Tusz zły.

  • 23

Swoją współpracę z marką Avon oceniam naprawdę dobrze - wszystko jest porządnie zorganizowane, kosmetyki w zdecydowanej większości też się u mnie sprawdzają. Dzisiaj będzie jednak o tuszu, który jest chyba najgorszym, jaki miałam w ręce w ciągu ostatnich 12 miesięcy.



Avon Big & Daring Volume Mascara ma według producenta zwiększać objętość rzęs, nie sklejać ich, nie rozmazywać się i nie zostawiać grudek. Formuła ma być podobno kremowo-żelowa, a rzęsy z nią gładkie i miękkie. Zawiera kolagen, keratynę i proteiny. Pozwala stopniować objętość rzęs, zachowując ich elastyczność. 


Max Factor False Lash Effect. Stara miłość...

  • 18
Szminki tusze szminki tusze. Na okrągło. Ale co poradzę, że to w sumie najfajniejsze kosmetyki. Podkład mam jeden, róż jeden, jeden brązer. Z cieniami się oswajam, ale idzie mi to powoli. Poza złoto-brązowym Color Tattoo od Maybelline, o którym wiem, że jest jednym z tych najdroższych memu sercu na całe życie. Tak na zawsze zostanie już ze mną też chyba False Lash Effect. Po pięciu latach przerwy uwielbiam go tak samo.


Nowy Colossal. Lubiany, ale nie idealny.

  • 24
Miał się pojawić post o ulubionym ostatnimi czasy kremie na dzień do twarzy, ale ze względu na trwające w tym tygodniu promocje w Rossmannie i Naturze, chciałabym po prostu zwrócić Waszą uwagę na pewną nowość, która właśnie pojawiła się w sklepach. Podchodziłam do tego tuszu bardzo sceptycznie, ale dawno się tak miło nie zaskoczyłam!


Tusz lekki jak powietrze?

  • 27
Musicie mi wybaczyć tę monotematyczność. Niedawno recenzowałam tusz Rimmela, ostatnim postem jest wpis o włókienkach zwiększających objętość rzęs, a dzisiaj znowu maskara ;) Obiecuję poprawę - w tym tygodniu powinny się pojawić bardziej pielęgnacyjne posty (choć nie wiem, czy to dobrze, bo chyba każda blogerka zauważa, że makijaż cieszy się większym powodzeniem wśród czytelników). Jakoś ostatnio nie mam Wam w kwestii makijażu oczu do pokazania nic spektakularnego - raczej same średniaki. I tak też będzie dzisiaj.


Rimmel Scandaleyes. Obyło się bez awantury.

  • 26
Tusz na moich rzęsach ostatnio ciężko dojrzeć. Zalotka, czerń na górną linię wodną i oko gotowe. I wynika to tylko z lenistwa, bo potem mi się tego zmywać nie chce. No zdarza się, co zrobić. Niemniej od czasu do czasu czymś tam się zmaluję i do powiedzenia wciąż w tej kwestii coś mam. A że i dawno nic w tym względzie nie było na blogu, przedstawiam Scandaleyes od Rimmela.


Najlepszy rozczesywacz ever! Tusz Avon Supershock.

  • 41

Dawno dawno temu były takie czasy, że się tego Avonu używało. Używało i to dużo. Zanim jednak tusz Supershock wszedł do sprzedaży tradycja posiadania katalogu w moim domu była mocno umarła i nowinki konsultanckie przestały mnie w jakikolwiek sposób interesować. Miałam kiedyś okazję machnąć sobie raz rzęsy tą maskarą, ale o nim całkiem zapomniałam. Avon sam postanowił mi o nim przypomnieć i w ramach cudnej akcji blogerskiej sobie go sprawiłam. 


Jeśli zajrzałyście do moich ulubieńców makijażowych ubiegłego roku, to na pewno już wiecie, że rzutem na taśmę załapał się do tego grona. Wersji tego tuszu wyszła już cała masa. Moja to ta pierwsza, klasyczna. Kolor oczywiście czarny. 
Czerń to ładna, głęboka, ale zdecydowanie nie w stylu "blackest black". Konsystencja to jedyny minus, który mogłabym wyciągnąć, ale i tak nie zagłusza mojej opinii. Lubię bardzo mokre tusze. Ten czas, kiedy maskara jest świeżutka jest dla mnie najlepszy. Nigdy nie odstawiam tuszów, żeby "poleżały". Ten już od nowości nie był tak mokry jak lubię, ale póki co nie zauważyłam, żeby zaczął bardziej wysychać. Nie zostawia wielkich grud więc jest w porządku. 
Największym atutem jest tu oczywiście szczoteczka (której nie zrobiłam zdjęcia - idk why. Ale jest tutaj.) Średniej wielkości, prosta, bez wybrzuszeń, zwężeń, wygięć. Prosty kijaszek okraszony całą masą drobnych, cienkich silikonowych kolców. I one zasługują na oscara, bo wyłapują każdą moją jedną rzęsę, a to nie jest łatwe zadanie. I tak ciągną ją do samego końca, lekko pogrubiając i wydłużając. Niczego więcej mi nie trzeba. Mam na oku tyle własnej objętości, że nie muszę jej dużo dodawać kosmetykiem, wystarczy jak to, co naturalne zostanie podkreślone. Rozczesanie zawsze było tym, o co najbardziej mi chodzi i dostałam to od Avonu.


Każda dodatkowa ilość tuszu zmienia dzienny efekt w bardziej "dramatyczny" i wieczorowy, solidnie dodając już objętości, ale nie jest to preferowany przeze mnie makijaż.

Znacie ten tusz? Lubicie? A może miałyście do czynienia z tuszem, który w równie świetny sposób rozdzielał rzęsy?

http://zjemtowszystko.blogspot.com/2014/01/depilacja-to-nowa-czern-relacja-z.html

Maybelline One by One. Mocno czarny, ale czy dobry?

  • 33
Na poczatku chciałabym Was bardzo przeprosić za swoją ostatnio minimalną obecność tutaj. Mocno skupiłam się na zadaniach uczelnianych, co tydzień mam jakis referat do wygłoszenia i głównie to ich pisaniem, a nie postów, zajmuję się na co dzień. Przede mną jeszcze jeden, w przyszły czwartek, i potem juz wszystko powinno wrócić do normy. Dzisiaj zrobiłam sobie dzień wolny od zajęć, postanowiłam się porządnie wyspać i zrobić trochę zdjęć na bloga, ale jest tak koszmarnie ciemno, że nic z tego nie wychodzi. Szminki kompletnie gubią kolor, a na tym zależało mi dziś najbardziej.
Udało mi się za to obfocić naocznie tusz, z którym się ostatnio męczę... Tusz, na który miałam ochotę odkąd się tylko pojawił na rynku (a było to już daaawno). 


Bestsellerowy tusz Lovely - Pump Up!

  • 40
Niewiele jest maskar z Wibo/Lovely, których używałam, a nie przypadły mi do gustu. Posiadając naturalne firanki rzęs mam komfort przebierania w taniochowatych tuszach. Nie liczę na spektakularne efekty, nie potrzebuję wydłużenia, a rzęs mam tyle, że i pogrubienie też mi nieco zwisa. Jak to zawsze ładnie mówię - tusz ma rzęsy podkreślać. Czyli w moim przypadku po prostu porządnie rozczesywać, żeby z oczu nie sterczały mi długie czarne kolce i właśnie nieco je przyczerniać, żeby były bardziej wyraziste. Niby prosta sprawa, ale nie każdy tusz sobie z tym radzi. Pump Up dało mi możliwość powrotu do silikonowej szczoteczki, z którą już baaaaardzo dawno nie miałam do czynienia. I jak wrażenia?


Rzęsy z mchu i paproci. Zieleń IsaDora.

  • 45
Dzisiaj ostatni z trzech kolorowcyh tuszów, które dane mi było nosić na rzęsach.  Po raz drugi - IsaDora z serii Lash Color. Nazywa się niby Ocean Green, ale wymyśliłam sobie inne skojarzenia, a co. Musi być ciekawie, choć jak tak sobie teraz myślę, to się zastanawiam, czy wszyscy będą wiedzieć o co chodzi z tym mchem i paprocią? 
Halo? Oglądało się Żwirka i Muchomorka? Wie się, że to były "Bajki z mchu i paproci"?


Vamp Vamp Baby! Fioletowe rzęsy.

  • 48
Blogowe znajomości dają dużo radości. Na przykład takie sobie przekazywanie z rąk do rąk kosmetyków. Po chabrowym tuszu IsaDory zachciało mi się więcej kolorów. Z propozycją wyszła Spooky Nails Droga i obdarowała mnie pięknym fioletem z Pupy i zieloną IsaDorą. Ja zaś ostatecznie postanowiłąm oddać jej swoją niebieską, bo nowe kolory wydają mi się być odpowiedniejsze dla moich oczu. Co Wam zresztą zaraz pokażę, bo obiecałam, że zaprezentuję kolory jak najprędzej. 
Także brawa i oklaski na powitanie fioletowej maskary Pupa Vamp! w odcieniu nr 400.


Tusz na co dzień dla niewymagających? Wibo pomoże.

  • 30
No niestety, nazbierało mi się tych mazideł do rzęs do zrecenzowania. Jeszcze dwa w kolejce. Nie wiem w ogóle jakim cudem tyle ich mam, bo ogólnie jestem przeciwniczką nadmiernej ilości (czyt. więcej niż 2) akurat tego typu kosmetyków (podobnie jak podkładów). No sorry, ale NA CHOLERĘ?! Przecież się zeschnie na wiór zanim się zużyje. No nie, dla mnie to marnotrawstwo, wybaczcie :p
Mój urodzaj wynika głównie chyba z tego, że jestem ambasadorką Wibo i co miesiąc w paczce znajduję tusz :D
Ale ok. Wibo/Lovely ma tuszowe gwiazdy i totalne przeciętniaki. Do gwiazd zaliczam zielonka Growing... i Rzęsy jak ta lala, czyli Doll Lashes. 
Dzisiejszy wesołoniebieski nie jest maskarą złą. Po prostu daje bardzo delikatny, dzienny efekt. Nic nadzwyczajnego. 


WIELKI BŁĘKIT. WIELKA MIŁOŚĆ. Tusz IsaDora

  • 54
Nie będę dużo pisać. Zdjęcia mówią same za siebie. 
Przedstawiam Wam kobaltowy tusz od IsaDory (Lash Color Waterproof Mascara odcień 52 Aqua Blue).

Tusz piękny jak nie wiem w ogóle co.
Na początku szczoteczka nie chce nanosić na rzęsy zbyt wiele koloru, ale po kilku maźnięciach jest już wspaniale. Poza niesamowitym kolorem rzęsy są wspaniale rozdzielone i delikatnie wydłużone. Po
prostu bajka. Do tego trwały (bo wodoodporny). Nie osypuje się i w ogóle nie mogę przestać na niego patrzeć.
Dżizas, więc i Wy sobie popatrzcie. I kupcie.


Wybitnie trwały tusz ze złotem od Bourjois

  • 34
Jest tu ktoś, kto nie lubi malować rzęs? Ręka  w górę! No, tak myślałam, las rąk... 
Przez ostatnie dwa tygodnie tego nie robiłam, bo ze wszelkich możliwych względów praktycznych po prostu żadnego tuszu na wyjazd ze sobą nie wzięłam. Za dużo czasu mi to zajmuje, a i na wysyp z prawego oka tradycyjnie nadszedł czas. Kiedy więc wyczarowałam sobie znowu dzisiaj zwyczajowy wachlarz celem zrobienia dla Was zdjęć do recenzji, aż sama oniemiałam :p Nie mogę się doczekać, aż mi ślipia nabiorą więcej wigoru i znowy będę mogłą łazić z takimi firanami... 
No ale ale, dość tych samozachwytów, czas na recenzję tuszu, który ma niezłe zadatki na naprawdę fajny kosmetyk, ale jest dziwnym osobnikiem.


BOURJOIS BLACK JACK VOLUME CLUBBING MASCARA


Tusz ma takie opakowanie, że ciężko go nie zauważyć- błyszczy złotem. W dużym formacie w dodatku. Plastik to jednak bardzo lekki i poręczny. Szczoteczka też słusznych rozmiarów. Tradycyjna, włochata, włosie podzielone jakby na dwie sekcje
Nie wygląda w sumie ciekawie- trochę oblepiona tuszem, bez żadnych wymyślonych wklęsłości i wypustek. Szczotka jakich wiele. O dziwo jednak pokrywa rzęsy idealną ilością kosmetyku nie sklejając ich przy tym. Wręcz przeciwnie nawet, bardzo przyjemnie je rozdziela. Mimo wielkości świetnie sprawdza się u mnie na dolnych rzęsach. Bardzo mocny plus.



Sam tusz to już jest ciekawa kwestia. Jest dość gęsty i treściwy, ale to i tak mały pikuś. Ma być clubbing, no to mamy- złoty pyłek. Pyłek, który sprawia, że efekt na rzęsach jest matowy i dość ciężki. Zdecydowanie będzie to kosmetyk dla tych Dziewczyn, które lubią mocno wytuszowane rzęsy. Sam pyłek w świetle dziennym na oku jest niemal niewidoczny. W sztucznym już wygląda naprawdę ładnie, bo nie jest to żaden jebutny brokat. Dodaje po prostu złotej, świetlistej poświaty. Jest też bardzo trwały, ale tutaj zaczynają się schody. Nie da się go zmyć bezszkodowo zwykłym kosmetykiem do demakijażu. Trzeba się posiłkować czymś do makijażu wodoodpornego. I to jest dla mnie ogromną zagadką, bo stwierdzenie, że tusz wytrzyma na rzęsach całą noc nie jest dla mnie równoważnikiem wodoodporności. I strasznie się namęczyłam, kiedy go pierwszy raz zmywałam, o ilości wyciągniętych z oka włosków nie wspominając.
Co śmieszniejsze- tusz dostałam do testów i mimo że na opakowaniu nie ma ani jednego stwierdzenia, które miałoby sugerować opcję "waterproof", w ankiecie, którą miałam wypełnić, już takie padają...  Gdyby nie to sądziłabym, że to tak jak z lakierami do paznokci- brokaty po prostu gorzej się zmywają. No ale biorąc pod uwagę tę ankietę... Niemniej fakty są takie, że to za mocny tusz, żeby używać go codziennie, szkoda rzęs.


Z dobrych rzeczy powiem jeszcze, że zdecydowanie dodaje objętości, pogrubia- a to ma być jego flagowa funkcja, i całkiem nieźle wydłuża. Zawartość pyłku sprawia, że nie jest gładki na rzęsach, ale nie jest to tak mocno widoczne, a i same oczy moje w nim zbierają komplementy, więc przymykam na to oko ;) 




Rzęsy wyglądają może trochę na sklejone, ale po prostu się poplątały. Ot, wady gęstych i długich :p

Spełnia w 100% obietnice prodecenta- pogrubia, jest bardzo trwały, nie kruszy się i ładnie wygląda. Bardzo polecam, ale od święta, na imprezę wręcz wskazany! :D
Osobiście odejmuję te pół punkta za brak informacji na temat trwałości, która nie poddaje sie zwykłym kosmetykom do demakijażu :p

OGÓLNA OCENA: 4,5/5

Jak Wam sie podoba efekt? Skusi się ktoś na ten delikantny pyłek? :)
Do kupienia oczywiście w drogeriach za ok. 40 zł.

Rzęsy jak ta lala, czyli znowu dobry tusz ze stajni Wibo.

  • 43
To, ze moim rzęsom dużo nie trzeba wiem i też niejednokrotnie czytałam takie stwierdzenie w komentarzach od Was. 
Może i coś w tym jest, choć wierzcie mi, że ciężko jest długie i gęste rzęsy czasem doprowadzić do ładu. 
Od czego jednak jest zalotka, różne grzebyki i... wykałaczki? 
W razie czego sobie poczeszę, porozdzielam, ale z drugiej strony po co dodawać sobie pracy? Ostatecznie rozważając za i przeciw wszelkie możliwe i tak zawsze dochodzę do wniosku, że w co jak w co, ale w tusz do rzęs inwestować nie mam zamiaru. Klasyczne dychacze z drogerii wystarczają mi w zupełności. I tak co jakiś czas ląduje u mnie nowy tusz z Wibo/Lovely. W większości zakupu nigdy nie żałuję, bo tak naprawdę jedynym mankamentem tych maskar jest to, że szybko wysychają i osypują się pod oczy. Cóż się dziwić, skoro kosmetyki stoją sobie luzem na półce, co trzecia osoba je otwiera, żeby obejrzeć szczoteczkę i tak się wietrzą. Ten tusz na szczęście dostałam w pierwszym Wibo-Boxie i to chyba przesądza o tym, że służy mi trochę dłużej, niż ten kupiony w Rossmannie.

WIBO DOLLS LASH EXTRA VOLUME

Tusz ma klasyczne, plastikowe opakowanie, w ciemnopomarańczowym kolorze. Może to głupie, ale bardzo cieszy mnie jednak ten mały polski akcent na zakrętce. W natłoku woljumów, laszów, ekstenderów, boldów i tym podobnych nasze polskie "ę" wygląda wybitnie dobrze :D

Szczoteczka klasyczna włoskowata, co w sumie wywołało u mnie lekkie kręcenie nosem, ale całkowicie niesłusznie. Niesłusznie również obawiałam się faktu, że te włoski są wyjątkowo miękkie, bo często jest tak, że tusz po prostu uciapuje przednią stronę rzęs, tworząc czarny zlepek. Tutaj o dziwo dostajemy przyjemnie rozczesane włoski. Poza tym są dość fajnie pogrubione i trochę wydłużone, choć to akurat ciężko jest mi stwierdzić, rzadko widać u mnie wydłużenie. Po użyciu zalotki rzęsy i tak siegają brwi :)

Ogólnie oko rzeczywiście sprawia wrażenie ubranego w całkiem okazały wachlarz. Fajnym bajerem jest na pewno też to, że unosi rzęsy w górę. Nie tyle podkręca, co właśnie odbija cały włosek. Czasem, przy dobrym dniu, efekt u mnie był taki, jak po użycia zalotki, także wielkie propsy.

Kosmetyk, tak jak wspomniałam, dostałam w lepszej formie niż te, które kupowałam do tej pory. Długo był mokry i zostawiał na rzęsach jedwabistą czerń. Teraz owszem, jeszcze się nie kruszy, ale zatracił już tę gładkość i na oczach wygląda dość sucho.


Zdjęcia szału nie robią, jak zawsze. Niestety łapie mi się zawsze o 1/3 mniej rzęs niż jest w rzeczywistości i taki jest efekt :p Nie użyłam też zalotki, więc wygląda to trochę gorzej niż na moich oczach na co dzień, ale i tak jest ok. "Jezu jakie ty masz te rzęsy" słyszane co jakis czas, niech będzie najlepszym potwierdzeniem działania tej masakry, która i tak ostatnio zbiera same pozytywne recenzje.
Czy Wibo wyroście kolejny tuszowy klasyk i obok "zielonego", "żółtego" i "niebieskiego" popularnym będzie też "pomarańczowy"? :)


Do kupienie wiadomo gdzie i za ile :) 

Lakierowa otchłań pierwszego Wibo-Boxa!

  • 34
15 buteleczek lakieru do paznokci w jednej przesyłce? No, fajna opcja! :D Jak część z Was na pewno wie, załapałam się do drugiej edycji akcji organizowanej przez markę Wibo i zostałam ambasadorką. Wczoraj dotarł do mnie pierwszy Wibo- Box, po brzegi wypełniony mazidłami.

Całość, czyli wszystkie kosmetyki i folder Hotelu Rezydent w Sopocie, który jest partnerem marki

15 lakierów do paznokci: 5  z kolekcji Gloss Like Gel, 5 z Classic Nail Polish, 5 z kolekcji blogerskiej




3 błyszczyki Lip Sensation z kwasem hialuronowym

2x tusz do rzęs

i jeszcze raz wszystko :)
Kilka rzeczy już wpadło mi w oko, co nieco się tez dubluje, więc pewnie kawałeczek tego wszystkiego wyląduje u którejś z Was w drodze małego rozdania :) 
Z paczki jstem bardzo zadowolona, dużo nowości na tę gorącą wiosnę, zwłaszcza jeśli chodzi o paznokcie, a tusze do rzęs uwielbiam. Sam pomysł marki na tego typu współpracę z blogerkami również uważam za naprawdę fajny sposób i cieszę się, ze mogę w tym uczestniczyć :)


Tusz Bourjois Queen Attitude. Że niby oczy Kleopatry

  • 35
Ostatnimi czasy bardzo rzadko używałam tuszu. Znowu miałam małą masakrę z rzęsami, sypało się prawe oko. Od niedawna jednak sytuacja nieco się uspokoiła i wróciłam do podstawowej niegdyś części mojego codziennego makijażu. W pierwszej kolejności sięgnęłam po tusz, który otworzyłam dosłownie moment przed pogorszeniem się stanu prawego oczodołu ;) Teraz znowu go używam, on sam zaś sobie nieźle poleżakował.

BOURJOIS QUEEN ATTITUDE volume mascara

Producent:

Nowa, wielozadaniowa maskara w odcieniu głębokiej czerni, zapewnia intensywny, tajemniczny makijaż oczu. Dzięki spiralnie nachylonej szczoteczce oraz delikatnej, intensywnie napigmentowanej formule, tusz zwiększa objętość rzęs, maksymalnie je wydłuża, idealnie rozdziela i ułatwia skośne malowanie z boku na bok.

Efekt: oczy są optycznie powiększone- wydają się dwa razy większe. 


(źródło: wizaz.pl)

OPAKOWANIE: maskary "burżuła" rzadko mająklasycznie proste opakowania. Zawsze gdzieś ją wybrzuszy, gdzieś ją wklęśnie. Ta się i rozszerza i zwęża. Dla każdego coś miłego. Jak dla mnie rączka szczoteczki jest zdecydowanie zbyt cienka. To tak jak z długopisem, lepiej mi się pisze tymi grubymi :D
KOLOR: ładna czerń, ale płytka, matowa.
ZAPACH: tuszowy, ale coś jakoś intensywny. Dawno nie używałam maskary, która aż tak mocno pachniała.
KONSYSTENCJA: kremowa, średniomokra. Tusz ładnie się rozprowadza, ale przy większej ilości warstw robi grudki i może trochę sklejać. W sumie to nawet bardzo...
SZCZOTECZKA: spirala, którą tworzą z jednej strony długie kolce, a z drugiej kępki króciutkich. Jak dla mnie jest tego wszystkiego zbyt mało. Nie jest to szczoteczka silikonowa, raczej plastikowa. Kolce są sztywne i ociupinę kłujące. 

EFEKTY: maskara jest na pewno przyjemna. Fajnie wyciąga rzęsy, nadając im pożądaną długość. Ma jednak też nadać objętość, ale to już wychodzi jej zdecydowanie gorzej
Nie rozczesuje na tyle rzęs i na tyle ich nie pogrubia, aby wyczarować pełen wachlarz. Poza tym malując oczy tymi krótszymi włoskami, zauważyłam, że nakłada wtedy zbyt dużo tuszu, co sprawia że rzęsy się sklejają. Makijaż wykonuję więc tymi dłuższymi kolcami, wtedy jest dużo lepiej, a i rzęsy są w jakiś tam sposób rozczesane
Nie jest to jednak efekt wart 50 zł. Góra 30. Nie wydaje mi się też, żeby moje oczy były dwa razy większe ;p W sumie to chyba nawet lepiej, bo swój słuszny rozmiar i tak już mają.
Może gdybym sobie walnęła tak a krechę jak pani na zdjęciu reklamowym... Tylko że wtedy tych rzęs to prawie nie widać.

źródło: https://www.facebook.com/BourjoisMiddleEast
Pamiętam, że gdzieś czytałam, ze tusz ma nam robić oczy Kleopatry. Ja u siebie zadnego innego spojrzenia niż swoje nie zakodowałam :D
Tusz jest ok, ale nie za te pieniądze. 

OGÓLNA OCENA: 3+/5


Co nosicie na rzęsach obecnie? Polecacie jakąś nowość?

Tusz do rzęs Hean Black Elixir

  • 31

Dzisiaj o jednym z moich tuszowych ulubieńców.

Nie chcę już mówić, że jest najlepszy, bo znając życie niedługo zmienię zdanie. Nie jest też idealny, ale takiego to ja chyba nigdy nie znajdę :)

HEAN BLACK ELIXIR

OPAKOWANIE: tusz zamknięty jest w sporej tubie, utrzymanej w czarno- fioletowej stylistyce. Jest matowe, co bardzo mi się podoba i naprawdę porządne. Szczoteczka jest silikonowa, gęsto najeżona średniej długości kolcami.
KOLOR: bardzo ładna, mocna czerń.
ZAPACH: delikatny, tuszowy.
KONSYSTENCJA: tusz początkowo (w sierpniu) był mokry. Ja tam lubię mokre, ale obecnie nieco już zgęstniał. Niemniej uważam, że wciąż ma świetną konsystencję. Dość szybko zasycha. Raczej nie sprawia problemów, jeśli chodzi o wytwórczość grudek.

EFEKTY: przede wszystkim świetnie rozdziela rzęsy. A na to mi zależy chyba najbardziej. Mam ich dużo i często, kiedy widzę jak użycie tuszu zmniejsza wizualnie ich ilość, to szlag mnie trafia :D
Hean nie jest idealny, skleja mi pojedyncze rzęsy, ale nie robi tego w nachalny sposób. Przy gęstych rzęsach nie da się chyba uniknąć tego, że włoski lubią łączyć się w pary ;)
Do tego tusz całkiem ładnie pogrubia rzęsy i trochę wydłuża.
Ogólnie- sprawia, że są bardziej wyraziste, a jest to działanie, o które mi chodzi. Niestety powoli zaczyna się już osypywać pod koniec dnia, ale myślę, że ponad dwa miesiące bez osypywania, to i tak w porządku :)








Moje rzęsy ostatnio strzelają fochy, jeśli chodzi o tuszowanie, więc zdjęcia nie wyszły idealnie, ale naprawdę z czystym sumieniem polecam ten tusz, jeśli lubicie silikonowe szczoteczki :)
Jest tani jak barszcz, a jakościowo naprawdę daje radę. I wiem, że to nie tylko moje zdanie :)

Poj./Cena: 11ml/11 zł

Ogólna ocena: 5/5

Tusz Super Volume Smart Girls Get More

  • 24
Mimo bidy z nędzą z rzęsami na prawym oku tuszu ostatnimi czasy używam.
No lubię mieć pomalowane, cóż zrobić.
A Super Volume to już  w ogóle mieć uwielbiam, więc nie mogłam się oprzeć, by nie zacząć od razu używać tuszu Smart Girls Get More.
I dobrze zrobiłam, bo trafiłam akurat na tę idealną konsystencję ;)

                                                                                                                                                                                    


SMART GIRLS GET MORE smart lashes SUPER VOLUME MASCARA



OPAKOWANIE: proste, czarne opakowanie ze smartgerlsowym logo :)
Szczoteczka- średniej wielkości, gęste włosie. Nie zbiera na sobie wielkich ilości tuszu. jest w sam raz.
KOLOR: ładna czerń.
KONSYSTENCJA: w tym momencie wciąż idealna. Tusz jest kremowy, Szybko wysycha, ale nie na tyle, żeby nie można było dokonać ewentualnych poprawek.
EFEKTY: przyzwyczaiłam się już do myśli, że moich rzęs po prostu nie da się idealnie rozczesać. Kończy się to zawsze wielkim poplątaniem i dobrze nie jest,. Dlatego przestałam tak już w swej głowie tak na to naciskać.
Ten tusz rozczesuje całkiem nieźle, ale jak dla mnie włoski mogłyby dokładniej okalać poszczególne rzęsy.
Niemniej tusz na pewno niczego nie skleja i za to mu chwała! Nie robi grudek i świetnie się trzyma.
Cały dzień bez problemu, w ostatnich upalnych czasach również nic mu nie dolegało. Zero osypywania się.
Jeśli chodzi o super objętość, to fakt- ładnie pogrubia, przyciemnia rzęsy, trochę wydłuża, ale jednak bez szału. Nie jestem zwolenniczką teatralnych efektów, nie potrzebuję takich i ten właśnie taki teatralny nie jest. Ładnie podkreśla oczy, ale jest to zdecydowanie wersja dzienna, sztucznych rzęs nam nie zastąpi.








Jak widzicie- dzienniak jak się patrzy :)

Jak dla mnie mógłby lepiej rozczesywać, bo jednak rzęs mam trochę więcej niż to widać na zdjęciach, ale nie jest źle.
Ech zaczynam tęsknić za silikonowymi szczoteczkami :) Polecicie jakiś? :)

OGÓLNA OCENA: 4/5


Dostępna oczywiście w textil marketach ;)

el clasico: 2000 calorie od Max Factor

  • 26
Ten post dodał się automatycznie.
Teraz, kiedy go czytacie, ja jestem już hen daleko i nie będzie mnie 5 dni. Cóż- studia- objazd zabytkoznawczy.
Nie powiem, żeby mi się jakoś szczególnie chciało jechać, w każdym razie teraz, kiedy to piszę, ale mus to mus. Podobno ma być fajnie :D Trzymam za słowo wszystkich, którzy tak mówili i liczę na to, że nawał pracy po powrocie mnie nie zabije.

Tymczasem, co by nie było tutaj tak pusto, jest recenzja. Recenzja tuszu, który jest już klasykiem, a ja sięgnęłam po niego dopiero niedawno. Zmienił opakowanie, była promocja w SP, co też jest zaletą, bo tusze tam przecież zapakowane i liczyłam na to, że uniknę w końcu wielkiego suszu i osypu w pół godziny po zrobieniu makijażu.
Jakie są moje wrażenia na temat tego dramatik woljuma? Ech, dramatycznie średnie...


MAX FACTOR 2000 CALORIE DRAMATIC VOLUME MASCARA




Producent: 


2000 Calorie Dramatic Volume to tusz pogrubiający, nadający rzęsom więcej objętości. Dostępny w kilku kolorach.


(źródło: wizaz.pl)


OPAKOWANIE: ostatnimi czasy marka odświeżyła opakowanie tuszu. Fakt, jest bardziej hmmm nowoczesne, a raczej współczesne. Ale moim zdaniem wygląda teraz jak każdy inny tusz. Mimo wszystko jest to elegancki, czarno- złoty minimalizm.
SZCZOTECZKA: klasyczna, szczotkowata spiralka. Mała, zwęża się ku końcowi. Zaskakująco dobrze rozdziela rzęsy. Aż za dobrze niestety, ale o tym dalej.
ZAPACH: delikatny, tuszowy, ale nie wywołuje żadnych podrażnień, ani nie przeszkadza.
KOLOR: ładna, głęboka czerń.
KONSYSTENCJA: na początku był bardzo mokry, ale zgęstniał. Konsystencja jest kremowa, spójna. Tusz nie wysycha od razu, nie robi grudek.






EFEKTY: no cóż. Tusz kultowy, chwalony, ma grono wiernych fanek. Nadszedł czas, kiedy i mi przyszło go wypróbować. Niestety jestem trochę zawiedziona.
Zwłaszcza, że po tym, jak w wyniku wiosennego, jak mniemam, przesilenia, wypadły mi z prawego oka wszystkie najdłuższe rzęsy, całość się przerzedziła, skróciła, mam dużo większe wymagania.
Nie sądziłam, że kiedykolwiek to powiem, ale problem tkwi w tym, że szczoteczka zbyt dobrze rozczesuje rzęsy. Jeśli dodać do tego fakt, że wcale tak bardzo nie pogrubia, co jest przecież flagową funkcją tego kosmetyku. Nie wydłuża też rzęs. Efekt, który daje jest bardzo naturalny: pięknie rozczesane i czarne. Nic poza tym. Nie lubię teatralnego efektu, nie nakładam na rzęsy ton tuszu, ale to już jest przesada :D
Na pewno jednak ogromną zaletą tuszu jest trwałość. Ostatnio musiałam się użerać z małymi koszmarkami pod tym względem, a ten trzyma się bez zarzutu ponad 12 godzin. Żadnego osypywania, żadnych pyłków, sadzy, paprochów, grudek i innych fifloków.

Zdjęcia mam niestety tragiczne, aż tak źle ten tusz mimo wszystkiego złego, co o nim piszę, na rzęsach nie wygląda ;)









Udało mi się już nieco podratować rzęsy, nie wypadają, ale to nie jest jeszcze to, co było kiedyś, jak same widzicie. A tusz nie spełnił swojego zadania. Ręce mi już opadają.
Na początku myślałam, że  będzie spoko, byłam zachwycona tym, jak się trzyma, ale na dłuższą metę jest nie do zniesienia zwyczajny :/

Poj. 9 ml
Cena: ok. 30 zł, często w promocji

OGÓLNA OCENA: 2/5


Dziewczyny, czego obecnie używacie? Polecacie coś?

Obserwują