Maybelline One by One. Mocno czarny, ale czy dobry?

  • 33
Na poczatku chciałabym Was bardzo przeprosić za swoją ostatnio minimalną obecność tutaj. Mocno skupiłam się na zadaniach uczelnianych, co tydzień mam jakis referat do wygłoszenia i głównie to ich pisaniem, a nie postów, zajmuję się na co dzień. Przede mną jeszcze jeden, w przyszły czwartek, i potem juz wszystko powinno wrócić do normy. Dzisiaj zrobiłam sobie dzień wolny od zajęć, postanowiłam się porządnie wyspać i zrobić trochę zdjęć na bloga, ale jest tak koszmarnie ciemno, że nic z tego nie wychodzi. Szminki kompletnie gubią kolor, a na tym zależało mi dziś najbardziej.
Udało mi się za to obfocić naocznie tusz, z którym się ostatnio męczę... Tusz, na który miałam ochotę odkąd się tylko pojawił na rynku (a było to już daaawno). 


Amilie- mineralny podkład i zielony korektor

  • 17

Na skórę twarzy nie nakładam obecnie niczego, co nie jest mineralne. Ach, ok, puder mam zwykły, ale prawie go nie używam. Mineralny podkład, mineralny bronzer, mineralny róż, mineralne korektory. Cienie też mam w zasadzie tylko mineralne. Tak na wszelki wypadek, gdybym nabrała ochoty na malunek oka. Zaczęło się od Lily Lolo i Everyday Minerals (moje najukochańsze).  Sławnych naszych Anabelle jeszcze o dziwo nie próbowałam. Mam wprawdzie jakieś małe słoiczki testerów, ale kolory są bardzo jasne, kompletnie nie dla mnie i nawet nie ciągnęło mnie żeby sprawdzić to legendarne krycie. Zwłaszcza, że jakoś ostatnio za mocnym kryciem nie przepadam. 

Olejów moc. Maska Biovax L'Biotica.

  • 22
Jestem na obozie inwentaryzacyjnym.
Narobiłam zdjęć.
Wzięłam komputer.
Ale niestety.
Pracy mamy tyle i grafik tak napięty, że jedyne, o czym myślimy po powrocie wieczorem do akademika to spanie albo praca do napisania.  Blog więc wciąż leży i kwiczy, ku rozpaczy mojej wielkiej. Dzisiaj i jutro utrafiło się jednak trochę czasu wolnego (no nareszcie!) więc zasaidam do pisania (czegoś innego niż opis kościoła).

Kosmetyczek zabrałam ze sobą łącznie 4: 3 z pielęgnacją i innymi takimi pokrewnymi (ot, myjące przecież chociażby), 1 makijażową. No dużo w sumie wiem, ale że żadnych problemów w związku z pakowaniem mi to nie sprawiło, nie czuję się z tym dziwnie, źle tym bardziej nie. Przynajmniej mam wszystko to, czego używam na codzień.
Włosy myję Babydreamem, odżywiam maską L'Biotica. Tak. Wzięłam cały ten plastikowy słój.

BIOVAX, L'BIOTICA, INTENSYWNIE REGENRUJĄCA MASECZKA NATURALNE OLEJE

Gdzie kupić? Za ile? Opinie? Najdź na zdjęcie!

OPAKOWANIE: klasyczny, "waxowy" plastikowy słoik z zatrzaskiwaną porządnie pokrywką. Dowiózł się bez żadnych szkód w klekocącym się autokarze. Chociaż muszę powiedzieć, że tego zamknięcia to ja nie lubię, zawsze mi jakoś krzywo wychodzi :p
KOLOR: no cóż, też "waxowy"- biały, z ewentualnym żółtawym cieniem.
ZAPACH: no ja nie wiem, czym to pachnie tak naprawdę, ale też tak trochę specyficznie "waxowo", czyli ostro, mocno, ale ładnie. Zapach raczej nie utrzymuje się na włosach. W każdym razie ja, z moimi krótszymi teraz włosami, za bardzo żadnych aromatów nie czuję w powietrzu, kiedy macham lichej długości kitą.
KONSYSTENCJA: naprawdę, bardzo nie chcę się powtarzać, ale tę konystencję chyba każdy zna :D Ja ją lubię, dobrze mi się rozprowadza i  znikąd nie ścieka. Jest gęsto, treściwie, woskowo, czyli tak, jak powinno być.

EFEKTY: nie jestem jakąś szczególną fanką tych masek. Kupuję sporadycznie. Zresztą ostatnimi czasy w ogóle jakoś w maskach nie gustuję (niestety moje włosomaniacto sięgnęło bruku). Włosy są mocno ścięte, w dobrej kondycji i jakoś nie odczuwam potrzeby, by je jakoś szczególnie odżywiać. A tu przecież mowa o regeneracji, słowie cięższego kalibru jakby nie patrzeć. 

Na to mazidło czaiłam się jednak od początku i w końcu się skusiłam. Z samej chyba nazwy, z samej zawartości olejów i sławy, jaką ma gama tych masek stała się celem dla większości bab.
Ale czy zrobiła na mnie jakieś wrażenie? Nie bardzo. 
Stawiam ją na równi z innymi maskami. Ładnie wygładza włosy i nawilża, nie obciąża (a aktualnie używam jej w zasadzie codziennie, jak odżywki!), ale ani szału nie robi, ani niczego nie urywa. I to niezależnie czy olewam sprawę i traktuję ją normalnie, czyli bez zbędnych ceregieli nakładam na głowę bez ogrzewania i ręczników, foliowych czepków i innych takich, ani kiedy postępuję według zaleceń producenta. 
Różnicy w działaniu brak. A cytując klasyka "jeśli nie widać różnicy"...
Może moje włosy niewiele potrzebują, może i ja niewiele teraz wymagam, ale ciężko mi powiedzieć, czy rzeczywiście działa jakos regeneracyjnie.

Nie uważam tych masek (250 ml) za jakieś bardzo wydajne- przy długich włosach zużywałam je błyskawicznie. Teraz jest o wiele lepiej, ale cóż się dziwić skoro włosów dwa razy mniej?


Miły, dobry zwyklak w tej kategorii. Zdecydowanie większe wrażenie robi eliksir z tej serii, bo przebija lekkością inne tego typu, ale w porównaniu z płynem marki Marc Anthony, który mam (wciąż! jak dobrze!) wielką przyjemność używać i tak wypada tłusto i ciężko.

OGÓLNA OCENA: 4/5

Jakie wrażenie na Was zrobiła? Któraś jest rzeczywiście zachwycona? :)

Równiutki koloryt w lekkości żółtego kremu. Cashmere.

  • 11
Dwa egzaminy z tego tygodnia mam za sobą. Przede mną jeszcze jeden, potem koniec semestru i sesja. Niestety nie jestem tak zajebiście zorganizowana jak mój Facet, który ma wszystko pod kontrolą od początku. Ja wszystko zawsze na ostatnią chwilę robię no i mam niestety teraz roboty po sufity.
Dlatego takn mnie mało. Na pewno będzie tak jeszcze w nadchodzącym tygodniu. Jak dalej? Nie wiem, ale poniżej obecnego poziomu nie spadnę. Chyba się nie da :D

Tak czy siak, dzisiaj normalna recenzja.

DAX CASHMERE ILLUMINATOR ROZŚWIETLAJĄCY KREM LIFTINGUJĄCY

OPAKOWANIE: elegancka, metalowa "tubka" z pompką. Opakowanie na pewno dobrze Wam znane, bo większość kosmetyków marki jest tak zapakowane :)
Pomka chodzi luźno, przec cały okres używania ani razu się nie zacięła. Z boku również wszystkim dobrze znane podłuże okienko, dzięki któremu widzimy, ile mazidła już wycisnęłyśmy. Bardzo mi się podoba to, jak opakowanie sie zamyka. Ten "klik" po założeniu zatyczki jest taki... miękki :)

KOLOR: kremik jest pastelowo żółty. Takie miłe, słoneczne rozpoczęcie dnia. Niestety nie zrobiłam zdjęć wcześniej, a krem już zużyłam :(

ZAPACH:  trochę sztuczny, kosmetyczny, ale przyjemny i szybko się ulatnia. Nic a anic nie przeszkadza.

KONSYSTENCJA: Tytuł posta mówi wszystko- lekkutko jak chmurka. Krem jest taki śliskawy, sunie szybko po buzi, wchłania się błyskawicznie i zostawia na niej gładką powłoczkę. Tutaj więc producent ma absolutną rację- idealnie nadaje się pod podkład. Zarówno zwykły płynny fluid jak i minerały. 

EFEKTY: Krem jest przeznaczony do używania zarówno na dzień, jak i na noc. I początkowo rzeczywiście tak go intensywnie eksploatowałam. Ale później nocną pielęgnację stanowić zaczął krem Bandi z kwasami. Lekkość pozostała więc na dzień. Mimo to krem dał całkiem fajne efekty.
Działanie ma się ogniskować na dwóch frontach- rozświetleniu i wyrównaniu kolorytu oraz poprawieniu jędrności i napięcia skóry.
Cóż, o działaniu liftingującym zbyt wiele Wam nie powiem. Liftingu w wieku tych dwudziestu kilku lat chyba nie potrzebuję, a na moje czołowe bruzdy krem już nie pomoże. 
Ale rozświetlenie? Wyrównany koloryt? Jak najbardziej! 
Jakiś czas temu zauważyłam, że skóra dużo lepiej wygląda. Pomijając to, że i niedoskonałości jest mniej, twarz wygląda po prostu bardziej świeżo, gładko, przestały mi wyłazić blade plamy. Tak, blade. Teraz moje cera ma ten sam kolor, tę żółciutką pigmantację przez cały dzień. No chyba, że się umęczę i wylezą mi zdrowe rumieńce :)


Te możliwości kremu, które mogłam na sobie sprawdzić oceniam naprawdę dobrze. Efekty są takie, jakie miały być, używanie jest skuteczne i przyjemne. Na dzień dla wielu osób pewnie mógłby być za słaby, ale jako lekki krem na dzień o działaniu również wygładzającym  jest naprawdę idealny. Zwłaszcza, że i cena nie jest wygórowana.

OGÓLNA OCENA: 4+/5

Wszelkie pozostałe informacje znajdzicie najeżdząjąc kursorem na zdjęcie :)

Szampon i odżywka do włosów Great Lenghts.

  • 10
Dawno nie było nic o kosmetykach do włosów. Powód? Odkąd doprowadziłam swoje włosy do porządku, trochę sobie odpuściłam. Włosy olejuję raz  w tygodniu, zapasy w związku z tym średnio mi się kończą. Poza tym mam dwa szampony, jedną maskę i jedną odżywkę. Dwa zabezpieczacze końcówek. A jako wcierka tylko kozieradka. Totalny minimalizm.

Jakiś czas temu zgodziłam się na pewną tajemniczą, niespodziankową przesyłkę, która ostatecznie okazała się kosmetycznym prezentem z okazji walentynek. Wraz  z miłosną kartką i szklanym serduszkiem kurier przywiózł dwa kosmatyki nieznanej mi do tej pory marki Great Lengths.


GREAT LENGTHS szampon daily moisture | odżywka 60 sec.

Producent:

Szampon: Super delikatna świeżość każdego dnia. Szampon zapewniający łagodną, codzienną pielęgnację. Daily Moisture jest odpowiedni dla wszystkich rodzajów włosów, ale szczególnie nadaje się do lekko suchych końcówek i suchej do lekko tłustej skóry głowy. GSP-T® stanowi dodatkową ochronę przeciwko wolnym rodnikom. AQUARICH® dostarcza cennych składników odżywczych, zwiększa objętość i połysk włosów oraz zmniejsza ich elektryzowanie się. Aloes równoważy utratę wilgoci i zapewnia włosom jedwabistość oraz łatwość ich układania. PH 5,5 jest wyjątkowo łagodne dla skóry głowy. Pojemność 250 ml

Odżywka: Super szybka odżywka. Idealna odżywka do suchych, obciążonych i zniszczonych włosów. W ciągu 60 sekund włosy stają się odżywione, efekt działania odżywki utrzymuje się przez 60 godzin! Kremowa emulsja nie obciąża włosów i łatwo się zmywa. AQUARICH dostarcza cennych substancji regenerujących, zwiększa połysk i objętość włosów oraz przeciwdziała ich obciążeniu. Aloes równoważy utratę wilgoci i zapewnia włosom jedwabistość. Olejek JOJOBA głęboko nawilża włosy i skórę głowy oraz chroni je przed wysuszeniem.Pojemność 250 ml

(źródło: greatlengths.pl)

OPAKOWANIE: oba produkty zapakowane są długie butle z tym takim zamknięciem, że się z jednej strony naciska i druga wyskakuje do góry ujawniając otwór. Wiecie o co kaman :p Opakowania są z mocnego, twardego plastiku, ale na szczęście kosmetyki mają dość leistą konsystencję i nie ma potrzeby mocnego ściskania pudełek. Wystarczy strzepnąć albo po prostu trzymać później opakowanie dnem do góry.
KOLOR: szampon: lekko żółtawy, perłowy. odżywka: biała.
ZAPACH: no i tu jest problem. Oba kosmetyki mają zbliżony zapach. Zapach bardzo chemiczny, mocny i... strasznie tani, detergentowy. Okropny. Co gorsza dość długo  i intensywnie utrzymuje się na włosach. Kosmetyki stosowane solo, nie razemnie zostawiają takiego "aromatu", ale w duecie dramat. Bardzo szkoda.
KONSYSTENCJA: Szampon jest kremowy, rzadkość ma w sam raz. Bardzo mocno się pieni, na moje długie włosy wystarcza tylko ociupinka, przez co jest bardzo wydajny. Odżywka jest za to moim zdaniem zbyt leista. Dobrze rozprowadza się na włosach, ale ma tendencję do rozchlapywanie się po wszystkim dookoła. 

EFEKTY: szampon dobrze oczyszcza włosy, zmywa bez problemu oleje. Mocno wygładza, ale nie obciąża. Kłaczki są miłe w dotyku i wydają się na tyle nawilżone, że czasem nie mam ochoty używać odżywki. A odżywka w zasadzie podbija efekt, który daje szampon. Rzeczywiście ławo sie zmywa, odżywki stosuję na długości od ucha, więc rzadko zauważam obciążanie i tutaj też tego nie ma. Włosy są mocno wygładzone, miękkie i jednocześnie mięsiste. Im krócej odżywka jest na włosach, czyli te przepisaowe 1-2 minuty, tym lepsze efekty.

Oba kosmetyki prznaczone są do pielegnacji lekko przesuszonych włosów, zwłaszcza końcówek. Ja takie właśnie mam. Ten duet sprawia, że moje włosy wyglądaja na nieco grubsze i mniej sianowate. Siłą wygładzania jest ogromna! Mam jedno niesforne pasmo włosów, którego 1/3 długości ma dziwną strukturę. Szampon i odżywka zastosowane razem całkowicie to eliminują i pasmo stapia się z resztą gładkich włosów.

OGÓLNA OCENA: oba kosmetyki oceniam na mocną 4. 

Są bardzo w porządku, niesamowicie  wygładzają włosy, ale z drugiej strony nie są to produkty, na które miałabym ochotę ponownie, Ponadto są drogie.
Szampon kosztuje 60 zł, odżywka 70 zł.


Na koniec chciałabym uprzedzić, że w tym tygodniu, poza wynikami konkursu Philips pojawi się tylko jeden post. Mam ambitny plan zdać w piatek zaległy egzamin, także rozumiecie :)


Kawowe full exclusive. Peeling Clarena.

  • 26

O mojej lubości do peelingów wszelkiej maści wspominałam nie raz i nie dwa. Trę się aż wióry lecą. Fetysz idealnie gładkiej skóry, o którym kiedyś tu któraś z Was wspomniała w stosunku do mej osoby, nie maleje na sile. Zwłaszcza, jeśli chodzi o ramiona i dekolt. Na pupie i udach, choćby sama skóra była nie wiem jak miękka, gładka i bez jakichkolwiek niedoskonałości (typu krostki) tak różowo być nie może, bo i cellulit gdzieś wylezie i białe pręgi rozstępów. Moich chęci i zapałów jednak w ogóle to nie rusza, choć jeśli chodzi o rozstępy, to trafiłam ostatnio na peeling, któryego użycie powoduje w tych miejscach totalne boleści ;)

Dzisiaj jednak o peelingu zgoła cudownym i mega przyjemnym, zarówno pod względem aplikacji jak i samych efektów.

CLARENA CHOCOLATE BODY LINE CAPPUCCINO SUGAR PEELING

Producent:
Ekskluzywny peeling cukrowy z drobinkami kawy do ciała . Kryształki cukru intensywnie 
złuszczają  i wygładzają a drobinki  kawy poprawiają mikrokrążenie redukując  cellulit. Fitosterole i nienasycone kwasy tłuszczowe wzmacniają barierę lipidową i hamują utratę wody z naskórka. Masło Shea delikatnie natłuszcza a wosk pszczeli uelastycznia skórę. Witaminy A, E i C  poprawiają nawilżenie i chronią przed  działaniem wolnych rodników. Skóra po peelingu staje się  gładka i jedwabiście miękka a zapach capuccino uwalnia od stresu, wycisza i relaksuje.

(źródło: clarena.pl)

OPAKOWANIE: plastikowy, przezroczysty słój z zakrętką. Niestety zwężany u górze przez co trochę utrudnione jest wydobycie kosmetyku ze środka. 
KOLOR: jasnobrązowy, beżowy, czy też kawa z mlekiem z mnóstwem czarnych kropeczek, czyli kawą.
ZAPACH: absolutnie nieziemski i fenomenalny! Słodki, strasznie smakowity, intensywny i trwały. Ogromniasty procent przyjemności stosowania tego peelingu wynika właśnie z zapachu. O ile kawy nie lubię i nie pijam, tak wąchać lubię, a tutaj mamy ją w wydaniu jakiegoś kawowego deseru. Mniam.
KONSYSTENCJA: Cudownie zwarta. Ostatnią rzeczą, z jaka chciałąbym mieć do czynienia w przypadku peelingu, to maź spływająca z ciała, skłądająca się głównie z żelu nadajacego poślizg, jakichś olejków i śladowych ilości właściwych drobinek ścierających. Tutaj składniki mamy w odpowiedniej kolejności. Cukier jest jedynie połączony tłustym spoiwem. Peeling w zasadzie trzeba wydrapywać z opakowania, jak to trafnie ujęły Dziewczyny z Kosmetycznego Remedium :)


EFEKTY: peeling wygrywa wszystko samym zapachem. Serio. Równać mu się może chyba tylko orzechowy peeling z Farmony, ale on z kolei przegrywa z Clareną w konkurencji o nazwie Konsystencja. Otwieram i wącham. Om nom nom nom. Genialnie się rozprowadza, nie uciekając z ciała. Lubię go stosować na suchą skórę. Tarcie jest wtedy większe i efekty lepsze. A skóra po nim jest gładziusieńka i miękka. Natłuszczenie skóry gwarantuje masło shea, wosk pszczeli, olej z nasion winogron i... uch, olej mineralny z drugiego miejsca w składzie. Nie ukrywam, że średnio mi to przeszkadza. To natłuszczone ciało pod palcami po spłukaniu peelingu jest kosmiczne, ale i tak później biorę jeszcze żel pod prysznic i wszystko zmywam. Zresztą i tak nie zauważyłam jakiejś negatynej reakcji skóry na ten składnik... Pomijając jednak tę niezdrową warstwę efekty i tak są goooodne uwagi. Działanie antycellulitowe sprawadza sie oczywiście do aktywacji krążenia. Nikt chyba nie myśli, że samym peelingiem zwojujemy cuda :)




Cena... Niestety też trochę eksukluzywna- 52 zł za 250 ml.
Do kupienia w salonach kosmetycznych i na clarena.pl

Zapach cudowny i efekty też, odejmuję troszkę za cenę.

OGÓLNA OCENA: 4+/5

Max Factor podkład Facefinity All Day Flawless

  • 31
Na zimę mam dwa podkłady. Sama, celowo zaopatrzyłam się w nowy podkład Max Factora. Podkład Lumene trafił do mnie w zasadzie przypadkowo, oddała mi go Marti.
All Day Flawless od premiery zbierał rewelacyjne recenzje. Ale w sumie w przypadku większości produktów tak jest. Coś wchodzi do sprzedaży, jest wielki łał szał, ale zajebistość, po czym z biegiem czasu emocje spadają i nagle na jaw wychodzą wady produktu. W sumie jeśli okaże się, że nie jest tak miło, to jeszcze nic, gorzej jak nas zapcha i wysypie po miesiącu używania...

MAX FACTOR FACEFINITY ALL DAY FLAWLESS 3 IN 1



OPAKOWANIE: ładna, zgrabna, szklana butelka. Z pompką. Co najlepsze- pompka się blokuje poprzez przekręcenie, więc jakakolwiek inna możliwość wydobycia się podkładu z butelki  niż  jej rozbicie nie wchodzi w grę. Bardzo wszystko sprawne i przyjemne.
KOLOR: osobiście zostałam "zmuszona" do kupienia najciemniejszego dostępnego w Rossmannie koloru, czyli Bronze 80. Prawie najciemniejszy odcień był zaskakująco dużo jaśniejszy i miał pełno różowości, przez co od razu musiałam go skreślić. mój odcień, mimo przeraźliwej myśli, że to "najciemniejszy" wydawał mi się w drogerii idealny. Tak też myślałam przez kilka pierwszych dni, ale musiałam zmienić zdanie. Ostatecznie jest ociupinkę za ciemny. W sztucznym świetle wygląda świetnie, ale w naturalnym już nie bardzo.
ZAPACH: jestem niemiło zaskoczona, bo ten podkład po prostu śmierdzi. Ma brzydki chemiczny zapach, ale nie taki a'la perfumy, tylko takie niemiłe dla nosa c o ś. Nie sądziłam, że trafię jeszcze na tak nieprzyjemny w tej kwestii kosmetyk do twarzy...
KONSYSTENCJA: klasyczny płynny podkład. Fajnie się rozprowadza, nie stygnie na twarzy, więc i nie smuży. 
EFEKTY: cały bajer tego fluidu ma leżeć w tym, że łączy w sobie bazę, korektor i podkład. Z funkcji bazy wywiązuje się fajnie- ładnie wygładza buzię, maskuje rozszerzone pory. Gorzej z korektorem. Rozumiem, że chodzi tutaj o funkcję krycia, a to jest mocno średnie. Przy klasycznej, cienkiej warstwie zamaskowane są jedynie mniejsze niedoskonałości. Reszta albo do pokrycia grubszą warstwą, czego nie lubię, albo klasycznym korektorem. 
Co do reszty, całość nazwać można podkładem- efekt na twarzy jest naprawdę przyjemny. Cera jest wygładzona, jednolita, lekko pudrowo zmatowiona, bez efektu maski i płaskości. Nie waży się, dobrze sobie radzi ze zmianami temperatury i wilgotności powietrza, ale nie jest zbyt trwały. Mało który podkład poradzi sobie z ciągłym smarkaniem w chusteczkę, ale śladów na bibułce matującej mógłby nie zostawiać, a to robi. Ściera się również wokół ust, czego nienawidzę.

Podkład jest ok, ale nie aż tak, jak o tym było  głośno (w czym przyznaję, też brałam udział). Osobiście na pewno nie dałabym za niego ponad 50 zł, promocyjna cena przy -40% była ok, ale nie więcej.

OGÓLNA OCENA: 4-/5

Dałyście się złapać temu podkładowi? Co sądzicie?

Ulubiona ostatnio odżywka "na szybko"

  • 21
Zima dla pielęgnacji jest straszna. Nie dość, że balsamy u mnie leżą i kwiczą, to teraz, kiedy drugi tydzień jestem chora, dopadło mnie nicnieróbstwo w kwestii dbania o włosy. No bo mało wychodzę, a i z mokrą głową siedzieć mi nie po drodze. No ale jak już trzeba, to się nie da inaczej, jak pacnąć jakąś odżywką. Wszak zima.
W związku z tym Express Wax z Pilomaxu, o której to właśnie masce będzie dzisiaj mowa, znika mi w zastraszającym tempie i  czas ją zrecenzować, bo jak się skończy to szybko zapomnę czy była ok... A jest!

PILOMAX EXPRESS WAX maska do włosów zniszczonych

Producent:

Innowacyjna maska stworzona by naprawić i dogłębnie wzmocnić suche, zniszczone i łamliwe włosy w zaledwie 3 minuty.
  • Keratyna – wzmacnia i regeneruje uszkodzone włosy, nadaje im połysk. Tworząc film chroni włosy przed szkodliwym działaniem środków farbujących i utleniających. Korzystnie wpływa na skórę łagodząc podrażnienia.
  • Ekstrakt ze skrzypu polnego – regeneruje oraz zapobiega łamliwości i rozdwajaniu się włosa.
  • Pantenol – silnie nawilża i pogrubia włosy, przyspiesza gojenie naskórka oraz łagodzi uczucie swędzenia.
  • Gliceryna – nawilża i poprawia elastyczność włosów oraz skóry głowy.
Ekspress Wax szybko i skutecznie pielęgnuje Twoje włosy, zapewniając im odpowiedni poziom nawilżenia oraz chroniąc przed uszkodzeniami i rozdwajaniem.
90% kobiet potwierdziło, że maska Express Wax dobrze spłukuje się z włosów a ponad połowa uważa, że ma lepsze właściwości niż inne produkty, które stosowały wcześniej.*
Produkt przebadany dermatologicznie.
(źródło: pilomax.pl)

OPAKOWANIE: średnio miękka biała tuba, w miarę standardowa pojemność 250 ml. Konsystencja kosmetyku nie sprawia, że ciężko ja wycisnąć, więc opakowanie jest ok. Acz przymierzam się powoli do rozcięcia opakowania, bo obawiam się, że na samym opakowaniu osiadło sporo kosmetyku i sam się nie wyciśnie.
KOLOR: biały z żółtym zabarwieniem
ZAPACH: troszkę chemiczny, ale bardzo przyjemny. Charakterystyczny dla wax'owych kosmetyków. Utrzymuje się na włosach w tej bardziej subtelnej i delikatnej wersji. Maskę dostałam na spotkaniu blogerek- w pewnym momencie coś nam zaczęło bardzo pachnieć- okazało się, że to te maseczki, mimo że nie były otwierane ;)
KONSYSTENCJA: woskowa, gęstość charakterystyczna dla większości masek, ale tutaj pojawia się chyba jedyna jak dla mnie wada tego produktu- nie sunie po włosach. Osiada na nich w tym miejscu, w które jako pierwsze maźniemy rękami. Zdecydowanie sprawdza się tutaj lepiej nakładanie na już rozczesane włosy.

EFEKTY: maseczka ma być ekspresowo 3 minutowa. Nie trudno się więc domyślić, że używam jej raczej jako odżywki niż maski. Skład nie jest może jakoś szalenie dobry, ale jak wspominałam już nie raz ostatnio, moje włosy natury i tak nie lubią, więc powoli przestaję jakoś bardzo zwracać na to uwagę. Zwłaszcza, że to naprawdę jest bardzo fajna, godna polecenia maseczka. Fakt, nie rozprowadza się może zbyt dobrze, ale po tej chwili na włosach stają się mięciutkie i fantastycznie się rozczesują. Dyscyplinuje wierzchnią warstwę moich włosów, czyli taką mocno pomechraną, dzięki czemu wyglądają na gładkie i zdrowe. Zresztą one po prostu są gładkie i zdrowe :D 
Nie kołtunią się, pozostają sypkie przez większość dnia. Bardzo podoba mi się, jak działa na końcówki- po użyciu, zwłaszcza takim dłuższym jednak, ok. 30 minutowym, są wyraźnie grubsze i mięsiste. Nie robi się siano na końcach. Do tego ładnie pachnie, szybciutko się spłukuje i jest wydajna (używam jej od jakiegoś półtora miesiąca, i to tak, że prawie niczego poza nią na moich włosach nie było, naprawdę sporadycznie ;)

SKŁAD: Aqua (Water), Cetearyl Alcohol, Phenoxyethanol, Glyceryl Stearate, PEG-100 Stearate, Cetrimonium Chloride, DMDM Hydantoin*, Hydrolyzed Keratin, Equisetum Arvense (Horsetail) Leaf Extract, Parfum (Fragrance), Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Glycerin, Panthenol (Provitamin B5), Ethylhexylglycerin, CI 19140

*konserwant- alergen

ok. 20 zł za 250 ml

OGÓLNA OCENA: 4+/5


Wczoraj dotarła do mnie  w końcu przesyłka z kosmetykami Marc Anthony z olejkiem arganowym, więc z potrzeby użycia nowości chyba jednak mi się regularność w pielęgnacji poprawi :D




Wiem, że większość z Was, zwłaszcza Włosomaniaczki, ma zazwyczaj wielki arsenał kosmetyków i tych odżywek i maseczek jest co najmniej kilka. 
Macie jednak taką swoją ulubioną, po którą najchętniej sięgacie?

Nawilżający płyn micelarny bioHyaluron 4D Eveline

  • 19
Dawno temu miałam kiepskie podejście do micela i skończyło się to wielkim wysypem na twarzy. No naprawdę była tragedia, Pryszcz na pryszczu. Tym razem podeszłam do niego lepiej i od razu poskutkowało to dobrymi wynikami.
W tym momencie zdecydowanie jestem na tak.

EVELINE NAWILŻAJĄCY PŁYN MICELARNY bioHYALURON 4D 3w1

Producent:

Skuteczne i delikatne oczyszczanie wrażliwej i suchej skóry twarzy i wokół oczu.
3w1            
•    dokładnie i delikatnie oczyszcza
•    usuwa nawet wodoodporny makijaż
•    długotrwale nawilża 24h

Nawilżający płyn micelarny 3 w 1 zapewnia potrójny efekt: dokładnie i delikatnie oczyszcza skórę z makijażu i zanieczyszczeń, usuwa nawet wodoodporny makijaż oraz długotrwale nawilża 24h. Unikalna beztłuszczowa receptura pozwala na 100% bezpieczny demakijaż oczu, również z przedłużonymi lub zagęszczonymi rzęsami. Formuła płynu intensywnie nawilża skórę, koi i łagodzi podrażnienia. Redukuje oznaki zmęczenia i odświeża cerę. Nie narusza warstwy hydrolipidowej  naskórka. Doskonale zastępuje mleczko i tonik.
Idealna tolerancja nawet w przypadku skóry wrażliwej oraz szczególnie wrażliwej skóry okolic oczu.
Bogata receptura:
• MICELE skutecznie usuwają zanieczyszczenia i makijaż (nawet wodoodporny). 
• bioHyaluron ComplexTM bogaty w kwas hialuronowy zapewnia skórze idealny poziom nawilżenia. 
• PhytoCellTecTM - roślinne komórki macierzyste pomagają zachować młody wygląd skóry
• Algi laminaria działają zmiękczająco, tonizująco i nawilżająco.
• WITAMINA E odżywia, regeneruje, chroni i wygładza cerę.
• D-PANTHENOL i ALANTOINA działają kojąco i przeciwzapalnie

OPAKOWANIE: ładna, smukła butelka. Zdecydowanie mi się podoba. Przezroczysta,  z porządnym zamknięciem. Ani razu, mimo częstego wywożenia go z domu, się nie otworzył i nie rozlał.
KOLOR: przezroczysty
ZAPACH: bardzo delikatny, przyjemny, choć troszkę chemiczny.
KONSYSTENCJA: no płyn, cóż może być ;)
EFEKTY: płyn ma przede wszystkim delikatnie i skutecznie usuwać makijaż i długotrwale nawilżać. I wychodzi mu to naprawdę dobrze. Przecieram nim twarz każdego ranka, wieczorem również. Z tym, że wieczorem traktuję go już bardziej jako tonik, niż sam zmywacz makijażu i stosuję na już pozbawioną makijażu twarz (mleczko Dermedic). Nie mówię jednak, że nie zmywam nim makijażu. Owszem, zdarza się, ale nie jest to dla mnie zabieg codzienny. Niemniej na zmycie "tapety" zużywam wtedy 2, maksymalnie 3 waciki nasączone płynem (ostatni to już takie wykończenie ;). Bez problemu można zmyć tusz rzęs- nie podrażnia oczu, a wszystko ładnie schodzi. Ja jednak ze względu na problemy z rzęsami preferuję jednak produkty "mleczne". Producent zapewnia, że płyn idealnie nadaje się do rzęs doczepianych i ogólnie sztucznych, ale o tym pojęcie mam zerowe ;)
Na pewno świetnie nawilża. Skóra jest zmiękczona i gładka, nie świeci się, odczuwalnie odświeżona i po prostu czysta. Nie mam może suchej i wrażliwej cery ( a do takiej przeznaczony jest ten płyn), ale dobre nawilżanie cenię sobie bardzo, a ten produkt zaspokaja mnie w 100%.

Aqua, Hyaluronic Acid, Polysorbate-20, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Glycerin, Methyl Gluceth-20, Betane, Butylene Glycol, Laminaria Hyperborea Extract, Panthenol, Acacia Seyal Gum, Malus Domestica Fruit Cell Culture Extract, Tocopheryl Acetate, Allantoin, Polysorbate 20, PEG-20 Glyceryl Laurate, Tocopherol, Linoleic Acid, Retinyl Palmitate, Methylchloroisothiasolinone, Methylisothiasolinon, Disodium EDTA
Pojemność: 200ml/ Cena: 12 zł
OGÓLNA OCENA: 4+/5
Jakich płynów używacie obecnie? :)

Gliss Kur z kolagenem morskim- mgiełka i pianka

  • 11
Dzisiaj druga część recenzji kosmetyków z nowej serii Gliss Kur Ultimate Volume z płynnym kolagenem.
Ostatnio pokazywałam Wam szampon i odżywkę do spłukiwania. Dzisiaj kolej na pozostałe dwie odżywki: w piance i spray'u.

GLISS KUR ULTIMATE VOLUME ekspresowa odżywka w piance


OPAKOWANIE: mała, poręczna wyprofilowana butla z klasycznym piankowym wyciskaczem. Działa bez zarzutu, idealna  do zabrania w podróż.
KOLOR: biały
ZAPACH: gliss kurowy ;)
KONSYSTENCJA: dość "sucha" wodnista piana. Spodziewałam się czegoś bardziej kremowego i treściwego.

EFEKTY: zdecydowanie najsłabszy punkt tej serii. Nie jest może jakaś strasznie strasznie tragiczna, ale zdecydowanie odstaje nie tylko w porównaniu z resztą odżywek z tej linii, ale ogólnie przy innych odżywkach, które posiadam (a są to kosmetyki, które naprawdę świetnie służą moim włosom).
Myślałam, że pianka to będzie fajny, wygodny bajer, ale zdecydowanie bardziej wolę odżywki w klasycznej formie. Nie widzę wielkich udogodnień przy aplikacji. Za to odnoszę wrażenie jakbym nie zmyła czegoś lepkiego z włosów. 
Odżywkę trzymam w mieszkaniu Chłopaka, bo wtedy nigdy nie mam czasu na zabawy z "normalną" pielęgnacją. Włosy myję późno i żeby czasu schnięcia dodatkowo nie wydłużać kolejnym płukaniem włosów, używam właśnie tego kosmetyku. Zwłaszcza, że nie chce mi się dźwigać dodatkowych kosmetyków ;)

Efekty na włosach po wyschnięciu nie są bardzo złe- włosy są gładkie, wygładzone, nieprzesuszone, ale jednak nie jest to ten stopień nawilżenia, którego oczekuję.
Dla mnie zdecydowanie kosmetyk awaryjny.

Skład (no kiepściutko, ale i tak myślałam, że będzie gorzej;)
Aqua, Cetrimonium Chloride, Hydrolyzed Collagen, Panthenol, Cocodimonium Hydroxypropyl Hydrolyzed Keratin, Hydrolyzed Keratin, Stearamidopropyl Dimethylamine, Phenoxyethanol, Ceteareth-25, PEG-12 Dimethicone, Lactic Acid, Dipalmitoylethyl Dimonium Chloride, Silicone Quaternium-22, Sodium Methylparaben, VP/VA Copolymer, PPG-3 Myristyl Ether, Coco-Betaine, Polyquaternium-69, Glycerin, Propylene Glycol, Parfum, Polyquaternium-10, Styrene/VP Copolymer, Alcohol denat., Citric Acid, Sodium Chloride, PEG-14M, Hexyl Cinnamal, Amyl Cinnamal, Limonene, Linalool, Benzyl Salicylate, Benzyl Alcohol, Butylphenyl Methylpropional

Pojemność: 125 ml/ Cena: 19 zł

OGÓLNA OCENA: 2/5


GLISS KUR ULTIMATE VOLUME ekspresowa odżywka regeneracyjna


OPAKOWANIE: długa butelka z atomizerem. Przezroczysta, nic się nie zepsuło przez cały czas używania. Bez problemu można zużyć co do ostatniej kropli.
KOLOR: fioletowy.
ZAPACH: gliss kurowy.
KONSYSTENCJA: mgiełka. Bardzo delikatna, dobrze chwyta się włosów, nie ulatuje wszędzie dookoła. Nie lepi się na włosach. tworzy na nich gładki, śliski film.

EFEKTY: w kategorii odżywek do pospiesznego użytku zajmuje u mnie zdecydowanie wysokie miejsce.
Nie robi szału, ale jest bardzo przyjemna. Błyskawicznie wygładza, zmiękcza i "rozplątuje" włosy. Będzie idealna dla osób, które nie boją się nienaturalnych kosmetyków, a mają problem z mocno plączącymi się włosami. 

Nie mam ogromnych wymagań, jeśli chodzi o odżywki bez spłukiwania, bo używam ich dosłownie raz w tygodniu, kiedy kompletnie brakuje mi czasu. Co do dodawania objętości przez te kosmetyki, to trudno mi się wypowiedzieć, ponieważ nie mogę stosować odżywek tam, gdzie właśnie tej objętości mi brakuje, czyli przy skalpie. Jakikolwiek dodatkowy kosmetyk sprawia,że włosy dosłownie lepią mi się do głowy. Pozostaję tylko przy szamponie. 

Skład (no już lepiej niż pianka. no i efekty dużo lepsze;)

Aqua, Cyclomethicone, Phenyl Trimethicone, Hydrolyzed Collagen, Panthenol, Cocodimonium Hydroxypropyl Hydrolyzed Keratin, Hydrolyzed Keratin, Dimethiconol, Cetyl PEG/PPG-10/1 Dimethicone, Lactic Acid, Polyquaternium-16, Cetrimonium Chloride, Sodium, Benzoate, Parfum, Hexyl Cinnamal, Amyl Cinnamal, Limonene, Linalool, Benzyl, Salicylate, Benzyl Alcohol, Butylphenyl Methylpropional, CI 60730, CI 17200

Pojemność: 200ml/ Cena: 15 zł

OGÓLNA OCENA: 4/5

A już za tydzień ostatni z moich kosmetyków marki Gliss Kur. I chyba najbardziej przeze mnie lubiany :)


Krem dla cery naczynkowej A- Derma

  • 16
O tym, że mam lekko rozszerzone naczynka nie wiedziałam, dopóki nie wyszło to w analizie skóry podczas spotkania blogerek we Wrocławiu (tak tak, już o tym mówiłam).
W sumie nigdy nie zwracałam uwagi na zaróżowienie moich policzków. Dopiero teraz, kiedy już rumieńca nie ma, widzę, że jednak coś było na rzeczy...

A- DERMA SENSIPHASE AR krem redukujący zaczerwienia SPF15

Producent:

Linia SENSIPHASE AR, to 3-stopniowy program pielęgnacyjny, redukujący zaczerwienienia skóry naczyniowej, składający się z trzech produktów: żelu micelarnego, kremu i maseczki. Formuła linii łączy właściwości łagodzące młodych pędów owsianych z dobroczynnym działaniem składników nawilżających i zmniejszających przekrwienie, wzmacniając poczucie komfortu i ukojenia skóry. 

Specjalistyczny krem na dzień, który koi wrażliwą skórę z tendencją do zaczerwienień. 
Właściwości:
- Łagodzi podrażnienia skory dzięki ekstraktowi z młodych pędów Owsa Rhealba,
- Zmniejsza istniejące zaczerwienienia dzięki połączeniu witaminy E (skutecznego przeciwutleniacza odbudowującego barierę ochronną naskórka), oraz wyciągu z oczaru wirginijskiego, rośliny o właściwościach obkurczających naczynia krwionośne i poprawiających mikrokrążenie,
- Chroni skórę przed uszkodzeniami spowodowanymi promieniowaniem słonecznym (SPF 15), które uwydatnia zmiany naczyniowe.
Krem ma aksamitną i lekką konsystencję. Zawiera zielone pigmenty, które optycznie ujednolicają koloryt skóry, oraz cząsteczki odbijające światło, aby skóra była rozświetlona. Zapewnia skórze komfort i chroni ją przed codziennym oddziaływaniem szkodliwych czynników zewnętrznych. Nie zawiera substancji zapachowych.
Krem do stosowania codziennie rano na skórę twarzy, a w razie potrzeby również szyi i dekoltu.

(źródło: wiziaz.pl)



OPAKOWANIE: "tubka" do stawiania na zakrętce (acz może i leżeć, bo czemu nie). Z tych miększych plastików, co to można je w miarę swobodnie ściskać. Ale też nie za cienki. Białe, matowe opakowanie.
KOLOR: leciutko zielonkawy, jak to w tego typu kosmetykach bywa.
ZAPACH: kremowo- apteczny. Delikatny, nie utrzymuje się na skórze i nie przeszkadza.
KONSYSTENCJA: dość rzadka, troszkę lejąca, ale nie lekka. Krem pozostawia na twarz film, ale ciężko mi określić jakiego dokładnie jest to rodzaju film. Nie jest klasycznie tłusty, ani pudrowo- gładki. Niemniej cera ma taki jakiś połysk. Absolutnie zero matowienia.


EFEKTY: tak jak wspomniałam na początku, dzięki stosowaniu tego kremu przekonałam się, że rzeczywiście coś się z tym naczynkami musiało dziać
Skórę mam widocznie jaśniejszą, bardziej świetlistą, o ładniejszym kolorycie. Ładnie zmiękcza skórę i delikatnie wygładza. Nie zauważyłam, żeby mnie zapychał.
Krem jest przeznaczony do stosowania na dzień, ale ponieważ konsystencja nie bardzo mi podeszła, zwłaszcza biorąc pod uwagę lekko tłustawą ostatnio cerę, używam go na noc. Rano budzę się z ładną, jasną cerą i nakładam coś bardziej matującego.
Krem ma redukować zaczerwienienia i w tej kwestii na moich maleńkich rumieńcach sprawdza się świetnie.

Cena/Pojemność: 50zł/ 40 ml

Ciężko mi oceniać ten krem, bo doświadczenia mam zerowe, żadnego porównania.
Zwłaszcza, że naczynka nie są głównym problemem mojej cery. Raczej mocno pobocznym i takim żeby się pomartwić na zapas ;)
Jakby nie patrzeć jednak jestem z tego kremu bardzo zadowolona.

OGÓLNA OCENA: 4/5

Są tu jakieś naczynkowe Babeczki? Jak sobie radzicie? :)

Morelowo- mleczna odżywka Balea

  • 16
Opinia o tym produkcie zmieniała mi się po każdym użyciu. Raz byłam zadowolona, innym razem... szkoda gadać.
Teraz czytając opinię Agusiaka na jej temat mam wrażenie, że mam zupełnie inną odżywkę...

BALEA odżywka do włosów suchych i zniszczonych

OPAKOWANIE: typ opakowania dobrze nam znany chociażby z produktów Isany. I w zasadzie niemal identyczny, różni się etykietą i kolorystyką. Do stawiania na zamknięciu.
KOLOR: biały
ZAPACH: intensywny, słodyczowy. Coś jakby jogurt brzoskwiniowy, albo lody o tym smaku. Długo utrzymuje się na włosach.
KONSYSTENCJA: tutaj na przykład Aga napisała, że odzywka jest rzadka i przelewa się przez palce. Absolutnie nie mogę tego potwierdzić :D Konsystencja jest w sam raz, u mnie nic się nie przelewa, nie ma gęstości maski (bo przecież nią nie jest), ale nie jest wodnista i nie spływa z włosów. No i przede wszystkim się nie pieni, o czym pisała Aga ;)

EFEKTY: Po pierwszym użyciu byłam trochę rozczarowana. Odżywka nie zrobiła z włosami nic specjalnego. Ani nie były szczególnie wygładzone, ani mięsiste, ani nawilżone. W sumie na końcach nawet suchawe. Ale ale!
Wszystko się zmienia, kiedy podgrzewam ją trochę suszarką i spłukuję zimną wodą (znaczy zawsze osttanie płukanie robię zimną wodą ;). 
Wtedy działa jak należy. Włosy są mięciutkie, sypkie i wygładzone. O suchości nie ma mowy. Aktualnie, jeśli się decyduję na jej użycie, nie robię tego w inny sposób.

Zagranico Balea jest dostępna jak wiadomo w drogeriach DM i kosztuje niecałego eurasa.
Ale w PL też utraficie. Jeśli jesteście z Wrocławia, to jest kilka takich miejsc, w których dostaniecie te kosmetyki. Asortyment różny, w zależności od miejsca KLIK
Ja za tę zapłaciłam 6,50 zł.

OGÓLNA OCENA: 4/5

Eliksir pod oczy 22 od Synesis

  • 26
Ten eliksir to mój łup. Nagroda za refleks i szybkość w pisaniu maili.
Lubię mazidła pod oczy, a te eliksiry zawsze mnie kusiły, więc kiedy nadarzyła się okazja zrobiłam co było trzeba  i eliksir wylądował wśród moich kosmetycznych szpargałów.

SYNESIS ELIKSIR POD OCZY Z RÓŻĄ DAMASCEŃSKĄ- 22 AKTYWNE SKŁADNIKI

Producent:

Znany i lubiany Eliksir pod oczy SYNESIS został wzbogacony o cenny organiczny olejek różany, pozyskiwany z róży damasceńskiej, uprawianej na naszym polu różanym w Isparcie (Turcja).Naukowcy są zgodni, że to właśnie ta odmiana jest najcenniejszą i najbardziej dobroczynną dla naszej skóry, a jej wersja ekologiczna, uprawiana przez SYNESIS jest aż dziesięciokrotnie silniejsza od standardowej. 
Nasza receptura gwarantuje nie tylko silne właściwości antyrodnikowe, lecz także widoczne napięcie i wygładzenie skóry wokół oczu. Dodatkowo Eliksir pod oczy z różą damasceńską działa antybakteryjnie, antygrzybicznie i antywirusowo. 

Eliksir to uroda i zdrowie skóry wokół oczu w małej buteleczce.

22
Eliksir zawiera 22 składniki aktywne:
olej z róży damasceńskiej (organiczny), olej rycynowy, olej ryżowy, olej winogronowy, omega ceramidy, olej z orzechów macadamie, olej z awokado, masło pistacjowe, masło aloesowe, chamuolgra oil, olej z rokitnika, balsam cedrowy, masło shea, pochodne hydroksyproliny, fitosfingozynę, ceramidy III B, tokoferol, tokotrienol,  witaminę C, witaminę E, koenzym Q10, nasiona konopii siewnej.

Sposób użycia:Niewielką ilość Eliksiru rozprowadzić opuszkami palców w okolicach oczu. Można wykonać delikatny masaż.

Eliksir pod oczy bardzo dobrze sprawdza się przy makijażu: wystarczy jedna kropla tego produktu dodana do podkładu, aby efekt był dużo lepszy i bardziej trwały – fluid łatwiej się rozprowadza, a jednocześnie nawilża i odżywia skórę.
(źródło: synesis.pl)


OPAKOWANIE: opakowania kosmetyków Synesis są już chyba kultowe. To małe cacuszka. Buteleczka Esencji Francuskiej wygląda niesamowicie. I w tym przypadku dostajemy szklaną buteleczkę z perłową zakrętką. W środku dodatkowym zabezpieczeniem jest plastikowy koreczek.
Nie ma żadnych naklejek, masy napisów. Firma, nazwa i tyle. Duży plus za estetykę.
KOLOR: jak bez problemu widać na zdjęciach- żółtawy.
ZAPACH: bardzo bardzo delikatny, w zasadzie niewyczuwalny.
KONSYSTENCJA: eliksir jest lekkim olejkiem. Ale nie na tyle tłustym, żeby siedzieć nam godzinami pod okiem. Ładnie się rozprowadza, stosunkowo szybko wchłania, jak na taką konsystencję. Nie daje poczucia śliskiej, ciepłej warstwy na skórze.

EFEKTY: kosmetyk spełnia obietnice producenta. Nie robi tego w jakiś spektakularny sposób, raczej stopniowo, więc jeśli szukacie czegoś, co z rana napnie Wam wory pod oczami, to niestety tego tu nie znajdziecie. Zdecydowanie jest to produkt do długofalowej pielęgnacji. Zwłaszcza biorąc pod uwagę jego wydajność. Używa się go minimalnie mało, myślę, że taki flakonik wystarczy na grubo ponad pół roku przy stosowaniu dwa razy dziennie.
Eliksir wygładza skórę, zmiękcza i nawilża. Po dłuższym czasie zauważyłam lekkie rozjaśnienie okolic oczu.

Mój jedyny problem wynikający z użytkowania tego kosmetyku jest taki, że jego data ważności sięga zaledwie do listopada tego roku. Mamy już połowę października, a buteleczka jest prawie pełna.
Dlatego wymyśliłam mu dodatkowe zastosowanie- ponieważ zawiera masę olejków nakładam go na końcówki włosów. Obawiam się jednak, ze nawet to nie pomoże mi go zużyć do końca miesiąca. A szkoda, bo jest naprawdę bardzo przyjemny.

Fakt, za 10ml w regularnej cenie musimy zapłacić 78 zł, ale biorąc pod uwagę niesamowitą wydajność, nie jest to tak duży koszt.
Niemniej na pewno mogę go polecić osobom systematycznym, bo moim zdaniem tylko wtedy daje optymalne efekty ;)

OGÓLNA OCENA: 4+/5

Jak u Was z kosmetykami Synesis? To trzeci produkt, z którym mam do czynienia i moja sympatia do marki tylko rośnie. Nie są to tanie kosmetyki, ale jakość jest naprawdę świetna...
Mi osobiście marzy się jeszcze Esencja Francuska :D

[edit: wg informacji z pierwszej ręki eliksir może mi spokojnie służyć jeszcze do lutego nawet;) ]

Czy Wenus miała cellulit?...

  • 15

... szczerze mówiąc- wątpię :D
Szczęściara. Mój rozrasta się jakoś ostatnio. W wakacje było całkiem spoko, ale teraz robi mi się masakra. Co gorsza nie bardzo chce mi się z nią cokolwiek robić.  Jest zimno, a ja jestem potwornym zmarzluchem, nawet wieczorem, po wyskoczeniu spod  prysznica wciągam w sweter i dresowe spodnie. Średnio mi się chce świecić pupą i udami i się masować. Nawet zwykłego balsamu mi się ostatnio nie chce wcierać... Pffff

No ale tego, dzisiaj o kremie, którego używałam w wakacje, a więc w czasie dla mojej skóry szczęśliwym. Byłam na diecie, ćwiczyłam... A krem miał ujędrnić i wspomóc walkę z cellulitem.
Słowo "wspomóc" jest tu niezwykle ważne- nikt nie wmawia Nam, że krem zwalczy, zredukuje o ileś tam procent pomarańczową skórkę. 

PHARMA CF VENUS UJĘDRNIAJĄCY BALSAM DO CIAŁA




Producent:
Balsam do codziennej pielęgnacji każdego typu skóry. W połączeniu z odpowiednia dietą i wysiłkiem fizycznym wspomaga odchudzanie i likwidację cellulitu. Zawarte w balsamie składniki aktywne wzmacniają tkankę podskórną zapobiegając utracie jędrności. Balsam poprawia ukrwienie i elastyczność skóry, regeneruje i nawilża. 

(źródło: wizaz.pl)

OPAKOWANIE: duża "butla" z mocnego plastiku. Zamknięcie na zatrzask, porządne. Opakowanie jest fajnie wyprofilowane, dzięki czemu praktyczne.
KOLOR:biały
ZAPACH: Nigdy nie byłam zbyt precyzyjna, jeśli chodzi o tę kategorię, ale tym razem, to już kompletnie nie wiem, co napisać ;D
Zapach totalnie niespotykany. Nic z cytrusów, nic z kwiatów, żadnych mentolowych wstawek. Specyficzny, ale przyjemny. Umiarkowanie intensywny.
KONSYSTENCJA: kremowy, ale w ten specyficzny sposób- połączenie konsystencji balsamu z konsystencją klasycznego kremu Nivea. Na początku trochę bieli, ale szybko się wchłania, do sucha, nie pozostawia żadnej tłustej ani lepkiej warstwy.


EFEKTY: balsam jest ujędrniający i muszę stwierdzić, że robi to naprawdę świetnie! Skóra staje się napięta od razu po wchłonięciu się białej mazi. Jest wygładzona, nawilżona i miękka. Ciężko mi powiedzieć, jaki jest udział tego balsamu, jeśli chodzi o wakacyjną redukcję mojego cellulitu. Pewne jest, że moje grudki w lecie się zmniejszyły, ale jak wspomniałam, byłam wtedy na diecie i ćwiczyłam, czyli jakby nie patrzeć wstrzeliłam się idealnie w zalecenia producenta :)
Krem na pewno daje to fizyczne, sensualne poczucie zmiany- czujemy, że nasza skóra jest w lepszym stanie, kiedy jej dotykamy i kiedy na nią patrzymy, a to już dużo. 
Balsam nie ma żadnych właściwości rozgrzewających czy chłodzących.



Biorąc pod uwagę to, że na blogu widziałyśmy już lepsze składy, oraz cenę (ok. 8zł za 400ml!) jestem bardzo miło zaskoczona skutecznością tego balsamu i jego wydajnością.

OGÓLNA OCENA: 4+/5

A  teraz można Kaśkę pocieszać i wmawiać jej, że z cellulitem też jest niezgorsza :D

Obserwują