Ścieranie naskórka i peelingowanie to czynności, które dosłownie kocham. Tak najzupełniej dosłownie. Nie mam idealnej cery, wiec staram się by chociaż była widocznie gładka w tych miejscach, które nietknięte są jeszcze jakąś zarazą. Najchętniej robiłabym to codziennie, ale powstrzymują mnie od tego resztki rozsądku i daję skórze czas na regenerację. Na pierwszym miejscu moich Top'owych peelingów wciąż utrzymuje się czysty, sypki korund. Zaraz zanim peeling szafirowy od Yoskine. O ile korund jest nie zagrożony na swojej pozycji, o tyle temu drugiemu po piętach depcze drobnoziarnisty zdzierak od Perfecty.
Demakijażowy hicior od Perfecty.
Jakiś już czas temu pokazywałam Wam specyfik, który zawiódł mnie na całej linii i okazał sie strasznym paskudztwem w kwestii zmywania makijażu. Rzęsy moje, choć gęste długasy z natury, to słabawe i na zdrowiu często podupadają. I wypadają. Zwłaszcza. Te wakacje to jednak dla nich wielki odpoczynek, bo przez ostatnie 2 miesiące tusz na rzęsach miewałam naprawdę sporadycznie. Co zresztą odbija się w ich kondycji, która jest więcej niż idealna.
Do łagodnego i małoinwazyjnego demakijażu przywiązuję ogromną uwagę. Najlepiej od zawsze sprawowały się u mnie mleczka, a to, którego używam ostatnimi czasy, jest kosmetykiem godnym według mnie najlepszych wyróżnień.
Zgól ten koper! Depilacja twarzy z Perfectą.
Troszkę czasem mam wrażenie, że depilacja twarzy to trochę temat tabu. O wyrywaniu i regulowaniu brwi mówić to nie problem, ale już o tym, co czasem pod nosem wyrośnie, to jakoś nie bardzo. Wiadomo, po co się przyznawac, że taka oznaka męskości zdobi naszą górną wargę. Niestety, nikt nie jest idealny.
Ja z tym problem mam i to nie mały, bo ciemne włoski widać bardziej, żadne to odkrycie.
Do tej pory głównie posługiwałam się pensetą. Włoski przy zewnątrznych kącikach ust, gdzie są (niestety) grubsze i dłuższe spokojnie można tak załatwić, ale żeby szaleć wyrywaczem pod nosem, gdzie raczej meszek i w dodatku cholernie boli? Ech, nie.
Swój epizod miały więc u mnie plasterki Joanny. Skuteczne były- to fakt. Ale kilka razy tak sobie zdarłam skórę, że już chyba wolałabym chodzić z tym wąsem, niż z takimi bubami okropnymi. Pokornie wróciłam do pensety, ale kurcze, ten meszek pod nosem mnie męczył.
Postanowiłam sięgnąć po jakiś krem. Pacnęłam z półki w SP Czekoladowy Krem do Depilacji Twarzy i Miejsc Wrażliwych od Perfecty.
Efekty? Tragedia.
DAX COSMETICS PERFECTA Epilady
Czekoladowy Krem do Depilacji Twarzy i Miejsc Wrażliwych
Producent:
Produkt polecany dla kobiet do zabiegu depilacji wąsika, brody, pach i okolic bikini.
Delikatny i skuteczny krem do bezbolesnej, domowej depilacji zbędnego owłosienia. Skutecznie usuwa włoski z miejsc wrażliwych, bez powodowania podrażnień oraz opóźnia ich odrastanie.
Wyciąg z rumianku wspomaga gojenie mikrourazów.
Sok z aloesu utrzymuje optymalny poziom nawilżenia, przyspiesza regenerację i zmiękcza skórę.
D - pantenol, alantoina i witamina E błyskawicznie koją wszelkie podrażnienia skóry.
Efekty: delikatnie, bezboleśnie i dokładnie usunięte wszystkie włoski.
(źródło: wizaz.pl)
OPAKOWANIE: kartonik, w nim miękka tubka, całkiem łądna, zakręcana i saszetka balsamu łągodzącego po depilacji. Biorąc pod uwagę, że używam go tylko w jdenym miejscu, pojemność 100 ml wydaje się móc wystarczyć na wieki.
KOLOR: biały, jak to zwykle w przypadku kremów do depilacji bywa.
ZAPACH: smród! Smród, jakich mało! Kremy do depilacji mają to do siebie, że śmierdzą, ale tutaj ta pseudoczekolada podbiła wszystko, co złe. Naprawdę masakra. Dawno nie używałam tak śmierdzacego kosmetyku. Sto razy bardziej wolę krem do twarzy o zapachu domestosa niż to. Po co dodawać jakieś dodatkowe nuty zapachowe do takich kosmetyków? Przecież to nie zabije pierwotnej i tak brzydoty.
KONSYSTENCJA: gęsty, treściwy. Ma tą klasyczną tendencję do takiego warstwowania. Nie umiem tego wytłumaczyć, ale jeśli używałayście tego typu kosmetyków, to na pewno wiecie, o co chodzi :) Z biegiem czasu ma tendencję do robienia się przezroczystym w miejscach, gdzie jest nałożony choćby odrobinę cieniej.
EFEKTY:
delikatnie, bezboleśnie i dokładnie usunięte wszystkie włoski.
BUAHAHAHAHAHAHHA ŁOHOHOHOHOHO.
Nie jestem wrażliwcem, ani trochę, jestem gruboskórną babą. Ale koło delikatności i dokładności, to leżało równie blisko, jak koło czekolady. Krem prędzej wypali skórę, niż usunie włoski. Ok. Meszek pod nosem może i znika, ale te gorsze włoski przy zewnątrznych kącikach, albo są nieruszone i trzeba i tak poprawiać pensetą, albo są bardzo brzydko "ścięte" i zostają po nich czarne kropki :x WTF?
Zaraz po depilacji mamy wrażenie, że skóra jest idealnie gładka, ale na drugi dzień usiana już jest różnymi nierównościami. Jak mówiłam, wrażliwcem nie jestem, zaczyna mnie piec po jakichś 10 minutach. Wcześniejsze zmycie kremu wiązało by się już z totalnym nie zrobieniem niczego. Zresztą, jak dłużej trzymam to i tak, jak mówię, nie wszystko jest ruszone, a skóra boli :(
Poj./ Cena: 100 ml/ 8zł
OGÓLNA OCENA: 0/5
Ok, wnioski są takie, że robimy teraz
BURZĘ MÓZGÓW!
Czego używacie i co polecacie?
Pomoooocy!
Dzisiejszy post niech będzie też małym wprowadzeniem w temat depilacji. Więcej po weekendzie na blogu. Będę też miała dla Was "małą" niespodziankę :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)


