Demakijażowy hicior od Perfecty.

  • 12
Jakiś już czas temu pokazywałam Wam specyfik, który zawiódł mnie na całej linii i okazał sie strasznym paskudztwem w kwestii zmywania makijażu. Rzęsy moje, choć gęste długasy z natury, to  słabawe i na zdrowiu często podupadają. I wypadają. Zwłaszcza. Te wakacje to jednak dla nich wielki odpoczynek, bo przez ostatnie 2 miesiące tusz na rzęsach miewałam naprawdę sporadycznie. Co zresztą odbija się w ich kondycji, która jest więcej niż  idealna.  
Do łagodnego i małoinwazyjnego demakijażu przywiązuję ogromną uwagę. Najlepiej od zawsze sprawowały się u mnie mleczka, a to, którego używam ostatnimi czasy, jest kosmetykiem godnym według mnie najlepszych wyróżnień.

Równiutki koloryt w lekkości żółtego kremu. Cashmere.

  • 11
Dwa egzaminy z tego tygodnia mam za sobą. Przede mną jeszcze jeden, potem koniec semestru i sesja. Niestety nie jestem tak zajebiście zorganizowana jak mój Facet, który ma wszystko pod kontrolą od początku. Ja wszystko zawsze na ostatnią chwilę robię no i mam niestety teraz roboty po sufity.
Dlatego takn mnie mało. Na pewno będzie tak jeszcze w nadchodzącym tygodniu. Jak dalej? Nie wiem, ale poniżej obecnego poziomu nie spadnę. Chyba się nie da :D

Tak czy siak, dzisiaj normalna recenzja.

DAX CASHMERE ILLUMINATOR ROZŚWIETLAJĄCY KREM LIFTINGUJĄCY

OPAKOWANIE: elegancka, metalowa "tubka" z pompką. Opakowanie na pewno dobrze Wam znane, bo większość kosmetyków marki jest tak zapakowane :)
Pomka chodzi luźno, przec cały okres używania ani razu się nie zacięła. Z boku również wszystkim dobrze znane podłuże okienko, dzięki któremu widzimy, ile mazidła już wycisnęłyśmy. Bardzo mi się podoba to, jak opakowanie sie zamyka. Ten "klik" po założeniu zatyczki jest taki... miękki :)

KOLOR: kremik jest pastelowo żółty. Takie miłe, słoneczne rozpoczęcie dnia. Niestety nie zrobiłam zdjęć wcześniej, a krem już zużyłam :(

ZAPACH:  trochę sztuczny, kosmetyczny, ale przyjemny i szybko się ulatnia. Nic a anic nie przeszkadza.

KONSYSTENCJA: Tytuł posta mówi wszystko- lekkutko jak chmurka. Krem jest taki śliskawy, sunie szybko po buzi, wchłania się błyskawicznie i zostawia na niej gładką powłoczkę. Tutaj więc producent ma absolutną rację- idealnie nadaje się pod podkład. Zarówno zwykły płynny fluid jak i minerały. 

EFEKTY: Krem jest przeznaczony do używania zarówno na dzień, jak i na noc. I początkowo rzeczywiście tak go intensywnie eksploatowałam. Ale później nocną pielęgnację stanowić zaczął krem Bandi z kwasami. Lekkość pozostała więc na dzień. Mimo to krem dał całkiem fajne efekty.
Działanie ma się ogniskować na dwóch frontach- rozświetleniu i wyrównaniu kolorytu oraz poprawieniu jędrności i napięcia skóry.
Cóż, o działaniu liftingującym zbyt wiele Wam nie powiem. Liftingu w wieku tych dwudziestu kilku lat chyba nie potrzebuję, a na moje czołowe bruzdy krem już nie pomoże. 
Ale rozświetlenie? Wyrównany koloryt? Jak najbardziej! 
Jakiś czas temu zauważyłam, że skóra dużo lepiej wygląda. Pomijając to, że i niedoskonałości jest mniej, twarz wygląda po prostu bardziej świeżo, gładko, przestały mi wyłazić blade plamy. Tak, blade. Teraz moje cera ma ten sam kolor, tę żółciutką pigmantację przez cały dzień. No chyba, że się umęczę i wylezą mi zdrowe rumieńce :)


Te możliwości kremu, które mogłam na sobie sprawdzić oceniam naprawdę dobrze. Efekty są takie, jakie miały być, używanie jest skuteczne i przyjemne. Na dzień dla wielu osób pewnie mógłby być za słaby, ale jako lekki krem na dzień o działaniu również wygładzającym  jest naprawdę idealny. Zwłaszcza, że i cena nie jest wygórowana.

OGÓLNA OCENA: 4+/5

Wszelkie pozostałe informacje znajdzicie najeżdząjąc kursorem na zdjęcie :)

Mycie twarzy fenomenem. Yoskine.

  • 23
Jestem mocno przyzwyczajona do oczyszczania twarzy wodą z... z czymś. Od dłuższego już czasu jest to mydełko Aleppo Premium, które szczęśliwie trwa i się nie kończy oraz, od zawsze, różnego typu żele do oczyszczania twarzy. Szczerze mówiąc dopiero po takim myciu, czuję się czysta. Mimo że makijaż i tak zmywam zazwyczaj zaraz po powrocie do domu, wieczorne mycie i tak jest czynnością powtarzaną. Nie wyobrażam sobie prysznica bez szorowania buzi :)

A do zmywania makijażu i oczyszczania służy mi ostatnio jeden kosmetyk. Kosmetyk, który uwielbiam za niesamowitą delikatność i dokładność.

YOSKINE NORMALIZAUJĄCY ŻEL PRZECIWZMARSZCZKOWY cera normalna i mieszana

Producent:

DZIAŁANIE
Luksusowy preparat do oczyszczania i demakijażu twarzy i oczu. Dokładnie usuwa ze skóry makijaż, zanieczyszczenia i nadmiar serum. Zawiera Duo-Kwas hialuronowy HMW+LMW, który wygładza zmarszczki, ujędrnia skórę i intensywnie nawilża.Sebumatrix redukuje wydzielanie serum i zwęża pory, a lipidy zbożowe zabezpieczają skórę przed wysuszaniem. Preparat koi podrażnienia oraz nadaje cerze świeży i promienny wygląd.
STOSOWANIE
Niewielką ilość żelu rozprowadzić na zwilżonej skórze twarzy, oczu, szyi i dekoltu. Delikatnie masować, po czym spłukać wodą.
(źródło; yoskine.pl)

OPAKOWANIE: długa, smukła butelka z mlecznego plastiku, z pompką. Absolutnie przepiękny design! (czego nie oddają wybitnie marne dziś zdjęcia...) Prosty klasyczny, elegancki. Zdecydowanie czuję ten luksus, kiedy po niego sięgam :)
KOLOR: przezroczysty, ale z lekkim niebieskim zabarwieniem.
ZAPACH: baaardzo delikatny, lekko chemiczny i ledwie wyczuwalny, ale przyjemny, nie drażniący. Na tyle neutralny, że nie zwracam na niego uwagi i musiałam specjalnie wąchać, żeby cokolwiek tu napisać :) 
KONSYSTENCJA: lekka żelowa konsystencja. Nie jest zbyt gęsty, kompletnie się nie pieni. Skóra musi być bardzo mokra, a ilość żelu sporawa, żeby na twarzy utworzył się lekki piankowy osad, którego i tak prawdziwą pianą nazwać nie sposób. Ponadto- cholernie wydajny. Pompa jest płytka, ilość żelu jaką nam serwuje po jednym naciśnięciu jest niewielka. Mimo to wystarcza do delikatnego oczyszczenia skóry rano. Do zmywania makijażu używam 3 pompek, ale nie dobiłam i tak jeszcze nawet do połowy opakowania. A używam go już ponad 2 miesiące!
EFEKTY: naprawdę cudeńko! Żel jest bardzo delikatny, nieinwazyjnie oczyszcza buzię ze wszelkich możliwych zanieczyszczeń. Nie pozostawia żadnej suchości ani ściągnięcia. Zresztą wręcz przeciwnie, skóra wydaje się być delikatnie nawilżona. Czasem po tego typu produktach cera woła o natychmiastowe użycie kremu. Tutaj odczuwam totalny komfort. Żel jest na tyle delikatny, że możemy nim sobie myć oczy, bez obaw o wielki ból i pieczenie, kiedy dostanie się pod powieki. Zwłaszcza, że jest w tym zmywaniu w 100% skuteczny. Jaki nie byłby mój makijaż- ze wszystkim sobie radzi. Z kreską, z podkładem, tuszem, nawet tym duużo trwalszym niż normalny.  Nigdy podczas osuszania twarzy nie zauważyłam żadnych pozostałości po tapecie. Sprząta idealnie pozostawiając skórę gładką, miłą w dotyku, ładnie zamtowioną i przyjemnie rozjaśnioną :)
Przeciwzmarszczkowość? No przykro mi, ale poza porządnymi mimicznymi bruzdami na czole nie mam nic, więc ciężko się wypowiadać :)



Żel kosztuje 26 zł (Superpharm; 200ml), co, biorąc pod uwagę cudowną wydajność, sprawia, że jest naprawdę zwyczajnie tani. Do tego super oczyszczanie i delikatność. 
OGÓLNA OCENA: 5/5


Jeśli szukacie czegoś, co nie zrobi Wam krzywdy, ale i nie traci na sile oczyszczania, to jest to kosmetyk zdcydowanie dla Was :)


Przy okazji Kochani- Ciepłych, rodzinnych Świąt!

Opalaj się bezpiecznie z Dax Sun

  • 8
Jakiś czas temu dostałam propozycję od przedstawicieli  Dax Sun, aby przyłączyć się do akcji "Opalaj się bezpiecznie", której marka jest patronem. (klik- informacje o akcji)

Po chwili zastanowienia postanowiłam przyjąć propozycję.
Dlaczego?
Cóż, pomyślałam, że to będzie fajna motywacja do tego, żeby uch, wstyd się przyznać, zacząć w końcu regularnie używać kosmetyków przeciwsłonecznych.


Czemu do tej pory miałam z tym problem? Mam ciemniejszą  karnację, bardzo szybko się opalam, nie doświadczam poparzeń, zaczerwienień.

Wiecie jak to jest- jak coś Ci nie dolega, nie masz z czymś problemu, to automatycznie jakoś się pewne sprawy zaczyna bagatelizować.
Gdyby wychodzenie na słońce kończyło się burakiem, a nie ładnym, złocistym brązem, pewnie bym uważała na te sprawy, a tak włącza się leń.

Odpowiedziałam na kilka pytań dotyczących mojej skóry i jej reakcji na promienie słoneczne, po czym dostałam przesyłkę z dobranymi pod kątem mojej wrażliwości na słońce dwoma kosmetykami.

Lubię być ładnie opalona, nie ukrywam tego.
Jakoś blada skóra w miesiącach letnich mi nie pasuje. Muśnięcie złocistym brązem i lekkim rumieńcem od słońca dodaje człowiekowi takie zdrowia na licu i atrakcyjności ciału. No i mniej widać cellulit na takim opalonym udzie :D
Oczywiście nie chcę żeby wyszło, że wszyscy muszą być ładnie brązowi latem, absolutnie, nie chcę nikomu nic wciskać. Nie każdy lubi i nie każdy może, nie każdemu się podoba, mam tego świadomość ;)

Do przetestowania dostałam dwa balsamy do opalania z arsenału średnio chroniącego- 15SPF i 20SPF.

Balsamu do opalania 15 SPF z masłem kakaowym używałam wtedy, kiedy wychodziłam na słońce w celu "odświeżenia" opalenizny ;)
Dzięki dodatkowi masła kakaowego kosmetyk ma cudowny zapach :)
Konsystencję ma klasyczną dla tego typu produktów, ale jest dość lekki i szybko się wchłania, pozostawiając na skórze solidny film.
Jeśli chodzi o jakieś wizualne efekty ochrony- ciężko mi się wypowiadać, bo, tak jak wspomniałam wyżej, nie mam z tym problemu.
Ale zauważyłam, że jeszcze przyspieszył już i tak szybkie nabieranie koloru ;)
Także jeśli nie macie większych problemów ze skórą, a chcecie szybko zyskać ładny kolor, ten balsam może Wam pomóc.
Ach, napisałam, że szybko się opalam. Owszem, ale chyba tak jak większość z Was, mam problemy z nogami. One się nie chcą opalać :D Zajmuje im to 2-3 razy więcej czasu, niż pozostałym częściom ciała. Tutaj ten balsam okazał się być właśnie wybawieniem.

Drugi krem jest nieco mocniejszy- 20 SPF- i mogą go stosować osoby o wrażliwej, alergicznej skórze.
Nie pachnie już tak pięknie i jest nieco bardziej treściwy.
Tego kremu używam na ręce, dekolt i szyję, kiedy wychodzę z domu w innym celu, niż łapanie słońca na ciało i nie chcę się "brzydko" opalić. "Brzydko" oznacza dla mnie białe ślady na ramionach na przykład, które pokazują, gdzie akurat kończyła się bluzka, kiedy grzało mnie słońce.
Może to głupie, ale nienawidzę żadnych śladów :D
O dziwo te 20 SPF wystarcza, żeby tego uniknąć przemykając gdzieś pomiędzy budynkami na mieście.

Bardzo podoba mi się opakowanie balsamów- nie mają żadnych zakrętek, ani zatyczek na kliknięcie- wystarczy przekręcić tę część, na której można je postawić i gotowe.

Mam nadzieję, że jesteście bardziej konsekwentne w ochronie przeciwsłonecznej niż ja :)

Obserwują