Cycuś glancuś? Odżywka Balea Glatt+Glanz.

  • 6
Strasznie jestem monotematyczna ostatnio, jeśli chodzi o kwestie włosowe. Z uporem maniaka katuję jedwabnego Kallosa. To litrowe wiadro. Używam jej po każdym myciu - niczego innego nie mam dla urozmaicenia i jakoś średnio mnie ciągnie, żeby ten fakt zmienić. 
Oj ups, mam!


Kolor na lato. Nowe, limitowane szminki Avon.

  • 15
Dotarły do mnie świeżutkie, nowiutkie przedstawicielki limitowanej edycji szminek Ultra Color Bold. Mam wrażenie, że co jak co, ale na pomadki Avon warto się skusić, te które mam, sprawują się naprawdę świetnie.

Producent reklamuje 50% więcej koloru w bogatej, odżywczej formule. Większa ilość pigmentów gwarantuje nasycony kolor, pełne pokrycie ust i delikatny połysk. Formuła to nie tylko odżywcze olejki, ale i witamina E i SPF 15. W teju linii znajdziemy 15 odcieni.


Na czasie. Refleks słoneczny Avene SPF 50+

  • 7
Lato mamy dość kapryśne w tym roku, ale jak już słońce przygrzeje, to porządnie. Ja z natury mam ciemniejszą karnację, ale uwielbiam być letnio, mocno opalona. Staram się uzyskiwać ten efekt raczej "sztucznymi" sposobami, ale nie ukrywam, że uwielbiam wylegiwać się na słońcu. Jeśli chodzi o ciało stosuję niższe filtry, SPF 15 czy 20. Brązowię się szybko i bez komplikacji. Na twarzy ląduje jednak coś mocniejszego.


Ulubione aplikacje na smartphona.

  • 14
Dzisiaj wpis bardzo mało kosmetyczny, nawet mało około-urodowy. Ale takie też od czasu do czasu muszę być. Dla rozrywki. W telegraficznym skrócie będzie o ulubionych, a raczej najczęściej używanych przeze mnie aplikacjach na telefon, który bardziej jest komputerem, niż telefonem.


Tusz zły.

  • 24

Swoją współpracę z marką Avon oceniam naprawdę dobrze - wszystko jest porządnie zorganizowane, kosmetyki w zdecydowanej większości też się u mnie sprawdzają. Dzisiaj będzie jednak o tuszu, który jest chyba najgorszym, jaki miałam w ręce w ciągu ostatnich 12 miesięcy.



Avon Big & Daring Volume Mascara ma według producenta zwiększać objętość rzęs, nie sklejać ich, nie rozmazywać się i nie zostawiać grudek. Formuła ma być podobno kremowo-żelowa, a rzęsy z nią gładkie i miękkie. Zawiera kolagen, keratynę i proteiny. Pozwala stopniować objętość rzęs, zachowując ich elastyczność. 


W moim kremie mieszkają jaskółki.

  • 5
Nie, to nie jest tytuł ułożony z przypadkowych słów. Krem, o którym dzisiaj mowa, to koreański wynalazek, który dotarł do mnie w pudełku ze sklepu Beautikon. Odżywia, regeneruje, wygładza i ujędrnia skórę. Nic nie zwykłego. Poza głównym składnikiem - wyciągiem z gniazd jaskółczych.

"Prestige B.N Cream Odżywczy, intensywnie regenerujący krem do twarzy na dzień i na noc z 30% wyciągiem z gniazd jaskółczych (salangana). Doskonale regeneruje i odbudowuje barierę ochronną skóry, dzięki czemu jest ona bardziej odporna na wszelkiego rodzaju podrażnienia. Działa przeciwzmarszczkowo, spłyca drobne zmarszczki powierzchniowe, wygładza oraz ujędrnia skórę, przywracając jej utraconą sprężystość. Bogate składniki odżywcze widocznie poprawiają ogólną strukturę i kondycję skóry, utrzymują odpowiedni poziom nawilżenia oraz nadają zdrowego, promiennego wyglądu.
Formuła kremu wzbogacona została żeń-szeniem, korzeniem arcydzięgla Koreańskiego, lukrecją oraz wyciągiem z kwiatu lilii, dzięki czemu przywraca oryginalne piękno i  równowagę skóry poprzez harmonizację yin i yang.
SKŁADNIKI AKTYWNE:
− 30% ekstrakt z gniazd jaskółczych (salangana)
− Hydrolizowany kolagen morski
− Niacynamid"


Tak, smaruję się tym. Co więcej, jestem bardzo z tego zadowolona. Wprawdzie używam go tylko na dzień, bo w nocy stawiam raczej na aktywne zwalczanie wszelkich możliwych niedoskonałości, ale i tak działania nie da się nie zauważyć. 
Krem znajduje się w eleganckim, ciężkim szklanym słoiku, który wygląda zresztą, jak dwa takie słoiki w jednym- mniejszy zatopiony w większym. Napisy odbijają się od szklanych powierzchni, co daje bardzo fajny efekt. Sam słoik zresztą dostajemy zapakowany w piękny kartonik z tłoczonymi, błyszczącymi piórami. Do kremu dołączona jest miniaturowa plastikowa łyżeczka, którą możemy wydobywać porcję kremu zamiast wkładać weń palucha.



Krem jest biały i ma delikatny zapach. Konsystencja jest aksamitna, dość treściwa, ale na twarzy okazuje się bardzo lekki i szybko wnika w skórę, pozostawiając ją naprawdę jedwabiście gładką. Wyrównuje jej powierzchnię, nadaje satynowe, lekko matowe wykończenie. Świetnie się sprawdza jako baza pod makijaż, zarówno mineralny jak i klasyczny płynny. Nic mi się jeszcze na nim nie zważyło, zrolowało, czy przyspieszyło błyszczenia się cery po kilku godzinach. Mimo lekkości rzeczywiście odczuwalnie odżywia skórę. Jest jędrna, "napompowana" w takim pozytywnym znaczeniu. Świetnie sobie radzi z różnymi "bubami", przyspiesza gojenie, niweluje wszelkie sterczące skórki. Jedyne co mu zarzucę (choć nie mam do tego prawa, bo to były tylko moje marzenia :D) to fakt, że w żaden sposób nie wyrównał u mnie kolorytu skóry. Miałam nadzieję, że ta regeneracja przyspieszy blaknięcie blizn po wypryskach, z którymi mam straszny problem, ale niestety nic z tego nie wyszło.
Trzeba mu jednak przyznać, że jest bardzo wydajny. Zaczęłam używać go na początku roku, więc nawet jeśli stosowałabym go dwa razy dziennie, a nie raz, to i tak byłby z niego długo pożytek.

Pielęgnacyjnie super, to zdecydowanie jeden z lepszych kremów, których używałam. Skóra wygląda naprawdę dobrze. Działania przeciwzmarszczkowego raczej nie mogę ocenić, bo nic jeszcze za bardzo nie nawiedziło mojej twarzy. No chyba, że uznamy, że dobrze się przed tym chronię ;)
Za 50ml kremu zapłacimy 189 zł.

To już chyba ostatni koreański kosmetyk, którego ostatnio używałam. Z przyjemnością stwierdzam, że nie dosięgły mnie żadne złe skutki w ich przypadku i wszystkie świetnie się spisały. Och, został mi do zrecenzowania tonik! Zapomniałam, muszę się w końcu zmotywować, żeby regularnie tonizować skórę i wtedy dam radę coś o nim napisać...

Nowe. Ulubieńcy miesiąca po raz pierwszy. Czerwiec

  • 9
Blog zaraz skończy 3 lata, a ta seria nigdy się tu nie rozwinęła. Może czas to ruszyć? Nie wiem w sumie, jak to będzie wyglądało, bo nie szaleję z kupowaniem kosmetyków i zmianami, ale co tam, spróbuję. Ulubieńczy czerwca, czas start!

W kwestiach pielęgnacyjnych od dłuższego czasu jestem wierna serum Idunn Naturals. To połączenie nierafinowanego oleju arganowego BIO, oleju baobabu, oleju migdałowego, witaminy E i pyłu diamentowego. I nic więcej tam nie ma.  Serum szybko wnika w skórę nie pozostawiając tłustej warstwy. Genialnie nawilża i łagodzi skórę. Przyspiesza redukcję wszelkich złych zmian na twarzy. Ponadto genialnie sprawdza się jako odżywka do rzęs, ochrona końcówek włosów czy zmiękczacz skórek przy paznokciach. Po prostu cudo!
Idunn Naturals Brilliante serum do twarzy 3 oleje i diamenty

Ulubionym i najczęściej używanym przeze mnie zapachem był zdecydowanie Premiere Luxe. W pięknym flakonie mieści się trochę skomplikowana sprawa i w sumie zastanawiałam się, czy te perfumowy powinny się tu znaleźć. Bo to dość ciężkie nuty, kadzidlane i w sumie mocno nie w moim typie, ale po pewnym czasie transformują się w baaardzo ciepłą i słodką chmurę. I to już mi się strasznie podoba i to już jest w moim typie. Ponadto jest bardzo trwały - na włosach utrzymuje się do 3 dni, a na ubraniach to już  w ogóle.
Avon Premiere Luxe woda perfumowana

Obserwują