Usta? Naturalnie! Pat&Rub i Tso Moriri

  • 27
Bardzo lubię mieć mocno pomalowane usta. Szminka, najlepiej czerwona, to dla mnie absolutna podstawa. Nadaje piękny kolor, dodaje kobiecości, ale też wymaga idealnie zadbanych warg,
Nie ma nic gorszego niż suche skórki i pęknięcia.
Także niestety- nie można sobie odpuścić, zwłaszcza że i niektóre z pomadek same  w sobie mają tendencję do przesuszania.

Porządne ścieranie martwego naskórka, wygładzanie i mocne nawilżanie to działania obowiązkowe.
Dla mnie nie ma wieczora bez przetarcia ust choćby szczoteczką do zębów i nałożenie pokaźnej warstwy ochronnej pomadki.

Ostatnimi czasy moja kosmetyczka wzbogaciła się o bardziej naturalne kosmetyki "ustowe", czyli piling do ust Pat&Rub oraz naturalną pomadkę Tso Moriri.

Przyznam szczerze, że do tej pory uważałam piling do ust, za rzecz kompletnie zbędną. Cukier przecież mam w domu, a i tak zawsze po myciu zębów szorowałam szczoteczką również wargi. To mi wystarczało- była gładkość, miękkość i jędrność. Zwłaszcza, że nie tylko ja ją odczuwałam, M. często mi kadzi, że mam takie mięciutkie usta ;)
Piling dostałam w paczuszce podczas wrocławskiego spotkania blogerek. Nie dałam mu długo na siebie czekać, ciekawość zwyciężyła :)


Producent:


Piling do Ust Różany PAT&RUB LIPS to kosmetyk naturalny, który delikatnie złuszcza skórę ust, a następnie nawilża ją i wygładza.
100% natury tak ważne na ustach!
Piling jest kompozycją zdrowego cukru z brzozy oraz olejów i maseł roślinnych. 
Zawiera ksylitol – cukier z brzozy o działaniu przeciwpróchniczym.
Kolor nadaje nawrot lekarski, który ma działanie kojące. Aromat pilingu pochodzi od olejku z róży damasceńskiej.
Kosmetyk błyskawicznie wygładza i odżywia usta. A ile przy tym przyjemności! Naturalne aromaty uwodzą, ksylitol osładza dzień.

  • ksylitol*
  • olej migdałowy*
  • masło mango*
  • wyciąg z nawrotu lekarskiego*
  • olejek z róży damasceńskiej*
*surowce naturalne i z eko certyfikatem

Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Mangifera Indica (Mango) Seed Oil, Lithospermum Officinale Root Extract,Octyldodecyl Myristate, Tocopherol (mixed), Beta-Sitosterol, Squalene, Rosa Damascena Flower Oil, Linalool, Geraniol,Citronellol, Citral, Eugenol, Farnesol, Xylitol

Piling znajduje się w małym, estetycznym, plastikowym słoiczku. Po odkręceniu ukazuje nam się różowa, cukrowa masa. W pierwszym odczuciu pomyślałam sobie, że wygląda trochę jak takie galaretki w cukrze ;) 
Przed użyciem (czy też włożeniem w słoik palucha;p) wydaje się, że piling jest zbity, bardziej żelowy, jednak w rzeczywistości jest dość sypki.
Początkowo próbowałam nakładać go palcem, ale zdecydowanie bardziej polecam po prostu dotknąć szczoteczką do zębów, mniej się wtedy osypuje na wszystkie strony i lepiej pilinguje usta.  Po chwili cukier się rozpuszcza, a efekty?
Po pierwszym użyciu byłam w szoku! TAK miękkich i gładkich ust nie miałam nigdy wcześniej, choćbym nie wiem, ile czasu spędziła na szorowaniu.
Łatwo się domyślić, iż jest to zasługa olejków, które przy okazji niesamowicie nawilżają usta. Wargi pokryte są takim lekko tłustym filmem. Fantastyczna sprawa! Do tego zapach wody różanej, mniam :)

Jest wydajny, ale będę bardzo rozpaczać, kiedy się skończy, bo niestety do najtańszych nie należy- 25 ml/ok.50zł :(

Równie różowa i równie pyszna pomadka Tso Moriri to dla mnie świetne uzupełnienie pilingu. Mimo że sam w sobie pozostawia pielęgnacyjną warstwę, na noc nie zaszkodzi dołożyć jeszcze czegoś :)
Jest to kosmetyk do maziania palcem, więc jak ktoś nie lubi się babrać, to niestety nie dla niego.
Różowe masełko zamknięte w malutkiej puszeczce. Pod wpływem ciepła rozpuszcza się i taką specyfik przekładamy na usta. Jak widzicie na zdjęciach po bokach puszcza taki soczek. Konsystencja jednak jest fajna (na pewno nie zrobią się z niej takie gluty, jakie zrobiły mi się z Figs&Rouge...)
Nie jest to typowo natłuszczająca pomadka, jak na przykład rzeczona Figs&Rouge, film, który pozostawia na ustach jest łagodniejszy, jakiś taki mniej nachalny. Bardzo szybko zaczyna się wchłaniać.
Pachnie i smakuje nieziemsko pysznie, ale niestety nie jestem do końca pewna, czy poradziłaby sobie z mocno przesuszonymi ustami. Nie jest to kosmetyk do ratowania, a jedynie podtrzymania efektu. Zapewnia optymalną ochronę zadbanym ustom. Dba o to, by zdrowe usta były wciąż jędrne i nawilżone, ale z Sahary puszczy amazońskiej nie zrobi moim zdaniem...
Nie mniej jest bardzo przyjemna w użyciu, smakowita, no i naturalna.

Producent:
Multiodżywcza naturalna pomadka do usta w swoim składzie zawiera naturalne olej kokosowy i olej migdałowy. Dodatkowo wzbogacona jest woskiem candelilla oraz witaminą E. Zawarty w pomadce filtr UV chroni usta przed szkodliwym promieniowaniem i alergiczną reakcją ust na słońce (opryszczka).
Olej kokosowy doskonale nawilża i pielęgnuje skórę, zmiękczające i wygładzające działanie olejku migdałowego zapewniają właściwą pielęgnację ust, które stają się odpowiednio nawilżone i jędrne. Wosk candelilla dodatkowo nawilża i wygładza usta, nadając im delikatny połysk. Witamina E chroni struktury komórki przed uszkadzającym działaniem wolnych rodników i aktywnymi nadtlenkami lipidowymi. 
14ml/ ok. 15zł (banka.mydlana.pl)
Nie pamiętam wprawdzie, kiedy ostatnio miałam jakiś problem z ustami, ale chętnie poznam Wasze sposoby na to, jak utrzymać je w pięknym stanie :)

Pomadka The Body Shop Sheer Lip Pink

  • 0
Cześć Dziewczyny!
Męczący i nieco chorobowy dla mnie tydzień nareszcie dobiega końca. Jutro jeszcze zajęcia i nieszczęsne szkolenie BHP, ale to już nie jest takie natężenie jak dzisiaj chociażby.
Ale ale!
Muszę się Wam od razu pochwalić moją piękną 5 z pierwszego kolokwium w nowym roku akademickim! Cóż, że łacina, ważne, że dobry początek ;p
Jutro mam zamiar zadzwonić do Rossmanna, bo czekam na ten mój wygrany colossal Cat eyes i czekam, a jeszcze go nie dostarczyli. Jeśli jutro będzie do odebrania, to w weekend możecie się spodziewać mojej recenzji.

A jaką recenzję mam dla Was dzisiaj? Pomadki The Body Shop, którą wygrałam w rozdaniu Barw Wojennych.
Zapraszam :)


THE BODY SHOP, SHEER LIP SHINE






Pomadka nadająca ustom ładny połysk i pół transparentny kolor. Zawiera m.in. pielęgnujący olejek z maruli.

Skład: Ricinus Communis (Castor Seed) Oil, Meadowfoam (Limnanthes Alba) Seed Oil, Propylene Glycol Dicaprylate/Dicaprate, Euphorbia Cerifera (Candelilla) Wax, Synthetic Wax, Sclerocarya Birrea (Marula) Oil, Copernica Cerifera (Carnauba) Wax, Flavor, Methylparaben, Butylparaben, Ethylparaben, Tocopherol, Isobutylparaben, Propylparaben, Mica, Titanium Dioxide, Iron Oxides, Red 7 Lake



źródło: wizaz.pl







OPAKOWANIE: leciutkie, proste i w  tej prostocie urocze, bo czy jest coś lepszego niż takie mały błyszczący gadźecik? :)
KOLOR: mój kolor to PINK. Jak możecie zobaczyć na zdjęciach, jest spora rozbieżność między kolorem samej pomadki, a tym na spodzie opakowania. Dlaczego? Bo pomadka jest półtransparentna. Lekko podbija naturalny kolor ust.
ZAPACH: i smak! Malinowy! :) Przepyszna. Przywodzi na myśl czasy podstawówki i te pierwsze dziewczęce pseudokosmetyki. mniam
KONSYSTENCJA: pomadka jest miękka i dobrze rozprowadza się na ustach. Lekko hm, "tłusta"?
EFEKTY: w moim przypadku bardzo szybko (dostałam ją przecież w poniedziałek!) zajęła dzienne miejsce pielęgnującej Perl&shine z nivei (tej używam tylko w nocy teraz). Typowa ochronna pomadka. Bardzo fajnie nawilża usta i delikatnie je nabłyszcza. Usta wydają się mokre, ale nie są lepkie.
TRWAŁOŚĆ: no tu jest problem. o ile się nic nie pije i nie je, to wszystko jest ok. W przeciwnym razie kolor znika i zwyczajnie jest zjadana.


USTA- Z POMADKĄ


Z LAMPĄ


Cóż, TBS zrobił bardzo przyjemny kolorowo-pielęgnacyjny kosmetyk.Ale czy jest wart swojej ceny? Na pewno nie. Bez problemu można znaleźć pomadkę o podobnym działaniu i duuuużo tańszą. tak jak wspomniałam wyżej, dla mnie to ładny gadźet.  Z małym "ale"- uzależnia swoim smakiem! :D
Zdecydowanie rzecz, którą trzyma się cały czas pod ręką, żeby w każdej chwili można było maźnąć usta :)

OGÓLNA OCENA: 4/5





Obserwują