Przykro mi. Krem z kwasami od Bandi.

  • 20
Dzisiaj będzie smutno. Nawet bardzo. Nie może być inaczej, jeśli zawodzi Cię produkt, w którym pokładałaś ogromne nadzieje. A takie właśnie oczekiwania miałam wobec kremu Bandi z kwasami, którego używałam wytrwale 3 miesiące.
Nasłuchałam się, jaki to nie jest genialny, czaiłam się na promocję, kupiłam i... szału nie ma. Nie ma nic.

BANDI PROFESSIONAL LINE KREM Z KWASEM PIROGRONOWYM, AZELAINOWYM I SALICYLOWYM

Opis producenta, skład, gdzie kupić, opinie na KWC- najedź kursorem na zdjęcie.

Gliss Kur z kolagenem morskim- mgiełka i pianka

  • 11
Dzisiaj druga część recenzji kosmetyków z nowej serii Gliss Kur Ultimate Volume z płynnym kolagenem.
Ostatnio pokazywałam Wam szampon i odżywkę do spłukiwania. Dzisiaj kolej na pozostałe dwie odżywki: w piance i spray'u.

GLISS KUR ULTIMATE VOLUME ekspresowa odżywka w piance


OPAKOWANIE: mała, poręczna wyprofilowana butla z klasycznym piankowym wyciskaczem. Działa bez zarzutu, idealna  do zabrania w podróż.
KOLOR: biały
ZAPACH: gliss kurowy ;)
KONSYSTENCJA: dość "sucha" wodnista piana. Spodziewałam się czegoś bardziej kremowego i treściwego.

EFEKTY: zdecydowanie najsłabszy punkt tej serii. Nie jest może jakaś strasznie strasznie tragiczna, ale zdecydowanie odstaje nie tylko w porównaniu z resztą odżywek z tej linii, ale ogólnie przy innych odżywkach, które posiadam (a są to kosmetyki, które naprawdę świetnie służą moim włosom).
Myślałam, że pianka to będzie fajny, wygodny bajer, ale zdecydowanie bardziej wolę odżywki w klasycznej formie. Nie widzę wielkich udogodnień przy aplikacji. Za to odnoszę wrażenie jakbym nie zmyła czegoś lepkiego z włosów. 
Odżywkę trzymam w mieszkaniu Chłopaka, bo wtedy nigdy nie mam czasu na zabawy z "normalną" pielęgnacją. Włosy myję późno i żeby czasu schnięcia dodatkowo nie wydłużać kolejnym płukaniem włosów, używam właśnie tego kosmetyku. Zwłaszcza, że nie chce mi się dźwigać dodatkowych kosmetyków ;)

Efekty na włosach po wyschnięciu nie są bardzo złe- włosy są gładkie, wygładzone, nieprzesuszone, ale jednak nie jest to ten stopień nawilżenia, którego oczekuję.
Dla mnie zdecydowanie kosmetyk awaryjny.

Skład (no kiepściutko, ale i tak myślałam, że będzie gorzej;)
Aqua, Cetrimonium Chloride, Hydrolyzed Collagen, Panthenol, Cocodimonium Hydroxypropyl Hydrolyzed Keratin, Hydrolyzed Keratin, Stearamidopropyl Dimethylamine, Phenoxyethanol, Ceteareth-25, PEG-12 Dimethicone, Lactic Acid, Dipalmitoylethyl Dimonium Chloride, Silicone Quaternium-22, Sodium Methylparaben, VP/VA Copolymer, PPG-3 Myristyl Ether, Coco-Betaine, Polyquaternium-69, Glycerin, Propylene Glycol, Parfum, Polyquaternium-10, Styrene/VP Copolymer, Alcohol denat., Citric Acid, Sodium Chloride, PEG-14M, Hexyl Cinnamal, Amyl Cinnamal, Limonene, Linalool, Benzyl Salicylate, Benzyl Alcohol, Butylphenyl Methylpropional

Pojemność: 125 ml/ Cena: 19 zł

OGÓLNA OCENA: 2/5


GLISS KUR ULTIMATE VOLUME ekspresowa odżywka regeneracyjna


OPAKOWANIE: długa butelka z atomizerem. Przezroczysta, nic się nie zepsuło przez cały czas używania. Bez problemu można zużyć co do ostatniej kropli.
KOLOR: fioletowy.
ZAPACH: gliss kurowy.
KONSYSTENCJA: mgiełka. Bardzo delikatna, dobrze chwyta się włosów, nie ulatuje wszędzie dookoła. Nie lepi się na włosach. tworzy na nich gładki, śliski film.

EFEKTY: w kategorii odżywek do pospiesznego użytku zajmuje u mnie zdecydowanie wysokie miejsce.
Nie robi szału, ale jest bardzo przyjemna. Błyskawicznie wygładza, zmiękcza i "rozplątuje" włosy. Będzie idealna dla osób, które nie boją się nienaturalnych kosmetyków, a mają problem z mocno plączącymi się włosami. 

Nie mam ogromnych wymagań, jeśli chodzi o odżywki bez spłukiwania, bo używam ich dosłownie raz w tygodniu, kiedy kompletnie brakuje mi czasu. Co do dodawania objętości przez te kosmetyki, to trudno mi się wypowiedzieć, ponieważ nie mogę stosować odżywek tam, gdzie właśnie tej objętości mi brakuje, czyli przy skalpie. Jakikolwiek dodatkowy kosmetyk sprawia,że włosy dosłownie lepią mi się do głowy. Pozostaję tylko przy szamponie. 

Skład (no już lepiej niż pianka. no i efekty dużo lepsze;)

Aqua, Cyclomethicone, Phenyl Trimethicone, Hydrolyzed Collagen, Panthenol, Cocodimonium Hydroxypropyl Hydrolyzed Keratin, Hydrolyzed Keratin, Dimethiconol, Cetyl PEG/PPG-10/1 Dimethicone, Lactic Acid, Polyquaternium-16, Cetrimonium Chloride, Sodium, Benzoate, Parfum, Hexyl Cinnamal, Amyl Cinnamal, Limonene, Linalool, Benzyl, Salicylate, Benzyl Alcohol, Butylphenyl Methylpropional, CI 60730, CI 17200

Pojemność: 200ml/ Cena: 15 zł

OGÓLNA OCENA: 4/5

A już za tydzień ostatni z moich kosmetyków marki Gliss Kur. I chyba najbardziej przeze mnie lubiany :)


Twarzowe 3w1 od Vichy

  • 20
Jeśli chodzi o Vichy to różnie z nim u mnie bywało. W zasadzie skupiłam się w tej kwestii tylko na cerze. Na Normadermie. Tym klasycznym kremie, kiedy był nowością.
I te początki wspominam całkiem przyjemnie. Krem pomagał mi o dziwo na te przebrzydłe czarne kropki na nosie. Ale z każdym opakowaniem było coraz słabiej.
W tym względzie mogę potwierdzić ploty o kremie- narkotyku, jednym z wielu.
Miałam też pokaźną porcję próbek podkładu Dermablend, Kompletna klapa.
Jakoś cenowo mi później te kosmetyki nie pasowały. I nic mnie też nie ciekawiło. Dałam więc sobie spokój.
Do czasu spotkania blogerek w sierpniu, na którym to wpadły w moje ręce trzy produkty: krem Idealia, woda termalna i żel-peeling-maseczka.
Idealia jeszcze nieruszona, o wodzie termalnej trochę nie wiem, co napisać, a żel nadaje się w sam raz. Zwłaszcza, że jest na wykończeniu.

VICHY NORMADERM 3w1 cleanser + scrub + mask


Producent:


Typ skóry :
Skóra z niedoskonałościami, skóra skłonna do trądziku.
Działanie :
Preparat do skóry z niedoskonałościami i skłonnej do trądziku o potrójnym zastosowaniu, jako:
1. Krem oczyszczający
2. Preparat złuszczający
3. Maseczka

Rezultat :
Innowacja: Połączenie glinki oraz peelingujących i łagodzących składników aktywnych.

Preparat o potrójnym zastosowaniu, jako:
Krem oczyszczający – usuwa zanieczyszczenie oraz nadmiar sebum.
Preparat złuszczający – odblokowuje pory.
Maseczka – matuje oraz rozjaśnia skórę.

Odpowiedni do skóry wrażliwej. Hipoalergiczny.


(źródło: vichy)

OPAKOWANIE: tuba z miękkiego (moim zdaniem i tak za twardego) plastiku, do stawiania na zakrętce. Mocny zatrzask, ale pod koniec trzeba się mocno ponaciskać, żeby wydobyć końcówkę kosmetyku.
KOLOR: zielonkawy, z zielonymi drobinkami
ZAPACH: zapach kosmetyku oczyszczającego. Nie wiem, one wszystkie, te o profilu zabijającym niedoskonałości, mają podobny zapach. 
KONSYSTENCJA: gęsty krem ze ścierającymi drobinkami, dość ostrymi. Nie pieni się zbytnio, dobrze się rozprowadza. Wydajny.

EFEKTY: mam bardzo mieszane uczucia co do tego kosmetyku. Ogólnie mam takie w stosunku do preparatów, które mają być jednocześnie klasycznym oczyszczaczem problematycznej cery i czymś na kształt peelingu. Albo będzie za mocny jako czyścik, albo za słaby jako peeling. No i tak było właśnie u mnie. Nie mogłam go używać tradycyjnie codziennie, a jednocześnie nie czuję tego super czegoś, jak po użyciu peelingu.
Fakt, ładnie oczyszcza, troszkę wygładza. Ale bez szału.
Za to jako maseczka jest bardzo przyjemny. Wystarczy 5 minut, żeby buzia była na maxa odświeżona, zmatowiona, nadmiar sebum dokładnie odessany.
Ponad połowę opakowania zużyłam właśnie w ten sposób. W kwestii oczyszczania przerzuciłam się na micele, w kwestii peelingu jestem wierna korundowi.

Pojemność: 125 ml/ Cena: ok. 30 zł

OGÓLNA OCENA: 2/5 (jedna z trzech funkcji, to trochę za mało)

Znacie piankę do mycia twarzy z The body Shop?
Zostałam zainteresowana i nie mogę przestać o niej myśleć :D

KWC? Dla mnie- nie. Krem do rąk Isana.

  • 36
Jestem uzależniona od kremowania dłoni.
Robię to naprawdę milion razy dziennie, standardowa tubka, ok. 100 ml, wystarcza mi na bardzo krótko.
W związku z tym często kupuję tego typu kosmetyk, rzadko wybierając drugi raz ten sam.
Ostatnimi czasy moim łupem padł Intensywnie nawilżający krem Isana.
Wpadła mi w oko etykietka KWC- niechaj będzie.


No i uch, jakże żałuję. Krem kompletnie nie dla mnie.


ROSSMANN ISANA KREM DO RĄK Z 5% UREA


Producent:
Krem zapewnia skuteczną pielęgnację i ochronę bardzo suchej skóry.
Z zawartością cennego mocznika, masła shea jak również wartościowych substancji czynnych takich jak panthenol i wosk pszczeli. Szybko się wchłania i nie pozostawia tłustej warstwy na skórze. 

(źródło: wizaz.pl/KWC)


OPAKOWANIE: klasyczna tubka, z nieco mocniejszego plastiku, bardziej sztywnego, czego akurat ja nie lubię, bo przy końcu opakowania gorzej się z takiego wyciska. Zamkniecie na zatrzask a więc na plus.


ZAPACH: dość mocny, całkiem ładny, ale koszmarny dla mojego nosa! Jeszcze przy zadnym kremie tak nie kichałam :D Każde użycia kończy się długą serią...
KOLOR: biały


KONSYSTENCJA: krem jest gęsty, bardzo treściwy, wręcz masełkowaty. Dobrze się rozprowadza, nie lepi, ale strasznie długo się wchłania! Im dłużej smaruję, tym dłużej mam tłuste dłonie :/


EFEKTY: Krem jest przeznaczony do pielęgnacji bardzo suchych dłoni. Moje hende nie są zer trokene, ale lubię, kiedy są nawilżone na maxa i nie unikam tego typu specyfików. W roli nawilżacza świetny. Urea (fakt, to jest akurat niemieckie opakowanie, ale na naszych polskich etykietach nazwa urea też wciąż się pojawia. Kurde! A mocznik?! No nie można pisać po polsku, bo przecież mocznik to się ludziom tylko z sikami kojarzy...) daje o sobie znać.
Ale dla mnie nawilżenie w przypadku kremu do rąk to niestety nie wszystko.
Kremowanie ma mi dać w efekcie też rozjaśnione, matowe, elegancko wyglądające dłonie. A ten co? Nie dość, że się wchłania kupę czasu, to jeszcze się tłuści (a producent twierdzi, że nie, no skąd), dłonie się świecą i kostki są różowe. Nienawidzę różowych kostek!



Niestety dla mnie ten krem żadnym KWC nie jest. Wręcz przeciwnie. Ostatnimi czasy lepiej sprawował się nawet krem Johnsons's Baby.
Moich oczekiwań nie spełnia, choć skoro został KWC, to innym pomaga, więc absolutnie nie chcę tutaj nikomu odradzać, polecam wypróbować, boć tani jak barszcz.
Ale że blog to kwestia osobista i recenzje są subiektywne (nie rozumiem, dlaczego wszyscy piszą, ze recenzja jest obiektywna, skoro to są nasze osobiste odczucia i piszemy o tym, jak u nas się sprawdza?...), to mówię śmiało, że mi się nie podoba i już :D

Poj. 100 ml
Cena: ok. 5 zł (ostatnio był w promocji za 3.99)

OGÓLNA OCENA: 2/5

Moim KWC pozostaje krem Dermedic z serii Emolient Linum. A co jest Waszym? :)

el clasico: 2000 calorie od Max Factor

  • 26
Ten post dodał się automatycznie.
Teraz, kiedy go czytacie, ja jestem już hen daleko i nie będzie mnie 5 dni. Cóż- studia- objazd zabytkoznawczy.
Nie powiem, żeby mi się jakoś szczególnie chciało jechać, w każdym razie teraz, kiedy to piszę, ale mus to mus. Podobno ma być fajnie :D Trzymam za słowo wszystkich, którzy tak mówili i liczę na to, że nawał pracy po powrocie mnie nie zabije.

Tymczasem, co by nie było tutaj tak pusto, jest recenzja. Recenzja tuszu, który jest już klasykiem, a ja sięgnęłam po niego dopiero niedawno. Zmienił opakowanie, była promocja w SP, co też jest zaletą, bo tusze tam przecież zapakowane i liczyłam na to, że uniknę w końcu wielkiego suszu i osypu w pół godziny po zrobieniu makijażu.
Jakie są moje wrażenia na temat tego dramatik woljuma? Ech, dramatycznie średnie...


MAX FACTOR 2000 CALORIE DRAMATIC VOLUME MASCARA




Producent: 


2000 Calorie Dramatic Volume to tusz pogrubiający, nadający rzęsom więcej objętości. Dostępny w kilku kolorach.


(źródło: wizaz.pl)


OPAKOWANIE: ostatnimi czasy marka odświeżyła opakowanie tuszu. Fakt, jest bardziej hmmm nowoczesne, a raczej współczesne. Ale moim zdaniem wygląda teraz jak każdy inny tusz. Mimo wszystko jest to elegancki, czarno- złoty minimalizm.
SZCZOTECZKA: klasyczna, szczotkowata spiralka. Mała, zwęża się ku końcowi. Zaskakująco dobrze rozdziela rzęsy. Aż za dobrze niestety, ale o tym dalej.
ZAPACH: delikatny, tuszowy, ale nie wywołuje żadnych podrażnień, ani nie przeszkadza.
KOLOR: ładna, głęboka czerń.
KONSYSTENCJA: na początku był bardzo mokry, ale zgęstniał. Konsystencja jest kremowa, spójna. Tusz nie wysycha od razu, nie robi grudek.






EFEKTY: no cóż. Tusz kultowy, chwalony, ma grono wiernych fanek. Nadszedł czas, kiedy i mi przyszło go wypróbować. Niestety jestem trochę zawiedziona.
Zwłaszcza, że po tym, jak w wyniku wiosennego, jak mniemam, przesilenia, wypadły mi z prawego oka wszystkie najdłuższe rzęsy, całość się przerzedziła, skróciła, mam dużo większe wymagania.
Nie sądziłam, że kiedykolwiek to powiem, ale problem tkwi w tym, że szczoteczka zbyt dobrze rozczesuje rzęsy. Jeśli dodać do tego fakt, że wcale tak bardzo nie pogrubia, co jest przecież flagową funkcją tego kosmetyku. Nie wydłuża też rzęs. Efekt, który daje jest bardzo naturalny: pięknie rozczesane i czarne. Nic poza tym. Nie lubię teatralnego efektu, nie nakładam na rzęsy ton tuszu, ale to już jest przesada :D
Na pewno jednak ogromną zaletą tuszu jest trwałość. Ostatnio musiałam się użerać z małymi koszmarkami pod tym względem, a ten trzyma się bez zarzutu ponad 12 godzin. Żadnego osypywania, żadnych pyłków, sadzy, paprochów, grudek i innych fifloków.

Zdjęcia mam niestety tragiczne, aż tak źle ten tusz mimo wszystkiego złego, co o nim piszę, na rzęsach nie wygląda ;)









Udało mi się już nieco podratować rzęsy, nie wypadają, ale to nie jest jeszcze to, co było kiedyś, jak same widzicie. A tusz nie spełnił swojego zadania. Ręce mi już opadają.
Na początku myślałam, że  będzie spoko, byłam zachwycona tym, jak się trzyma, ale na dłuższą metę jest nie do zniesienia zwyczajny :/

Poj. 9 ml
Cena: ok. 30 zł, często w promocji

OGÓLNA OCENA: 2/5


Dziewczyny, czego obecnie używacie? Polecacie coś?

ziaja kozie mleko- mleczko + tonik

  • 10
Witam Was Kochane w tę wietrzną wielce sobotę :)

Ja się wyświętowałam urodzinowo, najadłam, więc czas najwyższy wrócić do blogowania :)
Jako stara już 22letnia dupa, mam dla Was dzisiaj recenzję mleczkotoniku od Ziai.

Ale najpierw chciałabym Was zapytać, czy któraś z Was miała okazję zjadać tabletki GLAMUREN?
Z racji masakry na mej facjacie i promocji w SP skusiłam się na opakowanie, tak jem od tygodnia i w sumie nie wiem trochę, czego się spodziewać.
Jadłyście? Poprawiła Wam się od nich cera?
Piję też herbatę z bratka, jak za starych czasów. Do tego klasyczne specyfiki. Ech, zobaczymy, co z tego wyjdzie :)


ZIAJA KOZIE MLEKO MLECZKO + TONIK

Producent:



Aktywny preparat łączący właściwości oczyszczające mleczka i odświeżające toniku.

Działanie

Oczyszczanie nawilżanie
Skutecznie usuwa makijaż i doskonale oczyszcza skórę.
Nie narusza warstwy ochronnej naskórka.
Tonizuje, odświeża i intensywnie nawilża naskórek.
Aktywnie odżywia i wygładza skórę.
Skutecznie łagodzi podrażnienia. 

Wskazania
polecana do cery suchej i skłonnej do zmarszczek.

Sposób użycia
Nanieść preparat na skórę i delikatnie rozsmarować. Nadmiar usunąć wacikiem. Stosować z innymi preparatami Kozie Mleko.

Substancje aktywne


(źródło: ziaja.com)



OPAKOWANIE: prosta biała buteleczka z uwielbianą przeze mnie szatą graficzną tej serii. Prosto, minimalistycznie, elegancko i nowocześnie. Wykonana jest z twardszego plastiku, ale konsystencja kosmetyku sprawia, że nie ma problemu z wydobywaniem go ze środka.
KOLOR: biały.
ZAPACH: charakterystyczny dla mlecznej serii. Niby w porządku, ale jakoś szczególnie za nim nie przepadam. Nie utrzymuje się na skórze.

KONSYSTENCJA: dość rzadkie, aksamitne mleczko. Łatwo rozprowadza się na skórze, nie wchłania się. Nie pozostawia uczucia lepkości ani tłustości. Raczej delikatny gładki film.

EFEKTY: ten preparat jest połączeniem mleczka i toniku, co mi osobiście jakoś nie wydaje się hmm skutecznym połączeniem, ale do rzeczy.

Jako  mleczko do demakijażu jest ok, zmywa wszystko, podkład, róż, wszelkie kredki do oczu i linery oraz zwykły tusz (nie używam kosmetyków wodoodpornych, więc nie wiem, jak sobie z nimi radzi!).
Nakładam porcję na dłoń, rozcieram i masuję po twarzy wszędzie tam, gdzie się malowałam, po czym pozostałości ściągam wacikiem. No i tu pojawia się problem.  Nie wiem, jak ten kosmetyk mógłby służyć jako tonik, bo ja osobiście nie czuję się jakoś mega komfortowo po jego użyciu. Nie czuję ani uczucia świeżości jakiegokolwiek tonizowania, a przede wszystkim nie czuję się "czysta". Cały czas mam wrażenie, że coś mi zalega na buzi i nie jest to przyjemne. Po demakijażu zazwyczaj przemywałam jeszcze twarz zwykłą wodą, żeby się tego pozbyć.

Używałam również tego mleczka jako "substancję łączącą" przy preparowaniu paćki korundowej i w tym względzie nie mogę nic mu zarzucić,. choć i tej praktyki już zaprzestałam, bo zaczęłam hardkorzyć i korunduję twarz tylko i wyłącznie po jej zwilżeniu, bez żadnych dodatków.
No i olej mineralny w składzie....


Poj.: 200 ml
Cena: 8zł

Nie polecam. Fakt zmywa dobrze makijaż, ale jest taki hmm ciężki, żadnego odświeżenia nie daje, a wręcz przeciwnie, bardzo męczy. Na wizażu ma dobre recenzje, ale mi kompletnie się nie podoba.

OGÓLNA OCENA: 2/5, za właściwości zmywające.

Miałyście ten specyfik? Też Wam tak ciążył, czy tylko j jestem taka lekka i zwiewna, że przydawał mi ciężkości? :D

Dziewuszki, wciąż proszę o Wasze głosy tutajhttps://apps.facebook.com/megafonikonkurs/968/?id=16257

Na pewno się odwdzięczę, jeśli wygram :)

tusz Spectacular Me, czyli znowu tanio, ale bardzo średnio.

  • 26
Hej Kochane :)


Nie mam coś ostatnio szczęścia do tuszy do rzęs. Growing Lashes wysechł w zastraszającym tempie, muszę my zmienić ocenę chyba, po w tydzień po recenzji zaczął się niemiłosiernie sypać :/
Mimo wszystko jakoś nie zraziłam się do tych najtańszych mazideł i będąc w rossmannie sięgnęłam po tusz Spectacular Me, o którym coś tam dobrego czytałam. Poza tym szczoteczki typu grzebyk zawsze mnie przyciągają.
Niestety i tym razem nic  z tego nie wyszło. Mam ochotę się załapać na ten promocyjny zestaw z tuszem Max Factor. Nie wiecie, czy to się jeszcze w ogóle da zdobyć? :D


LOVELY TUSZ DO RZĘS SPECTACULAR ME, VOLUME MASCARA


Producent:


Tusz efektownie podkreśla i pogrubia rzęsy. Specjalnie wyprofilowana szczoteczka perfekcyjnie rozprowadza mascarę, docierając do każdego włoska. 


(źródło: wizaz.pl)

OPAKOWANIE: proste, niebieskie opakowanie. Taki średniej jakości plastik. Raczej nic nadzwyczajnego, niczym się nie wyróżnia.
ZAPACH: lekko tuszowy, nie daje po nosie.
KOLOR: ładna, mocna czerń. Niestety tępa i matowa, bez połysku.



KONSYSTENCJA: nie lubię zdecydowanie. Bardzo gęsta i już nieco przeschnięta. Czarna maź, oblepiająca rzęsę. Zdecydowanie jestem fanką czegoś w rodzaju delikatnej powłoczki, a nie takiej smoły. Bardzo szybko wysycha przez co poprawki kończą się grudkami i fiflokami.
SZCZOTECZKA: zwielokrotniony grzebyk. Niemal identyczna szczoteczka jest w tuszu Miyo 3 in 1, z tym. Sama szczoteczka jest świetna, robi to, co ma robić, czyli fajnie rozdziela i unosi rzęsy.




EFEKTY: no zawiedziona jestem, co tu dużo gadać. 
Szczoteczka była bardzo zachęcająca, bardzo takie lubię i zazwyczaj dobrze się sprawują na moich rzęsach. Jednak trzeba powiedzieć, że za wszystkie niepowodzenia związane z makijażem tą maskarą związany jest sam tylko tusz. Część żalów wylałam już wyżej, ale się powtórzę: matowa maź, która po dwóch godzinach zaczyna się tragicznie osypywać na powieki, policzki i same rzęsy. Wszędzie jest pełno czarnych kulek.
Przez pierwszy tydzień byłam tym tuszem zachwycona. Bo przyznać trzeba, że rzęsy są ładnie rozdzielone, świetnie wydłużone, rzeczywiście pogrubione i bardziej wyraziste. 
Najbardziej podoba mi się efekt na dolnych rzęsach, które również lubię mieć podkreślone. To wszystko jest naprawdę genialne! Robi piękne czarne firanki, tylko czemu trwałość taka dziadowska? :(
Na początku, po pomalowaniu mamy ładne rozdzielone włoski, a później patrzą w lustro widzimy gałązki z listkami, które robią nam krzakowe kuku z rzęs i ciemną powierzchnię zamiast wachlarzu rzęs.
Takiemu efektowi mówię zdecydowane nie. 






Cena: ok. 7zł


OGÓLNA OCENA: 2/5


Miałyście? Jak Wam się spisywał? Też się tak tragicznie kruszył?
Gaaaaasz dlaczego w Rossmannie nie są pozaklejane kosmetyki :( Może by tak nie wysychały szybko...

włosowo- cielesny antycellulitowy olejek Alterra, czyli za, a nawet przeciw ;)

  • 40
Cześć cześć Dziewuszki :)

Olejki Alterry wychwalane są pod słońce.
Do tego kosztują bardzo przyjemnie i pachną i w ogóle.
Nie mogłam więc nie spróbować.
Zwłaszcza, że potrzebowałam olejku do włosów i czegoś poślizgowego do masażu bańkami, a że jest wersja antycellulitowa, nie zastanawiałam się ani chwili.

Zrobiłam z niego podwójny użytek więc i recenzja będzie podwójna :)

ROSSMANN ALTERRA OLEJEK DO SKÓRY ANTYCELLULITOWY


Producent:
Bogata i świeża pielęgnacja. Wyraźnie gładsza i bardziej sprężysta skóra. Każda skóra zasługuje na indywidualną pielęgnację. Olejek do skóry Alterra Cellulite został opracowany, aby zapobiegać zewnętrznym objawom cellulitu. Wyjątkowa formuła pielęgnacyjna z olejkiem limetkowym i olejem z pestek moreli łatwo się wchłania, a w połączeniu z masażem wspomaga podczas nakładania oczyszczenie skóry z produktów przemiany materii i łagodzi efekt pomarańczowej skórki. Olej z awokado, oliwa z oliwek, olej z jojoby, olej z orzechów makadamia, olej z pestek winogron oraz olej z miąższu owoców rokitnika zwyczajnego dodatkowo rozpieszczają skórę, która staje się bardziej sprężysta i elastyczna. Naturalny zapach ożywia zmysły. Skład: Glycine Soya Oil*, Simondsia Chinesis Seed Oil*, Prunus Armeniaca Kernel Oil, Prunus Armeniaca Kernel Oil*, Olea Europaea Fruit Oil*, Vitis Vinifera Seed Oil, Persea Gratissima Oil, Limonene**, Betula Alba Leaf Extract*, Macadamia Ternifolia Seed Oil, Ruscus Aculeatus Extract, Citrus Aurantium Dulcis Oil, Citrus Nobilis Oil, Parfum**, Actinidia Chinesis Seed Extract, Hippophae Rhamnoides Oil*, Tocopherol, Citrus Medica Limonum Peel Oil, Citrus Aurantifolia Oil, Helianthus Annus Seed Oil, Helianthus Annus Seed Oil*, Rosmarinus Officinalis Extract*, Rosmarinus Officinalis Leaf Extract, Citral**, Linalool**, Geraniol** (18.02.2012)

* z kontrolowanej biologicznie uprawy
** z naturalnych olejków eterycznych



(źródło: wizaz.pl)






OPAKOWANIE: prosta, szklana buteleczka z zakrętką.
Jeśli tak, jak ja jesteście urodzonymi psujami, uważajcie przy zakręcaniu. Ja chciałam za mocno no i ukręciłam z całej zakrętki ten pypeć, który wchodzi  do dziurki butelki. Mam teraz taką jakby w dwóch częściach i w dodatku niebezpieczną- już raz pocięłam sobie palucha połamanym plastikiem :(
Jak dla mnie trochę nieporęczna, a raczej po prostu niewygodna w używaniu z powodu otworu- maleńka dziurka, z której olejek się po prostu kropelkuje.
Szczerze mówiąc nie rozumiem tej idei, otwór powinien być większy, a tak to stoję i macham tą butelką, żeby mi się wylało tyle olejku, żeby sobie posmarować udzinka :/
KOLOR: ładny pomarańczyk.
ZAPACH: jak dla mnie- pomarańczowe zozole :) Cudny, żałuję, że nie jest bardziej intensywny. Ba, bardzo jest słaby i się nie utrzymuje na skórze :(
KONSYSTENCJA: olejek, ale dość rzadki. Dobrze się ślizga na skórze, ale długo wchłania.

EFEKTY: przystępujemy więc do rozdziału :)
CIAŁO: hmm niestety średnie działanie. Zwłaszcza jak na olejek. Jest to kosmetyk, który w założeniu ma ujędrniać, a niestety nie zauważyłam, żeby robił coś fajnego ze skórą. Co więcej, zdarzało się, że moja skóra po wieczornym smarowaniu i masażu, rano bywała przesuszona, szorstka i nieprzyjemna w dotyku. Skład ten olejek ma fantastyczny, więc nie wiem w sumie czemu mi z nim nie wyszło :)
WŁOSY: a tu jestem zdecydowanie na TAAAAAK! :D Zresztą, efekty mogłyście zobaczyć w sobotę na blogu :)
Bardzo fajnie rozprowadza się na włosach, bez problemu też zmywa.
Świetnie nawilża i wygładza włosy. Są dużo bardziej miękkie, lśniące i milutkie :)
Ostatni miesiąc był w moim przypadku bardzo obfity w olejowanie. Nakładałam tez odrobinę na mokre jeszcze końcówki- świetnie sprawdził się w roli ochraniacza :)

WYDAJNOŚĆ: no tutaj mały minus, ale  w sumie nie ma się co spodziewać szałowej wydajności, jeśli używa się czegoś prawie codziennie do intensywnego masażu ud i pośladków i częstego olejowania gęstych włosów. Ubywa w oczach.






Poj. 100 ml
Cena: 17- 18 zł


W sumie nie wiem, jak jeden kosmetyk może dawać tak różne efekty, w zależności od zastosowania. zwłaszcza, że nie spełnił swojej właściwej funkcji.
Nie wiem, może moja skóra jest oporna?


Z mojej strony- na włosy tak, na skórę nie za bardzo :)


OGÓLNA OCENA: CIAŁO: 2/5
                                    WŁOSY: 5/5




Miałyście tę wersję olejku? Może polecacie inny? :)

Olej Dabur Amla- recenzja

  • 14
Przede wszystkim i na początek dzisiejszego posta- Dziewczyny, jeśli zaczyna Wam się coś dziać z zębami, to nie odkładajcie tego na później, bo potem będziecie cierpieć tak, jak ja wczoraj :(

A tak poza tym, to włosowatości ciąg dalszy.
Jak wiecie od dwóch miesięcy olejuję włosy. Na początku była oliwka, a później, wspomniany już w tytule posta olej Amla, czyli mój pierwszy "prawdziwy" olej do włosów.
Początki były trudne, nie byłam przekonana i zadowolona z efektów. Zresztą- tak do końca to chyba wciąż nie jestem. 
Jako że ten kosmetyk jest właśnie na wyczerpaniu, nadszedł czas na szerszą recenzję.

AMLA OLEJEK DO WŁOSÓW


helfy.pl :

Olejek Amla zawiera wyciąg z owoców amla (amalaki - agrestu indyjskiego), sprawia, że włosy stają się po nim są sprężyste, zdrowe, błyszczące. Będziesz mieć wrażenie, że włosy są odżywione od środka i mieć poczucie lepszej pielęgnacji. Amla ma świeży, orientalny zapach, jest sekretem pięknych włosów kobiet z Indii.

OLEJEK DABUR AMLA PRZEZNACZONY JEST DLA WŁOSÓW OD CIEMNEGO BLONDU PO CZARNE.

Jak używać:

* W celu osiągnięcia najlepszych rezultatów wmasuj 1 do 2 łyżeczek olejku w skórę głowy oraz włosy i odczekaj pewien czas (idealnie ok. 1 godziny ale można również pozostawić olejek we włosach na cała noc a głowę umyć rano)
* Następnie użyj dobrego szamponu takiego jak na przykład Shikakai. Wmasuj delikatnie szampon we włosy oraz skórę głowy następnie spłucz dokładnie
* Najlepsze rezultaty osiągniesz używając olejek 3 razy w tygodniu

OPAKOWANIE: duża, plastikowa, przezroczysta butelka. W zasadzie normalka, ale bardzo niefajne "wylew". Zwyczajnie za duży otwór. Nie wiem, ile już tego oleju się zmarnowało tylko dlatego, że mi się przelał :/
ZAPACH: na początku myślałam, że to kadzidło, ale teraz to już nie wiem... W zasadzie to jedyną osobą, która nie narzekała był Tato. Olej zwyczajnie śmierdzi i to śmierdzi coraz bardziej, im dłużej się go używa. Mój Chłopak nie omieszkał nawet powiedzieć, że zalatuje kupą... No i ten zapach siedzi na włosach trochę niestety...
KOLOR: ciemna, trochę zgniła zieleń
KONSYSTENCJA: dość rzadki olej, klarowny. Jeśli znajduje się w chłodnym miejscu zaczyna trochę mętnieć. Jak dla mnie jak na olej trochę za mało tłusty.
EFEKTY: Eh ciężko jakoś z tym olejem. Na początku w ogóle była masakra. Olej zamiast nawilżać włosy, to je przesuszał. Źle się rozczesywały, a potem i tak strasznie plątały. Z biegiem czasu było coraz lepiej, ale to i tak nie jest to, czego się spodziewałam. Zużyłam całą 300 ml butelkę, a to sporo i w zasadzie nic pozytywnego nie zauważyłam. Zwłaszcza, że mam teraz porównanie z olejkiem kokosowym, po którym włosy były wyraźnie bardziej miękkie, a po Amli nic :(
Owszem, moje włosy wyglądają lepiej, ale ciężko powiedzieć, że to zasługa tego oleju. Na pewno miał jakiś wpływ na ich nawilżenie, ale na pewno bardzo mały. Myślę, że to przez zawartość parafiny, z którą moje włosy się po prostu nie polubiły.. Szkoda :(
Jedyne z czym nie miałam problemu to zmywanie.
WYDAJNOŚĆ: no właśnie. Tu też kiepsko. Żeby dobrze pokryć włosy musiałam go bardzo dużo nakładać, przez co wydajność bardzo średnia.


Poj. 300 ml (można kupić też 100 lub 200 ml)
Cena.:  za 300 ml 27 zł

Amla zbiera chyba głównie dobre recenzje, ale u mnie się nie sprawdził niestety :(
A jak było u Was?

OGÓLNA OCENA: 2/5

Pharmaceris Emoliacti krem- masło do ciała

  • 6
Nie mam większych problemów ze skórą ciała. Trwająca już kilka dobrych lat systematyczna pielęgnacja, zawzięte, w zasadzie codzienne wmasowywanie w siebie rozmaitych balsamów i skrobanie wszelkiego rodzaju peelingami i gąbkami sprawiło, że moja skóra jest fantastycznie gładka, miękka i napięta. Tym samym nie mam problemów z suchością- wszystko jest miłe w dotyku i ma taki zdrowy połysk, a jako że jestem posiadaczką dość ciemnej karnacji, w nagrodę za wytrwałość w pielęgnacyjnych zabiegach, skóra odwdzięcza mi się piękną złocistą poświatą.
Nie będę mówić, że jest idealnie. Ze względu na wzmożoną depilację łydki potrafią być dla mnie nieuprzejme.
Mimo wszystko nigdy nie wybierałam kosmetyków przeznaczonych dla skóry suchej.
W rozdaniu u Sophie Czerymoja wśród nagród znalazłam jednak Krem- masło do ciała firmy Pharmaceris przeznaczony właśnie do pielęgnacji skóry z takimi problemami, a że akurat skończył mi się balsam, postanowiłam zaoszczędzić, niczego nie kupować i zużyć mój upominek.
Pharmaceris to marka o dobrej renomie więc nie spodziewałam się niczego złego, a w zasadzie- tylko dobrych rzeczy.
Niestety, trochę się zawiodłam.

PHARMACERIS EMOLIACTI REGENERUJĄCY KREM- MASŁO DO CIAŁA


Producent:


 Wskazania:
Codzienna pielęgnacja skóry przesuszonej, wrażliwej, skłonnej do łuszczenia się i podrażnień, ze skłonnością do atopowego zapalenia skóry.

 Działanie:
Innowacyjne połączenie składników emolientowych, takich jak olej z avokado, olej babassu i wosk pszczeli, nadaje kremowi intensywne właściwości odżywcze i natłuszczające, tworząc na powierzchni skóry ochronny film, który zabezpiecza i chroni przed wysuszeniem. Specjalistyczny, złożony kompleks witamin m.in. A, E, skutecznie odżywia i regeneruje nawet bardzo suchą skórę. Receptura kremu wzbogacona gliceryną i alantoiną wykazuje działanie kojące i łagodzące podrażnienia przy jednoczesnym wygładzaniu i zmiękczaniu naskórka. Krem intensywnie regeneruje, pielęgnuje i rewitalizuje nawet bardzo suchą i podrażnioną skórę, przywracając jej miękkość i kondycję skóry o prawidłowych fizjologicznie funkcjach metabolicznych.
Produkt hypoalergiczny.


 Sposób użycia:
Preparat stosować na całe ciało, delikatnie wmasowując do wchłonięcia. Stosować codziennie, szczególnie po kąpieli. W uzupełnieniu pielęgnacji zalecany Emolientowy żel do mycia ciała z linii Emoliacti.

 Składniki INCI:
Aqua, Isopropyl Palmitate, Cyclomethicone, Glycerin, Polyglyceryl-4 Isostearate, Hydrogenated Polydecene, Cetyl PEG/PPG-10/1 Dimethicone, Cera Alba (Beeswax), Allantoin, Dimethicone, Magnesium Sulfate, Cyclopentasiloxane, Glyceryl Stearate SE, Orbignya Oleifera (Babassu) Seed Oil, Persea Gratissima (Avocado) Oil, Polysilicone-11, Isohexadecane, Ammonium Polyacryloyldimethyl Taurate, Tocopheryl Acetate, Polysorbate 20, Polysorbate 80, Methylparaben, Methylchloroisothiazolinone, Methylisot
hiazolinone, Benzyl Alcohol



(źródło: pharmaceris.pl)




OPAKOWANIE: prosta biała tubka z klasycznym dla firmy Pharmaceris dizajnem. Bardzo mocne zamknięcie. Tworzywo, z którego wykonana jest tubka, jest dość miękkie i elastyczne, co w pewien sposób ułatwia używanie. Aby wykorzystać całą zawartość musimy oczywiście w pewnym momencie rozciąć opakowanie.
KOLOR: biały
ZAPACH: bardzo bardzo delikatny. Właściwie można przyznać rację producentowi, że "bez zapachu", choć moim zdaniem nie da się ukryć, że coś czuć :D
KONSYSTENCJA: krem jest dość rzadki i tłustawy. Szybkość wchłaniania określiłabym jako średnią. Nie lepi się. Nie zauważyłam, żeby był plamiący. Na pewno nie ma nic wspólnego z "masłem" użytym w nazwie.
EFEKTY: Na wstępie wspomniałam już, że kosmetyk ten nieco mnie zawiódł. 
Seria Emoliacti przeznaczona jest dla skóry suchej. Jeśli dobrze rozumuję, składniki w takich produktach są albo inne niż w kosmetykach przeznaczonych dla skóry normalnej, albo dużo bardziej skoncentrowane, ze względu na większe potrzeby takiej skóry. A ten krem- masło dał mi bardzo powierzchowne tylko nawilżenie.
Ponieważ i tak balsamuję się dzielnie co wieczór, pielęgnacja "od posmarowania do posmarowania" w zasadzie zupełnie mi wystarcza, ale kiedy robi się już nieco zimniej, potrzeby i mojej skóry się zmieniają. I znowu oczywiście najbardziej poszkodowane są łydki. 
Myślałam, że skoro jest to produkt przeznaczony dla skóry suchej, to moje nogi zostaną właściwie zabezpieczone, gdy wychodzę z domu.
Niestety nie. Po całym dniu skóra nie wygląda dobrze- jest matowa, robią się na niej takie grudki i ogólnie jest nieprzyjemna.
Nie zauważyłam żadnej wzmożonej pielęgnacji ani regeneracji. Ostatecznie końcówkę tego kremu nakładam grubą warstwą na dłonie na noc.
WYDAJNOŚĆ: bardzo średnia. Nie jestem wprawdzie posiadaczką pełnowymiarowego opakowania, ale muszę przyznać, że zużyłam go dość szybko, zwłaszcza, że nie często zastępowałam go olejkiem z Nivei.





Poj: 225 ml
Cena: ok. 35 zł


W zasadzie nie wiem, czy mogłabym polecić ten produkt komukolwiek- chyba tylko osobom, które nie mają ze skórą większych problemów, a ona sama nie jest narażona na drażniące czynniki zewnętrzne.
Owszem, na ramionach sprawował się ok, ale na łydkach zupełnie nie.
Na wizażu recenzje ma póki co dwie i to niezłe.
Myślę, że za niższą cenę można znaleźć coś o wiele lepszego.


OGÓLNA OCENA: 2/5


A Wy macie takie problemy ze skórą? Macie jakieś sprawdzone sposoby na zabezpieczenie swojej wierzchniej warstwy przed działaniem zimna? :)

morelowy peeling antybakteryjny do twarzy Soraya + zwierzakowy bonus

  • 14
Hej Dziewczyny :)

Próbowałam dzisiaj porobić zdjęcia moich pięknych kiecek na mnie, ale nic z tego nie wyszło póki co. Myślę, że jutro, kiedy będzie nieco spokojniej, powinno być lepiej i ten post się pojawi na blogu.

Tymczasem dzisiaj chciałabym przedstawić Wam moją opinię na temat kosmetyku firmy Soraya.
Nie jest to produkt, który kupiłam sama, do własnego użytku, tylko taki typowo domowy, kupiony przez Mamę na zakupach i po prostu stojący na półeczce pod prysznicem, dostępny dla każdego.
No ale oczywiście nie omieszkałam go sobie poużywać i myślę, że już wyrobiłam sobie zdanie na jego temat i zapraszam Was do przeczytania mojej recenzji.

ps. przepraszam za jakość zdjęć ;)

SORAYA BEAUTY THERAPY MORELOWY PEELING ANTYBAKTERYJNY SKÓRA TŁUSTA I TRĄDZIKOWA



Producent:
Dzięki bogatej recepturze opartej na niezwykle skutecznym połączeniu oczyszczającego Ekstraktu z owoców Moreli z antybakteryjnym Kwasem Salicylowym wykazuje bardzo wysoką skuteczność działania:
- głęboko oczyszcza i wygładza skórę
- złuszcza i normalizuje
- zmniejsza tendencję do powstawania wągrów i zaskórników
- rozjaśnia przebarwienia
- reguluje odnowę komórkową
- dodaje skórze blasku i świeżości

(źśródło: soraya.pl)


OPAKOWANIE: prosta tubka z bardzo mocno trzymającym zamknięciem, co czasem może utrudniać jej otwarcie, gdy mamy mokre ręce. Mimo wszystko poręczna i praktyczna. Szata graficzna mi się nie podoba, ale to już kwestia gustu.
ZAPACH: delikatny, lekko brzoskwiniowy, czy tam morelowy.
KOLOR: kremowy + pomarańczowe drobinki
KONSYSTENCJA: krem. dobrze się rozprowadza, nie pieni się.




EFEKTY: Tutaj mam masę zastrzeżeń. Dlaczego? Bo ten peeling jest strasznie ostry! Jakim więc cudem ma służyć cerze trądzikowej, skoro tylko podrażni, rozdrapie wypryski? Jakoś mi się to nie zgadza.
Miejsca, na które go aplikowałam to policzki i czoło, bo tam mam ładną gładką cerę.
I tutaj, owszem, skóra jest miękka i gładka. W tych miejscach nigdy nie miałam problemów z wągrami czy zaskórnikami, więc nie powiem, czy rzeczywiście przeciwdziała ich powstawaniu. Wągry jednak mam na nosie i z nimi sobie nie radzi.
Odświeża, przyznaję, ale z tym dodawaniem blasku bym nie przesadzała.
Po prostu po skórze widać, że zdrowa i gładka.
Powiem szczerze, że ja używam go raczej jako kosmetyku do dłoni niż do twarzy, na buzię nakładam go dosłownie raz w tygodniu i to tylko na zdrowe miejsca.
Ja nie jestem zachwycona, czy chociaż zadowolona, ale mój brat na przykład bardzo sobie chwali, z tym, że on nie patrzy na to, czy mu to podrażnia pryszcze czy nie, lubi po prostu jak mu coś ostro ściera buzię, co dla mnie jest nie do przyjęcia. Mocną zcierkę mogę zafundować ciału, nie cerze.

WYDAJNOŚĆ: mimo wszystko myślę, że całkiem niezła. Używa go kilka osób, a jest i jest.

Poj: 150 ml
Cena: 12 zł


Kosmetyk ma bardzo dobre oceny na wizażu, ale mi się kompletnie nie podoba. Moim zdaniem jest zbyt mocny dla niedoskonałej cery. Posiadaczki skóry, która jest po prostu tłusta powinny być z niego  zadowolone, ale ja nie polecałabym go osobom, które mają problem z pojawianiem się pryszczy, a już na pewno nie z regularnie trądzikową cera.
Jako peeling dłoni za to świetny i za to dodam punkt ;)


OGÓLNA OCENA: 2/5


Na koniec mam dla Was mały zwierzakowy filmik, nakręcony u mnie w wakacje ;)


Ah no i zachęcam do lubienia bloga n fb! :D

Obserwują