Dzisiaj o glince, której chyba nikomu nie trzeba przedstawiać - jeśli jeszcze jej nie używałyście, to przynajmniej na pewno co nieco o niej wiecie ze słyszenia. A jeśli podczytujecie choćby jednym okiem tego bloga, to wiecie też, że bardzo lubię maseczki. Muszę przyznać, że ostatnio niemal co wieczór mam coś na twarzy. Albo drogeryjnego, gotowego, albo właśnie do rozrobienia własnoręcznie. Z glinkami lubię się dość mocno: z zieloną, szarą czy białą. Jakiś czas temu wpadła w końcu z moje ręce marokańska glinka Ghassoul.
AA - ulubione drogeryjne maseczki.
Maseczki nakładać na twarz muszę. Jeśli w ciągu tygodnia chociaż raz nie wysmaruję sobie czymś twarz, to czuję się po prostu źle. A najlepiej to tak ze 3 razy :D Na maseczki algowe jakoś ostatnio ochoty nie mam. Przemaglowałam je w wakacje. Teraz rozrabiam sobie glinkę Ghassoul z Mydlarni Wrocławskiej albo idąc na łatwiznę wyjmuję z szuflady saszetki. W drogerii sięgałam zazwyczaj po maseczki Ziai albo Perfecty. Ostatnio wpadły mi jednak w ręce maseczki AA i absolutnie zdetronizowały wszystkie inne. Idealnie wpisują się w moje potrzeby i dają genialne efekty.
MASECZKA ZWĘŻAJĄCA PORY
Maseczka opracowana z myślą o skórze z rozszerzonymi porami - dzięki wyspecjalizowanym składnikom - zmniejszy ich widoczność i zredukuje wydzielanie sebum.
MASECZKA ZWĘŻAJĄCA PORY
Maseczka opracowana z myślą o skórze z rozszerzonymi porami - dzięki wyspecjalizowanym składnikom - zmniejszy ich widoczność i zredukuje wydzielanie sebum.
Ekstrakt z owoców rózy wielokwiatowej wyraźnie zwęża pory, reguluje wydzielanie sebum oraz wygładza powierzchnię skóry.
Kompleks roślinnych polisacharydów i gliceryna zapobiegają przesuszeniu skóry, a prowitamina B5 wraz z alantoiną łagodzą podrażnienia (i zaczerwienienia).
(źródło: aacosmetics.pl)
Mój problem z rozszerzonymi porami polega na tym, że dorobiłam się naprawdę solidnych dziur i kraterów. Nie da się ukryć, że z czymś takim niewiele można zrobić. Nie wiem, czy to nie jest w ogóle mój największy kompleks. Znajdują się na tym obszarze w pasie po bokach nosa w dół do ust - na granicy pućków policzkowych, kiedy się uśmiechamy, z nosem właśnie. W miejscu bardzo widocznym i szpecącym. Ja w każdym razie patrzeć na to nie mogę :p Poza tym, większego problemu nie mam - klasyczne czarne wągry na nosie, trochę na brodzie i kilka kropek między brwiami. Policzki i czoło mam gładkie. Można by więc rzec, że w sumie taka maseczka niepotrzebna- skoro albo porów nie widać, albo są już w takim stanie, że tylko cud mógłby im pomóc. A tu niespodzianka. Ta maseczka robi mi właśnie takie mini - cud na buzi. Jest kremowa, treściwa, przpeięknie pachnie. Przez chwilę po nałożeniu odczuwam delikatne pieczenie, ale po kilkunastu sekundach znika. W wyniku tej zwartej swojej struktury i gęstości nie zmywa się jej zbyt łatwo, ale za to jaki miły widok po tych małych męczarniach z wodą się ujawnia! Moje kratery są ociupinę mniejsze, wydają się być też płytsze. Te mniejsze w ogóle uciekają gdzieś przed wzrokiem. Taki mały fotoszopowy blur. Również na drugi dzień, po nałożeniu podkładu, te potworne dziurzyska nie odznaczają sie już tak mocno na twarzy.
Absolutne minimum. Aktualna pielęgnacja twarzy.
Każda z nas co jakiś czas robi chyba takie podsumowania. Ot, chociażby przed sobą samą warto czasem zrobić taki przegląd własnych kosmetyków. Oderwać się od rutyuny codziennego używania i przez chwilę zastanowić się nad poszczególnymi produktami, bo różne rzeczy czasami uciekają. Brzmi to dziwnie w sumie trochę, jeśli to przeczyta mój Luby, to zacznie się śmiać z rozkmin nad kremami :D
No ale siądźmy może i mimo wszystko sprawę ogarnijmy!
Żel Yoskine to zdecydowanie jeden z lepszych, jakie znajdziecie w drogerii. Jest dość uniwersalny. Idealnie zmyje z buzi wszelkie ślady makijażu, cera czysta jak ta lala. Bez problemu, a nawet z przyjemnością możemy też zmyć łapami tusz i cały makijaż z powiek, bo żel jest bardzo delikatny i nawet jak wlezie do oczu, to nic nam się nie dzieje. To jest własnie jego moc, siła połączona z delikatnością, o! :D Dobrze sprawuje się też jako klasyczny czyścik do twarzy. Osobiście obecnie stosuję go głównie rano i nigdy nie kończy się to ściągnięciem skóry, przesuszeniem, podrażnieniem, czy innymi nieprzyjemnościami. Stosowany i rano i wieczorem też nie nastręcza żadnych trudności. Naprawdę jest idealny, jeśli szukacie delikatnego, ale bardzo skutecznego kosmetyku.
Mleczka to zdecydowanie moja ulubiona forma kosmetyków do demakijażu i pisałam o tym nie raz i nie dwa. Nie ma nic lepszego niż przyjemny mokry chłodek na buzi. Wszelkie płyny wydają mi sie zbyt suche i tępe, a ja lubię jednak tę delikatność i przyjemny poślizg gęstszej konsystencji. Evoluderm to mój KWC w tej kategorii. Super szybko rozpuszcza naoczne kosmetyki (nie używam wodoodpornych!) i bardzo delikatnie je usuwa. Przyjemny w użyciu po prostu, czego chcieć więcej.
Do wieczornego mycia twarzy używam wiernie mydełka Aleppo. Nie zostało mi go wiele, zdjecie zrobione jakiś czas temu, obecnie to już tylko smutny ogryzek w wersji mini, zaraz zniknie :( Mydło skutecznie oczyszcza, a że jest w 100% naturalne i jakie z tego wynikają korzyści nie trzeba chyba nikomu tłumaczyć. Pachnie specyficznie i zostawia na twarzy tę taką mydlaną powłoczkę, ale ja ją bardzo lubię :) Przejście na delikatniejsze kosmetyki w tej kwestii zdecydowanie lepiej robi mojej cerze. Nie wiem, czy mogę już powiedzieć, że dzięki temu jest zdrowsza, ale na pewno czuje się bardziej komfortowo.
Delikatnośc delikatnością, ale porządnego złuszczającego kopa też trzeba skórze dać :D Lubię mocne peelingi. Najpierw zakochałam się w korundzie, teraz kocham się w drogeryjnym szafirowym peelingu Yoskine. Ostry proszek to zdecydowanie moja ulubiona forma ścieracza do twarzy. Nie lubię ziarnistych peelingów. Proszek zapewnia fajną polerkę :)
OCZYSZCZANIE
Żel Yoskine to zdecydowanie jeden z lepszych, jakie znajdziecie w drogerii. Jest dość uniwersalny. Idealnie zmyje z buzi wszelkie ślady makijażu, cera czysta jak ta lala. Bez problemu, a nawet z przyjemnością możemy też zmyć łapami tusz i cały makijaż z powiek, bo żel jest bardzo delikatny i nawet jak wlezie do oczu, to nic nam się nie dzieje. To jest własnie jego moc, siła połączona z delikatnością, o! :D Dobrze sprawuje się też jako klasyczny czyścik do twarzy. Osobiście obecnie stosuję go głównie rano i nigdy nie kończy się to ściągnięciem skóry, przesuszeniem, podrażnieniem, czy innymi nieprzyjemnościami. Stosowany i rano i wieczorem też nie nastręcza żadnych trudności. Naprawdę jest idealny, jeśli szukacie delikatnego, ale bardzo skutecznego kosmetyku.
Mleczka to zdecydowanie moja ulubiona forma kosmetyków do demakijażu i pisałam o tym nie raz i nie dwa. Nie ma nic lepszego niż przyjemny mokry chłodek na buzi. Wszelkie płyny wydają mi sie zbyt suche i tępe, a ja lubię jednak tę delikatność i przyjemny poślizg gęstszej konsystencji. Evoluderm to mój KWC w tej kategorii. Super szybko rozpuszcza naoczne kosmetyki (nie używam wodoodpornych!) i bardzo delikatnie je usuwa. Przyjemny w użyciu po prostu, czego chcieć więcej.
Do wieczornego mycia twarzy używam wiernie mydełka Aleppo. Nie zostało mi go wiele, zdjecie zrobione jakiś czas temu, obecnie to już tylko smutny ogryzek w wersji mini, zaraz zniknie :( Mydło skutecznie oczyszcza, a że jest w 100% naturalne i jakie z tego wynikają korzyści nie trzeba chyba nikomu tłumaczyć. Pachnie specyficznie i zostawia na twarzy tę taką mydlaną powłoczkę, ale ja ją bardzo lubię :) Przejście na delikatniejsze kosmetyki w tej kwestii zdecydowanie lepiej robi mojej cerze. Nie wiem, czy mogę już powiedzieć, że dzięki temu jest zdrowsza, ale na pewno czuje się bardziej komfortowo.
Delikatnośc delikatnością, ale porządnego złuszczającego kopa też trzeba skórze dać :D Lubię mocne peelingi. Najpierw zakochałam się w korundzie, teraz kocham się w drogeryjnym szafirowym peelingu Yoskine. Ostry proszek to zdecydowanie moja ulubiona forma ścieracza do twarzy. Nie lubię ziarnistych peelingów. Proszek zapewnia fajną polerkę :)
KREM
Każdego ranka towarzyszy mi leciutki krem rozświetlający Cashmere. Jest żółciutki, szybko się wchłania i cudownie wygładza buzię. Idealny pod makijaż. O rozświetlających właściwościach wypowiem się przy okazji pełnej recenzji.
Bandi to moje wielka nadzieja na głębszą poprawę stanu cery. Liczę na to, że nocna kuracja kwasami pomoże w walce z rozszerzonymi porami i zaskórnikami. Że trochę się ta buzia wygładzi. Za wcześnie na jakiekolwiek opinie, więc je pominę. Krem jest niemniej treściwy, ale aksamitny, fajnie się rozprowadza.
Po mocniejszych zabiegach, typu właśnie peelingowanie z Yoskine funduję sobie mocniejsze nawilżanie. Aktualnie wspomagam się przegenialnym kremem GlySkinCare, który przeznaczony jest do stosowania podczas kuracji kwasami (co przecież czynię). Jest bardzo treściwy, ale niewyobrażalnie szybko się wchłania wygładzając buzię i matując. Skóra przy tym zdaje się być na maxa napojona i bardzo sprężysta. Mam w zapasie kilka próbek, ale zdecydowanie zaopatrzę się w pełnowymiarowy krem. Zwłaszcza, że wydaje się być super wydajny.
Jak widzicie nie ma tu nic na temat kremu pod oczy. Rozglądam się za czymś ciekawym obecnie, a w zastępstwie stosuję krem z komórkami macierzystymi z Clareny.
Jeśli macie jakieś ciekawe propozycje w tym względzie, to będe wdzięczna za odpowiednie komentarze :)
MASECZKI
Mimo że lubię maseczki, to nie jestem jakaś wielce szalona w tej kwestii i nie mam kilku, co by sobie serwować rozmaite doznania w zależności od nastroju. Maseczka musi być przede wszystkim skuteczna. Do porządnego wygładzania i rozjaśniania cery mam złotą maskę od Choisee. Nie ma słów by wyrazić kontrowersje wokół wiadomej srpawy, ale skupię się na samym kosmetyku. To najbardziej przywierająca do twarzy maseczka typu peel off jaką miałam na swojej gębie. Klasyczna podczas nadmiernego ruszania twarzą, jedzenia mówienia, szeroko pojętej mimiki, zaczyna pękać i odłazić od skóry. Ta ani drgnie. Ściąganie to istna katorga, ale jakie efekty! Skóra jest tak gładka i napięta, że widać to gołym okiem. I ten efekt właśnie skusił mnie do jej wypróbowania, bo po tej aferze bałam się trochę jej używać. Ale porwała ją moja Mama i mnie przekonała. Nie używam jej zbyt często, ale jestem zadowolona.
Algowe maski z Bielendy serwują już zupełnie inne doznania. W dotyku skóra jest jak pupcia niemowlaka i napompowana nawilżeniem. Do tego idealnie matowa. Jest z tym zabawy od groma, bo w sumie żeby się nauczyć rozrabiać i odpowiednią ilość i o odpowiedniej gęstości trzeba kilka razy skuć totalnie, ale dla efektów naprawdę warto.
CZERWONY KRZYŻ
Na nagłe wypadki mam dwóch sprzymierzeńców. Maścią ichtiolową wyciągam przeciwnika na ring i od razu powalam, a ewentualne resztki dosuszam pastą cynkową (nie maścią!). Ichtiolka to dla mnie magia totalna. Rosnącego pryszcza potrafi u mnie przyspieszyć do formy białej diody, która sama się usuwa podczas zwykłego mycia twarzy, w ciągu 12h.
Pasta cynkowa to równie znany sposób. Świetna na stany zapalne, idealna dla osób, które preferują podsuszanie niespodzianek. Ja stosuję ją na te bolące paskudztwa, co to nie chcą wyleźć w formie białej dupki. Maść ichtiolowa jest jednak bardziej spektakularna w działaniu i to ją wielbię :D
RZĘSY
O moich rzęsach wiecie chyba wszystko :D Aktualnie przerwałam już kurację NeuLashem, bo włoski są już meeega długie, ale to , co zostało zostawiam na wszelki wypadek, gdyby znowu coś nie tak działo się z rzęsami. O L'Biotice nie musze chyba też mówić zbyt wiele. Pod kątem pielęgnacji jest to zdecydowanie najlepsza i najbardziej wydajna odżywka na świecie, uwielbiam!
Stan mojej skóry aktualnie jest świetny (jak na mnie oczywiście! :), naprawdę dawno nie była w tak dobrej formie. Coraz gładsza, coraz zdrowsza, a pryszcze stają sie naprawdę rzadką, nieprzyjemną niespodzianką, a nie smutną rzeczywistością. Biorąc pod uwagę dodatkową zmianę w makijażu, o której wspominałam Wam już ostatnio, mam nadzieję, że uda mi się na trwałe ogarnąć w końcu cerę, bo po tylu latach walki ręce mi już opadają. Trzymajcie kciuki, żeby szło to wszystko w dobrym kierunku, bo z rozszerzonymi porami tak łatwo nie będzie :)
Maseczka Superbohaterki! Tso Moriri i Super... Pig.
Gwarantuje niesamowite wrażenia :D
TSO MORIRI MASKA ALGOWA NAWILŻAJĄCA Z EKSTRAKTEM Z TRUSKAWEK
Producent:
Maska nawilżająca do twarzy typu peel-off, oczyszcza, ujędrnia, rozświetla, rewitalizuje i wzmacnia naskórek. Maska zawiera ekstrakt z alg brunatnych, bogaty w łatwo przyswajalne alginiany, polisacharydy, aminokwasy, białka, witaminy (C, E, A, B2, B6, K) oraz mikroelementy i minerały (wapń, magnez, krzem, potas).
Maska zawiera ekstrakt z truskawki, który dzięki dużej zawartości witaminy C i E ma właściwości antyoksydacyjne.
Maska rozświetla i oczyszcza skórę.
Sposób użycia:
Rozpuścić odpowiednią ilość maseczki w przegotowanej, letniej wodzie i nałożyć na twarz, szyję i dekolt na 20-30 minut. Zdejmować zaczynając od brzegów.
(źródło: bankamydlana.pl)
OPAKOWANIE: SASZETA :D Jak widzicie nie jest to klasyczne maseczkowe opakowanie. Zazwyczaj dostajemy je w saszetkach lub tubkach. Ta jest jednak do przygotowania samemu, więc w postaci proszku znajduje się w takiej, dość sporej jak na 30 g, torebce. Średnio mi się podoba to opakowanie, bo potem trzeba kombinować, jak tu to przechowywać, żeby nic się nie rozsypało.
KOLOR: proszek jest jasnoróżowy, po rozrobieniu z woda natomiast wściekle różowy :D
ZAPACH: mmmmmm przyjemny! Czuć truskawki dość fajnie. Zdecydowanie na plus po chemicznych lub ziemistych zapachach.
KONSYSTENCJA: najpierw proszek, potem śliska maź. Tu jest straszny problem, bo nie wiem ile mam rozrabiać tej maseczki. "Odpowiednia ilość w odpowiedniej ilości wody". Bez sensu. Za pierwszym razem wyszło mi za mało i za rzadko, za drugim za dużo, a z a trzecim, czyli tym, który zobaczycie na dole na zdjęciu, kluchy. Jest to maseczka typu peel- off, więc to, jak nam się rozrobi maska ma duże znaczenie dla wygody jej późniejszego ściągania. Kluchy ściąga się bardzo kiepsko.
EFEKTY: trudności z maską trochę jest, ale jak już się ją ściągnie, jest bardzo miło! Skóra jest odświeżona, gładka i bardzo miękka w dotyku. Prezentuje się świetnie! Zmatowiona, a jednocześnie zdrowo rozświetlona i jędrna. Nawilżenie jest bardzo odczuwalne.
No i ten kolor!
Przyjemna odmiana dla oka po zielonych i szarych maskach glinkowych.
Nie ma gadania, że kobieta wygląda jak ufolud, i że strasznie i że coś tam. O nie!
Różowa twarz godna superbohaterki!
![]() |
| zaczyna się niewinnie... |
Cóż, Super Pig to nie Wonder Woman, ale zawsze coś :D
Poj./ Cena: 30g/ ok. 12 zł (bankamydlana.pl)
OGÓLNA OCENA: 4/5 (odejmuję punkcik za trudności, działanie celujące!)
Rozrabiałyście może kiedyś same maskę peel- off? bo chciałabym chociaż raz zrobić to dobrze :D
Hitowa para nawilżaczy z kwasem hialuronowym od Dermedic
![]() |
| źródło: ja+deadsea.com |
W związku z tym, że ostatnio mnie zapytano, co takiego robię, że jestem aż tak napojona, dzisiaj mam dla Was recenzję dwóch produktów, które bardzo mi się spodobały, a maskę naprawdę uwielbiam bardzo mocno.
Wszystkie kosmetyki, jakich obecnie używam do twarzy są w zasadzie choćby w minimalnym stopniu nawilżające, nawet te matujące, więc to jest podstawa. No i dużo wody w najczystszej, mineralnej, niegazowanej postaci piję,. Ot, cały sekret chyba.
DERMEDIC HYDRAIN3 HIALURO MASKA NAWADNIAJĄCA
Producent: Składniki aktywne: Woda termalna, Kwas Hialuronowy, Mocznik-UREA, Gliceryna,Alantoina, Natural Extract AP,Abil OSW5, Oxynex K
- Intensywnie nawilża nawet wyjątkowo wysuszoną skórę
- Wzmocniony, skoncentrowany system nawadniania skóry
- Ratunek dla skóry odwodnionej
- Skoncentrowana ilość składników aktywnych
- Nie zatyka porów
- Bez konieczności zmywania skóry po zabiegu
- (źródło: dermedic.pl)
KOLOR: po wyciśnięciu na dłoń biały, z lekkim przeźroczem, ale jak się rozsmaruje na twarz to się robi przezroczysty, Maseczki Dermedic tak mają :)
ZAPACH: w sumie ucieszyłam się, że zapach jest inny niż linii Hydrain2. Ten jest lżejszy i bardziej świeży. Moim zdaniem dużo ładniejszy. Trochę ogórkowy?
KONSYSTENCJA: bardzo żelowa. Maska ślizga się po twarzy z prędkością światła. Nie zastyga.
EFEKTY: zdecydowanie jedna z najlepszych masek, jakich używałam! Skóra jest mięciutka, gładka. Wszystko co było przesuszone, jakaś skórka czy coś, znika. Buzia wygląda świeżo i czysto i aż czuć, że się napiła :).
W dodatku zauważyłam, że minimalizuje podrażnienia, czasem nawet uda jej się zgasić w zalążku jakiegoś prychola :) Moim zdaniem jest idealna na wieczór, spokojnie można sobie odpuścić nakładanie kremu na noc.
Poj. /Cena: 50g/ok. 25 zł
OGÓLNA OCENA: 5/5 !
DERMEDIC HYDRAIN3 HIALURO TONIK, MLECZKO 2W1
Producent: Składniki aktywne: Woda termalna, Hydroveg VV, Olej Migdałowy, Kwas Hialuronowy,Witamina E
Również dla osób nie tolerujących tradycyjnych preparatów oczyszczających i mydeł.
Łączy delikatność mleczka i świeżość wody.
Nie wysusza skóry jak inne środki myjące.
Utrzymuje równowagę hydrolipidową w naskórku.
Nie zatyka porów.
Nie powoduje uczucia ściągnięcia.
Pozostawia bardzo delikatny film.
Łączy delikatność mleczka i świeżość wody.
Nie wysusza skóry jak inne środki myjące.
Utrzymuje równowagę hydrolipidową w naskórku.
Nie zatyka porów.
Nie powoduje uczucia ściągnięcia.
Pozostawia bardzo delikatny film.
(źródło: dermedic.pl)
KOLOR: biały
ZAPACH: jak wyżej. Bardzo ładny.
KONSYSTENCJA: żelowe mleczko. Bardzo gładkie i śliskie. Rzeczywiście zostawia na skórze taki lekki film. Nie lepi się i nie tłuści.
EFEKTY: wiem, że jestem jedną z niewielu osób, które lubią mleczka, no ale nic na to nie poradzę ;p
Mleczko ma za zadanie usunąć makijaż, zarówno z twarzy jak i z oczu i jednocześnie pozostawić cerę odświeżoną.
Połączenie typu mleczko + tonik miałam okazję wypróbować w przypadku kosmetyku Ziai z linii Kozie Mleko. Z tonikiem nie miał on jednak nic wspólnego. Po zmyciu makijażu czułam na skórze taką niemiłą ciężkość, zero tonizacji i odświeżenia.
Tutaj jest zdecydowanie lepiej. Szybko radzi sobie z tapetą na twarzy i bardzo przyjemnie i łagodnie zmywa tusz, nie pozostawiając przy tym uczucia nieczystości i oblepienia. Nie ma mowy o jakimkolwiek ściągnięciu.
Skóra jest czysta i miękka.
Skuteczny, łagodny i rzeczywiście odświeżający.
Poj. /Cena: 200ml/ok. 25 zł
OGÓLNA OCENA: 5/5
No lubię te produkty, nie ukrywam tego, że używam ich z przyjemnością. Maseczkę mogłabym nakładać codziennie, bo błyskawicznie daje super efekty. Poranki z buzią niemowlaka? Zdecydowanie lubię to!
Matująca Maseczka Dermedic Normativ
Kto lubi się maseczkować- palec do budki!
To co? Wszystkie?
Tak też myślałam. Nie ma to jak wieczorem nawalić sobie jakiegoś mazidła na buzię, rozłożyć się na jakimś łożu i... tyle!
Przy wyborze maseczek kieruję się zazwyczaj takimi właściwościami jak nawilżenie, oczyszczenie, jakieś funkcje pilingujące, ściągające pory, przeciwtrądzikowe itp.
Tym razem chciałabym Wam nieco przybliżyć maseczkę matującą dla skóry mieszanej i tłustej marki Dermedic.
DERMEDIC NORMATIV MASECZKA AKTYWNIE MATUJĄCA
Producent:
Składniki aktywne: Velvesil 125, Gliceryna, Amidon de Mais, Dry Flo PC, Alantoina, Zincidone
Działanie: maseczka zawiera kompleks składników aktywnie matujących skórę. Preparat zwęża rozszerzone pory skóry, minimalizuje przetłuszczanie się skóry, reguluje wydzielanie się sebum. Pozostawia skórę matową i gładką.
Polecana dla: skóra tłusta lub mieszana, z tendencją do tworzenia niedoskonałości, wrażliwa lub skłonna do alergii.
(źródło: opakowanie;))
OPAKOWANIE: klasycznie saszetkowana- 2x5g. Nie mam nic do zarzucenia w tej kwestii. Folia dobrze się rozrywa, nie trzeba się męczyć.
KOLOR: biały, kiedy wyciskamy ją z saszetki, ale zaaplikowana na twarz i rozprowadzona robi sie przezroczysta. Tylko w miejscach, w których akurat nałożyło nam się jej trochę więcej może się lekko bielić.
ZAPACH: bardzo delikatny, subtelny, ot kosmetyczny. Nie czuć go za bardzo, więc nie będę się rozpisywać ;)
KONSYSTENCJA: moim zdaniem jest to taki żelowy krem- bardzo gładki, jedwabisty, konsystencja nieco gęstsza i bardziej treściwa niż na przykład bazy pod makijaż- bo tak mniej więcej wygląda, kiedy się rozsmaruje na twarzy, tylko po prostu się tak nie wchłania i jest jej więcej ;)
EFEKTY: po chwili od nałożenia maseczki twarz robi nam się matowa ;) Jest to dość śmieszne, bo maseczka nie zastyga, jeśli przyjdzie nam ochota, co by się dotknąć paluchem, to napotkamy taką samą maź jak ta, którą nakładałyśmy. Całość wygląda tak, jakby maseczka wysysała z nas to, co się świeci.
A świeci się u mnie dużo. W sumie coraz bardziej, bo moja cera przeszła niezłą metamorfozę i zdaje się, że z mieszanej przechodzi w tłustą... Badanie na spotkaniu wykazało przecież w końcu 99,9% nawilżenia skóry, więc wszystko jest ok, bye bye przesuszenia, ale kurczę, z moim czołem, brodą, nosem i jego okolicami jest coraz gorzej :(
Niemniej maseczka jest przeznaczona i dla skóry tłustej, więc z chęcią jej używam.
Po ok. 20 minutach skóra powinna wchłonąć to, co jej potrzebne, a pozostałości powinnyśmy usunąć przy pomocy wacika.
Moim zdaniem niestety jest to niewystarczające, jeśli później mamy nałożyć jeszcze krem, ponieważ te resztki zwyczajnie zaczynają się rolować.
Więc albo zmywamy wodą, albo zostawiamy i po prostu rezygnujemy już z kremu na noc- ja tak robię czasem i nic złego mi się nie stało ;)
Tak czy siak- skóra jest wygładzona, nadmiar sebum odessany, pory zmniejszone. Niestety efekt jest krótkotrwały :(
Jest za to bardzo wydajna- jedna saszetka (5g) wystarcza mi na jakieś 3 użycia.
Poj.: 2x5 g
Cena.: ok. 6 zł
Odejmuję punkcik, bo jednak efekt mógłby się utrzymywać choćby odrobinę dłużej, ale jako "osuszacz" przed jakimś większym wyjściem będzie idealna :)
OGÓLNA OCENA: 4/5
A jak Wasza miłość do maseczek? Której ostatnio namietnie używacie? :D
To co? Wszystkie?
Tak też myślałam. Nie ma to jak wieczorem nawalić sobie jakiegoś mazidła na buzię, rozłożyć się na jakimś łożu i... tyle!
Przy wyborze maseczek kieruję się zazwyczaj takimi właściwościami jak nawilżenie, oczyszczenie, jakieś funkcje pilingujące, ściągające pory, przeciwtrądzikowe itp.
Tym razem chciałabym Wam nieco przybliżyć maseczkę matującą dla skóry mieszanej i tłustej marki Dermedic.
DERMEDIC NORMATIV MASECZKA AKTYWNIE MATUJĄCA
Składniki aktywne: Velvesil 125, Gliceryna, Amidon de Mais, Dry Flo PC, Alantoina, Zincidone
Działanie: maseczka zawiera kompleks składników aktywnie matujących skórę. Preparat zwęża rozszerzone pory skóry, minimalizuje przetłuszczanie się skóry, reguluje wydzielanie się sebum. Pozostawia skórę matową i gładką.
Polecana dla: skóra tłusta lub mieszana, z tendencją do tworzenia niedoskonałości, wrażliwa lub skłonna do alergii.
(źródło: opakowanie;))
OPAKOWANIE: klasycznie saszetkowana- 2x5g. Nie mam nic do zarzucenia w tej kwestii. Folia dobrze się rozrywa, nie trzeba się męczyć.
KOLOR: biały, kiedy wyciskamy ją z saszetki, ale zaaplikowana na twarz i rozprowadzona robi sie przezroczysta. Tylko w miejscach, w których akurat nałożyło nam się jej trochę więcej może się lekko bielić.
ZAPACH: bardzo delikatny, subtelny, ot kosmetyczny. Nie czuć go za bardzo, więc nie będę się rozpisywać ;)
KONSYSTENCJA: moim zdaniem jest to taki żelowy krem- bardzo gładki, jedwabisty, konsystencja nieco gęstsza i bardziej treściwa niż na przykład bazy pod makijaż- bo tak mniej więcej wygląda, kiedy się rozsmaruje na twarzy, tylko po prostu się tak nie wchłania i jest jej więcej ;)
EFEKTY: po chwili od nałożenia maseczki twarz robi nam się matowa ;) Jest to dość śmieszne, bo maseczka nie zastyga, jeśli przyjdzie nam ochota, co by się dotknąć paluchem, to napotkamy taką samą maź jak ta, którą nakładałyśmy. Całość wygląda tak, jakby maseczka wysysała z nas to, co się świeci.
A świeci się u mnie dużo. W sumie coraz bardziej, bo moja cera przeszła niezłą metamorfozę i zdaje się, że z mieszanej przechodzi w tłustą... Badanie na spotkaniu wykazało przecież w końcu 99,9% nawilżenia skóry, więc wszystko jest ok, bye bye przesuszenia, ale kurczę, z moim czołem, brodą, nosem i jego okolicami jest coraz gorzej :(
Niemniej maseczka jest przeznaczona i dla skóry tłustej, więc z chęcią jej używam.
Po ok. 20 minutach skóra powinna wchłonąć to, co jej potrzebne, a pozostałości powinnyśmy usunąć przy pomocy wacika.
Moim zdaniem niestety jest to niewystarczające, jeśli później mamy nałożyć jeszcze krem, ponieważ te resztki zwyczajnie zaczynają się rolować.
Więc albo zmywamy wodą, albo zostawiamy i po prostu rezygnujemy już z kremu na noc- ja tak robię czasem i nic złego mi się nie stało ;)
Tak czy siak- skóra jest wygładzona, nadmiar sebum odessany, pory zmniejszone. Niestety efekt jest krótkotrwały :(
Jest za to bardzo wydajna- jedna saszetka (5g) wystarcza mi na jakieś 3 użycia.
Poj.: 2x5 g
Cena.: ok. 6 zł
Odejmuję punkcik, bo jednak efekt mógłby się utrzymywać choćby odrobinę dłużej, ale jako "osuszacz" przed jakimś większym wyjściem będzie idealna :)
OGÓLNA OCENA: 4/5
A jak Wasza miłość do maseczek? Której ostatnio namietnie używacie? :D
Twarz na szaro- Ziaja
Nie wiem, jak Wy, ale ja uwielbiam wszelkie maseczki do twarzy :D
Nie tylko dla dobra facjaty, ale i dla przyjemności, lubię sobie popaćkać po twarzy :)
Ziaja i Bielenda to moje ulubione marki w tej kwestii i dzisiaj recenzja maseczki Ziai właśnie.
Tym razem mniej przyjemnościowo, a bardziej normalizująco i udoskonalająco.
ZIAJA MASECZKA OCZYSZCZAJĄCA, kaolinowa z glinką szarą
Producent:
Maska kaolinowa z glinką szarą
Substancje aktywne
OPAKOWANIE: klasyczna maseczka saszetkowa. Ubytek służący do rozerwania/oderwania/otwarcia jeden, działający bez zarzutu,
KOLOR: szara, a jakże :)
ZAPACH: typowo glinkowy, ziemisty.
KONSYSTENCJA: dość gęsta, ale jakby jedwabista, dobrze się rozprowadza na twarzy, równomiernie, nie robi żadnych grudek. Nie zasycha zbytnio na twarzy.
EFEKTY: bardzo przyjemna i skuteczna maseczka.
Ziaja wywiązuje się ze swoich obietnic. Buzia po maseczce jest gładka, pory są domknięte, cera jest widocznie oczyszczona i zmatowiona, nadmiar sebum porządnie usunięty. Skóra jednocześnie jest delikatnie rozświetlona i wygląda bardzo zdrowo.
Nie przesusza przy tym skóry, nie ściąga jej i nie czerwieni. Do tego jakże miło pomiziać się po twarzy, mięciutko :)
Same zalety, wad brak :)
WYDAJNOŚĆ: mi jedna saszetka starcza na dwa użycia.
Własnego zdjęcia jak widzicie nie mam, bo w przypadku tego typu rzeczy mam odruch dośmietnikowy i opakowania lecą do kosza :)
Tak czy siak- bardzo polecam, porządna i skuteczna, w dodatku kosztuje tylko ok. 1,50 zł.
Moim zdaniem jest dużo lepsza niż na przykład czysta zielona glinka z zsk.
Następny w kolejce do recenzji jest matująco- nawilżający duet dla cery tłustej i mieszanej od Bielendy.
OGÓLNA OCENA: 5/5
A Wy używałyście? Jesteście zadowolone? A może polecacie jakieś swoje ulubione maseczki? :)
Nie tylko dla dobra facjaty, ale i dla przyjemności, lubię sobie popaćkać po twarzy :)
Ziaja i Bielenda to moje ulubione marki w tej kwestii i dzisiaj recenzja maseczki Ziai właśnie.
Tym razem mniej przyjemnościowo, a bardziej normalizująco i udoskonalająco.
ZIAJA MASECZKA OCZYSZCZAJĄCA, kaolinowa z glinką szarą
Producent:
Maska kaolinowa z glinką szarą
skóra mieszana, tłusta, trądzikowa
-zmniejsza widoczność rozszerzonych porów
glinka szara oczyszczająca - zawiera siarkę, magnez, wapń oraz mangan, jest źródłem mikroelementów: głównie krzemu (około 45%), glinu (około 30%) i żelaza (około 2,5%).
-normalizuje pracę gruczołów łojowych
kompleks proteinowo-cynkowy - łączy właściwości antybakteryjne cynku i łagodzące protein. -Zapobiega powstawaniu podrażnień, wywołanych nadmiernym gromadzeniem się sebum na powierzchni skóry. Reguluje proces keratynizacji naskórka oraz chroni przed nadmierną utratą wody.
-skutecznie łagodzi podrażnienia skóry
-prowitamina B5 - aktywnie nawilża oraz skutecznie regeneruje podrażniony naskórek.
-alantoina - pochodna mocznika o doskonałych właściwościach kojących i osłaniających naskórek. Skutecznie łagodzi podrażnienia oraz zmniejsza skłonność do ich powstawania.
glinka szara oczyszczająca - zawiera siarkę, magnez, wapń oraz mangan, jest źródłem mikroelementów: głównie krzemu (około 45%), glinu (około 30%) i żelaza (około 2,5%).
-normalizuje pracę gruczołów łojowych
kompleks proteinowo-cynkowy - łączy właściwości antybakteryjne cynku i łagodzące protein. -Zapobiega powstawaniu podrażnień, wywołanych nadmiernym gromadzeniem się sebum na powierzchni skóry. Reguluje proces keratynizacji naskórka oraz chroni przed nadmierną utratą wody.
-skutecznie łagodzi podrażnienia skóry
-prowitamina B5 - aktywnie nawilża oraz skutecznie regeneruje podrażniony naskórek.
-alantoina - pochodna mocznika o doskonałych właściwościach kojących i osłaniających naskórek. Skutecznie łagodzi podrażnienia oraz zmniejsza skłonność do ich powstawania.
SPOSÓB UŻYCIA
2-3 razy w tygodniu nałożyć na skórę twarzy i szyi grubą warstwę maski. Zmyć letnią wodą po około 10-15 minutach.
2-3 razy w tygodniu nałożyć na skórę twarzy i szyi grubą warstwę maski. Zmyć letnią wodą po około 10-15 minutach.
Substancje aktywne
PROWITAMINA B5 (D-PANTHENOL), KOMPLEKS PROTEINOWO-CYNKOWY, GLINKA SZARA, ALANTOINA
(źródło: ziaja.com)| źródło: ziaja.com |
KOLOR: szara, a jakże :)
ZAPACH: typowo glinkowy, ziemisty.
KONSYSTENCJA: dość gęsta, ale jakby jedwabista, dobrze się rozprowadza na twarzy, równomiernie, nie robi żadnych grudek. Nie zasycha zbytnio na twarzy.
EFEKTY: bardzo przyjemna i skuteczna maseczka.
Ziaja wywiązuje się ze swoich obietnic. Buzia po maseczce jest gładka, pory są domknięte, cera jest widocznie oczyszczona i zmatowiona, nadmiar sebum porządnie usunięty. Skóra jednocześnie jest delikatnie rozświetlona i wygląda bardzo zdrowo.
Nie przesusza przy tym skóry, nie ściąga jej i nie czerwieni. Do tego jakże miło pomiziać się po twarzy, mięciutko :)
Same zalety, wad brak :)
WYDAJNOŚĆ: mi jedna saszetka starcza na dwa użycia.
Własnego zdjęcia jak widzicie nie mam, bo w przypadku tego typu rzeczy mam odruch dośmietnikowy i opakowania lecą do kosza :)
Tak czy siak- bardzo polecam, porządna i skuteczna, w dodatku kosztuje tylko ok. 1,50 zł.
Moim zdaniem jest dużo lepsza niż na przykład czysta zielona glinka z zsk.
Następny w kolejce do recenzji jest matująco- nawilżający duet dla cery tłustej i mieszanej od Bielendy.
OGÓLNA OCENA: 5/5
A Wy używałyście? Jesteście zadowolone? A może polecacie jakieś swoje ulubione maseczki? :)
aktualna pielęgnacja twarzy
Cześć Dziewczyny :)
Na początek chciałabym się pochwalić, że znowu wygrałam :D
Tym razem szczęście przyniosły niemiłe włosowe przeżycia z dzieciństwa i w konkursie u Barw Wojennych zdobyłam szampon i odżywkę do włosów. Także z niecierpliwością czekam na paczuszkę i nie mogę się doczekać testów :)
Dzisiaj chciałabym Wam pokrótce opowiedzieć o mojej obecnej codziennej pielęgnacji twarzy.
Nie jestem ekspertką w tej dziedzinie, a moja cera sprawia mi ogromne problemy i do najładniejszych niestety nie zależy.
Jest to cera mieszana, ze skłonnością do wszelkich niedoskonałości.
Ostatnimi czasy postawiłam na bardzo prostą pielęgnację, bez wydziwiania i póki co jestem zadowolona, powoli zaczyna się to wszystko jakoś ogarniać ;)
No to po kolei:
OCZYSZCZANIE
Ta sfera różni się w zależności od tego, czy myję twarz rano, czy wieczorem.
Rano wybieram zwykłe mydło Biały Jeleń. Kiedy użyłam go po raz pierwszy trochę się przestraszyłam- buzia była dziwna w dotyku, jakby czymś oblepiona. Po chwili jednak stała się bardzo gładka, matowa i mięciutka. Bałam się, że bardzo mi to wszystko pozapycha, ale używam go już baaardzo długo i nic takiego się nie dzieje. W dodatku zużycie jest minimalne i jest genialny do demakijażu! Nie miałam jeszcze styczności z tak dobrym produktem, czasem zostawały mi ślady podkładu na twarzy, to mydło nie zostawia absolutnie niczego. Nie lubię zmywać makijażu żelem do mycia buzi, dopiero pod prysznicem, zawsze robię to zaraz po powrocie do domu i to jest dla mnie najlepsza opcja.
Rano, w połączeniu z kremem Siarkowa Moc wygładzając i matując twarz tworzy bardzo fajną bazę pod podkład.
| do kupienia oczywiście w Rossmannie, kosztuje niecałe 3 zł |
Wieczorem myję twarz już normalnym żelem, zazwyczaj jest to coś do cery problemowej i zazwyczaj nie kupione przeze mnie ;)
Obecnie jest to końcówka żelu Clean&Clear, który widzicie na zdjęciu i który już Wam recenzowałam.
PEELING
Odkąd moja cera trochę się uspokoiła przestałam się bać mocnego szorowania twarzy. Teraz nie wyobrażam sobie życia bez korundu z zsk :)
Nie stosuję go długo, a już widzę jak cera zaczyna się wygładzać, a przebarwienia łagodnieją. Fakt, moja facjata jest teraz jeszcze bledsza niż normalnie, co pewnie przysporzy mi jeszcze trochę problemów, ale zmienia się, zmienia się cudownie na lepsze. Bardzo Wam polecam ten produkt.
Ja dodaję do niego trochę żelu i porządnie masuję buzie. Nie polecam dodawać do niego olejków- trudno potem zmyć go dokładnie, a te drobinki, które nam się gdzieś zaplączą na suchej skórze potrafią być naprawdę baaardzo nieprzyjemne...
| www.zrobsobiekrem.pl |
MASECZKI
Po takim porządnym peelingu staram się wykorzystać to, że cera lepiej przyswaja wszelkie odżywcze i lecznicze składniki i nakładam jakąś maseczkę.
Ponieważ jestem posiadaczką cery mieszanej i czasem lekko pryszczato- wągrowej namiętnie maziam buzię drożdżami. Owszem, śmierdzi, ale bardzo ładnie ściąga i wygładza cerę, a przeciwtrądzikowe działanie drożdży znane jest od dawien dawna.
Podczas zakupów na zsk wyposażyłam się też w czystą glinkę zieloną. Bardzo fajna rzecz, pozostawia buzię w świetnym stanie, gładką i zdrowo wyglądającą.
| www.zrobsobiekrem.pl |
Moim ostatnim odkryciem jest duet Bielendy. Jest wprawdzie przeznaczony do skóry suchej, ale ta maseczka genialnie nawilża i zmiękcza cerę. No i ten zapach! Awokado, naprawdę intensywnie i pięknie pachnie, uwielbiam!
| Rossmann |
KREMY
Krem Siarkowa Moc jest moim absolutnym hitem. Wielbię go od pierwszego użycia. To moje drugie opakowanie. Cudownie wygładza buzię, matuje ją na maxa, zapobiega niespodziankom i jest bardzo przyjemną bazą pod makijaż, podkład Rimmela bardzo się z nim zaprzyjaźnił. Już go recenzowałam, więc nie będę się rozpisywać, ale jest naprawdę genialny.
| Rossmann, ok. 15 zł |
Nigdy nie używałam kremu pod oczy, ale odkąd duuużo więcej czasu spędzam przed komputerem, co związane jest ze studiami i oczywiście blogowaniem (tak tak, wszystko przez Was moje Drogie, bo siedzę całymi dniami na Waszych blogach! ;p), zauważyłam, że okolice moich oczu wyglądają gorzej.
Tak się złożyło, ze zebrało mi się ponad 20 próbek kremu Oftalin od Iwostin, a to stanowi ponad jedno całe opakowanie, więc postanowiłam sobie poużywać.
Pewnie go niedługo zrecenzuję, ale mogę powiedzieć, że jest bardzo przyjemny w użyciu. Wprawdzie długo się wchłania i jak dla mnie nie nadaje się do używania na dzień, ale na noc sprawdza się dobrze. Zmiękcza skórę, dobrze nawilża i łagodzi podrażnienia.
| Apteka |
Kompres nawilżający to druga połówka duetu Bielendy. Jest to treściwy, przezroczysty żel o boskim zapachu, który pozostawia się na twarzy do wchłonięcia. Cudeńko. Nie dość, że usypiam w tym cudownym zapachu, to rano budzę się z policzkami jak pupa niemowlaka :D
| Rossmann |
To chyba wszystko.
Ach, no i jeszcze ta woda utleniona punktowo :)
A może Wy coś polecicie ciekawego? :)
Na początek chciałabym się pochwalić, że znowu wygrałam :D
Tym razem szczęście przyniosły niemiłe włosowe przeżycia z dzieciństwa i w konkursie u Barw Wojennych zdobyłam szampon i odżywkę do włosów. Także z niecierpliwością czekam na paczuszkę i nie mogę się doczekać testów :)
Dzisiaj chciałabym Wam pokrótce opowiedzieć o mojej obecnej codziennej pielęgnacji twarzy.
Nie jestem ekspertką w tej dziedzinie, a moja cera sprawia mi ogromne problemy i do najładniejszych niestety nie zależy.
Jest to cera mieszana, ze skłonnością do wszelkich niedoskonałości.
Ostatnimi czasy postawiłam na bardzo prostą pielęgnację, bez wydziwiania i póki co jestem zadowolona, powoli zaczyna się to wszystko jakoś ogarniać ;)
No to po kolei:
OCZYSZCZANIE
Ta sfera różni się w zależności od tego, czy myję twarz rano, czy wieczorem.
Rano wybieram zwykłe mydło Biały Jeleń. Kiedy użyłam go po raz pierwszy trochę się przestraszyłam- buzia była dziwna w dotyku, jakby czymś oblepiona. Po chwili jednak stała się bardzo gładka, matowa i mięciutka. Bałam się, że bardzo mi to wszystko pozapycha, ale używam go już baaardzo długo i nic takiego się nie dzieje. W dodatku zużycie jest minimalne i jest genialny do demakijażu! Nie miałam jeszcze styczności z tak dobrym produktem, czasem zostawały mi ślady podkładu na twarzy, to mydło nie zostawia absolutnie niczego. Nie lubię zmywać makijażu żelem do mycia buzi, dopiero pod prysznicem, zawsze robię to zaraz po powrocie do domu i to jest dla mnie najlepsza opcja.
Rano, w połączeniu z kremem Siarkowa Moc wygładzając i matując twarz tworzy bardzo fajną bazę pod podkład.
| do kupienia oczywiście w Rossmannie, kosztuje niecałe 3 zł |
Wieczorem myję twarz już normalnym żelem, zazwyczaj jest to coś do cery problemowej i zazwyczaj nie kupione przeze mnie ;)
Obecnie jest to końcówka żelu Clean&Clear, który widzicie na zdjęciu i który już Wam recenzowałam.
PEELING
Odkąd moja cera trochę się uspokoiła przestałam się bać mocnego szorowania twarzy. Teraz nie wyobrażam sobie życia bez korundu z zsk :)
Nie stosuję go długo, a już widzę jak cera zaczyna się wygładzać, a przebarwienia łagodnieją. Fakt, moja facjata jest teraz jeszcze bledsza niż normalnie, co pewnie przysporzy mi jeszcze trochę problemów, ale zmienia się, zmienia się cudownie na lepsze. Bardzo Wam polecam ten produkt.
Ja dodaję do niego trochę żelu i porządnie masuję buzie. Nie polecam dodawać do niego olejków- trudno potem zmyć go dokładnie, a te drobinki, które nam się gdzieś zaplączą na suchej skórze potrafią być naprawdę baaardzo nieprzyjemne...
| www.zrobsobiekrem.pl |
MASECZKI
Po takim porządnym peelingu staram się wykorzystać to, że cera lepiej przyswaja wszelkie odżywcze i lecznicze składniki i nakładam jakąś maseczkę.
Ponieważ jestem posiadaczką cery mieszanej i czasem lekko pryszczato- wągrowej namiętnie maziam buzię drożdżami. Owszem, śmierdzi, ale bardzo ładnie ściąga i wygładza cerę, a przeciwtrądzikowe działanie drożdży znane jest od dawien dawna.
Podczas zakupów na zsk wyposażyłam się też w czystą glinkę zieloną. Bardzo fajna rzecz, pozostawia buzię w świetnym stanie, gładką i zdrowo wyglądającą.
| www.zrobsobiekrem.pl |
Moim ostatnim odkryciem jest duet Bielendy. Jest wprawdzie przeznaczony do skóry suchej, ale ta maseczka genialnie nawilża i zmiękcza cerę. No i ten zapach! Awokado, naprawdę intensywnie i pięknie pachnie, uwielbiam!
| Rossmann |
KREMY
Krem Siarkowa Moc jest moim absolutnym hitem. Wielbię go od pierwszego użycia. To moje drugie opakowanie. Cudownie wygładza buzię, matuje ją na maxa, zapobiega niespodziankom i jest bardzo przyjemną bazą pod makijaż, podkład Rimmela bardzo się z nim zaprzyjaźnił. Już go recenzowałam, więc nie będę się rozpisywać, ale jest naprawdę genialny.
| Rossmann, ok. 15 zł |
Nigdy nie używałam kremu pod oczy, ale odkąd duuużo więcej czasu spędzam przed komputerem, co związane jest ze studiami i oczywiście blogowaniem (tak tak, wszystko przez Was moje Drogie, bo siedzę całymi dniami na Waszych blogach! ;p), zauważyłam, że okolice moich oczu wyglądają gorzej.
Tak się złożyło, ze zebrało mi się ponad 20 próbek kremu Oftalin od Iwostin, a to stanowi ponad jedno całe opakowanie, więc postanowiłam sobie poużywać.
Pewnie go niedługo zrecenzuję, ale mogę powiedzieć, że jest bardzo przyjemny w użyciu. Wprawdzie długo się wchłania i jak dla mnie nie nadaje się do używania na dzień, ale na noc sprawdza się dobrze. Zmiękcza skórę, dobrze nawilża i łagodzi podrażnienia.
| Apteka |
Kompres nawilżający to druga połówka duetu Bielendy. Jest to treściwy, przezroczysty żel o boskim zapachu, który pozostawia się na twarzy do wchłonięcia. Cudeńko. Nie dość, że usypiam w tym cudownym zapachu, to rano budzę się z policzkami jak pupa niemowlaka :D
| Rossmann |
To chyba wszystko.
Ach, no i jeszcze ta woda utleniona punktowo :)
A może Wy coś polecicie ciekawego? :)
cudotwórcza maseczka IWOSTIN
Dzisiaj kolejny dowód na to, że jestem uzależniona od Was i od blogowania ;)
Oj będzie płacz na tych kolokwiach ;p
Przedstawię dzisiaj małego cudaka, który uratował moją twarz, a tym samym mnie, na dwie noce przed sylwestrem.
IWOSTIN LIPIDIA ODŻYWCZO- REGENERUJĄCA MASECZKA LIPIDOWA NA NOC
Producent:
OPAKOWANIE: jak widzicie jestem, a w zasadzie byłam, (nie)szczęśliwą posiadaczką tylko jednej saszetki, która zabłąkała się gdzieś w górze próbek (bo próbka to nie jest). Całe opakowanie to pudełeczko, które zawiera 10 takich saszetek.
Na stronie producenta wygląda to tak:
Saszetka jest spora jak na polskie warunki- 7ml. Wygląda normalnie, ale w środku sam kosmetyk jest jeszcze w takiej jakby dodatkowej folijce, która jest oczywiście umocowana do saszetki.
ZAPACH: bardzo bardzo delikatny, lekko apteczny.
KOLOR: biały
KONSYSTENCJA: lekka, ale troszkę tłustawa. Jest to dość rzadki kosmetyk, ale świetnie rozprowadza się na twarzy. Oczywiście wchłania się długo- w końcu ma to robić w nocy.
EFEKTY: maseczka- czarodziejka! Dostałam tę maseczkę razem z masą próbek. Obejrzałam ją dokładnie i od razu stwierdziłam, że próbką to to nie jest, bo nie posiada takowego oznakowania, a nazywana jest wszędzie saszetką. Myślę sobie, że to fajnie, ale jakoś specjalnie mnie nie zainteresował ten produkt. Zaraz po świątecznym obżarstwie i chwaleniu się, że moja buzia w końcu porządnie wygląda, oczywiście przed samym sylwestrem musiał mi na złość wyskoczyć na żuchwie wielki gulowaty pryszcz :/
No masakra. Stwierdziłam, że wolę mieć czerwoną plamę do zamaskowania niż chodzić z taką wielką wypustką na twarzy i świecić tym bąblem ludziom po oczach, więc zabrałam się za wyciskanie...
Niestety, jako żem pechowczyni, syf ten okazał się być z rodzaju tych "wykrwaw się, a biała maź nie wylezie".
No i cóż. Z bąbla zrobiła mi się rana z bąblem. Pociapana, ropna, przekrwiona z lekkim strupem i wciąż pryszczowa.
Tak tak, o ja głupia!
Nie wiem, co mnie tknęło, kiedy wieczorem przystępowałam do miziania twarzy kremami, ale postanowiłam nałożyć na całą twarz rzeczoną maseczkę. W końcu zbliża się sylwester, trzeba się zacząć przygotowywać. Wykonałam lekki masaż, buzia trochę się świeciła, ale to noc przecież, co tam.
Poszłam spać, rano się budzę, a strupa nie ma! Ropy nie ma! Została tylko mała lekko czerwona ranka kryjąca jedynie lekką wypukłość!
Łooooooo! Nawet sobie nie wyobrażacie, jak głośne było moje westchnienie ulgi.
Byłam uratowana! Jedyna skaza trudna do zamaskowania została pokonana!
Co jeszcze robi ta magiczna mikstura?
Skóra jest bajecznie miękka i naprawdę super nawilżona :) Bardzo milutka w dotyku, wszelkie zaczerwienienia zniknęły, pozostałości po wcześniejszych zmianach lekko się rozjaśniły.
Ubolewam, że maseczka jest już na wykończeniu, bo naprawdę super działa na moją buzię.
WYDAJNOŚĆ: super hiper extra! Te 7 ml wystarczyło mi na jakieś 7 użyć. Naprawdę niewiele jej trzeba nałożyć, żeby rano obudzić się z ładną cerą. Producent zaleca używanie raz w tygodniu, ja to robiłam chyba co drugi dzień, bo tak mi się podobały efekty :D
Myślę, że posiadając 10 takich saszetek i stosując je rzeczywiście raz w tygodniu, można się nią cieszyć naprawdę cholernie długo.
Poj.: 10x 7 ml
Cena: od 20- 30 zł za całe opakowanie, ale możecie popytać w aptece o pojedyncze saszetki.
Polecam wszystkim to cudo. Jeśli wpadnie Wam kiedyś w ręce to nie puszczajcie, bo w awaryjnych sytuacjach naprawdę może się przydać.Błyskawicznie goi rany, wygładza i porządnie nawilża.
Jeśli macie problem z suchą skórą będzie świetna- zatrzymuje wodę na bardzo długo. Mimo że mam cerę mieszaną, nie sprawiła, że bardziej przetłuszcza mi się skóra.
OGÓLNA OCENA: 5/5
Oj będzie płacz na tych kolokwiach ;p
Przedstawię dzisiaj małego cudaka, który uratował moją twarz, a tym samym mnie, na dwie noce przed sylwestrem.
IWOSTIN LIPIDIA ODŻYWCZO- REGENERUJĄCA MASECZKA LIPIDOWA NA NOC
Producent:
- Właściwości:
- Długotrwale odbudowuje strukturę lipidową poprzez uzupełnienie braków naturalnie obecnych w skórze lipidów (nienasycone kwasy tłuszczowe, ceramidy, cholesterol, trójglicerydy, woski, skwalan)
- Zapewnia głębokie i długotrwałe nawilżenie (Hydromanil)
- Zwiększa elastyczność i sprężystość skóry (NNKT, lipidy)
- Wskazania:
- Odżywianie i pielęgnacja suchej, pozbawionej naturalnej elastyczności skóry twarzy i szyi
- Sposób użycia:
- Nałożyć wieczorem na dokładnie oczyszczoną skórę twarzy i szyi, omijając okolice oczu. Pozostawić do wchłonięcia na noc. Najlepsze rezultaty osiąga się, stosując preparat raz w tygodniu.
- Tutaj możecie poczytać o składnikach aktywnych, a dużo ich KLIK
- (źródło iwostin.pl)
OPAKOWANIE: jak widzicie jestem, a w zasadzie byłam, (nie)szczęśliwą posiadaczką tylko jednej saszetki, która zabłąkała się gdzieś w górze próbek (bo próbka to nie jest). Całe opakowanie to pudełeczko, które zawiera 10 takich saszetek.
Na stronie producenta wygląda to tak:
(źródło iwostin.pl)
ZAPACH: bardzo bardzo delikatny, lekko apteczny.
KOLOR: biały
KONSYSTENCJA: lekka, ale troszkę tłustawa. Jest to dość rzadki kosmetyk, ale świetnie rozprowadza się na twarzy. Oczywiście wchłania się długo- w końcu ma to robić w nocy.
EFEKTY: maseczka- czarodziejka! Dostałam tę maseczkę razem z masą próbek. Obejrzałam ją dokładnie i od razu stwierdziłam, że próbką to to nie jest, bo nie posiada takowego oznakowania, a nazywana jest wszędzie saszetką. Myślę sobie, że to fajnie, ale jakoś specjalnie mnie nie zainteresował ten produkt. Zaraz po świątecznym obżarstwie i chwaleniu się, że moja buzia w końcu porządnie wygląda, oczywiście przed samym sylwestrem musiał mi na złość wyskoczyć na żuchwie wielki gulowaty pryszcz :/
No masakra. Stwierdziłam, że wolę mieć czerwoną plamę do zamaskowania niż chodzić z taką wielką wypustką na twarzy i świecić tym bąblem ludziom po oczach, więc zabrałam się za wyciskanie...
Niestety, jako żem pechowczyni, syf ten okazał się być z rodzaju tych "wykrwaw się, a biała maź nie wylezie".
No i cóż. Z bąbla zrobiła mi się rana z bąblem. Pociapana, ropna, przekrwiona z lekkim strupem i wciąż pryszczowa.
Tak tak, o ja głupia!
Nie wiem, co mnie tknęło, kiedy wieczorem przystępowałam do miziania twarzy kremami, ale postanowiłam nałożyć na całą twarz rzeczoną maseczkę. W końcu zbliża się sylwester, trzeba się zacząć przygotowywać. Wykonałam lekki masaż, buzia trochę się świeciła, ale to noc przecież, co tam.
Poszłam spać, rano się budzę, a strupa nie ma! Ropy nie ma! Została tylko mała lekko czerwona ranka kryjąca jedynie lekką wypukłość!
Łooooooo! Nawet sobie nie wyobrażacie, jak głośne było moje westchnienie ulgi.
Byłam uratowana! Jedyna skaza trudna do zamaskowania została pokonana!
Co jeszcze robi ta magiczna mikstura?
Skóra jest bajecznie miękka i naprawdę super nawilżona :) Bardzo milutka w dotyku, wszelkie zaczerwienienia zniknęły, pozostałości po wcześniejszych zmianach lekko się rozjaśniły.
Ubolewam, że maseczka jest już na wykończeniu, bo naprawdę super działa na moją buzię.
WYDAJNOŚĆ: super hiper extra! Te 7 ml wystarczyło mi na jakieś 7 użyć. Naprawdę niewiele jej trzeba nałożyć, żeby rano obudzić się z ładną cerą. Producent zaleca używanie raz w tygodniu, ja to robiłam chyba co drugi dzień, bo tak mi się podobały efekty :D
Myślę, że posiadając 10 takich saszetek i stosując je rzeczywiście raz w tygodniu, można się nią cieszyć naprawdę cholernie długo.
Poj.: 10x 7 ml
Cena: od 20- 30 zł za całe opakowanie, ale możecie popytać w aptece o pojedyncze saszetki.
Polecam wszystkim to cudo. Jeśli wpadnie Wam kiedyś w ręce to nie puszczajcie, bo w awaryjnych sytuacjach naprawdę może się przydać.Błyskawicznie goi rany, wygładza i porządnie nawilża.
Jeśli macie problem z suchą skórą będzie świetna- zatrzymuje wodę na bardzo długo. Mimo że mam cerę mieszaną, nie sprawiła, że bardziej przetłuszcza mi się skóra.
OGÓLNA OCENA: 5/5
Subskrybuj:
Posty (Atom)
























