy. Znana Wam już doskonale z blogoów neuLash.



(źródło: neulash.com.pl)

No to zaczynam kurację. Mam nadzieję, że stan moich rzęs się poprawi. Nie liczę już na żaden przyrost. Byleby się uelastyczniły i zdyscyplinowały... No i opcja podkręcenia jest pociągająca, bo moje to niemal druty.
Trzymajcie kciuki, żeby tym razem się udało!


Google? Wracam z wyszukiwaniami.

Bardzo bardzo, naprawdę bardzo dawno temu się w to nie bawiłam. Powód? Głupota :D
Kiedy zmieniałam szablon bloga pierwszy raz rozwaliłam sobie kod i miałam koszmarnie zaniżone statystyki. Bardzo bardzo, naprawdę bardzo zaniżone, a googlowych haseł było tyle co kot napłakał. Ale od jakiegoś czasu już wszystko działa sprawnie. Nie są to już może takie hiciory, jak dawniej, ale zawsze coś!

Polska Akademia Nauk

Co to znaczy EKHEM KHEM EM M cierpisz na mokry kaszel, polecam Herbapect.
Dlaczego zabrania używać słowa CZARY MARY abrakadabra?
Jaki jest widok z sektora G14 na Stadionie Narodowym służę pomocą tylko w przypadku Stadionu Miejskiego we Wrocławiu
Szmaragdowa czerwień szminka och klasyk. Rubin, szmaragd- to samo!
Jak wyglądają witaminowe cudaki? 
źródło
Śmiejżelki ach śmiejżelki zabawy cała moc

Lidl rządzi, Lidl radzi, Lidl nigdy cię nie zdradzi
Ćwiczenia na tyłek i uda lidl
Czy w lidlu jest talk?
Dzień kobiet 2013 lidl rozdaje róże coś dla bardzo samotnych chyba...

źródło


Anatomia człowieka
Brwi ruszają się w każdą stronę i wypadają moje też się ruszają! To znaczy, że jestem skazana na łysienie?
Cellulit odkurzacz no to byłby czad. 
Cherry i niezwykły swiat kobiet owłosione pachy jeszcze nie pokazałam, a już się dobijają!
Dlaczego z pryszczy wyskakują ziarenka Tak sobie myślę, że lepiej że ziarenko niż taka glizda co czasem z wągra wychodzi nie? Swojż drogą krążył po internetach jakiś czas temu filmik, o wyciskaniu największego pryszcza na świecie. Trafiło sie ślepej kurze ziarno, co?

Zawsze piękna
Jak usunąć rowy z pod oczu Zasypać gruzem!
Kurze gówno na zmarszczki  Mam odpowiedź na moje utyskiwania nad zmarszczkami na czole. Dobrze, że mieszkam na wsi.Nazbierać Wam do pudełeczek?
Poświata cery tłustej Jakoś tak się lepiej poczułam. lepiej to brzmi niż po prostu smalec.
Ładne pupki



Men's world
Pan młody w damskim gorsecie To taka odmiana gier łóżkowych pod tytułem "teraz ty na górze"?
Pieprzony w dupę w gorsecie facet Macie upodobania co do pornografii, nie powiem...

Pointa
I co teraz?

Odżywka do rzęs FEG Eyelash Enhancer. Ponad 1,5 miesiąca.

  • 27

Zdaję sobie sprawę, że moje problemy z rzęsami wielu z Was mogą wydać się kuriozalne a nawet nieco próżne, bo nie każdy ma szczęście do naturalnie długich i dość gęstych rzęs. Ale nie oznacza to, że nie mogę z nimi robić tego, co mi się żywnie podoba :) A jeśli chodzi o rzęsy to jestem nad wyraz staranna i regularna w swych działaniach. W kwestii klasycznej pielęgnacji najlepsza dla mnie jest naj(nie)zwyklejsza L'Biotica. Świetnie odżywia rzęsy i nawilża.
Jeśli chodzi o kosmetyki do zadań specjalnych: mam na swoim koncie dwa specyfiki. Revitacell Eyelash Therapy i FEG Eyelash Enhancer. Z pierwszej jestem bardzo zadowolona.  Im więcej czasu mija, tym bardziej. Co z FEG? Ciężka sprawa.


Odżywka ma formę przezroczystego eyelinera. Mały, cienki pędzelek, którym maziamy niewidzialną kreskę na linii wzrostu rzęs każdego wieczora. Pojedynczą kreskę, niczego nie poprawiamy. I nie malujemy niczego na dolnych rzęsach oczywście. Jak wspomniałam nie mam problemu z regularnym stosowaniem kosmetyków, tych do twarzy zwłaszcza. Nigdy też jej nie zapomniałam, kiedy się pakowałam i gdzieś wybywałam.
Co więcej- w żaden sposób nie przeszkadzałam odżywce w działaniu- przez ostatni miesiąc nie używałam tuszu do rzęs. Czy to w jakiś sposób pomogło?

No niestety. Odżywka dotarła do mnie z duużym opóźnieniem, dzięki Poczcie Polskiej. W czasie, kiedy  Dziewczyny zamieszczały już recenzje odżywki,  ja dopiero zaczynałam kurację. Moje rzęsy były wtedy w bardzo dobrym stanie. Revitacell nie używałam już wtedy od jakichś dwóch miesięcy, leciałam tylko na L'Biotice. 
Nieco ponad tydzień po rozpoczęciu testów zaczęły mi wypadać rzęsy z prawego oka. A więc klasyka. Jeśli jesteście ze mną nieco dłużej, pewnie kojarzycie fakt, że mam dziwne prawe oko, które dwa, trzy razy w roku strasznie się sypie. Lewe jest piękne cały rok, prawe jakieś takie parchate. 

Absolutnie nie obwiniam więc o wypadanie FEG. Przecież gdyby tak było to i prawe oko by ucierpiało.
Nie da się jednak ukryć faktu, że odżywka w żaden sposób nie przyczyniła się do choćby niewielkiej poprawy stanu rzęs. Tak, jakbym niczego nie używała. Rzęsy, które zostały po wypadaniu, a więc te nieco pierwotnie krótsze podrosły na odżywce, nie powiem, jest to widoczne. Ale sposób w jaki to zrobiły jest fatalny. Przypomina mi to efekty po Revitalashu, które nie raz widziałam w internecie: pojedyncze straszne długasy, która po prostu wyglądają strasznie nieestetycznie biorąc pod uwagę całość, każdy włosek rośnie tak, jak chce, po swojemu, totalny chaos i dzicz. Dlatego tak bardzo uwiodła mnie odżywka Revitacell. Rzęsy po niej były sprężyste i rosły równiutko. Po FEG moje rzęsy są sztywne, bardzo nierówne, niezdyscyplinowane i niestety dużo rzadsze. O ile kuracja pomogła nieco na porost, o tyle w ogóle rzęs nie zagęściła.
Podsumowując- jest gorzej niż było.

A jak z efektami pomijając to moje wypadanie na jednym oku? No tak, mam jeszcze drugie. Obecny stan rzęs na lewym oku możecie sobie zobaczyć na zdjęciach na samej górze. Nie mam niestety zdjęć "przed", bo to na tym słabszym oku chciałam Wam efekty pokazać.
Długość rzęs na lewym oku się nie zmieniła. Wygląda na to, że moje rzęsy dłuższe już chyba po prostu być nie mogą :)
Tutaj zauważyłam minimalne zagęszczenie, ale nie jest toefekt, który jest w stanie zobaczyć ktoś poza mną. Straciły jednak na elastyczności i zanim wrócę do tuszowania rzęs będę je musiała porządnie nawilżyć.

Odżywka kosztuje ok. 270 zł. Efekty, które widziałam u innych Dziewczyn były bardzo zachęcające, u mnie niestety jest marnie i odżywkę zdecydowanie odkładam na bok, nie mam ochoty na więcej, w oczekiwaniu na nową, którą już w myślach nazywam odżywką ostatniej szansy.

Więcej o samej odżywce przeczytacie w poprzednim poście TUTAJ.


Kawowe full exclusive. Peeling Clarena.

  • 26

O mojej lubości do peelingów wszelkiej maści wspominałam nie raz i nie dwa. Trę się aż wióry lecą. Fetysz idealnie gładkiej skóry, o którym kiedyś tu któraś z Was wspomniała w stosunku do mej osoby, nie maleje na sile. Zwłaszcza, jeśli chodzi o ramiona i dekolt. Na pupie i udach, choćby sama skóra była nie wiem jak miękka, gładka i bez jakichkolwiek niedoskonałości (typu krostki) tak różowo być nie może, bo i cellulit gdzieś wylezie i białe pręgi rozstępów. Moich chęci i zapałów jednak w ogóle to nie rusza, choć jeśli chodzi o rozstępy, to trafiłam ostatnio na peeling, któryego użycie powoduje w tych miejscach totalne boleści ;)

Dzisiaj jednak o peelingu zgoła cudownym i mega przyjemnym, zarówno pod względem aplikacji jak i samych efektów.

CLARENA CHOCOLATE BODY LINE CAPPUCCINO SUGAR PEELING

Producent:
Ekskluzywny peeling cukrowy z drobinkami kawy do ciała . Kryształki cukru intensywnie 
złuszczają  i wygładzają a drobinki  kawy poprawiają mikrokrążenie redukując  cellulit. Fitosterole i nienasycone kwasy tłuszczowe wzmacniają barierę lipidową i hamują utratę wody z naskórka. Masło Shea delikatnie natłuszcza a wosk pszczeli uelastycznia skórę. Witaminy A, E i C  poprawiają nawilżenie i chronią przed  działaniem wolnych rodników. Skóra po peelingu staje się  gładka i jedwabiście miękka a zapach capuccino uwalnia od stresu, wycisza i relaksuje.

(źródło: clarena.pl)

OPAKOWANIE: plastikowy, przezroczysty słój z zakrętką. Niestety zwężany u górze przez co trochę utrudnione jest wydobycie kosmetyku ze środka. 
KOLOR: jasnobrązowy, beżowy, czy też kawa z mlekiem z mnóstwem czarnych kropeczek, czyli kawą.
ZAPACH: absolutnie nieziemski i fenomenalny! Słodki, strasznie smakowity, intensywny i trwały. Ogromniasty procent przyjemności stosowania tego peelingu wynika właśnie z zapachu. O ile kawy nie lubię i nie pijam, tak wąchać lubię, a tutaj mamy ją w wydaniu jakiegoś kawowego deseru. Mniam.
KONSYSTENCJA: Cudownie zwarta. Ostatnią rzeczą, z jaka chciałąbym mieć do czynienia w przypadku peelingu, to maź spływająca z ciała, skłądająca się głównie z żelu nadajacego poślizg, jakichś olejków i śladowych ilości właściwych drobinek ścierających. Tutaj składniki mamy w odpowiedniej kolejności. Cukier jest jedynie połączony tłustym spoiwem. Peeling w zasadzie trzeba wydrapywać z opakowania, jak to trafnie ujęły Dziewczyny z Kosmetycznego Remedium :)


EFEKTY: peeling wygrywa wszystko samym zapachem. Serio. Równać mu się może chyba tylko orzechowy peeling z Farmony, ale on z kolei przegrywa z Clareną w konkurencji o nazwie Konsystencja. Otwieram i wącham. Om nom nom nom. Genialnie się rozprowadza, nie uciekając z ciała. Lubię go stosować na suchą skórę. Tarcie jest wtedy większe i efekty lepsze. A skóra po nim jest gładziusieńka i miękka. Natłuszczenie skóry gwarantuje masło shea, wosk pszczeli, olej z nasion winogron i... uch, olej mineralny z drugiego miejsca w składzie. Nie ukrywam, że średnio mi to przeszkadza. To natłuszczone ciało pod palcami po spłukaniu peelingu jest kosmiczne, ale i tak później biorę jeszcze żel pod prysznic i wszystko zmywam. Zresztą i tak nie zauważyłam jakiejś negatynej reakcji skóry na ten składnik... Pomijając jednak tę niezdrową warstwę efekty i tak są goooodne uwagi. Działanie antycellulitowe sprawadza sie oczywiście do aktywacji krążenia. Nikt chyba nie myśli, że samym peelingiem zwojujemy cuda :)




Cena... Niestety też trochę eksukluzywna- 52 zł za 250 ml.
Do kupienia w salonach kosmetycznych i na clarena.pl

Zapach cudowny i efekty też, odejmuję troszkę za cenę.

OGÓLNA OCENA: 4+/5

Wrocław: Sephora do -70% !

  • 38




Dziewczyny z Wrocławia, poszło o info o następującej treści:


"Sephora Futura Park do -70% na caly asortyment! Oferta do 24.03.2013 z powodu likwidacji perfumerii Sephora przy ul.Granicznej 2A. Szczegoly w perfumerii."

Znajdą się jakieś łowczynie okazji? :)

Też mam Rimmel Apocalips. A co!

  • 71

Apocaliptic, czyli przepiękny kolor i sweet focia z dzisiejszej jego sesyji. Póki co jestem zachwycona, zwłaszcza aplikacją.

Za jakiś czas recenzja, a ja się biorę za kolejny post o IPL Lumea Philipsa.
Powiedzcie mi moje Drogie, czy bardzo byście były zniesmaczone, gdybym pokazała Wam efekty na pachach? :D
Bo tam to najlepiej widać, z tego względu że jedną strzelam tym światłem, a drugim nie, a chciałabym Wam jakieś efekty pokazać, bo są, ale zdaję sobie sprawę, że oglądanie czyichś pach to niekoniecznie jest fajne  :) (zwłaszcza, że wiecie, no trochę tam włosów będzie, nie? :P )

Edward, kocham cię! Essence LE

  • 33
Dzisiaj znowu lakier. Mój ostatnio ukochany lakier. Absolutnie przepiękny lakier, który nie potrzebuje już żadnych ozdobników. Edward's Love to (chyba) czarny lakier z ogromniastą ilością stalowych błyskotek, które dają przepiękny, stalowy czy też grafitowy efekt. Przepadłam na amen. Miłość od pierwszego wejrzenia. Lakier ma ogromniasty pędzelek i jak mam zły dzień, to niekoniecznie mi malowanie wychodzi, ale poza tym jestem zadowolona. Słyszałam narzekania, że lakier jest gęsty, ale mój ma jakoś całkiem ok konsystencję. Dwie warstwy dają piękny efekt.
No kurde taaaaki piękny jest! Hexx- dziękuję :*


Czapki z głów! Akcja Biovax.

  • 11
Zima niestety znowu do nas wróciła. Po nagłym, ale krótkotrwałym ociepleniu i ogromnych ilościach słońca, znowu sennie, buro i zmno, a połowa Polski zasypana śniegiem. Ale mamy marzec, a ten miesiąc, jakby nie patrzeć, kojarzy się już z wiosną. W sklepach od dawna możemy kupić wiosenną garderobę, a i my same powoli przygotowujemy się do zrzucenia ciepłych płaszczy i... czapek! Zima to czas, kiedy możemy nasze ciało zregenerować przed cieplejszymi dniami. Również nasze włosy zasługują na więcej troski :)




Marka Biovax, którą na pewno świetnie znacie organizuje fajny konkurs, w którym do zgarnięcia są nie tylko kosmetyki, ale i włosowa metamorfoza!


Zimą czapki chronią nasze zdrowie i dodają uroku, ale wiosna to najwyższa pora by przeszły do lamusa. Dzięki serii dermokosmetyków BIOVAX Twoje włosy powitają nową porę roku w doskonałej kondycji. 

Pożegnaj swoją czapkę i prześlij wasze ostatnie wspólne zdjęcie na adres wiosna@lbiotica.pl .

W zamian za zdjęcia rozdajemy kosmetyki BIOVAX!
Na autorki pierwszych 200 nadesłanych fotografii czekają maski do włosów, a 10 najciekawszych prac zostanie nagrodzonych zestawami do pielęgnacji włosów.

Zwyciężczyni konkursu otrzyma nagrodę główną: wiosenną metamorfozę fryzury w wykonaniu międzynarodowego mistrza fryzjerstwa Pawła Matrackiego!

Uruchom swoją kreatywność i zrób niespodziankę sobie i swoim włosom! Na zdjęcia czekamy od 1 marca do 30 kwietnia. Wejdź na www.biovax.pl lub nasz profil na Facebook’u i dowiedz się więcej!


Rozszerzone pory. Jak sobie radzicie?

  • 46
Bardzo mi jest w życiu przykro z tego powodu, ale niestety jestem posiadaczką problematycznej cery. Nigdy nie była idealna. Pryszcze, zaskórniki i wszelkie możliwe niedoskonałości. Do tego oczywiście tłustawa cera- normalne policzki i tłusta strefa T. 
O ile jest nadzieja, że kiedy uporam się z rozbuchanymi hormonami, ciagle obecne pryszcze przestaną mnie nękać, o tyle z rozszeroznymi porami już niekoniecznie muszę sobie poradzić.
Te w strefie T, które zazwyczaj przeobrażają się w wągry jeszcze da się ogarnąć. Najgorzej jest u mnie w tej przynosowej części policzków. 

W moim przypadku są to już w zasadzie kratery. Zdaję sobie sprawę, że niestety, z tym już nie za bardzo da się coś zrobić, ale mimo to podejmuję się walki, ot choćby po to, żeby mi się powierzchnia księżyca nie rozprzestrzeniła na całe lico. Widziałam ostatnio w tramwaju biedne dziewczę całe w dziurkach i nie bardzo mi się widzi... 
Nie ma co ukrywać, wszedzie bije nas po oczach obraz wygładzonej skóry. W moich patrzałkach nie mam jednak photoshopa i codzienne patrzenie na te bruzdy mocno mnie drażni. Drażni do tego stopnia, że nie pamietam już, kiedy ostatni raz pomalowałam usta jakimś mocnym kolorem. Na jakiś czas zrobiło się cieplej, wyszło słońce, rozjaśniło się i powierzchnia mojej skóry zaczęła wyglądać nad wyraz niestetycznie.

(pomijając przebarwienia) w kraterach zasiedlają się już ufoludy także wiecie, nie jest dobrze!

Zagłębiam się w internetowe czeluście w poszukiwaniu rozmaitych specyfików obkurczających pory, nie używam kremów odtłuszczających, matujących skórę, tylko najzwyczajniej nawilżających o lekkiej konsystencji, staram sie nie nakładać zbyt dużo kolorowych kosmetyków na te okolice, ale bardzo chciałabym poznać Wasze sposoby na tę nieładną przypadłość...

Z większymi dziurami się pogodzę, nie mam wyboru, ale nie ukrywam, że bardzo chciałabym to wszystko jednak jak najbardziej zminimalizować. Wiem, że takie uroki tłustej i mieszanej cery, ale może i Wy macie jakieś doświadczenia w tej kwestii? 
Coś Wam szczególnie pomogło? Chętnie się przyjrzę i dołączę te działa do mojej armi..


Mini receznja. Szampon. Znowu na sucho.

  • 13


Nie ukrywam, że dzisiejszy post to mała "zapchajdziura". Skończyły mi się zdjęcia, na nowe nie miałam czasu, a dzisiaj, kiedy już miałam, zapanowały straszliwe ciemności. Mały opisik tego suchego szamponu miał się okazać przy okazji zużyć, ale mało mnie ostatnio i postanowiłam jednak coś napisać.
Miniaturę suchego szamponu Lee Stafford dostałam jako mały bonusik do paczki od Hexxany, ot żeby sobie porównać z Batiste. Od niedawna kosmetyki te są dostępne w drogeriach Hebe.

Producent:
Za pomocą tego narzędzia można łatwo przegapić standardowej procedury przy użyciu szamponu. Zaprojektowany specjalnie dla tych sytuacjach, kiedy nie można użyć standardowej procedury mycia włosów, ale nie ma minutę wczoraj odświeżyć stylizacji.
(pisownia oryginalna ze strony stylepit.pl :D

Miniatury miałam okazję użyć tylko dwa razy, bo na tyle mi wystarczyła po kilku użycia przez Hexxanę.I tak jednak mogę stwierdzić, że z tym suchym szamponem mocno mi było nie po drodze
Strasznie pyli, strasznie bieli, ciężko go było wyczesać. Cechą, która wyróżnia szampony Batiste jest to, że ten proszek jest bardzo bardzo drobniutki, to w zasadzie jest spray. Tutaj pryska nam grubszymi płatkami śmiecąc wokoło. 

Miniatura ma pojemność 50 ml i wystarczyła łącznie na jakieś 8 użyć. Hexx ma dużo krótsze włosy, ale ja i tak używam suchych szamponów tylko przy samej skórze głowy, więc nie wydaje mi się, żeby różnica była duża, jeśli chodzi o wypsikiwaną ilość. Pełnowymiarowe opakowanie ma pojemność 150 ml, co daje nam ok. 25 użyć. Porównując z wydajnością Batiste, to moim zdaniem mało.






Lee Stafford ma w swoim ofercie szampony, odżywki i różne specyfiki do stylizacji.
Miałyście do czynienia z tą marką? Warto zwrócić jednak na coś uwagę?

NOTD: śliwka + złoto

  • 34

Fiolety bardzo lubię i postanowiłam wypróbować w końcu lakier z Oriflame. Zawiera w sobie delikatne drobinki, które jednak przy dwóch warstwach, bo tyle mam na paznokciach, są już niewidoczne. Lakier w ogóle nie jest dobrym kompanem. Ciężko się nim maluje, jedna wartsrwa wygląda wprost koszmarnie.  Dwie kryją już wszelkie niedoskonałości, ale za to kolor robi się całkiem inny niż w butelce, dużo ciemniejszy, a metaliczny połysk  całkowicie zanika.
Mimo wszystko całkiem nieźle trzyma się na paznokciach.
Złotko, jak widać na zdjęciach, postanowiłam dodać już po pomalowaniu wszystkich paznokci. Na zdjęciach widać prześwity i w sumie nie wygląda to tak dobrze, jak w rzeczywsitości.. "W realu' ciemny fiolet przebijający równomiernie między złotymi drobinkami, daje fajny, nieco stłumiony efekt, złoto traci na żółci i ładnie pasuje do fioletu.

| oriflame purple miyo 03 glitzy gold |


Obserwują