Tusz Bourjois Queen Attitude. Że niby oczy Kleopatry

  • 35
Ostatnimi czasy bardzo rzadko używałam tuszu. Znowu miałam małą masakrę z rzęsami, sypało się prawe oko. Od niedawna jednak sytuacja nieco się uspokoiła i wróciłam do podstawowej niegdyś części mojego codziennego makijażu. W pierwszej kolejności sięgnęłam po tusz, który otworzyłam dosłownie moment przed pogorszeniem się stanu prawego oczodołu ;) Teraz znowu go używam, on sam zaś sobie nieźle poleżakował.

BOURJOIS QUEEN ATTITUDE volume mascara

Producent:

Nowa, wielozadaniowa maskara w odcieniu głębokiej czerni, zapewnia intensywny, tajemniczny makijaż oczu. Dzięki spiralnie nachylonej szczoteczce oraz delikatnej, intensywnie napigmentowanej formule, tusz zwiększa objętość rzęs, maksymalnie je wydłuża, idealnie rozdziela i ułatwia skośne malowanie z boku na bok.

Efekt: oczy są optycznie powiększone- wydają się dwa razy większe. 


(źródło: wizaz.pl)

OPAKOWANIE: maskary "burżuła" rzadko mająklasycznie proste opakowania. Zawsze gdzieś ją wybrzuszy, gdzieś ją wklęśnie. Ta się i rozszerza i zwęża. Dla każdego coś miłego. Jak dla mnie rączka szczoteczki jest zdecydowanie zbyt cienka. To tak jak z długopisem, lepiej mi się pisze tymi grubymi :D
KOLOR: ładna czerń, ale płytka, matowa.
ZAPACH: tuszowy, ale coś jakoś intensywny. Dawno nie używałam maskary, która aż tak mocno pachniała.
KONSYSTENCJA: kremowa, średniomokra. Tusz ładnie się rozprowadza, ale przy większej ilości warstw robi grudki i może trochę sklejać. W sumie to nawet bardzo...
SZCZOTECZKA: spirala, którą tworzą z jednej strony długie kolce, a z drugiej kępki króciutkich. Jak dla mnie jest tego wszystkiego zbyt mało. Nie jest to szczoteczka silikonowa, raczej plastikowa. Kolce są sztywne i ociupinę kłujące. 

EFEKTY: maskara jest na pewno przyjemna. Fajnie wyciąga rzęsy, nadając im pożądaną długość. Ma jednak też nadać objętość, ale to już wychodzi jej zdecydowanie gorzej
Nie rozczesuje na tyle rzęs i na tyle ich nie pogrubia, aby wyczarować pełen wachlarz. Poza tym malując oczy tymi krótszymi włoskami, zauważyłam, że nakłada wtedy zbyt dużo tuszu, co sprawia że rzęsy się sklejają. Makijaż wykonuję więc tymi dłuższymi kolcami, wtedy jest dużo lepiej, a i rzęsy są w jakiś tam sposób rozczesane
Nie jest to jednak efekt wart 50 zł. Góra 30. Nie wydaje mi się też, żeby moje oczy były dwa razy większe ;p W sumie to chyba nawet lepiej, bo swój słuszny rozmiar i tak już mają.
Może gdybym sobie walnęła tak a krechę jak pani na zdjęciu reklamowym... Tylko że wtedy tych rzęs to prawie nie widać.

źródło: https://www.facebook.com/BourjoisMiddleEast
Pamiętam, że gdzieś czytałam, ze tusz ma nam robić oczy Kleopatry. Ja u siebie zadnego innego spojrzenia niż swoje nie zakodowałam :D
Tusz jest ok, ale nie za te pieniądze. 

OGÓLNA OCENA: 3+/5


Co nosicie na rzęsach obecnie? Polecacie jakąś nowość?

Feel my legs, I just shaved! Pianki, żele i golenie.

  • 28
 Kobieta owłosiona jest mało kobieca, takie mamy czasy, że włosy poza tymi na głowie, brwiach i rzęsach, są niemile widziane. Dlatego mimo braku sympatii dla tego typu zabiegów usuwam z siebie owłosienie.
Robię to zazwyczaj za pomocą nożykowej maszynki z użyciem... żelu pod prysznic. No właśnie, tu jest ten szkopuł. Jakoś nigdy nie widziałam sensu w kupowaniu w tym celu osobnych kosmetyków, które miały mi tę czynność ułatwić.
Aż tu pewnego dnia odezwała się do mnie pani Katarzyna z Pharma CF z propozycją przetestowania kosmetyków marki Venus, a wśród nich umilacze golenia właśnie.
Pomyślałam, że może to fajna okazja, żeby w końcu coś w tym typie wypróbować na sobie i sprawdzić, czy rzeczywiście jest to rzecz zbędna.

W sesji łazienkowej udział więc dzisiaj wzięły:
- dwie pianki do golenia Venus- cytrusowa, o zapachu melona, i z ekstraktem z żurawiny o zapachu  owoców leśnych oraz
-  żel do golenia Venus.

                                                                                                                                                                                  


Pianki poszły pod lupę jako pierwsze.
Wychodząca z opakowania piana jest baaaaardzo gęsta, treściwa i sztywna. Jedna wyciśnięta do końca pompka starcza na wysmarowanie dwóch łydek (patrz zdjęcie na górze z mymi nóżynami, esepszeli for ju- Zoila :*). Dobrze się rozprowadza, ale nie można się przy tym obijać, bo piana tężeje i potem przemieszcza się większymi kawałkami, nie zaś mazią.

Jeśli chodzi o zapach tych dwóch tu obecnych- owoce leśne są niemiłosiernie słodkie! Zapach jest intensywny i na dłuższą metą męczący, choć ładny.
Bardzo słodyczowy i jadalny, ale troszkę mdli :)

Melon za to jest cudowny! Bardzo delikatny i świeży. Zdecydowanie uprzyjemnia całą akcję.

W kwestiach technicznych obie pianki, mimo iż fioletowa jest nowością, zmienił się również nieco dizajn, są takie same.
Dają świetny poślizg i wygładzają skórę.

Żadna z nich mnie nie uczuliła, ani na wrażliwych kolanach, ani pod pachami ani w strefie bikini, a bardzo się tego bałam, bo jestem skłonna do różnych krostek i wyprysków po depilacji.

Niestety pianki zapychały nieco maszynki i musiałam się mocno namachać, żeby z nich wszystko spłukać.


Żel z ekstraktem Aloe Vera zdecydowanie bardziej przypadł mi do gustu. 

Z pojemnika wydobywa się gładki, gęsty  żel w kolorze Shreka :)
Po chwili, tudzież po rozmasowaniu go na kończynach zamienia się w lekko zielonkawą kremową piankę.

Ta pianka jest bardziej przyjazna dla nożyków w maszynkach- nie jest tak lepka i łatwo się wypłukuje.
Żel daje dobry ślizg, a po spłukaniu pozostawia na nogach przyjemny film, który dodatkowo podbija uczucie gładkości.

Podobnie jak białe koleżanki nie uczulił mnie w żadnej z trzech wyżej wymienionych stref.

Zapach jest dość przyjemny, choć nie taki fajny jak melonowej pianki.

Od razu wylądował na półeczce pod prysznicem, a używanie go weszło mi już całkowicie w nawyk.
Jak się okazało zresztą- nie tylko mi, bo z będącego pod ręką kosmetyku zaczęła korzystać też moja Mama :)

Cena pianek i żelu oscyluje wokół 10 zł (pianki są tańsze) za 200 ml.

OGÓLNA OCENA- PIANKI: 3/5
OGÓLNA OCENA- ŻEL: 5/5

Skoro już jesteśmy w temacie golenia- nie mam w tej sprawie odpowiedniej dokumentacji fotograficznej- ale chciałabym się też króciutko wypowiedzieć na temat samych maszynek.
Używałam mnóstwa i na tę chwilę mogę powiedzieć, że na moim ciele, z moimi włosami, dość grubymi i twardymi najlepiej sobie radzą maszynki Wilkinson, te takie z różowymi i fioletowymi rączkami.
Są świetne, delikatne, szybkie i bezproblemowe. Nigdy się nimi nie zacięłam i są bardzo wydajne.
Pamiętając o każdorazowym dezynfekowaniu nożyków służyły mi jako "jednorazówki" troszkę więcej razy :)

Najgorsza maszynka jakiej używałam to Isana. Po prostu tragedia Była tak ostra, że po goleniu miałam całe pocharatane nogi. Ale pocharatane nie "pozacinanie", tylko całe  w takich różowym podrażnionych pasach, myślę, że wiecie, o co mi chodzi. Ogoliłam nogi, żeby ubrać szorty, a musiałam wciągnąć długie spodnie, bo nogi były całe różowe...

A Wy jak usuwać zbędne owłosienie? :D
Konserwatywne maszynki, depilatory, woski, a może zdecydowałyście się na jakąś bardziej trwałą metodę? :)

Wybitnie brokatowy błyszczyk IsaDora

  • 23
No cóż, niczego innego nie można się było spodziewać po nazwie "brokatowy błyszczyk do ust".
"Express star gloss" ma dawać wielobarwny wysoki połysk, ma być trwały i bez zapachu.

iście galaktyczny! wpisuje się w bieżące trendy, czyż nie? :D

Brokat w przypadku tego błyszczyka jest za przeproszeniem jebutny.
Wielobarwne, spore drobinki zanurzone są w wiśniowym glucie (kolor zresztą nosi nazwę Reflecting Cherry nr 64).
Błyszczyk rzeczywiście nie pachnie, co w sumie jest jego wadą, bo jednak mimo wszystko czasem zalatuje takim czymś chemicznym...
Daje efekt tafli na ustach, ale te drobinki są nie do wytrzymania!
Są na tyle duże i ostre, że bardzo czuć je na wargach.
Pokuszę się nawet o stwierdzenie, że to błyszczyk peelingujący :D
Trzeba jednak przyznać, że jest bardzo trwały.




Tak się jakoś złożyło, że to jeden  z moich pierwszych błyszczyków.
Gdyby nie obecność tych drobinek, myślę, że bym go używała. A tak...
Nadaje się chyba tylko na jakąś imprezę...
Żałuję też, ze kolor nie jest bardziej intensywny.
Aplikator ma pędzelkowy, całkiem wygodny w użyciu, choć jak dla mnie mógłby być nieco bardziej miękki.

Poj.: 4,5 ml
Cena: na kwc znalazłam 47 zł, ale za 8ml... nie wiem, u mnie na opakowaniu jest 4,5 ml, a na miniaturę nie wygląda.

OGÓLNA OCENA: 3/5

Muszę sobie  w końcu sprawić błyszczyk Essence.
Jakiej marki błyszczyki polecacie?

Wstrzymujesz oddech myjąc twarz?

  • 27
... bo ja ostatnio tak!
Takie atrakcje za sprawą kremu do mycia twarzy z Alterry. A raczej jego zapachu...


ROSSMANN ALTERRA  KREM DO MYCIA TWARZY Z WYCIĄGIEM Z DZIKIEJ RÓŻY


Producent:
Krem myjący Alterra został opracowany specjalnie dla potrzeb młodej i wymagającej skóry. Łagodne substancje powierzchniowo czynne oczyszczają skórę dokładnie, nie uszkadzając jej bariery ochronnej. Połączenie substancji aktywnych w postaci oleju z dzikiej róży* orz oleju z pestek winogron działa pielęgnacyjnie i ochronnie na skórę już podczas jej oczyszczania. Testy dermatologiczne potwierdzają wyjątkowo dobrą tolerancję kremu myjącego Alterra na skórę.
* z kontrolowanej biologicznie uprawy.
Gwarantowane cechy produktu:
- nie zawiera syntetycznych barwników, substancji zapachowych i konserwujących,
- bez silikonów, parafin i innych związków olejów mineralnych,
- tam, gdzie to tylko możliwe, zastosowane składniki roślinne pochodzą z kontrolowanych biologicznie upraw i dziko rosnących zbiorów,
- dobra tolerancja przez skórę potwierdzona dermatologicznie,
- nie zawiera substancji pochodzenia zwierzęcego.


(źródło: wizaz.pl)

OPAKOWANIE: tubka z zatrzaskową zatyczką. Dizajn charakterystyczny dla Aletrry, wygodne. Łatwo wycisnąć krem do końca.
KOLOR: biały.
ZAPACH: na pewno zauważyłyście, że nigdy nie narzekam za zapach. Zawsze mi pasuje, nie przeszkadza, nie drażni. Tym bardziej zszokowany jest mój nos TYM kosmetykiem. Jakaś masakra!  Pierwsze wrażenie jest spoko, wydaje się być ładny, ale kiedy się rozkręcam z myciem, masując buzię, to normalnie zaczynam się dusić. Nie wiem, tak mi wchodzi w nozdrza, że nie jestem w stanie oddychać. Duszący strasznie. Nigdy nie reagowałam tak na żaden kosmetyk i strasznie mi z tym dziwnie. Nie, nie jestem w ciąży, żeby mnie aż tak zapachy drażniły :D
KONSYSTENCJA: rzeczywiście krem, dość rzadki, dobrze się rozprowadza na twarzy. Pienienie się? Ot troszkę.
EFEKTY: efekty są akurat spoko. Cera jest ładnie oczyszczona i do tego delikatnie zmatowiona. Gładka, miękka w dotyku, ale czasem zdarza się, że jest lekko ściągnięta. Acz na szczęście nie jest to częste zjawisko. 
Gdyby nie ten zapach, miałabym naprawdę fajny, naturalny kosmetyk. Nie uczulił mnie, w żaden sposób nie podrażnił, tylko czemu tak mnie dusi? 
:(


Poj.: 125 ml
Cena: 8-9 zł




OGÓLNA OCENA: 3/5


No i cóż z tym fantem zrobić? Jak mam odwagę- używam, ale czasem daję sobie spokój :)
Czy tylko ja okazałam się aż tak wrażliwa?

Szampon do włosów suchych Ce Ce Med z jedwabiem

  • 14
Życie blogerskie sprawiło, że moja włosowa pielęgnacja w przeciągu pół roku zmieniła się o 180 stopni.
Wszystko jest bardziej naturalne, mniej napakowane chemią, ale tak się złożyło, że w konkursie u Barw Wojennych wygrałam zestaw Ce Ce Med Silk- szampon i odżywkę.



No i postanowiłam sobie poużywać...
Co z tego wynikło?



CE CE MED SILK SHAMPOO, szampon do włosów suchych

Producent:
Szampon z jedwabiem przeznaczony do włosów suchych. Głęboko nawilża włosy i ułatwia ich rozczesywanie. Wygładza powierzchnię włosa i dodaje mu elastyczności. Przywraca połysk i zdrowy wygląd.

(źródło: wizaz.pl)

kliknij, żeby powiększyć
 

OPAKOWANIE: kartonik, a w kartoniku butelka z bardzo cwanym zamknięciem! Strasznie je polubiłam, mam teraz takie w peelingu od Oriflame. Takie wiecie, że z jednej strony trzeba nacisnąć, a z drugiej się podnosi i pokazuje się otworek, z którego leci szampon :D Bardzo praktyczne pod prysznicem i bezpieczne da paznokci. Ogólnie opakowanie jest poręczne.

KOLOR:  biało- żółtawy- perłowy.
ZAPACH: kosmetyczno- chemiczny, ale przyjemny, choć bardzo bardzo delikatny.

KONSYSTENCJA: dość gęsty, ale fajnie się pieni, dobrze rozprowadza na włosach. Łatwo się spłukuje.


EFEKTY: szampon jest bardzo przyjemny w użyciu, rzeczywiście pozostawia włosy miękkie i gładkie, no super, no ale to już "zasługa" składu... Włosy są dokładnie umyte dobrze się rozczesują. 
Tylko kurcze, w moim przypadku ma jedną straszną wadę.
Przeraźliwie obciąża włosy, na masakrę!
W życiu nie miałam tak przyklejonych do głowy włosów. A że ja z reguły mam problem z przyklapniętymi włosami, to ten szampon zdwaja tylko ten efekt.
No niestety, zabija to wszystkie zalety...

WYDAJNOŚĆ: dzięki konsystencji bardzo wydajny. Potrzeba bardzo mało, żeby porządnie umyć włosy, nawet te bardzo długie.

Poj.: 300 ml
Cena: ok. 25 zł, ale niemal cały czas produkty Ce Ce Med są na przecenie w SP.


Jeśli nie macie problemów z objętością, to polecam spróbować, zwłaszcza na promocji :)
Ale jeśli tak, jak ja macie ciężkie z natury włosy, to zdecydowanie odradzam- jest zbyt ciężki.

OGÓLNA OCENA: 3/5


Używałyście tych kosmetyków? Może jakiejś innej serii? Zawsze mnie ciekawiła ta z algami... :)

czerwona lustrzanka- lakier mariza

  • 15
Jeśli w piękny, słoneczny, gorący dzień, siedzisz w czytelni i rozkminiasz egipską rzeźbę prywatną, to wiedz, że zbliża się sesja.
Tyle prywaty. Nie mam siły jęczeć i stękać :D

Nie było mnie prawie tydzień, dzisiaj niestety znowu lakier (o zgrozo!), ale będzie krem i będzie tusz.
Aha, jestem hardcorem i smaruję na noc twarz Cepanem, kto używał, ten zrozumie, dlaczego o tym piszę :D
Zobaczymy, czy mi zaleczy trochę blizny...

No ale ale, do lakieru.
Mam sobie takiego 5ml maluszka. Miał być matowy pomarańczowy, ale wyszła bardzo błyszcząca soczysta czerwień :D
Kwestie techniczne: pędzelek jest bardzo miękki i dobrze się nim maluje. Sam lakier rzadki, wodnisty, lubię to! Szybko zasycha, ładny kolor, piękny połysk, ale jest jeden szkopuł! Krycie! Tragedia! Przy trzech warstwach wciąż widać, gdzie zaczyna się ta biała część :(

Czas na efekty (ostrzegam, bardzo dużo zdjęć)
























Na koniec lakier w bardzo sztucznym świetle w bardzo ciemnej windzie :D


Tutaj chyba najlepiej widać, te prześwity :/
Ten odcień to numer 38, jakby kogoś interesowało.

Trochę zawiodła mnie też trwałość, ale cóż... Kocham czerwienie!
A Wy? :)

prawie fajna odżywka Isany z olejkiem babassu

  • 31
Cześć Kochane :)

Chwilę mnie tu nie było, ale wracam, wracam :)

Pogodę mamy paskudną we Wro, świąt w ogóle nie czuję, ale wczoraj zaliczyłam już pierwszą  w tym roku WATĘ CUKROWĄ :D Malinowo- poziomkową. Mniam!

Wczoraj rano, pod moją, niestety, nieobecność, pojawił się kurier z pysznościami od Dermedic Laboratorium.

W weekend, jeśli wyjrzy choć trochę słońca, postaram się pokazać coś makijażowego, może cień w musie w morskim odcieniu od Rimmela? Co Wy na to?

Obczajam też tego nowego Glossyboxa...
Kurcze, chyba się niedługo skuszę na niego, bo odwalają kawał dobrej roboty :D

Tymczasem o kosmetyku, który nie pasuje mi w swoim klasycznym zastosowaniu, ale alternatywne jest już jak najbardziej w porządku :)

ISANA  Glättungs Spülung ODŻYWKA WYGŁADZAJĄCA WŁOSY


Producent:
Odżywcze składniki pielęgnacyjne wzbogacone olejkiem babassu wzmacniają włosy. Długotrwałe wygładzenie i łatwe rozczesywanie kręconych i niesfornych włosów. Wysokiej jakości aktywne substancje ze specjalnym składniekiem zapobiegającym puszeniu się włosów długotrwale wygładzają niesforne i kręcone pasma włosów dodając im elastyczności. Włosy łatwo się rozczesują i nabierają olśniewającego połysku. Miły zapach uprzyjemnia mycie włosów.


(wizaz.pl)




OPAKOWANIE: biało- różowe pudełko z mlecznego plastiku, stawiane na zakrętce, dzięki czemu nie musimy strząsać sobie wszystkiego, kiedy kosmetyku jest już mniej. Nie ma jakichś wielkich wad, ale wolę opakowania z bardziej miękkiego materiału.


KOLOR: biały.


ZAPACH: no fakt, ładny, ale trochę sztuczny i ostatecznie nie wywołuje u mnie spazmów przyjemności (w przeciwieństwie do vatiki ;p ).
Utrzymuje się na włosach, ale już w bardzo delikatny sposób i to jest fajne.


KONSYSTENCJA: średnio gęsta, śliska, dobrze rozprowadza się na włosach, ale kilka razy zdarzyło się jej troszkę spłynąć..


WYDAJNOŚĆ: biorąc pod uwagę to, że stosowałam ją podwójnie- jako odżywkę i szampon, całkiem niezła. Na pewno najwięcej jej schodzi przy odżywkowym stosowaniu. 




EFEKTY: tutaj jestem i na"tak" i na "nie". Na nie jestem, biorąc pod uwagę jej klasyczne zastosowanie, czyli jako odżywkę.
Nie wiem dlaczego, bo ma "bezpieczny" skład, jest polecana przez włosomaniaczki, a mi przesusza i bardzo usztywnia włosy :/
Po wyschnięciu są nieprzyjemne w dotyku, matowe i bez życia. Już dawno nie spotkałam się z czymś takim.
Zachwycona tym, jak w dobrym stanie są ostatnio moje włosy, bardzo mnie to zniechęciło.
Ale tę odżywkę kupiłam również po to, aby myć nią włosy.
Nie stosuję jej oczywiście na tę część włosów przy skórze, bo bardzo mi je obciąża, jedynie na długość- jakiejś 2/3 całości.
I tutaj sprawuje się bez zarzutu- dobrze myje włosy, wygładza je, świetnie zmywa oleje i ułatwia moje i tak już niemal bezproblemowe rozczesywanie. 
Naprawdę nie mam pojęcia, w czym tkwi problem. 
Próbowałam trzymać odżywkę w różnym czasie- tak jak radzi producent, dłużej i krócej, w żadnym wypadku nie dawała dobrych efektów.




Hmmmm... Odżywka polecana przez wiele osób, tania i ogólnie dobra, a u mnie się nie sprawdziła :(
Takich fuj włosów dawno nie miałam, nie lubię tego :/


OGÓLNA OCENA: 3/5 (za szampon)


A jak u Was? Bo czytam raczej pozytywne recenzje... Jest tu ktoś, kto też nie jest z niej zadowolony? 

zielona glinka z zsk

  • 8
Hej Kochane :)

Glinka zielona działa na mnie jak magnes. Każda maseczka, która miała ją w składzie była dla mnie zawsze niezwykle kusząca ;)
Przy okazji zakupów na zsk postanowiłam więc wyposażyć się w jej czystą postać.
Kończę już 50g opakowanie i chcę Wam trochę o niej powiedzieć ;)

FRANCUSKA GLINKA ZIELONA ZSK



Info z zsk:

Glinka zielona French green clay wydobywana w kopalniach we Francji. Całkowicie naturalny produkt o najwyższej jakości, suszony na słońcu, bezpiaskowy. 
INCI: Illite (green clay)
Skład mineralny: około 20 różnych soli mineralnych: krzem, magnez, wapń, potas, fosfor, sód i inne oraz cały szereg mikroelementów i pierwiastków śladowych: selen, molibden, cynk krzem, mangan, miedź, selen i tlenki żelaza.Właściwości i zastosowanie: 
Glinka zielona znajduje zastosowanie przede wszystkim w pielęgnacji cery tłustej i trądzikowej. Posiada silne własności odłuszczające, matujące, oczyszczające i lekko złuszczające skórę. Działa przeciwzapalne, przyśpiesza gojenie skóry, rmineralizuje ją i oczyszcza z toksyn.

Glinkę zieloną można używać także jako surowiec do produkcji kremów, mleczek i toników. W kosmetykach powoduje efekt matowienia, absorbuje nadmierną produkcję łoju oraz wzbogaca krem w mikroelementy i sole mineralne. 




OPAKOWANIE: totalnie klasyczne zskowe pudełko z zakrętką. Nie da się za wiele powiedzieć, nie mam żadnych zastrzeżeń.
KOLOR: no że niby taki pastelowy przybrudzony zielony. Koloru właściwego- lekko zgniłej zieleni nabiera zmieszana z wodą. Po wyschnięciu znowu robi się bardziej pastelowa, ale już nie tak delikatna, jak wersja proszkowa.
ZAPACH: zdaje się, iż brak.
EFEKTY: hm. Niby wszystko jest z nią ok, ale spodziewałam się bardziej spektakularnych efektów. Używam jej tylko i wyłącznie jako maseczki. Rozrabiam z odrobiną ciepłej wody. Po zmyciu skóra jest gładka, ale jednocześnie dziwna w dotyku... Koloryt jest troszkę wyrównany, ale brakuje najważniejszej rzeczy- nie matuje mojej skóry. Wręcz przeciwnie- ze wspomnianą wcześniej gładkością idzie w parze jakby połysk. I nie jest to zdrowy blask zdrowej skóry. Cera nie jest tłusta, fakt, całe sebum jest odessane, ale absolutnie nie mogę jej stosować z zamiarem zmatowienia cery. Jako jej oczyszczacz już owszem. Maseczkuję się zawsze wieczorami, po kąpielach, prysznicach i bez wyjściowych planów, więc w sumie mogę obejść się bez matu, no ale jakby nie patrzeć, taka jest funkcja zielonej glinki.
WYDAJNOŚĆ: zależy, jak często się ją stosuje. U mnie z tym różnie. Jest tydzień, kiedy nie używam jej wcale, a jest inny, kiedy wypadają nawet trzy razy. Ale ogólnie na plus.



Cena/Poj.: 6.20 zł/ 50g


Mam bardzo mieszane uczucia. Ładnie oczyszcza cerę, ale na pewno wadą jest brak jej matowienia, co nie zgadza się z "obiecanym" działaniem, co na pewno trzeba liczyć na minus.
Mimo wszystko następnym razem zdecyduję się na jakąś inną. Jeśli macie w planach matowienie- tę odradzam, oczyszczenie skóry z sebum- polecam.


OGÓLNA OCENA: 3/5


Miałyście tę glinkę, jak u Was się sprawdziła? Tylko moja cera jest tak kapryśna?
Jaką inną glinkę polecacie? :)

pudrujemy się w wersji HD z E.L.F.

  • 9
Dzisiaj kolejny post z serii "nagrody od Gosi" :D
Poświąteczna rozdaniowa paczka spadła mi z nieba. Potrzebowałam dobrego transparentnego pudru. Fakt, podkład Rimmela daje ładne wykończenie, ale w mojej błyszczącej strefie T po kilku godzinach mógłby się przeglądać Narcyz i wcale nie zwątpiłby w swoją urodę. Te okolice bezwzględnie potrzebują przypudrowania i zmatowienia, jakiegokolwiek.

E.L.F. HIGH DEFINITION POWDER


PRODUCENT:
KLIK

SKŁAD: Dimethicone/Vinyl Dimethicone Crosspolymer, Silica

OPAKOWANIE: przede wszystkim bardzo fajnie wygląda. Ładny mat prostego opakowania. Lubię taki minimalizm. Opakowanie jest tez zwyczajnie porządne. W środku znajduje się puszek. Niestety nie nadaje się do torebki. Zbyt dużo pudru przesypuje się przez dziurki. W żadnym wypadku kosmetyk nie wydobywa się z opakowania, ale zbyt dużo gromadzi się go w środku- na sitku i puszku.


ZAPACH: nie zauważyłam nic szczególnego... bardzo bardzo delikatny, ale ładny.
KOLOR: biały
KONSYSTENCJA: drobniusieńki, bardzo mocno zmielony puder. Jedwabisty, gładki i mięciutki.


EFEKTY: dość porządny kosmetyk z małym "ale". Nakładam ten puder klasycznie pędzlem, bo na puszku zbiera się go zbyt dużo. I chyba takie pędzlowe nakładanie spisuje się najlepiej.
Kosmetyk nie bieli cery, rzeczywiście staje się niewidoczny spełniając swoje zadanie.
Nos jest zmatowiony, czoło i broda też. Taka stuprocentowa skuteczność utrzymuje się jakieś 5 godzin.
(Ale nie ma się co tym sugerować, bo mój nochal to naprawdę trudny przeciwnik ;) )
 I tutaj  pojawiają się u mnie dwa rozwiązania. Jedno gorsze, drugie lepsze.
W przypadku pierwszym, po odciśnięciu nadmiaru sebum, które parszywie zdążyło się wytworzyć i objawić na mym nosie, gdzieś około godziny 14., pudruję się jeszcze raz. Znowu mam ładną buzię, ale niestety ma to niefajne skutki. Późnym popołudniem, wieczorem puder przestaje współpracować z podkładem i wygląda w tych miejscach bardzo nieestetycznie :/
Rozwiązanie drugie kończy się na odciśnięciu nadmiaru sebum. Efekty wiadomo nie są tak gładkie i aksamitne, jak po użyciu pudru, ale cera się nie świeci i wydobywają się jakieś właściwości pudru- tak jakby jego ślady jeszcze odżywały i spełniały swoje zadanie, bo nos wygląda jak nieco przyprószony pudrem, a nie tak, jakby po prostu pozbyć się wszelkich wydzielin.
 Fakt, do wieczora muszę jeszcze raz powtórzyć tę czynność, ale podkład wygląda bez zarzutu. Reasumując, nauczona doświadczeniem pudruję się tylko rano, a potem wykorzystuję te feniksowe 
właściwości kosmetyku.




WYDAJNOŚĆ: bez zarzutu, jeśli opakowanie nie turla nam się po torebce ;)


Poj. 8g
Cena: nie mam pojęcia. U nas niestety ciężko z dostępnością.


Czy polecam?
 Jeśli potrzebujesz pudru, który delikatnie wykończy makijaż i nie masz większych problemów ze świeceniem się- jak najbardziej, godny uwagi. Jest gładki i aksamitny, skóra wygląda ładnie.


Jeśli borykasz się z lustrzaną strefą T, albo w ogóle jesteś posiadaczką tłustej cery- odradzam. Po całym dniu na takiej cerze nie wygląda dobrze.


W moim przypadku sprawdza się przy niecałodniowych wyprawach, np. na weekend. Dzień na uczelni spędzam w innym towarzystwie.




OGÓLNA OCENA: 3/5


A Wy możecie polecić jakiś dobry puder do cery mieszanej?

Gliss Kur Ultimate Repair, Odżywka dwufazowa w sprayu, Schwarzkopf

  • 9
 Staram się w każdy możliwy sposób odżywić i nawilżyć moje włosy. Poza kwestiami technicznymi, jak nie używanie suszarki do włosów, o prostownicach/lokówkach nie wspominając, stosuję oczywiście rozmaite odżywki i maski, olejki itp. Nie zawsze jednak mam czas, żeby trzymać specyfik na włosach x czasu. Chęci w sumie czasem też nie. A to człowiek zmęczony już, a to coś tam. Dlatego zawsze, poza jedwabiem, który jest rzeczą, bez której nie potrafię żyć, staram się mieć w zanadrzu jakąś odżwykę nie wymagającą spłukiwania. Wiadomo, że nie dają one takich efektów jak typowe kosmetyki do pielęgnacji. Ale dla czystego sumienia wolę spryskać czymś włosy zanim dam im wyschnąć. Właśnie w takiej potrzebie jakiś czas temu zakupiłam dwufazową odżywkę w spray'u z nowej serii Gliss Kur- Ultimate Repair.

GLISS KUR ULTIMATE REPAIR-ODŻYWKA DWUFAZOWA W SPRAYU, SCHWARZKOPF





 Producent
Gliss Kur Ultimate Repair odżywka dwufazowa w sprayu do bardzo zniszczonych, suchych włosów. Nawet najbardziej zniszczone włosy nabiorą fascynującego blasku. Linia Gliss Kur Ultimate Repair została stworzona z myślą o włosach suchych i zniszczonych, które wymagają pielęgnacji zapewniającej nie tylko poprawę wyglądu (blask), ale i dogłębną regenerację. Dzięki potrójnie skoncentrowanemu kompleksowi płynnej keratyny, identycznej z naturalnym budulcem fibryli, nawet najbardziej zniszczona struktura włosa może zostać odbudowana. W tym samym czasie dochodzi do odbudowania i wzmocnienia powierzchni włosa, wskutek czego włosy są nawet do 95% mniej łamliwe i błyszczące jak nigdy dotąd.

OPAKOWANIE: praktyczna, twarda palstikowa buteleczka z rozpylaczem, wielkościowo bardzo poręczna- idealnie mieści sie w dłoni. Ładny czarno-złoty dizajn.
KONSYSTENCJA: płyn tworzą dwie fazy: pierwsza-jakby olejek, przezroczysta, druga złoty płyn. Po wstrząśnięciu  uzysujemy mętny lekko pomarańczowy roztwór gotowy do psikania.
ZAPACH: zdecydowanie najsłabsza strona tego kosmetyku. Mój Marcin stwierdził, że śmierdzi :) Zapach jest bardzo chemiczny i hm ja wyczuwam w nim dodatkowo jakieś orzechy arachidowe (sic!). Na szczęście na włosach robi sie bardziej delikatny, lekko wyczuwalny i zdecydowanie przyjemniejszy.
EFEKTY: Producent zachęca do stosowania zarówno na wilgotne jak i na wysuszone już włosy. Ja z uporem maniaka wszelkiego rodzaju produkty stosuję na mokro (tylko jedwab zawsze i wszędzie, niech nam żyje!). Osuszone ręcznikiem włosy spryskuję odżywką, po czym wmasowuję go dłońmi. Czuć wtedy tę lekką śliskość i tłustośc olejku, co oczywiście nie daje efektu przetłuszczonych włosów (!). Włosy bardzo przyjemnie się rozczesują. Po wyschnięciu są miękkie i elastyczne. Spray na pewno dodaje im również złocictego blasku.W tym względzie obietnice producenta są spełnione w 100%
Co do regeneracji: zawartośc alkoholu na pewno zbytnio nie sprzyja odnowie włosów. Dlatego nie wierzę, że stosowanie tej odżywki może wzmocnić włosy. Na pewno optycznie zmniejsza widocznośc rozdwojonych końcówek, wygładza włosy, dodaje im elastyczności i sypkości, przez co włosy wydają się zdrowsze. 




 Poj.100ml
Cena: ok.18 zł

Spray świetnie działa na wygląd wlosów, wygładza, rozświetla, przez co włosy wyglądają zdrowo, co może dawać złudzenie odbudowy włosów. Wystarczy jednak odstwaić odżywkę na parę dni, by zobaczyć, ze tak naprawdę nic z włosami nie zrobiła, poza ich zewnętrznym upiększeniem .

OGÓLNA OCENA: 3/5 

Obserwują